Umowa B2B. Co powinieneś wiedzieć, zanim ją podpiszesz?

Od kilku ostatnich lat da się zauważyć, że wielu programistów, testerów, grafików nie wysyła CV, jeśli widzi, że firma oferuje wyłącznie zatrudnienie na podstawie umowę o pracę. Nie każdy jednak jest świadomy, czym tak naprawdę różni się umowa B2B od UoP, poza tym, że nie ma urlopów i chorobowego, czy tym, że trzeba prowadzić lub zlecać księgowość. W tym artykule wskażę, o czym powinieneś pamiętać podpisując taką umowę.

Sławomir Grabowski. Co-founder & Software Engineer w Quick Turn Studio. Zwolennik pracy z modern C++ w połączeniu z Test Driven Development, prowadzący krucjatę przeciwko singletonom i referencjom do std::share_ptr. Od niecałego roku w swoim startupie tworzy framework do tworzenia aplikacji UI dla urządzeń wbudowanych. Po godzinach tworzy turową grę strategiczną osadzoną w świecie fantasy.


Czego tu nie znajdziecie

Zady i Walety B2B

Jak już wspomniałem formy współpracy UoP i B2B różnią się, ale nie znajdziecie tutaj porównania, co bardziej się opłaca. To kwestia silnie indywidualna i nie zamierzam nikogo namawiać do którejkolwiek opcji. Jeśli jednak tego szukasz, zapraszam do przeczytania artykułu pt. Kiedy opłaca się pracować na B2B?

Zapisy prawne

Jestem inżynierem oprogramowania, a nie prawnikiem, więc nie będę proponował żadnych zapisów. Zwrócę tylko uwagę na konkretne sprawy, które każdego podpisującego umowę mogą dotyczyć. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości podczas czytania umowy to warto wydać równowartość kilku godzin swojej pracy na konsultacje z prawnikiem, by nie odczuć przysłowia „mądry Polak po szkodzie” na własnej skórze.

Swoboda umów? Niestety nie

Urząd Skarbowy i ZUS naszymi przyjaciółmi

Jak wspomniałem we wstępie, UoP musi się różnić od umowy B2B. Dlaczego? Mimo iż w Polsce rzekomo obowiązuje swoboda umów, mimo że my oraz inna firma chcemy podpisać umowę o współpracy, a nie UoP, to Urząd Skarbowy lub ZUS może stwierdzić, że jesteśmy poszkodowani i ktoś chciał nas oszukać. Możecie się zarzekać, że sami wyszliście z inicjatywą tej formy współpracy, ale nasi przyjaciele pewnie stwierdzą, że większa firma Was szantażowała, że w innym przypadku po prostu nie da pracy.

Niestety chcemy czy nie, w umowach B2B niektóre zapisy nie mogą się znaleźć, a niektóre znaleźć się muszą, by celowo wykazać różnicę pomiędzy B2B a UoP.

A co się może stać? Najwyżej po kontroli przejdę na UoP

Tak, tylko że firma, z którą współpracujesz, może dostać karę. Dodatkowo obie strony będą musiały oddać należne składki ZUS, bo to była UoP pod inną formą.

Czy warto czepiać się każdego zapisu?

Firma, z którą macie zamiar podpisać umowę B2B, zazwyczaj ma przygotowany wzór umowy, którą przedstawia potencjalnym partnerom. Niestety nie każda umowa jest skonstruowana w sposób korzystny i równy dla obu stron. Oczywiście nie chodzi mi o to, że firmy IT czyhają na tych, którzy skusili się odliczaniem VAT od paliwa do samochodu i czas ich wy… wykorzystać. Nie chodzi też o to, że przedstawiona umowa jest wadliwa i urzędnik zapuka do Waszych drzwi. Dlaczego zatem warto negocjować taką umowę?

Umowa jest przygotowaniem na ciężkie czasy

Branża IT to rynek pracownika. Zdarza się, że kiedy programista coś przeskrobał, a firma chce zakończyć z nim współpracę, to puszcza się go wolno tego samego dnia i daje wypłatę za następny miesiąc, byle nie było kwasu na LinkedIn. Niestety zdarzają się sytuacje, kiedy firma łapie się brzytwy, by rozwiązać jakiś problem, zwłaszcza finansowy. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, ale warto wtedy nie siedzieć na minie, jaką może być niekorzystna dla nas umowa. Znam kilka sytuacji takich czarnych scenariuszy.

Nie ma co się o nich rozpisywać, podaję jedną z nich: pewnej firmie z pewnych powodów kazano oddać już częściowo wydane pieniądze z kilkunastomilionowej dotacji UE. Łups! Decyzja firmy? Próbowała bezkosztowo zredukować ilość programistów.

Umowę podpisujesz z firmą, nie konkretną osobą

Osoba negocjująca z Wami umowę może być sir Lancelotem i zarzekać się na swój honor o interpretację przedstawionych zapisów. Niestety w przyszłości, w ciężkich czasach może być postawiona pod ścianą przez przełożonych. Jeśli nawet ta osoba się postawi, wykaże honor, bo przecież przy podpisywaniu umowy obiecywała, to będzie jak w czarnym scenariuszu wspomnianym wcześniej.

Firma znalazła sobie kogoś innego, kto nie miał skrupułów i próbował wykazywać wszystkim podstawy do zwolnień dyscyplinarnych. Zakończenie współpracy to oczywiście jeden z obszarów, gdzie coś może pójść niezgodnie z tym jak się umawialiśmy.

Co z zaufaniem?

Jeszcze raz wspomnę, tzw. ciężkie czasy zdarzają się rzadko, a wiele firm na rynku potrafi się dobrze zachować. Jeśli wiesz, że firma, z którą chcesz podpisać umowę, doświadczyła nieraz ciężkich czasów, a Twoi znajomi potrafią o tym zaświadczyć, to Twoje zaufanie pewnie wzrośnie. Jednak my ludzie w IT jesteśmy jak pączki w maśle i tracimy tę czujność, którą ma pani na kasie w sklepie.

Oczywiście z drugiej strony, nie ma co patrzeć na wszystkich dookoła, jakby chcieli nas oszukać, okraść i na końcu wrzucić do projektu z COBOLem. Uważam, że najlepszy jest złoty środek, jednak każdy z nas ma inne doświadczenia, zna różne historie, więc nie ma co się wstydzić, że inni podpisują umowę bez pytania, a Wy macie wątpliwości i chcecie zmian w umowie.

Negocjuj umowę równolegle z procesem rekrutacji

Warto poprosić o wzór umowy jeszcze przed rozmową kwalifikacyjną. Kontaktujące się z nami osoby prawdopodobnie nie są prawnikami i osobiście nie będą poprawiać paragrafów oraz zatwierdzać naszych propozycji zmian. Jeśli mamy do wybrania kilka ofert współpracy, a prawnik jednego z potencjalnych klientów będzie mniej dostępny i usłyszymy od rekrutera, że potrzebuje od nas decyzji na już, to możemy ulec presji czasu i machnąć ręką „aaa dobra, podpiszę”.

Dziwne zapisy

Własny laptop? I może jeszcze własne licencje?

To częsty zapis, że zleceniobiorca (czyli My) ma pracować na swoim laptopie. Spotkałem też zapisy, że ma zapewniać sobie licencje. Skąd na to pomysł? Ano to jest jedna z tych rzeczy, które mają odróżnić UoP od B2B. Widziałem coś takiego w niemal każdej umowie B2B.

Jeśli ktoś nie chce zaufać lub po prostu chce zabezpieczyć się, proponuję ująć to w taki sposób, by z umowy wynikało, że dostajemy laptopa od firmy ze względu na politykę zabezpieczeń i poufności danych. Wiele firm wymaga, by dyski były szyfrowane, ponieważ podczas wykonywanych zadań mamy dostęp do danych klientów firmy, którzy nie wyrażają zgody na kopiowanie informacji na sprzęt podwykonawców.

Odpowiedzialność za błędy

Kolejny zapis, by odróżnić naszą umowę od UoP. Tu zobaczymy pewnie zapłatę kwoty z kilkoma zerami, w przypadku gdy coś napsocimy. Nie ma w tym nic złego pod jednym warunkiem: w umowie musi być zapisane, że odpowiadamy wyłącznie za umyślne błędy, spowodowane złą wolą.

Bez takiego zapisu, kiedy firma ma coś podobnego w kontraktach ze swoimi klientami i gdy nadejdzie czarna godzina, ktoś może pokusić się o scedowanie tego na nas. Jeśli w umowie pojawi się ten zapis, a popełniliśmy błąd (pewnie nieostatni), to możemy czuć się bezpieczniej. Nie znam nikogo, kogo dotknął zapis, w którym zabrakło słowa „umyślnie”. Pamiętajmy jednak, że prowadząc działalność gospodarczą, odpowiadamy całym swoim majątkiem.

Kary

W umowach zobaczymy kary typu 100 000 zł za złamanie zakazu konkurencji (o tym więcej poniżej), odpowiedzialność za błędy do 200 000 zł i inne kary, które mogą pozbawić nas mieszkania i innych rzeczy. Z czego to wynika? Prowadzący działalność gospodarczą musi ponosić pewne ryzyko prowadzenia tej działalności, inaczej niż pracujący na UoP. Dlatego, jeśli obniżymy karę do np. 100 zł, będzie to pozorna odpowiedzialność i nasi dwaj przyjaciele mogą stwierdzić, że umowa ma charakter UoP i żegnaj nowa karto graficzna do VR.

To, co można zmienić, kiedy boimy się kwot to wpisanie odpowiedzialności proporcjonalnie do naszego wynagrodzenia, np. dwunastokrotność miesięcznego wynagrodzenia. Często jak dostajemy umowę, to kwota może być stała, bo nikomu nie chce się dla każdego zleceniobiorcy ustalać osobno kary.

Nielegalne licencje

W sekcjach o prawie autorskim może pojawić się zapis, że deklarujemy, że będziemy używali legalnych licencji oprogramowania w sposób zgodny z ich przeznaczeniem. No i tutaj zonk, bo większość znajomych, z którymi rozmawiałem, pracowało w firmie, w której naruszane były warunki licencji, np. komercyjnie pracowało się na trialach.

Pracownicy mający UoP mogą spać bezpiecznie, natomiast My prywaciarze musimy uważać. Owszem można dodać w umowie zapis, że w przypadku gdy zleceniodawca użyczył nam licencji i okazała się nielegalna, to nie scedują na nas problemu, ale to nie chroni nas do końca. Po prostu nie dajmy się zmusić do używania oprogramowania bez legalnych licencji.

Zakaz konkurencji

Teraz Panie i Panowie proszę o uwagę, nawet tych, którzy mają zamiar mieć jednego klienta. Niemal w każdej umowie B2B znajduje się sekcja, dotycząca zakazu konkurencji. Zawartością mogą z pozoru różnić się nieznacznie, ale konsekwencje mogą być znaczące.

Czym jest zakaz konkurencji?

Domyślnie jest to zakaz prowadzenia działalności w tym samym obszarze co firma, z którą podpisujemy umowę. Obszary wyznaczają kody PKD, czyli te punkty, które trzeba zaznaczyć przy zakładaniu firmy. Jak one wyglądają? Ten, który ma większość z nas brzmi: „62.01.Z – Działalność związana z oprogramowaniem”, czyli jeśli podpiszemy zakaz konkurencji na okres współpracy, to nie możemy sprzedawać oprogramowania ani nikomu innemu świadczyć usług związanych z oprogramowaniem.

Dlatego dobrą praktyką jest sprecyzowanie w umowie, co kryje się pod określeniem „zakaz konkurencji”. Moim zdaniem najsprawiedliwiej jest, gdy zakaz obejmuje świadczenie usług klientom strony drugiej. Czyli jak firma, z którą podpisaliśmy umowę łapie zlecenie lub outsourcuje ludzi do firmy X, to nie możemy z nią współpracować bezpośrednio przez okres zakazu konkurencji oraz w drugą stronę. To „w drugą stronę” rzadko występuje, ale jest według mnie sprawiedliwe oraz zwiększa odróżnienie od UoP.

Niestety niektóre firmy znacznie rozszerzają znaczenie „zakazu konkurencji” ponadto co zaproponowałem, np. zakazują współpracy z firmami, z którymi konkurują. Czasami nie jest to jeszcze napisane nie wprost, np. najpierw opisują, co oznacza działalność konkurencyjna (np. „działalność konkurencyjna to świadczenie usług klientom firmy”), a później, że my musimy się powstrzymać od bezpośredniej współpracy z klientami firmy oraz współpracy z firmami, które prowadzą działalność konkurencyjną wobec firmy. Co tu się stało?

Załóżmy, że chcemy podpisać umowę z firmą A. Firma A ma klientów X, Y, Z. Zatem nie możemy pracować tylko z X, Y, Z? Nie! Bo jeśli znajdzie się firma B, której klientem jest R, P, ale także Z, to oznacza, że nie możemy współpracować z firmą B i pewnie jeszcze z połową firm w naszym mieście. Nie możecie np. wykonać dla niej szkoleń. Pół biedy jak okres zakazu konkurencji obejmuje tylko okres trwania umowy. Lipa jest jak obowiązuje jeszcze jakiś czas po jej zakończeniu. Oznacza to, że jak chcecie szukać nowej roboty to macie ograniczone pole wyboru.

Okres trwania zakazu konkurencji

Czas trwania zakazu konkurencji zazwyczaj obejmuje okres trwania umowy oraz pewien okres po jego zakończeniu. Skąd się wziął pomysł o zakazie konkurencji jeszcze po zakończeniu umowy? Ano powodów może być kilka: firma może Wam zapewniać szkolenia i chce zapobiec, by konkurencja na tym zyskała, albo by zapobiec wdrażaniu podobnych rozwiązań przy wyścigu na rynku. W Polsce wiele firm IT jest jednak proxy dla zachodnich firm i taki zapis ma blokować przejmowanie Was przez ich klientów.

Czy mogę żądać wynagrodzenia za okres po zakończeniu umowy?

Tak możecie. W przypadku UoP wynika to z Kodeksu Pracy (zdaje się, że to ma być co najmniej 25% średniego wynagrodzenia z ostatnich 24 miesięcy). W przypadku B2B nie ma takiego przepisu i jest to kwestia do dogadania. Oczywiście firmy nie chcą płacić komuś po zakończeniu współpracy i mówią, że to się należy na UoP, a nie na B2B. Z drugiej strony niekoniecznie chcemy mieć ograniczone pola manewru przy rozważaniu zmiany. Rozwiązanie? Oczywiście, że jest!

Proponuję zapisać wynagrodzenie za okres obowiązywania zakazu konkurencji po rozwiązaniu umowy oraz dać możliwość firmie zwolnienia nas z zakazu konkurencji w każdej chwili ze skutkiem na koniec miesiąca. Co to oznacza? Po zakończeniu umowy współpracująca firma niekoniecznie musi płacić wynagrodzenie „za nic”. Wystarczy, że wyrazi taką wolę, bo np. my nie pójdziemy do ich klienta, tylko nawiążemy współpracę z kim innym.

Czy mogę współpracować z kumplami z pracy?

Tu bywa różnie. Niektóre firmy zapisują, że nie możemy nawiązać współpracy ani zatrudnić nikogo, kto współpracuje z firmą itd. Wszystko zależy od tego, w czym może to nam przeszkodzić. Czasami znajomi z pracy wpadają na pomysł zrobienia czegoś wspólnie po godzinach, np. gierki mobilnej. Jak pojawią się drobne zyski, to trzeba to jakoś podzielić, więc zachodzi potrzeba sformalizowania takiej współpracy.

Nie warto kombinować i obchodzić takie zapisy, tylko przewidzieć je przed podpisaniem umowy lub zaproponować podpisanie aneksu. Myślę, że większość firm to zrozumie i w takim przypadku zaakceptuje zapis i powie „róbcie sobie tę gierkę”.

Wynagrodzenie

Premia – wow?

Spotkałem się kiedyś z zapisem, że wynagrodzenie to jakaś tam stawka za godzinę, z czego 80% to baza, a 20% to premia. Prawdopodobnie każdy z nas zapyta się, o co tu chodzi, a osoba, z którą negocjujemy umowę, powie, że to na wypadek, gdyby ktoś zaczął lecieć w kulki. Generalnie takie zabezpieczenie. Mam paru kumpli, którzy pracowali w firmie X, gdzie nastały ciężkie czasy i wszyscy potracili te premie. Niestety ktoś dostał do dyspozycji takie narzędzie, a sir Lancelotem nie był i kuku gotowe. Rozwiązanie?

Zamiast ustalania premii po prostu zapiszmy w umowie stawkę bazową, jaką chcemy otrzymać. Dodatkowo dopiszmy dodatkowy paragraf opisujący prawo firmy do obniżenia nam wynagrodzenia do X% w przypadku takim i takim po uprzednim upomnieniu w formie takiej i takiej. Myślę, że jeśli firma ma szczere intencje na pewno przystanie na sformułowanie tego korzystnego dla obu stron sposobu.

Nadgodziny 150%?

Generalnie negocjując umowę B2B, gdy się o to zapytasz, to usłyszysz, że to jest B2B a nie UoP i tu stawka musi być jedna. Nie musi. Wszystko zależy od woli firmy, z którą chcemy podpisać umowę. Przypominam, my też jesteśmy firmą i świadczymy usługi. Możemy świadczyć różne usługi, po różnych cenach. Możemy nawet powiedzieć, że za pracę w C++ chcemy 100 zł/h, a za pracę w SQL 400 zł/h (bo w SQL nie chcemy pracować, a firma, która obieca, że nie będziemy, nie zawsze dotrzymuje słowa). Dlatego możemy zapisać, że w danych godzinach stawka kosztuje X, a w innych godzinach Y. Wszystko jest kwestią dogadania i dobrej woli obu stron.

Możemy usłyszeć, że „w naszej firmie nie robi się nadgodzin i nie ma potrzeby podpisywania czegoś takiego”. To bardzo dobrze, więc tym bardziej firma nie powinna się opierać przed podpisem stawki za każdą godzinę przekraczającą zlecenie dwa razy większej niż stawka podstawowa.

Kiedy wypłata?

Prowadząc działalność gospodarczą, to My wystawiamy fakturę i decydujemy do, kiedy ma być płatność, chyba że w umowie jest opisane, do kiedy faktura ma wpłynąć i jaki jest jej termin płatności. Oczywiście nigdy nie widziałem umowy B2B, która by tego nie opisywała. Nie jest to jednak żadna reguła, że musi to być 14 dni po wystawieniu faktury. Może to być wcześniej, ale w mojej opinii nie ma co walczyć o te kilka dni i zmieniać procesy firmy. Jednak czas płatności powyżej 14 dni uznałbym za niepoważny.

Płatne urlopy i chorobowe

Tutaj krótko: praktycznie nie ma takich umów. O L4 to w ogóle zapomnijcie. Firma, która się zgodzi na zapis o takim przeznaczeniu jest nieświadoma konsekwencji, a wtedy nasi nieodłączni dwaj przyjaciele uznają, że prawdopodobnie nie była także nieświadoma istnienia takiej formy umowy jak UoP. Niestety niewiedza nie jest usprawiedliwieniem.

Z płatnym urlopem jest inaczej – moim zdaniem nie ma sensu. Dlaczego? Ponieważ sprowadzi się to i tak do zmiany stawki godzinowej w skali roku. Większość firm zapytanych o płatny urlop zaproponuje podwyższenie stawki godzinowej lub odmówi. Jest to po prostu łatwiej obsłużyć, zwłaszcza w dużych firmach. Dodatkowo brak płatnego urlopu odróżnia od UoP. Oczywiście czasami uda się wynegocjować coś takiego jak wyjątkowo dobry inżynier jest na tapecie, a menedżer ma narzucone widełki i przed przełożonym chce ukryć gdzieś te dodatkowe parę złotych na godzinę.

Wypowiedzenie

Okres wypowiedzenia

To na co wielu programistów zwraca uwagę, by nie było dłuższe niż miesiąc. Jeśli chcemy mieć możliwość jak najszybszej zmiany klienta, to należy okres zapisać w dniach, nie w miesiącach. Dlaczego? Otóż wypowiedzenie umowy ma skutek na koniec okresu, w jakim zostało zapisane. Czyli jeśli jest napisane 30 dni, to liczy się je od zakończenia dnia, w którym je złożyliście, czyli 30 dni.

Natomiast jeśli okres jest opisany jako miesiąc, to liczy się go od zakończenia miesiąca, w którym je złożyliście. Czyli jak złożyliście pierwszego dnia miesiąca kalendarzowego, to czekacie 2 miesiące minus jeden dzień.

Nie to jest najważniejsze. Czy macie świadomość, że zazwyczaj przy umowie B2B zapis o tzw. okres wypowiedzenia, a raczej o pełnej wypłacie za ostatni miesiąc pracy jest nieskuteczny?

Otóż osoby na B2B świadczą usługi, wykonują zlecenia. Zatem jeśli zleceniodawca nie zapewni Wam zleceń, nie ma za co płacić. Niepotrzebne jest nawet wypowiedzenie. Wszystko zależy od tego, jak macie zapisaną umowę. Są firmy, które w umowach jasno zapisują, że nie gwarantują ilości zleceń. Dlaczego? Tutaj znów wypada napisać jakiś żart o naszych dwóch przyjaciołach, ale myślę, że większości z Was prędzej ręce opadną, niż się z tego zaśmieją.

Można kombinować, że zleceniodawca miesiąc wcześniej zadeklaruje, ile godzin będzie nam chciał zlecić, bo chcemy zaplanować czas na inne nasze czynności w ramach działalności gospodarczej, np. wykonywanie zleceń dla innych klientów. Osobiście polecam wybrać firmę, w której takie rzeczy się już wydarzyły i gdy straciły klienta, dały inne zlecenia. Nietrudno taką firmę znaleźć, bo sytuacje, w których nie ma zlecenia dla programisty, zdarzają się, najczęściej w firmach outsourcingowych.

Kolejny przykład z życia:

Pewna korporacja nagle zakończyła w jednym dziale outsourcing. Outsourceowani programiści popracowali tam jeszcze chwilę. Jedni dwa tygodnie, inni od razu poszli do domu, bo zaczęli pracę dwa dni wcześniej, ale jeszcze nie skonfigurowali systemu (dobra komunikacja siłą IT!). Znacząca większość tych programistów nie dostała nawet wypowiedzeń. Zaczęto im szukać następnych projektów u innych klientów. Super? Niekoniecznie.

Jedne firmy na czas szukania dały zlecenia tymczasowe, za które płaciła standardowe stawki, a inne nie. Firmy outsourcingowe są duże, więc na pewno, jeśli nie znacie kogoś, kto w danej firmie pracuje, to na pewno znacie kogoś, kto taką osobę zna.

Podpisywać czy nie?

Jest ryzyko, jest przyjemność

Nie zawsze. Niektórzy nie chcą słyszeć o B2B, bo wolą UoP. Niektórzy po przeczytaniu tego artykułu zaczną zwracać uwagę na to, co podpisują. Będą i tacy co dalej będą podpisywać od razu, co się im da i nigdy ciężkie czasy ich nie dotkną. Wszystko jest kwestią ryzyka.

I znów zaufanie

Niestety w niektórych obszarach do tego się to sprowadza, bo na naszych dwóch przyjaciół nie ma sposobów. Będą o nas dbali mimo naszej woli, a my musimy jakoś sobie zaufać. Ważnym jest jednak, by podczas negocjacji nie dać sobie wmówić, że każdy zapis, który nam się nie podoba jest wynikiem próby uniknięcia ich opieki.

Pamiętajcie także, że jeśli chcemy zmienić jakiś zapis, to nie należy upierać się przy swoim i ciągnąć tylko linę bliżej siebie. Można zapytać się, co danym zapisem firma chce osiągnąć. A może da się zapisać to inaczej i finalny paragraf nie będzie kompromisem, gdzie jedna strona ustępuje pola, a zapisem w zupełnie innej formie, gdzie obie strony osiągają to, co chcą. Kilka przykładów już podałem. Do sformalizowania oczywiście przydatny jest prawnik, z którego usług jeszcze raz polecam skorzystać, zwłaszcza jeśli strona druga nadużywa argumentu „to nie może być UoP”.

Drugi argument, na który trzeba uważać to zdanie „musimy sobie ufać”. Zdanie uważam za słuszne, jednak ważne jak jest interpretowane. Jeśli forma negocjacji bardziej przybiera formę, że to tylko i wyłącznie my musimy wykazywać to zaufanie, a firma nie chce nam zaufać, to nie wygląda to najlepiej. Czasami po samym stylu negocjacji takiej umowy można się przekonać, jak taka współpraca potoczy się dalej. Dlatego ćwiczmy asertywność i ufajmy mądrze.

Mam nadzieję, że komuś pomogłem. Czołem prywaciarze!


Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Poniżej znajdziecie oferty pracy z Just Join IT.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
Polecamy
Od roku mój zespół sam ustala wynagrodzenie. I nikt tej decyzji nie może zmienić