Pierwsze lata nauki programowania zajmowały mi 24/7. Historia Adama Pozorka

Historia Adama zaczęła się od pracy w call center, podczas której otrzymał telefon od znajomego z propozycją pracy „informatyka”. W nowej firmie zainteresował się programowaniem, aż w końcu został Software Engineerem. Gdy poznał konkretną liczbę pieniędzy, jaką przynosi firmie swoją pracą, postanowił założyć swój startup. I choć nie wypalił, to przyniósł ogromną dawkę wiedzy.

Z Adamem rozmawiamy nie tylko o ścieżce kariery, ale także o tym, dlaczego warto próbować wielu rzeczy, uczyć się nowych frameworków i… często zmieniać pracę.

W trakcie pracy w call center dostałeś – o dziwo – ciekawy telefon, który właściwie rozpoczął Twoją przygodę z IT. Odpowiedz o nim.

W tamtym okresie jeszcze nie myślałem o pracy w IT i w zasadzie pracowałem tu i tam (brałem, co akurat wpadło). W trakcie kolejnego połączenia, którego celem była sprzedaż biuletynu, dostałem telefon od kolegi. Poinformował mnie, że u niego w firmie szukają pracowników. Uprzedził, że praca jest dość nudna, ale w biurze i w miarę spokojna (wprowadzanie danych do bazy). Długo się nie zastanawiałem, tak jak siedziałem wstałem i poszedłem zakomunikować mojemu liderowi, że odchodzę. Niedługo po rozpoczęciu pracy w nowej firmie dostałem ofertę przeniesienia i pomocy w dziale IT Support. Tak właściwie zaczęła się moja przygoda z informatyką.

Czym zajmowałeś się w tej firmie i kiedy pierwszy raz wpadłeś na pomysł zostania programistą?

Na początku zajmowałem się prostymi administracyjnymi rzeczami. Podpinałem myszki, instalowałem programy itd. Z czasem zacząłem zajmować się przygotowaniem analiz w MS Excel opartych głównie o proste bazy danych w MS Access. Z uwagi na bardzo powtarzalny proces, ponieważ wykonywałem te same operacje dla tych samych klientów, zacząłem zastanawiać się jak można to poprawić/zautomatyzować. Pierwsze linijki kodu napisałem w VBA. Jest to bardzo prosty język programowania, który wykorzystuje się przez pakiet MS Office. Bardzo spodobało mi się programowanie, zauważyłem jak ogromne ma możliwości i chyba wtedy pomyślałem, że zainteresuje się tym na poważnie.

Telefon kolegi to nie ostatnia ciekawa historia związana rekrutacją dzięki znajomemu. Opowiedz o kartce w ustach.

To prawda, na jednym z treningów kick-boxingu nasz trener wprowadził bardzo dziwne ćwiczenie na refleks, które polegało na wyjęciu z ust kolegi małej kartki papieru. To było oczywiste, że ktoś komuś przez przypadek wsadzi palec w oko. Niestety ta sztuka udała się mi. Wsadziłem palec w oko nowo poznanemu koledze, który w czasie tego samego treningu, zarekomendował firmę, w której pracował. Decyzja o odejściu tym razem była o wiele cięższa, ale dzięki pomocy ze strony żony zdecydowałem się odejść.

Czym zajmowałeś się w tej firmie?

W nowym miejscu pracy zajmowałem się na początku integracją systemów rozproszonych. Brzmi bardzo ładnie, ale w rzeczywistości nie było to nic innego jak przeciąganie kresek z lewej na prawą. Robiłem to w celu przemapowania komunikatu jednego systemu na drugi, w narzędziu nazywającym się WebMethods. Towarzyszyło temu sporo dokumentacji, pisania testów oraz masa nudy.

Z biegiem czasu dołączyłem do grona programistów Java. Później przeskakiwałem z jednego języka programowania na drugi, z technologii na technologię w zależności od potrzeb. Nie ukrywam, że był to trudny, ale bardzo ciekawy okres w moim życiu zawodowym.

To była pierwsza praca, która dała Tobie sporą dawkę wiedzy? Czego się w niej nauczyłeś?

To prawda, jak już wcześniej wspomniałem ze względu na dużą różnorodność projektów przeskakiwałem pomiędzy różnymi technologiami, co dało mi dużą dawkę wiedzy technicznej w stosunkowo krótkim czasie. Poza technicznym aspektem zdobyłem kilka umiejętności miękkich, które są moim zdaniem niezmiernie potrzebne w obecnych czasach. Nauczyłem się elastyczności oraz umiejętności szybkiego uczenia się i przystosowywania do zmieniających warunków pracy. Mówię tu o realnych umiejętnościach, a nie to co ludzie zwykle piszą w CV.

Jak dużo poświęcałeś na naukę nowych języków, frameworków?

Ciężko to określić w godzinach, ale przez pierwsze 2-3 lata w nowej firmie pracowałem 8-12 godzin. Przenosiłem się później do domu, gdzie dalej pracowałem/uczyłem się. W tym samym czasie także studiowałem, a więc oprócz nauki do pracy uczyłem się okrutnie dużo też na studia. Studiowałem na PJWSTK. Można powiedzieć, że pierwsze lata nauki zawodu to było 24/7.

Kiedy pierwszy raz zrozumiałeś, że chcesz robić coś innego, niż pracować u kogoś na etacie?

Sądzę, że nastąpiło to w momencie, gdy posiadałem już solidny zasób wiedzy technicznej oraz wiedzę na temat tego, jak działają takie biznesy jak ten, dla którego sam zarabiałem. Wydaje mi się, że przy okazji któregoś projektu poznałem ile firma rzeczywiście zarabia i chyba wtedy zacząłem kalkulować i zastanawiać się nad możliwościami.

Postanowiłeś więc realizować zlecenia po godzinach. Jaka jest historia pierwszego projektu zrealizowanego po pracy?

Projekt przyniósł mi znajomy, z którym pracowaliśmy razem w poprzedniej firmie. Któregoś dnia spotkaliśmy się – wiedział, że ja jestem z IT, a on szukał ekipy do zrealizowania fajnego business case. Mimo że nie miałem wtedy pojęcia o web developmencie ani nie miałem ekipy, z którą bym to zrealizował, zapewniłem, że dam radę.

Dwa tygodnie później spotkaliśmy się (moja nowa ekipa, koledzy z pracy oraz właściciel projektu), aby dogrywać szczegóły przedsięwzięcia. Niestety projekt nie ujrzał światła dziennego, mimo że został w pełni zrealizowany i przygotowany do publikacji.

Jak podjąłeś decyzję o wybraniu tej, a nie innej technologii dla tego projektu?

Wybór był dość prosty – Python i Django. Dość łatwe w dev i popularne wtedy rozwiązanie do web dev. Dodatkowo w firmie realizowaliśmy jeden czy dwa projekty w tej technologii, dlatego start był łatwiejszy, a zależało nam na czasie – wiadomo, czym mniej przesiedzimy nad projektem, tym więcej zarobimy na godzinę.

Dziś zrobiłbyś to inaczej?

Sądzę, że dziś na 100% zrobiłbym to inaczej. Dużo decyzji podjąłbym w inny sposób i pewnie użyłbym też innych technologii. Na obecną chwilę pewnie wybrałbym coś czego nie znam, aby przy okazji tworzenia projektu czegoś się nauczyć. Za pewne wspierałbym się też rozwiązaniami, które znam i są w jakiś sposób sprawdzone.

Jakie problemy napotkałeś i jak sobie z nimi poradziłeś?

Chyba największym problemem było stylowanie projektu. Mieliśmy jednego człowieka w ekipie, ale niestety z uwagi na sporą ilość pracy, aspekty stylistyczne były zawsze dowożone późno… Z tego co pamiętam postanowiliśmy wesprzeć się zewnętrzną osobą. To było chyba nasze pierwsze zlecenie pracy.

Kiedy pojawił się pomysł na wyjazd do Australii i dlaczego właśnie do tego kraju?

Pomysł wyjazdu do Australii wyszedł od mojej dziewczyny. Pojawił się po przeczytaniu artykułu na jakimś portalu. Później pojawiła się informacja, że moja dziewczyna ma tam wujka. W międzyczasie on przyjechał do PL i się z nim spotkaliśmy. Ekscytacja wyjazdem zaczęła rosnąć, ale miałem zawsze tysiąc wymówek, dlaczego jeszcze nie jedziemy (chyba się trochę wahałem). W pewnym momencie wymówki skończyły się i chyba miałem już też dość pracy 24/7 dla swojego pracodawcy oraz w ramach swoich projektów. Na kolejne pytanie od już narzeczonej czy jedziemy odpowiedziałem: ok, sprzedajemy wszystko i wyjeżdżamy.

Jak wspominasz pierwsze miesiące w nowym kraju? Gdzie znalazłeś pierwszą pracę?

To był bardzo trudny okres. Trudno mi nawet opisać jak trudny, to było trochę jak wyzerowanie życie i zaczęcie od nowa, od żłobka gdzie człowiek uczy się pisać, czytać itd. Nowy język, nowi ludzie… polskie zasoby PLN szybko topniały ponieważ PLN -> AUD = 0.3. Było ciężko, ale staraliśmy się ogarniać jak mogliśmy. Był to dość zawikłany okres, bo z jednej strony cieszyliśmy się miejscem, w którym z biegiem czasu się zakochaliśmy, ale z drugiej ciągle się zastanawialiśmy jak ogarniać rzeczy. Pracowałem wtedy i dla tej firmy z Polski, i realizowałem prywatne projekty z kolegami z Polski. 

Jak się potem okazało współpraca nie wytrzymała dystansu oraz innej strefy czasowej. W niedługim czasie po przyjeździe zrezygnowałem z jakiejkolwiek współpracy z PL. Wtedy też zacząłem szukać pracy, co było ciężkie, ponieważ byłem na wizie studenckiej, która umożliwiała mi pracę w zakresie 20h na tydzień. Mało firm chciało w ogóle rozmawiać o takim zatrudnieniu. Kolega z Czech, z którym wtedy mieszkaliśmy, skontaktował mnie z kuzynem, który zamierzał przyjechać do Sydney. Miał zrealizować projekty z kapitału pewnej grupy business angels. Kolega zaznaczył, że będzie potrzebował programisty allroundera. Długo się opierałem, nie bardzo leżało mi to, co z opowieści dowiedziałem się o projekcie (analizy w excelu itd…). Bałem się, że to będzie jakaś kpina, a ja wtedy nie miałem czasu na tracenie czasu.

W końcu jednak kolega umówił mnie ze swoim kuzynem, stawiając mnie przed faktem dokonanym. Pojechałem na spotkanie, chyba się polubiliśmy i tak zaczęła się moja przygoda z pierwszą pracą w zawodzie w krainie kangurów. 

W nowym projekcie zostałeś CTO. Czym ta rola różni się od roli głównego programisty w firmie?

Nie mam pojęcia czym zajmuje się główny programista firmy, za to wiem, czym zajmuje się CTO. Rola ta wymaga nie tylko na programowania (w gruncie rzeczy CTO nie ma czasu na programowanie – musiałem być wyjątkiem), to osoba, która decyduje o tym w jakim kierunku rozwija się software firmy. W jaki sposób rozwiązywane są problemy, decyduje o całym stacku technologicznym, a także bierze udział w spotkaniach z różnymi jednostkami, podczas których opisuje firmę od strony technicznej. Nawet jeśli ta firma to tylko dwie osoby to wygląda jak połączenie Ubera i Facebooka z delikatną posypką Google. 

Z kolei główny programista to też programista, z reguły introwertyk, a CTO to musi być człowiek, który umie mówić, ma swoje zdanie i też stosunkowo silny charakter.

Startup nie wypalił. Czy po takich doświadczeniach byłeś atrakcyjnym kandydatem w Australii?

Zgadza się, startup nie wypalił, ale było to chyba najciekawsze doświadczenie mojego życia, a zarazem najtrudniejsze. To co może świadczyć o trudności to to, że na koniec projektu musiałem wraz ze swoim business partnerem zrobić prezentację naszego rozwiązania – naszej firmy na giełdzie papierów wartościowych w Sydney (ASX) przed około 300 osobami (w tym TV i radio).

Podczas pracy nad swoim projektem poznałem ogromną liczbę osób z różnych branż. Nauczyłem się masę przydatnych rzeczy oraz przezwyciężyłem strach przed przemówieniami publicznymi (w obcym języku). Nauczyłem się także mówić o wiele lepiej po angielsku. Wracając do tematu, osoby mające podobne doświadczenie to bardzo “cenne kąski”, ponieważ posiadają wiele cech potrzebnych w wielu firmach. 

Sądzę, że nieistotne jakim wynikiem zakończył się ten biznes, samo odważenie się na wzięcie w tym udziału świadczy o wielu rzeczach. Każdy kto kiedykolwiek realizował jakieś własne marzenia wie, że odnieść sukces nie jest łatwo, a masa realizowanych marzeń kończy się fiasko lub jak kto woli jedynie zdobyciem kolejnego doświadczenia. Ja wolę tą drugą wersję.

Osoba, która rekrutowała mnie do nowej firmy (CTO) był znajomym osoby, z którą pracowałem w jednych biurze podczas prac nad swoim startupem. Wydaje mi się, że to też mogło wpłynąć na to, że zostałem zatrudniony.

Czym zajmujesz się dzisiaj?

Na obecną chwilę też pracuję dla startupu, z tą różnicą, że ten dysponuje sporym kapitałem. Rozpocząłem w nim pracę jako jedna z pierwszych osób. Było nas na początku około 10, a teraz jest nas około 40 osób. Firma rozwija się i są fajne plany na kolejne lata. Cieszę się, że mogłem pomóc rozwijać ten biznes i być jego integralną częścią od tak wczesnego etapu. Pracowałem w tej firmie w zasadzie w każdym dziale: backend, frontend, a nawet pomogłem wdrożyć dział big data (w naszej firmie dane to podstawa biznesu).

Pracuję w technologii react-native, byłem odpowiedzialny za przepisanie jednej z naszych aplikacji dla klientów z angular na react. W najbliższym czasie będę odpowiedzialny za wdrożenie kolejnego projektu frontendowego. Obecna praca bardzo mnie satysfakcjonuje i nie wymaga ode mnie pracy po godzinach (zwykle).


Adam Pozorek. Software Developer w swipejobs. Pomimo, że jego silną stroną były nauki ścisłe, dziwnym trafem trafił do liceum humanistycznego. Po maturze podjął wiele różnych prac, aż trafił do call center. W swojej karierze ma pracę w software housie, rozwijanie swojego startupu i pracę w startupie z inwestorem. Od blisko czterech lat mieszka i pracuje w Australii.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
Polecamy
Różnorodność projektów i mnóstwo wyzwań. Outsourcing nie taki straszny?