W Nowej Zelandii rozwiązania Microsoftu są popularne. Historia Tomka Kolasy

Tomek Kolasa jeszcze na studiach był członkiem JavaTech Research Group, by nabyć pierwsze doświadczenia projektowe. Pomogły one później w znalezieniu pierwszej pracy. Na stypendium doktoranckie pojechał do Nowej Zelandii, by później znaleźć pracę na stanowisku Java Developera. Dziś mieszka w Tokio i zdalnie pracuje dla firmy z Nowej Zelandii. Zobaczcie, jak krok po kroku wygląda ścieżka kariery Tomka, którego zaprosiliśmy do wywiadu.

Spis treści

Jak wówczas wyglądała społeczność programistów w Dunedin?

Myślę, że centralnym punktem społeczności programistów w Dunedin była i jest grupa Codecraft. Są to comiesięczne spotkania, na których członkowie grupy wygłaszają krótkie prezentacje na temat swojej pracy, nowych technologii czy innych tematów luźno związanych z zagadnieniami IT. Świetne miejsce, by poznać ludzi z branży. Lista mailingowa tej grupy była też dla mnie wspaniałym źródłem informacji o nowych projektach czy ofertach pracy. Jeśli ktoś jest zainteresowany szukaniem pracy jako JavaScript developer, to polecam również Slackową grupę JavaScript New Zealand.

Swego czasu odbywały się również regularne i mniej formalne spotkania okrzyknięte mianem “Distiller Drinks”, gdzie w dość kameralnym gronie, przy piwku, można było poznać ciekawe osoby związane głównie ze sceną startupową. Udało mi się tam między innymi porozmawiać z Derek’iem Sivers’em, założycielem CD Baby, który później osiedlił się w Nowej Zelandii.

Distiller był przede wszystkim inkubatorem, takim malutkim i trochę nieformalnym, ale w miarę możliwości oferowali każdemu biurko do pracy oraz taką grupę wsparcia “anonimowych startupowców”. Spotykaliśmy się co dwa tygodnie i rozliczaliśmy się wzajemnie z ustalonych przez siebie celów w naszych projektach. Podczas tych spotkań poznałem swojego przyszłego pracodawcę. Wtedy zatrudniał dwie osoby, teraz jego firma zatrudnia ponad 100 pracowników i niedawno otworzyli biura w Australii, Holandii i Singapurze.

Wydaje mi się, że w Dunedin, jak na miasto o populacji niewiele ponad 100 000 to społeczność programistów, jak i ta bardziej biznesowa, jest dość prężna. Znacznie przyczynia się to tego moim zdaniem obecność studentów. W Dunedin znajdują się bowiem dwa uniwersytety oferujące w sumie aż trzy kierunki informatyczne.

Ponadto Dunedin zdaje się przyciągać ludzi zainteresowanych outdoorem i szukających lepszego work-life balance, nie brakuje więc tutaj również doświadczonych specjalistów pracujących zdalnie dla firm w Stanach i Europie. Na przykład znajduje się w Dunedin grupa osób pracujących dla Canonical i swego czasu główny team AVOS Systems (firma Steve’a Chen’a i Chad’a Hurley’a — założycieli YouTube’a), który pracował nad Deliciuos i Mixbit.

Jak drogie jest życie w tym kraju, na co może sobie pozwolić junior, regular czy senior?

To bardzo trudne pytanie, nie mieszkałem też od wielu lat w Polsce, więc trudno mi jest porównać. Pamiętam jednak, że na samym początku Dunedin wydawało się znacznie tańsze do życia niż Wrocław. Nasze stypendia doktoranckie równe były w zasadzie minimalnej krajowej, a nie mieliśmy problemu, by wynająć pokój z łazienką i kupić samochód. Utrzymanie samochodu swoją drogą (szczególnie japońskich marek) jest dość tanie, benzyna tania, a OC (oraz AC) nie są obowiązkowe.

Pracując jako początkujący programista, można się spodziewać prawie podwojenia minimalnej krajowej. Myślę więc, że bardziej doświadczona osoba nie miałaby problemów, by utrzymać rodzinę z dzieckiem i wynająć dom lub spłacać kredyt. Nie spodziewałbym się jednak luksusów, do których jesteśmy przyzwyczajeni, czyli np. nowszych mieszkań. Domy w Dunedin są nieszczelne, zimne i mają problemy z wilgocią. Różnice w kosztach życia między miastami w Nowej Zelandii są jednak dość znaczące, i tak na przykład Auckland jest zdecydowanie bardzo drogim miastem. Nawet na skalę światową. Wynika to przede wszystkim z wysokich cen zakwaterowania.

Która z technologii jest najbardziej pożądana?

Jeśli chodzi o web development to oczywiście Javascript oraz… chyba PHP. Zważywszy na dużą liczbę małych firm świadczących usługi tworzenia stron internetowych, marketingu oraz e-commerce programiści dobrze znający frontend oraz platformy takie jak Magento, WordPress czy Drupal znajdą coś dla siebie. W przypadku aplikacji webowych od strony backendu to myślę, że znowu mamy Javascript (NodeJS) oraz Java i C#. Java i C# są pożądane szczególnie w większych firmach, takich jak Datacom. W Nowej Zelandii rozwiązania Microsoftu są dość popularne, wśród ofert pracy często pojawiają się technologie .Net oraz MS SQL Server.

ZOBACZ TEŻ:  Nie zaczynaj od pracy zdalnej. Historia Andrzeja Rośka

W Nowej Zelandii króluje także small business, nie ma nic dziwnego w tym, że wspomniane przeze mnie wcześniej firmy marketingowe zatrudniają jednego lub dwóch programistów oraz grafika. Firmy, które zatrudniają ponad 10 osób, są klasyfikowane jako firmy średnie. Podobnie oczywiście wygląda to w przypadku firm tworzących aplikacje mobilne, gdzie dominuje iOS. iPhone jest tutaj popularniejszy niż smartfony z Androidem, więc programiści iOS są bardziej poszukiwani.

O pozostałych technologiach ciężko mi coś konkretnego powiedzieć. Jako ciekawostkę mogę dodać, że grupa z Dunedin pracująca zdalnie dla Canonical, pracuje nad Juju (narzędzie dla DevOps). Jest to największy projekt napisany w GO znajdujący się na Githubie.

Kiedy przeprowadziłeś się do Tokio i dlaczego?

Do Tokio przeprowadziliśmy się w listopadzie 2018 roku. Zawsze chcieliśmy z żoną spróbować życia w Japonii. Oboje kiedyś uczyliśmy się języka japońskiego, no i oczywiście kto nie oglądał Tsubasy czy tam Pokemonów za dzieciaka? Postanowiliśmy więc spróbować życia w Japonii, no i udało się. Żona pracuje na uniwersytecie, ja natomiast ciągle kontynuuje pracę zdalną dla firmy w Nowej Zelandii.

Jak wygląda społeczność programistów w tym kraju?

To są jeszcze bardzo wczesne obserwacje, ale na pewno więcej się tutaj dzieje niż w Dunedin. Wystarczy spojrzeć na ilość spotkań w Tokio na meetup.com. Większa część tych grup jest zdecydowanie międzynarodowa, nie trzeba więc się martwić o nieznajomość japońskiego. Do tej pory udało mi się odwiedzić tylko meetupy Dev Japan i Tokyo Tech Startups. Forma Dev Japan jest dość prosta, coworking space jest dostępny na kilka godzin i można sobie coś pokodować oraz poznać innych programistów. Na ostatnie spotkanie przybyło ponad 50 osób. Tokyo Tech Startups jest również całkiem sporym meetupem. Mimo że tematyka prezentacji głównie startupowa, to można tam poznać innych programistów.

Dużym wydarzeniem w społeczności w Tokio jest coroczna konferencja Rakuten Technology Conference. Pokaźnych rozmiarów impreza z kilkoma sesjami. Jest jeszcze grupa Hacker News Tokyo. Jeśli ktoś chce się odnaleźć w społeczności w Tokio, poznać ludzi czy nawet znaleźć pracę, to polecam zacząć właśnie od Hacker News Tokyo i dołączyć do ich grupy na Slack’u.

Przez to, że i w Nowej Zelandii gdzie mieszkałeś i w Tokio nie jest tak rozbudowana, jak np. w Polsce, czujesz, że trudniej Ci rozwijać się? Co w ogóle oznacza dla Ciebie rozwój?

Społeczność w Nowej Zelandii była dla mnie wystarczająca. Cieszyłbym się z większego wyboru, ale i tak nie mógłbym uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. Myślę, że największą korzyścią z tych spotkań było to, że poznawałem ludzi, którzy robią coś fajnego i czułem się potem naładowany energią, by również zrobić coś fajnego albo czegoś nowego się nauczyć.

Myślę, że rozwój to dla mnie konieczność. Bywały momenty w mojej karierze, kiedy czułem, że to nad czym pracuję, staje się dość rutynowe i monotonne.

Dlatego, kiedy brakuje mi wyzwań, staram się coś zmienić, zacząć nowy projekt w innej technologii czy nawet zmienić pracę. Może nawet się jakoś specjalnie nie staram, po prostu przychodzi czas, gdy muszę zacząć coś nowego, bo nie czuję się komfortowo. Nie zawsze musi to mieć związek z zawodem, ostatnio zainteresowałem się na przykład fotografią. No i oczywiście japońskim jedzeniem.

Czym zajmujesz się w firmie, w której pracujesz?

Jestem jedną z osób pracujących nad migracją istniejącego produktu SaaS z monolitu na architekturę mikroserwisową. Zajmuję się projektowaniem i implementacją API w NodeJS oraz DevOps na platformie AWS. Ostatnio mój typowy dzień schodzi głównie na pisaniu skryptów CloudFormation.

Poza migracją, jednym z ciekawszych wyzwań dla mnie w tej pracy była implementacja bitemporalnych struktur danych w grafowej bazie danych (ArangoDB). Mogliśmy dzięki temu uzyskać pełną historię zmian dla naszych danych.

Jakie masz plany na przyszłość? Gdzie chciałbyś dotrzeć na swojej drodze kariery za kilka lat?

Jestem otwarty na wszelkie możliwości, ale zastanawiam się poważnie nad otworzeniem firmy programistycznej. Jest to jedna z rzeczy, które chciałbym w życiu zrealizować. Ciągle ciągnie mnie też w świat startupów. Pracuję nad kilkoma projektami, którym chciałbym poświęcić więcej uwagi.

Wracając do rozwoju personalnego, to obecnie staram się skupić na swoim zdrowiu i produktywności. Gdy dobrze śpię, jem i trenuję, to lepiej funkcjonuję w pracy. Chciałbym sprawniej wykorzystywać swój czas, aby być w stanie pracować nad tym wszystkim, co sobie zaplanowałem.


Tomasz Kolasa. Programista z wykształcenia i zamiłowania. Studia informatyczne ukończył na Politechnice Wrocławskiej. W roku 2011 przeprowadził się do Nowej Zelandii gdzie dalej studiował i pracował jako mobile oraz web developer. Od kilku lat pracował zdalnie dla firm z Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych jako full-stack developer oraz team leader. Od roku 2018 mieszka w Tokyo. Interesuje się fotografią, przedsiębiorczością i podnoszeniem ciężarów.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
recenzja kursu javascript
Czy warto kupić kurs „JavaScript – The Complete Guide 2021 (Beginner + Advanced)”? Recenzja