Tajemnicze streamy na Spotify. Artyści widmo zarabiają na użytkownikach?

Na Spotify pojawiły się zespoły, których utwory niemalże z dnia na dzień zdobyły tysiące odtworzeń. W erze szybkich internetowych karier nie byłoby to może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że poza gigantem streamingowym ze Sztokholmu nikt nie słyszał o tych wykonawcach. Co jeszcze dziwniejsze, sami użytkownicy, którzy mieli być źródłami podejrzanych odsłuchań, zaprzeczają, że kiedykolwiek mieli do czynienia z muzyką tych artystów.

Miejsce odkryć

Spotify, jak i inne serwisy oferujące usługi streamingowe, to wspaniałe miejsca dla osób, które pragną odkrywać nowe brzmienia. Oprócz szybkiego dostępu do dobrze znanych utworów mainstreamowych artystów pozwalają one na odkrywanie takich muzycznych zakątków, których istnienia w ogóle byśmy nie podejrzewali. Można również podejrzewać, że młodzi, szerzej nieznani wykonawcy, chętnie korzystają ze sposobu na promocję swojej twórczości, który pozwala na trafienie do słuchacza oddalonego czasem o tysiące kilometrów.

Każdego użytkownika intensywnie korzystającego ze Spotify lub licznych produktów konkurencji nie powinno zatem dziwić trafianie na profile wykonawców, których nazwy przeciętnemu odbiorcy nie kojarzą się z niczym i którzy nie mogą pochwalić się wysoką liczbą odsłuchań. Dziwnie robi się dopiero w momencie, kiedy okazuje się, że owe zespoły tak daleko posunęły się w awangardzie, że jedyna wzmianka na ich temat miałaby pochodzić właśnie ze Spotify. I nie są to odosobnione przypadki.

Zespoły, których nie słuchałeś w 2018 roku

Jak co roku, w grudniu 2018 Spotify rozsyłało swoim użytkownikom roczne podsumowania utworów, których najczęściej słuchali w mijającym roku. To właśnie wtedy zauważono osobliwe zjawisko objawiające się tym, że w części zestawień pojawiali się artyści, których nigdy nie słuchali właściciele danych kont. Wykonanie szybkiego researchu owocowało natomiast wnioskiem, że podejrzani wykonawcy nie istnieją poza bibliotekami Spotify.

Jako właściciele przeróżnych kont do wielu usług dostarczanych na różnych platformach i urządzeniach doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że elektronika i oprogramowanie bywają zawodne. Rozmaite bugi zapewne nieraz przeszkadzały w pracy, rozrywce, a czasami po prostu wywoływały uśmiech na twarzy. Trudno jednak byłoby zrzucić winę za zaistniałą sytuację na jakiś przedziwny błąd systemowy. Nie mamy bowiem tutaj do czynienia z pojedynczymi przypadkami. Nietypowe zjawisko zgłosili właściciele aż kilkuset kont.

Zastanawiające wnioski można wyciągnąć również z analizy cech wspólnych utworów tajemniczych wykonawców. Wszystkie trwały od minuty do dwóch, czyli stosunkowo krótko, i były niemal w całości instrumentalne – bardzo rzadko pojawiały się w nich pojedyncze słowa. Okładki albumów również wyglądały podejrzanie: za każdym razem złożone były z jednolitego tła z tytułem zapisanym czarnym fontem.

Farma streamów zbudowana na wycieku?

Internauci szybko sformułowali teorię, że za takie działania może odpowiadać jakiś specjalista od sztucznej inteligencji, który postanowił w ten sposób czerpać zysk z odtworzeń muzyki nieistniejących zespołów. Szacuje się, że odtworzenia piosenek “zespołu” o nazwie Bergenulo Five mogły wygenerować zysk około 500-600 dolarów. Ale w jaki sposób doszło do streamowania muzyki z tylu profili niczego nieświadomych użytkowników?

Osoby, których dotyczy omawiana sprawa, podejrzewają, że ich konta zostały przejęte w wyniku niedawnego wycieku danych z Facebooka. Dla przypomnienia: 12 października 2018 r. władze giganta społecznościowego stworzonego przez Marka Zuckerberga przyznały, że we wrześniu tego samego roku hakerzy uzyskali dostęp do różnych danych powiązanych z 30 milionami kont. Przedstawiciel Facebooka, z którym skontaktował się “Business Insider”, powiedział, że nie znaleziono żadnych dowodów na to, że dostęp do aplikacji firm zewnętrznych, takich jak np. Spotify, był uzyskiwany za pomocą skradzionych tokenów dostępu, których dotyczyła afera z jesieni zeszłego roku.

Osoby powiązane ze Spotify również zaprzeczają teorii z tokenami, nie proponują jednak żadnego alternatywnego wyjaśnienia sytuacji. – Bardzo poważnie podchodzimy do manipulowania działalnością streamingową w naszym serwisie. Spotify ma wiele metod monitorowania i radzenia sobie z taką aktywnością. W dalszym ciągu intensywnie inwestujemy w udoskonalenia tych procesów – czytamy w oficjalnym oświadczeniu giganta streamingowego. Spotify podjęło jednak kroki w tej sprawie i podejrzane utwory zostały usunięte z serwisu.


Zdjęcie główne artykułu pochodzi z stocksnap.io. Źródło: CHIP.pl, businessinsider.com.

Patronujemy

 
 
Polecamy
San Francisco nie będzie wykorzystywać technologii rozpoznawanie twarzy?