wojciech potentas wynalazek

Jak zostać wynalazcą i uzyskać patent. Wywiad z Wojciechem Potentasem

Część innowacji, nad którą pracował, powstawała w domu, a celem było udowodnienie, że można rozwiązać dany problem. – Swój sukces zawdzięczam szczególnej umiejętności konsekwentnego dążenia do celu i życzliwości wielu osób z otoczenia. Małżonka mówi, że nie ma na świecie człowieka bardziej „upierdliwego” ode mnie. Motor trzeba mieć w sobie, a ludzi trzeba szanować – powiedział nam Wojciech Potentas, System Developer w Ericsson

Wojciech uzyskał patent na wynalazek i czeka na decyzję dotyczącą kolejnych ośmiu. Jak mówi, żaden z nich nie powstałby, gdyby nie doświadczenie zdobyte podczas pracy w Ericsson. W rozmowie z nami opowiedział o procesie uzyskania patentu, ale też o mitach związanych z patentowaniem software’u.

Z perspektywy wynalazcy lepiej zrobić research, by stwierdzić: „ja bym to zrobił inaczej” czy w drugą stronę: im mniej wiemy, tym łatwiej coś wymyślić?

Żeby opisać wynalazek, trzeba dokonać researchu, nawet w sytuacji, gdy jeszcze nie wiemy, czy będziemy pracować nad patentem. Moim researchem było obserwowanie symulatorów lotów, używanie ich, przeprowadzanie eksperymentów, a także obserwacja, jak działa nasza sieć. Wszystko to połączyłem ze sobą, opisując na kartce, jak mogłoby to wyglądać. 

Jeśli natomiast nasz wynalazek będzie związany z produkcją jakiejś części elektronicznej, to używa się symulatorów, by sprawdzić, jak reagują na nasze pomysły rozwiązań. Im bliżej rzecz jest podobna do odkryć z dziedziny fizyki, tym bardziej trzeba dokonać symulacji, zanim zgłosi się patent.

W Ericsson pracuje 26 tys. w działach R&D. Co dla pracowników oznacza to, że dzięki tym pracownikom opatentowano 57 tys. wynalazków? To dobra czy zła informacja?

To bardzo dobra informacja, bo pokazuje, że firma jest liderem w branży. Nie jesteśmy najwięksi, jeśli chodzi o liczbę zatrudnionych osób (choć zespół Ericsson liczy ponad 100 tys. osób), ale liczba zgłoszonych patentów wskazuje, że to u nas są najbardziej kreatywni ludzie, którzy po prostu zastrzegają te rzeczy, nad którymi pracują. To są naukowcy z działu research, ale też programiści czy systemowcy. Jesteśmy firmą wynalazców.

Co ułatwia wynajdowanie rozwiązań? Wpływ na tę liczbę ma kultura organizacji?

Tak, nie stworzylibyśmy tylu rozwiązań, gdyby nie kultura sprzyjająca pracy kreatywnej, którą odbieram jako otwartość ludzi. Jeśli potrzebuję pomocy, to proszę o nią kolegów i koleżanki i to wsparcie otrzymuję. Dzielę się z nimi udziałami we wnioskach.

Na każdym stanowisku w Ericsson mamy określony czas na pracę kreatywną?

Na różnych stanowiskach ma się mniej albo więcej czasu. Jestem systemowcem, więcej pomagam wymyślać, co programiści mają napisać, niż sam piszę kod. Jak pewnie się domyślasz, programiści mają trochę mniej czasu na pracę nad wynalazkami, chociaż nie jest to regułą. To nie tak, że nie mogą tego robić, bo chcemy ich wynalazki, ale klient jest zawsze na pierwszym miejscu i każdy musi realizować projekt.

Jeśli jest się w zespole, gdzie się głównie koduje, to jest trochę mniej okazji na to, żeby wymyślić nowe rozwiązanie. Jeżeli jednak pracuje się jako systemowiec, to cały dzień to praca koncepcyjna, ma się więc więcej przestrzeni na wymyślanie. Tak naprawdę przy każdej nowej robocie trzeba pomyśleć już, czy nie kopiować tego do zawiadomienia o wynalazku, by można było go opatentować. Jeżeli pracujemy w nowej technologii, a LTE czy NR są takimi technologiami, to tak naprawdę prawie każda praca koncepcyjna, która nie powstaje na podstawie ustandaryzowanych rzeczy w formie głębszej niż wymagania, nadawałaby się do opatentowania.

Co warto zamieścić w takim dokumencie, który trafi później do rzeczników patentowych?

Trzeba wskazać, czym różni się nasze rozwiązanie na tle innych oraz dlaczego inne rozwiązania tego nie potrafią. Należy konkretnie wskazać, co dokładnie jest tą nową częścią, ale też w opisie używać odpowiednich słów. 

Bywa, że ktoś pisze “życzeniowo”:

„specjalne urządzenie, które działa tak, by zrobił się kolor zielony”

a powinien pisać tak:

„urządzenie elektroniczne wyposażone w diodę LED emitującą kolor zielony”.

To oczywiste, że istnieje dioda wyświetlająca kolor zielony, ale warto ją nazwać. Podczas tworzenia tego typu opisu warto skorzystać z pomocy specjalnej wyszukiwarki, by sprawdzić, czy gdzieś już nie istnieje coś, co właśnie wymyśliliśmy.

W Ericsson taki wniosek wysyła się do portalu wewnętrznego, rzecznicy go czytają i dopytują o różne rzeczy. Po pewnym czasie wracają z decyzją, czy dane rozwiązanie powinno zostać zgłoszone, czy też nie. Jeżeli decyzja jest pozytywna, to zespół może spodziewać się nagrody, którą podzieli zgodnie z wcześniej ustalonymi procentami i standardową wysokością nagrody, jaką Ericsson gwarantuje pozostającym w firmie wynalazcom. Kolejnym krokiem jest złożenie wniosku do urzędu. To się dzieje w ciągu miesięcy. Cały proces trwa kilka lat. Patent może być ważny nawet przez dwadzieścia. I sami się godzimy na to, że jeśli ktoś podważa patent my idziemy do sądu, dlatego warto dbać o higienę tajemnicy i dobry podział przed złożeniem.

Co z prawami majątkowymi?

Wynalazca przenosi prawa majątkowe na Ericsson. Od tego momentu ktokolwiek, kto chciałby skorzystać z wynalazku, będzie rozmawiał z Ericssonem. Polska ustawa o własności przemysłowej wyraźnie stwierdza, że do własności intelektualnej powstałej w wyniku pracy i zastrzeżonej w trakcie zatrudnienia prawo ma firma, za to pracownik ma prawo do wynagrodzenia za wynalazek. Jest to coś pomiędzy posiadaniem wynalazku przez firmę a pierwokupem. Ericsson posiada dokładną cenę za złożenie wniosku patentowego, ułatwia cały proces zastrzeżenia i obwarowuje go strategią, która już nie jest tak bardzo istotna dla wynalazcy, choć jej świadomość pomaga w trafianiu na korzystne decyzje rzeczników. 

Pójście z takim pomysłem do innej firmy to złamanie umowy o tajemnicy, więc trzeba rozważyć, czy to już początek własnego biznesu, czy może lepiej się wyjdzie na zastrzeżeniu rozwiązania. Biznesy z moimi patentami same nie dałyby rady ani dawniej, ani obecnie. Dlatego też wybrałem zastrzeżenie jako Ericsson, ale moje nazwisko widnieje na tych patentach. 

Wynagradzanie pracowników za wynalazczość to standard w branży?

Niektóre firmy nie oferują nagrody, tylko po prostu płacą jak za normalny dzień pracy. Niektóre gotowe byłyby zwolnić pracownika za stracony czas. Bardzo sobie cenię to, że trafiłem właśnie tu, do Ericsson, gdzie jest nagroda i to już za wynalazek, który doszedł do etapu złożenia wniosku.

Co można opatentować w IT? Czy kod, który realizuje znaną wszystkim funkcję, mogę zgłosić jako wynalazek?

Sam software, czyli właśnie funkcja, która coś robi, rzeczywiście nie podlega patentowi. Jeżeli jednak mamy do czynienia z softwarem, który steruje większym urządzeniem albo zespołem urządzeń i ma on „dalszy, techniczny wpływ na rzeczywistość” – to definicja z europejskiego urzędu patentowego – albo inaczej, jest to „wynalazek zaimplementowany za pomocą komputera”, to możemy go opatentować.

Podam przykład: firma opatentowała software, który sprawia, że dron trzyma się w poziomie, co więcej – potrafi zawisnąć w powietrzu. Firma ta, wykorzystując żyroskop w tablecie, napisała oprogramowanie, dzięki któremu każde pochylenie tabletu przechyla drona w daną stronę. W takim wniosku patentowym firma musiała wykazać, jak dokładnie liczy te polecenia i w jaki sposób przesyła je do drona, jak balansuje mocami silników, by móc osiągnąć to założenie.

Dlaczego w wielu organizacjach nie powstają rozwiązania warte patentu?

Mam wrażenie, że na studiach informatycznych wynalazczość – przynajmniej za moich czasów – była spychana na bok. Panuje przekonanie, że tylko naukowiec może coś wynaleźć. Jeżeli student wpada z nowym pomysłem, to najczęściej nauczyciele mówią mu: “tak, można się tak pobawić” – słyszałem dokładnie takie zdanie. Wykładowcy mówili, że na każdym roku spotykali choć jedną osobę, która wpadała z pomysłem na nową algebrę.

To wszystko w moim przekonaniu powoduje, że ludzie ze studiów wychodzą ze stępionym poczuciem wynalazczości i z przekonaniem, że software’u się nie patentuje. Prawda jest też taka, że długo w Polsce panowało prawo, które ograniczało patentowanie rozwiązań. Z tego, co słyszałem, w urzędzie patentowym kiedyś, gdy widziano, że do danego rozwiązania wykorzystywano komputer, to mówiono, że to patent software’owy, dlatego wniosek od razu był odrzucany. Człowiekowi nauczonemu takiego podejścia trudno zastrzec coś, nawet jeśli wymyślił coś nowego. I potem konkurencja z zagranicy kupowała polską technologię za bezcen.

Może jest tak, że firmy z branży IT nie potrzebują wynalazków?

Z mojej perspektywy firma technologiczna staje się poważnym biznesem, gdy posiada własną, opracowaną i zastrzeżoną własność intelektualną. Tym udowadnia swoją powagę. Może udowodnić, że wynalazła dane rozwiązanie własnymi siłami lub chociaz nabyła prawa. Jeżeli chcemy mieć firmy technologiczne liczące się na świecie, to musimy mówić firmom, że mogą zastrzegać swoje rozwiązania. Powinny mieć przygotowaną strategię i fundusze na to, by np. wynagradzać wynalazczych pracowników. A to, że firma korzysta na wynalazczości pracowników, jest także w ustawie o własności przemysłowej. 

To ciekawa kwestia, może to jest problem: to, że nawet jeśli wymyślę coś, to i tak zyski będzie czerpała firma?

Na podstawie moich wniosków patentowym mogę śmiało stwierdzić, że żadnego z tych pomysłów nie mógłbym zastosować we własnym biznesie. Musiałbym być drugim Ericssonem. Do swojej pozycji Innovation Coacha nie docierałem tak, że wszystko, co wymyśliłem, powstało w czasie pracy. Kiedy chcieliśmy porównywać ogromną liczbę logów, napisałem w Javie narzędzie – w połowie w czasie pracy, w połowie w domu – które wyręczało nas w tym zadaniu. Zgodnie z zasadą: “Jeżeli nie mamy narzędzi, piszmy je sami” – to słowa Pawła Szczerkowskiego, jednego z dawnych szefów R&D w Polsce.

Jak to się stało, że uzyskałeś patent na swój wynalazek?

Małgorzata Żmuda, rzecznika patentowa z niemieckiego Ericsson, przeprowadziła prezentację o tym, jak wygląda proces uzyskania patentu. Z powodu urlopu ojcowskiego ominęło mnie to wydarzenie. Kiedy wróciłem, zapoznałem się z prezentacją i od razu pomyślałem, że mam coś, co nadawałoby się na zgłoszenie patentowe. Włączyłem Worda i Painta, za pomocą których opisałem, jak mogłaby działać sieć złożona z dronów będących pewnego rodzaju stacjami dostępowymi. 

Skąd pomysł na takie rozwiązanie?

W radiowych sieciach dostępowych pracowałem krótko na początku kariery. Od początku interesowałem się lotnictwem, miałem wieloletnie doświadczenie w pracy z sieciami szkieletowymi. Opisałem więc, jak mogłoby wyglądać przełączanie abonentów z jednego drona do drugiego, kiedy te drony przelatują nad nimi. Gdy oddala się jeden ze stacją dostępową, przylatuje drugi i podtrzymuje ciągłość dostarczania zasięgu, gdy ten odleci, dolatuje trzeci. Wysłałem ten opis do naszego działu innowacji i otrzymałem wiadomość, że trzeba ten projekt jak najszybciej zgłosić do działu patentowego w postaci dedykowanego dokumentu o wynalazku. 

To wszystko? Tak szybko udało się uzyskać patent?

Nie, proces trwał dłużej. Pierwszy patent przyznano po dwóch latach. Później udało mi się opracować kolejne rozwiązanie, także przyjęte przez nasz zespół odpowiedzialny za innowacje, które również zgłosiłem do działu i potem urzędu patentowego. W zasadzie od tego czasu powstało łącznie osiem takich pomysłów. Coraz częściej członkowie zespołu dołączali do nich i zgłaszali swoje rozwiązania. Dzięki temu pojawiły się patenty bardziej związane z tym, czym na co dzień się zajmujemy. Ktoś wymyślał funkcjonalności, a później je zastrzegał.

Trudno więc samodzielnie stworzyć coś wartego patentu. Może inaczej: łatwiej stworzyć ciekawe rozwiązane w zespole, który promuje takie zachowania, daje na nie czas?

Ten mój pierwszy patent powstał w sporej części dzięki ciężkiej pracy. Mieliśmy produkt, który nie działał i trzeba było go naprawić, na co dostaliśmy rok. To była ciężka sytuacja, choć wielu sądzi, że właśnie w takich warunkach ludzie są najbardziej innowacyjni. Kluczem do sukcesu nie okazał się czas, a życzliwość zespołu, który mimo napiętej atmosfery był w stanie powiedzieć: “dobra, usiądź i to napisz”. Kiedy pisałem ten program, reszta dalej „ręcznie” testowała logi. 

Część innowacji powstawała w moim domu, gdzie po godzinach pracowałem nad nim, żeby udowodnić, że można rozwiązać dany problem. Swój sukces zawdzięczam szczególnej umiejętności konsekwentnego dążenia do celu i życzliwości wielu z otoczenia. Małżonka mówi, że nie ma na świecie człowieka bardziej „upierdliwego” ode mnie. Motor trzeba mieć w sobie, a ludzi trzeba szanować.


Wojciech Potentas. Innovation Coach w S-5, Ericsson One Ambassador, System Developer i 4G RAN Performance Management Product Guardian w Ericsson. Inżynier Systemów Informatycznych na Wydziale Elektrotechniki, Elektroniki, Informatyki i Automatyki Politechniki Łódzkiej. Rowerzysta, narciarz, żeglarz, modelarz, nałogowy uczestnik forów dla profesjonalistów, były kaskader, lubi ciężkie brzmienie. Najwięcej czasu po pracy poświęca żonie i dwójce dzieci.

ZOBACZ TEŻ:  Programowanie to nie podróż w kosmos. Historia Bartka Nowaczyka

baner

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Jaką technologię wybrać do stworzenia aplikacji mobilnej cross-platform? DevDebata cz.2