Wywiady

Czy technologia no code to przyszłość branży IT? Wywiad z Emilem Bednarczykiem i Kamilem Tarczyńskim

Technologia no code i low code, to potencjalna przyszłość branży IT. Według danych Gartnera, już w 2023 roku na rynku będzie czterokrotnie więcej no code developerów niż klasycznych programistów. W przyszłości aż 80 proc. wszystkich produktów IT ma być tworzonych przy wykorzystaniu narzędzi no code. Czy takie dane rzeczywiście można brać na poważnie? Jak obecnie wygląda popularność no code w Polsce? Czy osoby nietechniczne odnajdą się w tej technologii? I przede wszystkim… czy narzędzia no code i low code faktycznie są zagrożeniem dla programistów? O te rzeczy i inne kwestie zapytałem Emila Bednarczyka i Kamila Tarczyńskiego – osoby budujące aplikacje i rozwiązania dla klientów w niestandardowy sposób. Zapraszam do lektury.

Spis treści

Cześć Emil! Opowiesz w skrócie o tym, nad czym ostatnio pracujesz? Co pochłania najwięcej Twojego czasu?

Emil: Cześć! Pierwsza odpowiedź jaka mi się nasuwa to rozmowy z klientami i uświadamianie, że dziś no-code jest realną alternatywą w obszarze custom software developmentu. Wielu naszych klientów nie może wyjść z wrażenia co i na jakim poziomie robimy, jednak przekonanie osób decyzyjnych na początkowym etapie rozmów o możliwościach narzędzi no-code jest wciąż zadaniem pełnym wyzwań. Dotyczy to głównie polskich klientów, którzy bywają sceptyczni w związku z małą dostępnością specjalistów no-code na lokalnym rynku.

Jesteś współtwórcą platformy specjalizującej się w rozwiązaniach no-code / low-code. Skąd decyzja o wejściu w ten segment? Na Waszej stronie faktycznie można przeczytać, że tego typu rozwiązania w przyszłości zdominują rynek. Nie sądzisz, że to może być zbyt odważne stwierdzenie?

Emil: Przez wiele lat zajmowałem się outsourcingiem specjalistów IT, byłem bardzo blisko klientów, którzy mieli ogromne problemy w znalezieniu odpowiednich specjalistów na odpowiednim poziomie wynagrodzenia. W branży pojawił się nawet nowy poziom “seniority” tj. senior student konsultant, czyli osoba z +/- rocznym doświadczeniem z oczekiwaniami na poziomie 100 PLN/mh. W perspektywie upływających lat tzw. wąskie gardło zacieśnia się w coraz większym tempie. Dodatkowo pandemia uświadomiła wielu pracodawcom, jak ważna jest digitalizacja kolejnych procesów, a firmom świadczącym usługi pokazała, że bez cyfrowych rozwiązań i automatyzacji tracą udział w rynku.

Gdy poznaliśmy się z Kamilem i opowiedział mi o no-code, co mógł zbudować i co najważniejsze w jakim czasie za pomocą platformy Bubble.io, decyzja była prosta. Dostrzegłem ogromną przestrzeń na rynku, nie tylko dla dużych firm poszukujących sposobów na walidację nowych pomysłów, ale także dla osób, które mają szereg świetnych koncepcji na biznes, a realizacja ich w świecie tradycyjnego IT jest w zasadzie daleko poza zasięgiem. Czy no-code/low-code zdominuje rynek? Na pewno nie można lekceważyć możliwości jakie oferują narzędzia NCLC. W havenocode widzimy ogromne zapotrzebowanie, rośniemy 100% k/k a problemy rekrutacyjne nas nie dotykają, ponieważ okazuje się, że jest wiele osób, które programują w no-code, ale nie informują o tym wprost.

Kamil: Decyzja o wejściu w segment nie była decyzją podyktowaną zimną rachubą biznesową. W naszym przypadku był to tak zwany produkt uboczny. Wraz z Maćkiem naszym wspólnikiem na początku pracowaliśmy nad produktem nomen omen z kategorii job-board. Jako, że ja programistą nie jestem, wywodzę się ze świata wdrożeń automatyzacji oraz modern workplace, szukaliśmy sposobu na tanią budowę mvp / proof of concept. W tym czasie Microsoft mocno zaczął promować PowerApps, które nie do końca dawały to czego potrzebowaliśmy, ale zaświecił lampkę,że jeżeli w Office365 możemy budować internalowe aplikacje bez użycia kodu to na pewno też już istnieje narzędzie do budowania SaaS-ów bez użycia kodu. I tak właśnie trafiliśmy na Bubble i kilka innych platform. Podczas budowy pierwszego MVP stwierdziliśmy, że jeśli jesteśmy w stanie zbudować sami takie narzędzie, mamy odpowiedni zespół (tech + design + sales) to może zamiast budować mega niepewnego SaaS-a, lepiej zacząć budować aplikacje dla innych. Widząc jakie no-code dawał możliwości już wtedy i jakie daje obecnie to była decyzja jednogłośna i podjęta w 5 minut.

Według nas stwierdzenie że NCLC zdominuje rynek nie jest stwierdzeniem zbyt odważnym – i nie tylko według nas. Mówią o tym już wszystkie statystyki czy giganci świata IT. Przytoczyć możemy Gartnera, który mówi o tym że 65% aplikacji w 2024 roku będzie bazowało na stacku NCLC lub Microsoft, który twierdzi że do 2025 powstanie 500 MLN aplikacji no-code. W takim wypadku możemy zdecydowanie mówić o dominacji.

Dlaczego Twoim zdaniem na rynku wciąż brakuje programistów? To przez dość wysoką barierę wejścia do świata IT? W jaki sposób platformy no-code / low-code mają zmienić tę sytuację? O ile w ogóle mogą się do tego przyczynić.

Emil: Na bazie swoich doświadczeń mogę śmiało stwierdzić, że relatywnie łatwo jest przebranżowić się na pozycję np. testera, product ownera, project managera, ale nie programistę. Próg wejścia jest zbyt wysoki by inwestycja pracodawcy w rozwój kompetencji pracownika wyniosła mniej niż rok. Nie każdy pracodawca może i chce sobie na to pozwolić, bywa to również frustrujące dla doświadczonych członków zespołu, co czasem źle się kończy.

Gdy mówimy o no-code to próg wejścia jest znacznie niższy. Osoby, które poświęcą kilka miesięcy rzetelnej pracy i szukają rozwiązań wykorzystując społeczność (np Bubble budował globalną społeczność miliona developerów przez 9 lat, w ostatnim roku ta liczba urosła o kolejny milion), dostępne materiały i przemyślane kursy są w stanie realizować projekty na średniozaawansowanym poziomie. Do pełnej samodzielności potrzeba doświadczenia, zderzenia z “projektowymi ścianami”, a przede wszystkim zaangażowania w dążeniu do znalezienia rozwiązania. Najlepszym przykładem może być część naszego zespołu, który po trzech miesiącach szkolenia realizuje komercyjne projekty dla naszych polskich i zagranicznych klientów. No-code wymaga zrozumienia procesów, logicznego wiązania przepływów danych, ale nie wymaga nauki logiki i składni konkretnego języka programowania.

Kamil: Według mnie brakuje i będzie brakować ponieważ bycie programistą nie jest dla każdego. Żeby być dobrym programistą trzeba mieć problem-solving mindset, umieć myśleć w logiczny sposób i poruszać się w abstrakcyjnych konstruktach. Nie oszukujmy się – nie każdy się do tego nadaje. Dodatkowo trzeba być bardzo cierpliwym oraz umieć utrzymać wysokie skupienie przez dłuższy czas, co w dobie obecnie pędzącego świata i miliona rozpraszaczy jest dla ludzi bardzo trudne. Bariera wejścia jest według mnie taka sama jak do każdego zawodu inżynierskiego – czyli oczywiście dość wysoka, ale dla chcącego nic trudnego.

Platformy NCLC mogą zmienić tę sytuację, ale też nie wywrócą rynku do góry nogami. Nadal osoby, które chcą zacząć swoją przygodę z tego typu programowaniem muszą umieć rozwiązywać problemy, układać logiczne działanie aplikacji, znać podstawy funkcjonowania baz danych oraz mieć pojęcie o technologii. Bez tego ani rusz. Ich przewagą jest jednak to, że próg wejścia do świata no-code jest dużo niższy. Wynika to z tego,że wystarczy opanować narzędzie (jeśli mamy opanowane logiczne myślenie to pójdzie nam to całkiem szybko) a nie cały język, jego semantykę itp. Dodatkowo, efekty programowania w no-code widać dużo szybciej, co może być po prostu dla ludzi bardziej motywujące. Z nauki programowania łatwo odpaść, ponieważ wymaga ona gigantycznego samozaparcia, poświęcenia i konsekwencji – szczególnie jeśli robimy to po godzinach, gdzie mamy ograniczony czas na naukę, więc efekty przychodzą jeszcze wolniej.

Czy tego typu platformy mogą w przyszłości stanowić realne zagrożenie dla programistów?

Kamil: Absolutnie nie, chyba że mówimy o programistach, którzy nie chcą rozwijać się w tym zawodzie co jest jego nieodzowną częścią, a dla nich samych dyskwalifikacją. Platformy NCLC spowodują jedynie przesunięcie środka ciężkości jeśli chodzi o to kto i co będzie realizować. Teraz lwią część budżetów projektowych zjadają zadania, gdzie tworzymy powtarzalne rzeczy, logowanie, podstawowe ekrany, podstawowe funkcjonalności, etc. Dzięki NCLC tę część projektu będzie można realizować w dużo szybszym tempie i w wysokiej jakości, a programiści zamiast realizować znów te same powtarzalne rzeczy, będą mogli się skupiać na realnych problemach, ciekawych wyzwaniach czy podnoszeniu swoich kwalifikacji w nowych obszarach. W mojej ocenie to gigantyczna szansa nie tylko dla nich, ale również dla biznesu na szybszą i pewniejszą walidację nowych modeli biznesowych i dla całego świata na rozwiązanie coraz poważniejszych wyzwań czy problemów współczesnego świata, których jak wiemy tylko przybywa.

Do kogo docelowo chcecie kierować swoje rozwiązanie? Czy może nie macie żadnych ograniczeń?

Kamil: W tym momencie nie skupiamy się na konkretnych branżach, segmentach, firmach etc. W mojej ocenie no-code jest dla każdego – ale oczywiście każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie.

Emil: dodam tylko, że biznesowe wymagania są bardzo różne, nie scrapujemy danych, w oparciu o no-code, nie zbudujemy mechanizmów ML, przynajmniej dzisiaj narzędzia dostępne na rynku tego nie oferują, albo mają jeszcze bardzo ograniczone możliwości. Ograniczenia istnieją, jak w każdym stacku technologicznym. Nie powoduje to jednak barier bo rozwiązania NC możemy łatwo rozszerzyć dodając własny kod lub integrując je z innymi zewnętrznymi usługami.

Jak wygląda Wasza konkurencja w Polsce? W czym na ten moment jesteście od niej lepsi?

Emil: Konkurencja na rynku polskim w zasadzie nie istnieje. Są firmy na rynku, które realizują głównie MVP, pokazują jak w kilka dni zbudować coś, co nie ma prawa działać poprawnie. Rozmawiamy z wieloma osobami, które np. mają 3-4 lata doświadczenia w no-code i do tej pory działały realizując projekty dla zagranicznych klientów. Chętnie dzielą się wiedzą a my chętnie dzielimy się naszymi doświadczeniami. Działamy transparentnie. Z założenia chcemy współpracować i wspólnie tworzyć scenę no-code w Polsce. Popyt na usługi IT jest tak ogromny, że pojawianie się kolejnych software house’ów ze stackiem no-code’owym to kwestia czasu. Co nas bardzo cieszy!

Jakie są „ciemne strony” rozwiązań, którymi się zajmujesz? Jakie najczęściej generują problemy? Domyślam się, że może być ich sporo.

Kamil: Ciekawe pytanie, NCLC jak każda technologia ma swoje plusy i minusy, chociaż tutaj upatrywałbym podobieństw do każdej innej technologii kodowania. W zależności od tego, czy mówimy o problemach natury biznesowej czy technologicznej będą one się różniły. Do głównych zaliczyłbym: brak specjalistów, nieznajomość tematu w biznesie, konieczność odpowiedniego zaplanowania architektury aby osiągnąć odpowiedni performance, niekiedy drobne ograniczenia, do których musimy znajdować workaround-y. Większych problemów raczej nie obserwujemy, które moglibyśmy zakwalifikować jako specyficzne dla NCLC.

Czy budowanie aplikacji przy pomocy low-code / no-code jest faktycznie dla każdego? Jakie cechy i umiejętności mogą pomóc szybciej rozwijać się w tym segmencie?

Kamil: Nie, na pewno nie jest dla każdego. Poruszyliśmy ten temat po części już wcześniej. No-Code Developer czy Citizen Developer musi cechować się analitycznym / logicznym myśleniem, być dociekliwy, mieć problem-solving mindset oraz przede wszystkim zapał. NCLC jest nowa technologią więc nie ma jeszcze tak wielu zasobów do nauki, czy uzyskania pomocy w przypadku napotkania ściany, tak jak ma to miejsce w przypadku innych języków programowania (patrz Stackoverflow). Z tego też powodu zdecydowaliśmy się tę wiedzę i świadomośc w Polsce budować i w najbliższych tygodniach ruszamy z naszą platformą eLearningową AppToYou.pl, na której będą dostępne trzy szkolenia: darmowy, trzygodzinny crash course No-code Fundamentals oraz dwa rozbudowane kursy No-Code Specialist oraz No-Code Expert. Mają one pozwolić na przebranżowienie się lub rozpoczęcie przygody z programowaniem w no-code. Kurs tworzymy wspólnie z naszym partnerem z Nowego Jorku – oficjalnym instruktorem Bubble Bootcamps, który przygotował jeden z modułów szkoleniowych. Obecnie poszukujemy również kolejnych partnerów, którzy pomogą nam szerzyć tę wiedzę i uruchomić potencjał w społeczeństwie. Dzięki temu będziemy mogli w większym stopniu zdemokratyzować dostęp do świata budowy software’u, który na koniec dnia ma pomagać nam wszystkim.

Czy Twoim zdaniem da się zbudować aplikacje typu enterprise nie korzystając z tradycyjnej pracy programistów?

Kamil: Oczywiście! Na potwierdzenie przytoczę kilka przykładów. W lutym 2022 roku SAP przejął platformę AppGyver, która umożliwia budowanie natywnych aplikacji mobilnych bez użycia kodu i pozwala na coraz głębsze integracje z SAP-em i cały czas jest rozwijana. Microsoft nie bez powodu coraz mocniej promuje PowerApps – platformę do budowy automatyzacji czy aplikacji bez użycia kodu wewnątrz środowiska Office365. Google ma AppSheet – platformę do budowy aplikacji no-code opartych o arkusze kalkulacyjne. Co najmniej kilka firm z listy Fortune 500 używa Bubble. Dividend Finance – platforma zbudowana na Bubble pozyskała ponad 1mld $ finansowania, Plato – 300mln $. Przykładów jest cała masa, a każda platforma ma również plany enterprise, które pozwalają na dostosowywanie ich rozwiązań do konkretnych potrzeb. Większość oferuje również integracje z rozwiązaniami 3rd party poprzez API czy możliwość dodania custom code. Szczególnie duże korporacje, bardzo wyraźnie zaczynają dostrzegać jakie no-code niesie ze sobą korzyści. No-code już tu jest a nawet o tym nie wiemy.

Czy Wasze rozwiązania wspierają tylko i wyłącznie fazę tworzenia samej aplikacji czy też pozostajecie ze swoimi klientami przez cały ich life-cycle?

Emil: To bardzo trafne pytanie. Jako havenocode wspieramy klientów w pełnym zakresie od analizy biznesowej, UX/UI, poprzez development, testy, integracje z rozwiązaniami 3rd-party aż po support w modelu SLA. Bardzo często doradzamy jakie rozwiązania wybrać, by zminimalizować angaż i koszty klienta. Odpowiedzią na to pytanie może być to, że havenocode jest full cycle no-code development agency, ale ciężko to przetłumaczyć (śmiech).

Jak korzystanie z low-code / no-code wpływa na powstawanie potencjalnego długu technologicznego?

Kamil: My ten dług pomagamy zmniejszyć. W wielu firmach nadal niestety, mnóstwo procesów, informacji czy współpracy opiera się na wymianie informacji w mailach, arkuszach kalkulacyjnych czy aplikacjach napisanych w erze Internet Explorera. Dzięki NCLC nasi klienci nie muszą się zastanawiać czy warto taką starą aplikacje przepisać i kiedy się to zwróci bo nie muszą płacić za rozwiązanie kilkuset tysięcy PLN. Tak samo jak modern workplace, tak również no-code pomaga przyspieszyć proces cyfryzacji przedsiębiorstw, i przenosi ich prace na wyższy, bezpieczniejszy i efektywniejszy model.

W jaki sposób zmniejszacie koszty wytwarzania oprogramowania? Udało mi się dotrzeć do informacji, że jesteście w stanie oszczędzić dla klientów nawet do 50 proc. kosztów. W jaki sposób?

Kamil: Cały proces tworzenia oprogramowania wygląda identycznie jak w każdym software house i w dużym skrócie jest podzielony na kilka etapów: Analiza, Design, Development, Testy. Etapy dotyczące analizy czy designu wyglądają i trwają tyle samo co w przypadku każdego software house-u bo tych procesów nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przyspieszyć. Różnica pojawia się na etapie developmentu. No-code pozwala wytwarzać oprogramowanie nawet kilkukrotnie szybciej bo budujemy z gotowych bloków, które zostały wielokrotnie już przetestowane, co automatycznie eliminuje wiele prostych błędów. Dzięki temu faza QA trwa również krócej, ponieważ nie musimy wyłapywać tych prostych błędów, a jedynie odstępstwa od analizy czy błędy projektowe.

Przed naszą rozmową wspominałeś mi, że Wasz newsletter cieszy się naprawdę dużym zainteresowaniem. Jak sądzisz, z czego dokładnie to może wynikać?

Emil: Wejście do świata IT przyciąga dobrymi stawkami, pracą zdalną, komfortem elastycznych godzin pracy i oczywiście “owocowymi wtorkami”.

“No-code’owanie” daje pewną obietnicę, która w środowisku IT wywołuje ciekawość, natomiast wśród osób non-IT kreuje szansę na zmianę ścieżki kariery lub poszerzenie kompetencji.

I na koniec zostawiłem sobie najlepsze pytanie… (śmiech). Czy Twoim zdaniem low-code / no-code rozleniwia i będzie sprawiać, że z czasem staniemy się nieco “głupsi”?

Kamil: Nie generalizowałbym, no-code nadal wymaga wiele wiedzy, nauki i poświęconego czasu. Przesuwa jedynie focus na inne aspekty, np. z nauki semantyki języka na naukę designu czy czym jest UVP albo dobry UX aplikacji. Pozwala nam skupiać się na innych rzeczach co będzie mieć większe korzyści dla nich i dla klientów. No-code deweloperzy będą mieli szerszy wachlarz umiejętności i świadomości na ogólnym poziomie aplikacji niż obecni deweloperzy. Takie jest moje przewidywanie. Czy tak będzie? To oczywiście zawsze zależy od tego z kim pracujemy i jak dana osoba angażuje się w to co robi. Czy będziemy głupsi? Wydaje mi się że dzięki oszczędności czasu, będziemy w stanie przeczytać więcej książek więc miejmy nadzieje, że nie :).

Dzięki wielkie za rozmowę :)!

***

Emil Bednarczyk
Absolwent EMBA we Francuskim Instytucie Zarządzania, sprzedawca od zawsze. Zafascynowany partnerskim podejściem we współpracy z klientami i współpracownikami. Od 10 lat zbiera doświadczenia w branży IT, by aktualnie wraz z zespołem havenocode.io odpowiedzieć na problemy z którymi mierzy się rynek wytwarzania oprogramowania i szeroko rozumianej digitalizacji procesów.

Kamil Tarczyński
Od zawsze miłośnik IT i nowych technologii. Pracę zaczynał od wdrażania i opieki nad środowiskami serwerowymi (Microsoft Exchange), aby potem odkryć świat modern workplace: Office365 i Google Workspace – świat, w którym liczyła się innowacja, efektywna współpraca i możliwość poprawy wyników poprzez wprowadzanie automatyzacji. Dwa lata temu wyspecjalizował się w platformie no-code Bubble.io, która pozwala na budowanie custom software m.in. w modelu SaaS. Obecnie odpowiada za tech team w agencji havenocode.io, z którym buduje customowe aplikacje i platformy dla klientów z całego świata.

Baner Tesco Technology

Dziennikarz technologiczny od prawie dekady. Człowiek z nienasyconą ciekawością. Fan trudnych pytań, kawy specialty i roweru szosowego. Uzależniony od internetu.

Podobne artykuły