Nie „zarządzam” zespołem, bo traktujemy się na równi. Historia Andrzeja Wojtysia

Rozwój firmy, w której pracuje Andrzej umożliwił mu wiele zmian w karierze. – Nareszcie liczba backend developerów w moim zespole rozrosła się z jednej do sześciu osób. To umożliwiło mi oddanie części odpowiedzialności, co przyniosło korzyści dla obu stron – powiedział nam w rozmowie.

Zespół programistów może rozwijać się pracując nad dużym i wymagającym projektem, a Andrzej ma czas na rzeczy zupełnie nowe, takie jak Software oraz Solution Architecture, bądź też Data engineering i DevOps. Poniżej rozmawiamy o ścieżce kariery i życiu w Finlandii Andrzeja Wojtysia, Lead Backend Developera w Lamia Oy.

W jaki sposób podjęliście decyzję o tym, że zespół trzeba powiększyć i skąd wzięła się liczba sześciu osób?

Nasz klient był bardzo zadowolony z rozwiązań, które dostarczaliśmy, dlatego jego apetyt na nasze usługi zaczął rosnąć. W pewnym momencie zaczęło to przerastać moje możliwości, więc zdecydowaliśmy, że przyda mi się pomoc. Przez ostatnie dwa lata powoli powiększaliśmy zespół backend developerów (jak i również frontendowców), bazując na zapotrzebowaniu naszego klienta.

Jakimi zasadami kierujesz się zarządzając zespołem?

Różnica jest taka, że wtedy było łącznie tylko sześciu backend developerów na całą firmę, więc im „liderowałem”. Było to jednak bardziej koordynowanie pracy (używane technologie, sposób ich użycia, dbanie o tworzenie standardów), niż faktyczne „liderowanie”. Teraz mam własny zespół, którego jestem faktycznie liderem.

Z pewnością nie mogę powiedzieć, że “zarządzam” członkami swojego zespołu. Pomimo tytułu, traktujemy się na równi. Jest to spowodowane tym, że moimi głównymi zasadami jest pomaganie im w ich rozwoju oraz służenie im, kiedykolwiek tego potrzebują. Zawsze staram się okazywać, że cokolwiek się dzieje, jestem tu dla nich i mogą szukać u mnie wsparcia. Poza tym, staram się usuwać kłody spod ich nóg, by mogli się w pełni skupić na swojej pracy.

Gdzie nauczyłeś się tego podejścia? Wydaje się to proste, ale domyślam się, że dojrzewanie do takiej pozycji zajęło trochę czasu.

Sądzę, że to było dla mnie dość naturalne podejście, gdyż zawsze byłem zainteresowany nauczaniem oraz pomaganiem ludziom (działałem w wolontariatach i starałem się pomagać innym w nauce).

Część tego podejścia bierze się także z doświadczeń w trakcie mojej ścieżki kariery od juniora do lidera, oraz bycia częstym mentorem w naszej firmie. Mogłem dzięki temu doświadczyć dobrych oraz złych stron tej pracy na różnych jej etapach. Dzięki temu, posiadając podstawową wiedzę i obserwując każdego członka zespołu indywidualnie, staram się im pomóc w sposób, który byłby dla nich najlepszy.

W jaki sposób rozwijałeś i nadal rozwijasz się jako lider?

Najciężej było zacząć, ponieważ jako bardzo techniczna osoba potrzebowałem czasu, by usprawnić swoje umiejętności miękkie. Dużą pomocą była książka, “Technical Leadership. Od eksperta do lidera” autorstwa Mariusza Sieraczkiewicza.

Obecnie rozwijam się poprzez codzienną pracę ze swoim zespołem, aczkolwiek również poprzez bycie częścią zespołu architektów w projekcie. Dzięki temu jestem w stanie obserwować oraz porównywać swój sposób pracy z innym liderem.

Na podstawie jakich czynników określałeś kiedyś trudność danego zadania, a jak robisz to teraz?

W przeszłości trudność oceniałem na podstawie analizy swoich poprzednich doświadczeń z zadaniami, które w jakimś stopniu były podobne do tego, które w danym momencie miałem wykonać. Obecnie określam skomplikowanie zadania na podstawie tego, ile różnych systemów oraz dostawców musi ze sobą współpracować, by dostarczyć funkcjonalność. Według mnie, koordynacja (szczególnie pomiędzy dostawcami) jest najbardziej problematyczna. Przestałem uważać jakiekolwiek techniczne zadania za trudne.

Co uważasz za najtrudniejsze na twoim stanowisku?

Na początku kariery lidera, najtrudniejsze było dzielenie się zadaniami z resztą zespołu. Na szczęście, od kiedy udało mi się tego nauczyć, praca stała się łatwiejsza. Teraz największym problemem jest zarządzanie własnym czasem, tak by zespół miał twoje wsparcie, ale też żebyś mógł wykonywać swoje zadania. Owszem, staram się dzielić dzień na fazy pracy własnej i pracy z zespołem, aczkolwiek, w zależności od statusu projektu, czasem jest ciężko to utrzymać.

Drugim wyzwaniem jest to, by dbać o przepływ wiedzy w zespole. Wymaga to dodatkowego śledzenia, kto posiada jakąś wiedzę.

Jak w firmie, w której pracujesz, wygląda proces dzielenia się wiedzą? Organizujecie wewnętrzne warsztaty?

Każda nowa osoba ma przydzielonego mentora, który dba o wdrożenie w firmę oraz przekazuje nasze standardy, praktyki itp. Poza tym, mentor jest również odpowiedzialny za obserwację oraz nauczanie nowej osoby w trakcie pierwszych kilku miesięcy pracy. W praktyce, mentor jest pierwszą linią wsparcia dla każdego nowego pracownika.

Posiadamy też intranet oraz eksperymentujemy obecnie ze “StackOverflow for Teams”. Ponadto, od czasu do czasu, organizujemy spotkania dla zainteresowanych, w trakcie których każdy może opowiedzieć o tym, czym się zajmuje, o używanych technologiach, nowinkach, praktykach, etc.

W jaki sposób rozstrzygasz spory na linii backend-frontend?

Rozmową. Staram się być mediatorem pomiędzy zespołami, w celu znalezienia rozwiązania, które w najgorszym przypadku będzie dla nich najmniej problematyczne. Na szczęście, mam również doświadczenie z frontendem, więc jestem w stanie zrozumieć argumenty obu stron.

Zapewne uczestniczysz także w rekrutacjach programistów. Na jakie aspekty zwracasz uwagę podczas naboru?

Tak, biorę udział w części technicznej naszego procesu rekrutacji (części teoretycznej oraz praktycznej). W przypadku części praktycznej (którą stanowi stworzenie aplikacji na podstawie listy wymagań), głównie patrzę na jakość rozwiązania. Czystość kodu oraz użyte wzorce mówią dość dużo o doświadczeniu kandydata.

Jeżeli chodzi o część teoretyczną, oczywiście ważne są poprawne odpowiedzi na pytania. Bardzo istotną rzeczą dla mnie jest też obserwacja podejścia kandydata do pytań, sposób opowiadania o swoim hobby, doświadczeniu oraz o programowaniu. Jest to szczególnie ważne, gdyż szukamy pasjonatów, którzy chcą się rozwijać, również w kierunkach zupełnie dla nich nowych.

Pasja jest kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu kandydata? Co, gdy tej pasji nie widać?

Jest to bardzo ważny czynnik, szczególnie jeśli kandydat okazuje pasję w kierunku technologii. Jednakże nie jest on kluczowy, dlatego nie zdyskwalifikowalibyśmy nikogo, jeżeli tej pasji by nie było widać. Kluczowymi czynnikami dla nas jest wiedza oraz chęć pracy w zespole. Szczególnie to drugie, ze względu na to, że w każdym projekcie współpraca z pozostałymi członkami jest bardzo ważna. Istotna jest również dla nas chęć i zapał do spontanicznej nauki nowych technologii.

Czy w Finlandii popularne są kursy programowania? Jakie masz o nich zdanie?

Nie jestem zbyt obeznany z tym tematem, aczkolwiek znam jedną firmę, która uczy programować imigrantów. Wiele osób stamtąd brało udział w hackathonie, organizowanym przez naszą firmę w tym roku i mogę ocenić ich naprawdę bardzo dobrze.

Wspomniałeś, że przez lata pracy w Finlandii poznałeś wiele języków i narzędzi. Które z nich okazały się najciekawsze?

Jeżeli chodzi o języki, wreszcie mogę powiedzieć, że zapoznałem się z Pythonem na bardziej zaawansowanym poziomie. Pokochałem ten język ze względu na to, jak łatwo i szybko można tworzyć dowolne rozwiązania. Obecnie używam go dość często przy pracy z danymi oraz do automatyzacji procesów.

W przypadku narzędzi, będą to Atlassian Bamboo, HAProxy i Ansible. Każdy z nich jest bardzo prosty w użyciu, a jednocześnie daje możliwość tworzenia bardzo rozbudowanych rozwiązań w dziedzinach, dla których zostały stworzone.

Dużo zmieniło się także w twoim życiu prywatnym. Zostałeś ojcem, kupiłeś dom. Przypuszczam, że zostaniesz w Finlandii na stałe? 

Tak, planuję tutaj pozostać. W styczniu będę celebrować pięć lat życia w Finlandii i póki co, nie mogę narzekać. Nieznajomość fińskiego czyni niektóre rzeczy trudniejszymi, gdyż językami urzędowymi są tutaj fiński oraz szwedzki. Nie wszystkie dokumenty są zatem dostępne po angielsku. Na szczęście, Google Translate dość dobrze sobie radzi z tłumaczeniem z fińskiego na angielski, więc wystarcza w większości przypadków. Poza tym, w dużych miastach, większość ludzi (nawet osoby starsze) mówią dobrze po angielsku, więc codziennie sprawy da się załatwić dość łatwo.

To dobre miejsce dla juniorów i midów, czy tylko seniorów?

Pod względem umiejętności, sądzę że każdy znajdzie w Finlandii coś dla siebie. Mamy tutaj wiele firm tworzących różne rzeczy i używających przeróżnych technologii. Jednakże Finlandia jest dość specyficznym miejscem. Niektórzy mogą jej nie polubić lub mieć tutaj bardzo ciężki czas.

Pierwszym wielkim “szokiem” dla mnie było to, jak ludzie są niechętni do obcych. Często starają się unikać kontaktu z innymi za wszelką cenę (memy z Finlandii z ludźmi stojącymi metr od siebie na przystankach są dość popularne). Z drugiej strony, są oni bardzo szczerzy i gotowi do pomocy (o ile uda Ci się z nimi zacząć rozmowę).

W temacie zarobków, w przypadku juniorów mogą być one bardziej atrakcyjne niż te w Polsce. Jeżeli chodzi o midów i seniorów, są one mniej więcej na tym samym poziomie. Trzeba jednak pamiętać, że wydatki oraz podatki są tu znacznie większe. Rzeczą, na którą obcokrajowcy dość mocno narzekają, jest brak słońca w ciągu zimy. Nawet w przypadku Helsinek, które są na samym południu kraju, w ciągu zimy słońce jest widoczne przez około 3-4 godziny (o ile nie pada, w przeciwnym wypadku może go w ogóle nie być). Im bardziej na północ, tym gorzej.

Mimo wszystko, ogólne poczucie bezpieczeństwa w kraju może zachęcić niektórych do przeprowadzki (sam zacząłem to bardzo doceniać odkąd mam żonę i dziecko).

Na koniec, jakie masz rady dla tych, którzy chcą wejść w branżę IT?

Przede wszystkim, doradzam stworzenie swojego portfolio (na przykład na Bitbucket lub Github), czyli projekty własne oraz udział w projektach Open Source. Jest to spowodowane tym, że nawet jeżeli z jakiegoś powodu zadanie praktyczne na rekrutacji nie pójdzie dobrze, ale portfolio jest rozbudowane, rekruter jest w stanie ocenić poziom kandydata. W moim przypadku, takim projektem w portfolio był system do zarządzania zasobami w bibliotekach szkolnych, dzięki któremu dostałem swoją pierwszą pracę.

Duże uproszczenie mogłoby stanowić rozpoczęcie przez takie osoby od faktycznych podstaw programowania, jak typy danych i algorytmy, aniżeli od razu od języka programowania. Jest to spowodowane tym, że wiedza teoretyczna pozwala na naukę dowolnego języka w znacznie krótszym czasie, co bardzo się przydaje w dynamicznych projektach.

Takie osoby muszą być też świadome, że w tej branży ciągła nauka jest czymś normalnym, i na dłuższą metę lepiej zbierać doświadczenie w jak największej liczbie zagadnień, aniżeli specjalizować się w jednej konkretnej.

Co mogłoby przyspieszyć twoją ścieżkę kariery?

Na moim etapie, najefektywniejszymi metodami są kolejne wymagające wyzwania, które wymuszają poszerzanie swojej wiedzy oraz kontakt z osobami, które mają więcej doświadczenia w dziedzinie, którą obecnie rozwijam.


Andrzej Wojtyś. Lead Backend Developer w Lamia Oy. Związany z branżą e-commerce od ponad 6 lat, obecnie zajmujący się architekturą oprogramowania oraz automatyzacją procesów i infrastruktury. Nieustannie uczący się nowych języków i technologii, by lepiej dostosowywać rozwiązania do potrzeb. Prywatnie, mąż i ojciec oraz pasjonat jazdy na rowerze.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
Polecamy
praca zdalna krzysztof szymko ziflow
Praca zdalna nie jest dla wszystkich. Poznaj historię firmy, która od lat pracuje w zdalnym zespole