Od zera do dewelopera Adam Klepacz wywiad

Od zera do developera. Nietuzinkowa historia Adama Klepacza

Praca fizyczna, nieudane projekty, załamanie nerwowe i ciężka praca nad swoimi umiejętnościami oraz nad samym sobą. Poznajcie historię Adama Klepacza, który zaczynał praktycznie od zera, aby stać się deweloperem, obecnie pracującym w Netguru.

Twoja przygoda z programowaniem zaczęła się w Technikum. Dlaczego zrezygnowałeś z rozwoju w tym kierunku?

Nie zrezygnowałem. Po ukończeniu technikum informatycznego studiowałem na Politechnice Wrocławskiej, na kierunku Telekomunikacja. Jednakże po pół roku studiów zrezygnowałem z uwagi na bardzo wysoki poziom matematyki i przedmiotów ścisłych. Miałem spore braki jeśli chodzi o wiedzę z matematyki, fizyki, czy chemii i to spowodowało, że z trudnością przychodziło mi zrozumienie całek, pochodnych itp. Same zajęcia z programowania jak wykłady czy laborki, podczas których z zadanie mieliśmy napisanie programu, który oblicza silnię, były kolejnym nudnym, akademickim i nieżyciowym przykładem na to, że uczelnie uczą mało przydatnych i mało praktycznych rzeczy. 

Gdyby polskie technika i uczelnie wyższe uczyły w sposób bardziej zbliżony do tego, jak wygląda praca programisty przy projektach komercyjnych, myślę, że więcej osób kończyłoby te kierunki i mielibyśmy szerszą kadrę specjalistów branży IT w naszym kraju.

Opowiedz o swoich studiach – skąd wybór kierunku i co dały Tobie zajęcia?

Po nieudanych studiach na Politechnice podjąłem zaoczne studia na kierunku Finanse i Rachunkowość ze specjalnością “Zarządzanie podatkami”. Poza technologią ekonomia była od zawsze jednym z moich zainteresowań. Byłem ciekaw, jak funkcjonuje gospodarka na poziomie makro i mikroekonomicznym. Chciałem nauczyć się i zrozumieć jak działają rynki finansowe, jak analizować raporty publikowane przez duże firmy i spółki.

W przeszłości miałem także plany inwestować długoterminowo w ETF’y i fundusze, ale z uwagi na zmianę ścieżki kariery na programistę – postanowiłem je przełożyć na przyszłość, aby zdobyć więcej specjalistycznej wiedzy z zakresu tworzenia oprogramowania.

Studia na kierunku Finanse i Rachunkowość dały mi solidną dawkę wiedzy ekonomicznej i niewątpliwie przydaje się ona na co dzień w kwestii zarządzania finansami osobistymi, ale także w kwestii zrozumienia tego co dzieje się obecnie w gospodarce oraz tego jak pewne decyzje polityczne wpływają na rozwój lub degradację gospodarki.

Po studiach finansowych wpadłem na pomysł zostania agentem ubezpieczeniowym. Nie chciałem jednak pracować dla kogoś, lecz od razu założyć swoją multiagencję ubezpieczeniową. Podpisałem umowę partnerską z franczyzodawcą i przez rok nieudolnie próbowałem sprzedawać ubezpieczenia. Roznosiłem ulotki, promowałem swoją stronę internetową, odbierałem telefony, robiłem kalkulacje ofert. Niestety praca w sprzedaży to bardzo ciężki kawałek chleba, a jak zwykle zabrałem się za to od złej strony. Nie miałem sieci kontaktów, ani tym bardziej sieci klientów, by z sukcesem prowadzić rentowną agencję. Po roku dezaktywowałem stronę internetową oraz fanpage na Facebooku, a garnitur i białe koszule schowałem do szafy. Wtedy uświadomiłem sobie, że już NIGDY nie chcę pracować w sprzedaży. 

Do programowania wróciłeś będąc w Holandii. Co skłoniło Cię do tej decyzji?

Ciężka praca fizyczna polegająca na oczyszczaniu cebulek tulipanów z błota, stojąc 12h  na nogach dały mi do myślenia i zmotywowały do działania. Wizja tego, że miałbym tak ciężko pracować do końca życia z dala od domu rodziny i znajomych sprawiła, że dostałem niesamowitego kopniaka. Wiedziałem, że nim się obejrzę, będę miał 30 lat i rodzinę na utrzymaniu, więc to była dla mnie ostatnia wręcz chwila na wdrożenie zmian w moim życiu i podjęcie się projektu “zostania programistą”.

Fizyczna praca po 10-12 godzin, potem nauka programowania 2-3 godzinki dziennie + po 6-8 godzin w weekend. Rezygnacja z imprez, spotkań ze znajomymi. Praktycznie 1,5 roku spędzone z samym sobą i komputerem. Nie było to łatwe zadanie, wymagało niesamowitego poświęcenia i samozaparcia.

Wielu początkujących szukających zatrudnienia w IT odbija się od przysłowiowej ściany. Jak u Ciebie wyglądało szukanie pierwszej pracy?

Szukanie pierwszej pracy to był jeden z najtrudniejszych momentów mojego przebranżowienia. Od przysłowiowej ściany odbijałem się wiele razy. Brak doświadczenia komercyjnego i niezbyt uporządkowana i ustrukturyzowana wiedza techniczna były powodem wielu niepowodzeń podczas rekrutacji. Nie zabrakło mi jednak determinacji. Wiedziałem, że muszę zacząć od małej firmy, najlepiej agencji interaktywnej, gdyż takie były jeszcze w stanie przyjąć kogoś do pracy przy niezbyt skomplikowanych WordPressowych projektach. 

Po wysłaniu około 300CV’ek i odbyciu kilkunastu rozmów w końcu udało się dostać pierwszą pracę. Dodam, iż w pierwszej pracy zarabiałem miesięcznie 1800 złotych na “rękę”. Mity o zarobkach 5k na start, promowane w reklamach na portalach społecznościowych wsadźmy między bajki. Początki wszędzie są trudne i wymagają poświęcenia. Zarobki w IT rosną bardzo szybko, więc warto poświęcić się i popracować te kilka miesięcy za bardzo małe pieniądze, po to, by zdobyć doświadczenie i wiedzę.

Przez pewien czas oprócz nauki zajmowałeś się pojedynczymi zleceniami. Czy miały one znaczenie dla rekruterów?

Jednym z moich pomysłów na wyróżnienie się z tłumu bootcampowych CVek było realizowanie zleceń komercyjnych stron internetowych dla małych biznesów.  Przed podjęciem pracy w agencji miałem na koncie kilka zrealizowanych projektów dla myjni samochodowych, pensjonatów czy agroturystyki. Niestety podczas rozmowy z rekruterami zlecenia te nie były brane pod uwagę jako doświadczenie komercyjne.

Do dziś się z tym nie zgadzam, gdyż uważam, że takie doświadczenie także pozwala budować odpowiedni skillset techniczny i biznesowy. W końcu realizując takie małe komercyjne projekty jesteśmy “one man army” – PM, programista, admin i grafik w jednym.

Udało się zdobyć pierwszą pracę. Jak wyglądał twój dzień pracy jako juniora?

Rozpoczynałem swoją pracę jako junior developer w małej agencji interaktywnej we Wrocławiu. Za otrzymaną szansę byłem bardzo wdzięczny. Pierwsze dni w pracy nie należały do łatwych. Tym bardziej że nie miałem doświadczenia w WordPressie i nie znałem tego narzędzia. Praca w WordPressie wymaga także znajomości PHP, więc po godzinach pracy douczałem się tego języka z tutoriali na Udemy czy Youtube.

Początki były bardzo stresujące. Po raz pierwszy pracowałem w środowisku osób stricte technicznych. Projekty, które tam realizowałem, były znacznie większe od tych, które wcześniej realizowałem na własną rękę. Do tego musiałem dostosować się do praktyk stosowanych przez innych deweloperów w firmie. Dodatkowo nauczyłem się tam także nieco zarządzania infrastrukturą i hostingiem. W pracy byłem odpowiedzialny głównie za przekładanie projektów graficznych stworzonych w Photoshopie bądź Figmie na front-endowy kod. Główne technologie i języki, w jakich pracowałem, to HTML, CSS, JavaScript, PHP, WordPress i jQuery.

Dalej szło już z górki. Czy to ten etap, kiedy rekruterzy sami zaczęli do Ciebie pisać z propozycjami?

W agencji, z uwagi na duży stres i pracę w technologiach, w których niekoniecznie chciałem się rozwijać, pracowałem tylko niecałe 6 miesięcy. Po tym okresie poszukiwanie nowej pracy nadal nie było łatwe. Z polecenia znajomego rozpocząłem pracę w startupie z Nowego Jorku. Perspektywa pracy dla klienta z USA była bardzo ekscytująca, jednakże zaledwie po kilku tygodniach otrzymałem informacje od managera, że startup stracił finansowanie i wszyscy w kolejnym dniu tracimy pracę.

Był to niemały szok i rozczarowanie, gdyż zostawiłem pewne stabilne stanowisko w agencji na rzecz nowego projektu i nie tego się spodziewałem. Na szczęście po około 3 tygodniach udało mi się znaleźć zatrudnienie w małym wrocławskim Software House, gdzie uczyniłem bardzo duży progres jeśli chodzi o mój rozwój techniczny. Miałem tam możliwość pracować z doświadczonymi inżynierami, którzy pracowali dla takich marek jak Nokia, Benq czy Tieto. Pamiętam, że w każdy piątek, kiedy wracałem autobusem do domu, miałem poczucie, iż w tym tygodniu zrobiłem niesamowity postęp, nauczyłem się wielu dobrych praktyk i rozwiązań.

Masz już ponad 4 lata doświadczenia i obecnie pracujesz w Netguru. Co planujesz w przyszłości?

Netguru jest jedną z popularniejszych marek w polskiej branży IT i od początku swojej drogi marzyłem o tym, by spróbować swoich sił w tej firmie. Obecnie pracuję tutaj jako front-end developer gdzie koduję aplikację webowe głównie skupione wokól React.js, Next.js, Typescript itp. Netguru to wyjątkowa firma, której klientami są marki znane na całym świecie. Daje to możliwość zdobycia doświadczenia, realizacji bardzo ciekawych projektów, ale i poznania wielu ciekawych postaci świata IT oraz ludzi prowadzących innowacyjne biznesy.

To, co piszę, brzmi dość szablonowo i HR’owo, ale praca w tej firmie daje naprawdę możliwość pracy z nietuzinkowymi i rozpoznawalnymi brandami. Jest to świetne środowisko do rozwoju zarówno pod kątem technicznym, jak i biznesowym.

W sekcji “O mnie” na twoim blogu wspominałeś wątek o załamaniu nerwowym i nerwicy. Co było tego podłożem?

W dużym skrócie powiem, iż powodem zachorowania była niewątpliwie moja nieszablonowa ścieżka życiowa i seria podejmowanych przeze mnie decyzji. Pracowałem jako stolarz, sprzedawca na słuchawce, agent ubezpieczeniowy, importowałem gadżety z Chin, które sprzedawałem na portalach aukcyjnych, pracowałem na budowie.

Bardzo długo szukałem swojej drogi, swojej życiowej ścieżki. Wiele z moich projektów i pomysłów kończyło się niepowodzeniem z uwagi na mój charakter. Najgorszymi cechami charakteru, nad którymi cały czas pracuję, jest niecierpliwość i powierzchowność. To te cechy powodowały, że zaczynałem wiele projektów, ale nigdy ich nie kończyłem, co w perspektywie powodowało obniżenie mojej samooceny i brak wiary w osiągniecie jakiekolwiek sukcesu. Dochodziły do tego także obawy o zapewnienie sobie i swojej rodzinie należytego bytu w przyszłości. Zainteresowanych szczegółami odsyłam na moją stronę internetową do zakładki “O mnie”, aby mogli poznać szerszy kontekst mojej choroby i nieszablonowej historii od pracownika fizycznego do programisty.

Jak się obecnie czujesz? Czy udało Ci się uporać z nerwicą?

Ostatnie 2-3 lata, kiedy rozkręciłem swoją karierę zawodową na dobre i zacząłem w końcu osiągać sukcesy zawodowe, które pomogły mi w odzyskaniu wiary w samego siebie. Jestem bardzo dumny z tego, że w końcu udało mi się zrealizować życiowy projekt zostania programistą. Cieszę się, że się nie poddałem, byłem konsekwentny i że się całkowicie temu poświęciłem. Zdobycie pracy w prestiżowym zawodzie, polepszenie statusu materialnego zapewniły mi większe poczucie bezpieczeństwa i docenienie własnej wartości. Są to czynniki, które niewątpliwie pomagają mi w wychodzeniu z choroby.

Choroby takie jak nerwica czy depresja to bardzo trudni rywale. Na początku ciężko jest zdefiniować swojego przeciwnika. Nie do końca wiemy, co się z nami dzieje. Człowiekowi wydaje się, że wariuje, że coś jest z nim nie tak. Ataki lęku, paniki, duszności, natrętne myśli – dużo by wymieniać. Osobom, które nigdy tego nie doświadczyły, ciężko jest zrozumieć co przeżywają i czują ludzie chorzy na depresję czy nerwicę.

Uważam że wciąż za mało się o tym mówi i że jest to dla wielu ludzi temat tabu. Ludzie boją się o tym rozmawiać otwarcie, gdyż nie chcą zostać ocenieni jako “słabi, nieradzący sobie z życiem”. Jeśli kogoś coś takiego spotka, warto jest poszukać wartościowej literatury, podcastów, czy nagrań na youtubie, aby poszerzyć swoją wiedzę na ten temat. Świadomość tego, że atak duszności, lęku czy paniki, drętwienie kończyn i uczucie odrealnienia jest czymś, co spotyka innych, a nasze objawy nie odbiegają od normy, pomaga się uspokoić i jest jednym z ważnych czynników w leczeniu.

Znajomość i odpowiednia wiedza na temat nerwicy czy depresji są bardzo pomocne w terapii. Kluczowa jest także współpraca z psychologiem, który pomoże skutecznie zlokalizować powody problemów i przekaże nam konkretne wskazówki oraz ćwiczenia, które pomogą nam radzić sobie w kryzysowych sytuacjach.

Często słyszy się, że w IT łatwo znaleźć pracę, nawet jeśli dopiero zacząłem pisać kod. Jak jest w rzeczywistości?

Prawda jest zgoła inna. W ostatnich latach, kiedy o programowaniu zaczęło się mówić szerzej i głośniej, a przeciętny Kowalski zaktualizował swoje postrzeganie programisty z kogoś, kto siedzi w piwnicy bez okien z dużym kubkiem od kawy w tłustych włosach i brudnym sweterku, na docenionego i dobrze opłacanego specjalistę – zainteresowanie tym zawodem znacząco wzrosło.

Mainstream dowiedział się także, że osiągnięcie miesięcznych zarobków na poziomie 15, 20 tysięcy złotych na “rękę”, będąc specjalistą od tworzenia oprogramowania, nie jest niczym nadzwyczajnym. Popularyzacja faktów na temat programistów oraz brak specjalistów w tej branży spowodowały, że obszar ten został zagospodarowany przez przedsiębiorców, którzy wpadli na pomysł otwarcia szkół programowania. W ciągu ostatnich kilku lat popularność takich szkół, bootcampów i kursów, gwarantujących uczestnikom skuteczne przebranżowienie i wejście do mlekiem i miodem płynącego świata IT, sięgnęło zenitu.

O ile 5-6 lat temu ukończenie takiego bootcampu dawało spore szanse na dostanie pracy jako Junior Developer lub Junior Tester, o tyle dzisiaj dyplom takiego kursu nie daje zbyt wiele. Obecnie szkoły programowania “produkują” wręcz setki, a nawet tysiące juniorów rocznie z takim samym skillsetem, których rynek po prostu nie jest w stanie odpowiednio szybko wchłonąć i wyszkolić.

W momencie kiedy ja zaczynałem swoją przygodę z programowaniem i rozpocząłem poszukiwanie swojego pierwszego zatrudnienia (dodam, iż nie ukończyłem bootcampu, jestem samoukiem), na 100 rozesłanych CV’ek dostawałem zaledwie 3-4 odpowiedzi mailowe. Ofert na juniora było bardzo mało, więc starałem się wysyłać swoje aplikacje do każdej agencji, software house’u, jakie znalazłem w Google. Odbyłem kilka rozmów rekrutacyjnych i na większości z nich zostawałem odrzucany z powodu nikłego doświadczenia i niewielkich umiejętności.

Nie wolno się jednak poddawać i warto szukać swojej szansy w branży IT. Determinacja, poświęcenie i konsekwencja w nauce, tworzeniu projektów do portfolio czy realizowaniu mniejszych zleceń to klucz do tego, by wyróżnić się z tłumu innych ludzi z dokładnie takim samym skillsetem oraz tymi samymi projektami w portfolio jak np. ToDo lista.

Jesteś żywym przykładem tego, że studia nie są obowiązkowe, aby zostać programistą. Czy poleciłbyś przyszłemu programiście pójście na studia kierunkowe?

W branży IT nie patrzy się na dyplom, tylko na umiejętności praktyczne, więc studia nie są wymogiem. Spotkałem się jednak z ofertami pewnych firm, gdzie wykształcenie wyższe na kierunku stricte technicznym było warunkiem koniecznym.

Z perspektywy czasu stwierdzam, iż studia techniczne są bardzo przydatne i dają solidne fundamenty wiedzy. Studia techniczne inżynierskie uczą także sposobu myślenia i rozwiązywania problemów bardziej wysokopoziomowo, co przydaje się nie tylko w pracy programisty, ale także i w życiu. Gdybym miał dziś 20 lat, to zdecydowanie poszedłbym na studia. Jednakże po zajęciach uczyłbym się języków i frameworków, które pojawiają się w aktualnych ofertach pracy. Wszystko po to, aby oprócz akademickiej wiedzy zdobywać praktyczne umiejętności, które pozwolą mi na znalezienie pracy po studiach.

praca w it

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Jak praktycznie wykorzystałem Clojure w moim projekcie