Ten startup sprawił, że porzuciliśmy płyty CD i inne formy przenoszenia muzyki, zastępując je jedną aplikacją. Spotify działa zarówno online, jak i offline, dając dostęp do kilkunastu milionów utworów muzycznych, podcastów, czy soundtracków. Jak działa? W jaki sposób podpowiada kolejne kawałki warte przesłuchania? Tego dowiecie się z tego artykułu.

W kwietniu media obiegła informacja na temat planów Spotify, dotyczących giełdy publicznej. Od razu spekulowano, ile dzięki giełdzie spółka może być warta. Eksperci po wyliczeniach byli zgodni: oferta publiczna może przynieść spółce wycenę sięgającą 25 miliardów dolarów. Wtedy też opublikowano wyniki, które pokazywały, że ze Spotify korzysta 140 milionów użytkowników, z których 70 milionów ma płatne konta. Wszyscy zarejestrowani mają do wyboru 30 milionów utworów, których mogą słuchać w każdej chwili. Ci z kontem premium nie potrzebują do tego nawet dostępu do internetu. Jaka jest historia powstania Spotify?

Historia Spotify

Prace nad Spotify ruszyły w 2006 roku w Stockholmie, a jego pomysłodawcami byli Daniel Ek (były CTO startupu Stardoll) i Martin Lorentzon (były współzałożyciel TradeDoubler). Jak pewnie się domyślacie, największym wyzwaniem aplikacji do słuchania muzyki było zdobycie praw autorskich do utworów udostępnianych użytkownikom. Startup musiał zmierzyć się też z innym problemem, z którym nie poradziłaby sobie niejedna firma: uprzedzeniami. Spotify powstało w Szwecji, gdzie stworzono serwis Pirate Bay, oskarżany o udostępnianie pirackich treści. Pamiętajmy też, że w tych czasach wytwórnie muzyczne pozywały serwisy typu Kazaa, za pomocą których mogliśmy pobrać muzykę znanych wykonawców w formacie MP3.

Śmiało można więc powiedzieć, że założyciele Spotify mieli mocno pod górkę. To wszystko nie zatrzymało jednak firmy, która nie tylko przekonała do siebie otwartymi zasadami, ale też wykorzystała ówczesny kryzys branży muzycznej.

Bloomberg Business Week pisał, że branża muzyczna w 1999 roku była warta 27 miliardów dolarów, a dziewięć lat później o połowę mniej – 14 miliardów dolarów. Tymi wynikami Daniel Ek, współzałożyciel Spotify, przekonał tuzy branży muzycznej – Universala, EMI Music, Sony (SNE) oraz Warnera (WMG) – by zaryzykowali i przekazali w jego ręce wszystkie utwory, do których posiadają prawa autorskie. Dzięki temu kontraktowi spółka mogła szybciej zdobywać nowe rynki, bo nie musiała przejmować się prawami autorskimi do większości utworów. Główny problem został zatem rozwiązany. Komentatorzy wymieniają jednak jeszcze jeden czynnik, który przyniósł sukces spółce: była nim cena.

W 2008 roku nie było na rynku takiego serwisu jak Spotify. Popularność zdobywał iTunes, który pozwalał na legalny zakup dowolnego utworu za około 2 dolary. To dużo, patrząc na to, że zazwyczaj lubimy więcej niż dziesięć, trzydzieści czy pięćdziesiąt piosenek. Gdybyśmy chcieli posłuchać każdej z nich, nie mając dostępu do sieci, musielibyśmy sporo za nie zapłacić. A w Spotify były one dostępne za darmo.

Wracamy do chronologii wydarzeń z życia Spotify. W 2008 roku odbyła się premiera tej bezpłatnej aplikacji do słuchania muzyki, a zarejestrować się mogli tylko ci użytkownicy, którzy od innych otrzymali zaproszenie (każdy mógł wysłać tylko pięć zaproszeń). W ten sposób Spotify nie tylko wzbudził ciekawość użytkowników, ale też poniósł ogromne straty finansowe – spowodowane pracami nad produktem. 2008 rok Spotify zakończył stratą w wysokości 4,4 miliona dolarów. Prywatne pieniądze na powstanie spółki wyłożył współzałożyciel Spotify – Martin Lorentzon, który sprzedał udziały w Tradedoubler. Do grona inwestorów dołączyli także: Li Ka-shing, Creandum, Northzone oraz Horizons Ventures, którzy w rundzie A zainwestowali w Spotify 21,6 milionów dolarów.

Dopiero rok później spółka udostępniła możliwość darmowej rejestracji bez zaproszeń na terenie UK i zamknęła kolejną rundę finansowania – tym razem na 50 milionów dolarów, a kilka miesięcy później na 16,1 milionów dolarów. Wtedy też premierę miała aplikacja Spotify w App Store. Do 2011 roku firma pozyskała 100 milionów dolarów inwestycji, które przeznaczyła na ekspansję na Stany Zjednoczone. Do rady nadzorczej spółki dołączył Sean Parker, znany ze stworzenia serwisu Napster. Liczba utworów dostępnych w Spotify urosła do 10 milionów, a liczba użytkowników do 6,67 milionów. W 2012 roku użytkownicy Androida także mogli korzystać ze Spotify.

Jeden rok wystarczył, by Spotify znacząco zwiększył liczbę użytkowników – w grudniu 2012 roku było ich już 20 milionów, z czego 5 milionów opłacało subskrypcję. W ciągu trzech pierwszych miesięcy roku 2016 Spotify pozyskał ogromne rundy finansowania – łączna pula pozyskanych środków przekroczyła próg 537 milionów dolarów. Już wtedy przygotowywał się do giełdy publicznej, eksperci wycenilii, że jedna akcja może kosztować nawet 150 dolarów, co podniosłoby wartość spółki na 26,5 miliarda dolarów.

Skoro znamy już historię powstania i rozwoju Spotify, przejdźmy do wyjaśnienia, jak działa ta aplikacja.

Co dzieje się po zainstalowaniu Spotify?

Aplikację Spotify możemy pobrać tak na komputer, jak i na urządzenia mobilne. Po zakończeniu instalacji standardowo przechodzimy przez proces rejestracji, podczas której akceptujemy warunki korzystania z usługi – udostępniamy serwisowi między innymi naszą przestrzeń na dysku. Musicie bowiem wiedzieć, że Spotify współpracuje z dyskiem i „importuje” utwory, które na nim mamy. Śpieszymy z wyjaśnieniem, dlaczego słowo importuje daliśmy w cudzysłowie – zrobimy to jeszcze w przypadku słowa pobranie. Zaraz wyjaśnimy, dlaczego.

Spotify działa tak: gdy wyszukujemy dowolny utwór w aplikacji, Spotify robi wszystko, żeby odtworzyć go jak najszybciej – o tym, jak wygląda ten proces krok po kroku, dowiecie się z kolejnych stron artykułu. Pierwszą rzeczą jest sprawdzenie, czy użytkownik nie ma danego utworu na swoim dysku. Tutaj zapala się czerwona lampka, bo Spotify przygotował się na różne opcje, a jednym z częstszych problemów są różne wersje jednego nagrania.

Jeśli mamy na dysku zacny utwór pod tytułem „Miłość w Zakopanem” w innej wersji niż oryginalna (na przykład poddanej remiksowi, w wersji teledyskowej czy po prostu gorszej jakości), Spotify nie odtworzy jej, tylko da do odsłuchu najlepszą wersję. Kolejna lampka: najlepsza wersja to taka, która ma jakość dostosowaną do rodzaju konta, ale przede wszystkim taka, która była najczęściej odtwarzana.

Wracając do tematu „importu”: Spotify obsługuje wszystkie formaty audio: MP3, MP4, M4A, M4R i pliki z iTunes. Jeśli na dysku mamy chronione pliki, do których wymagana jest osobna zgoda, Spotify postara się znaleźć ten sam utwór w swoich zasobach. Jeśli go nie znajdzie, poprosi o zgodę odtwarzania go w aplikacji.

Czy rodzaj konta na Spotify ma znaczenie?

Spotify ma ambitny plan na 2018 rok: chce dobić do 200 milionów zarejestrowanych użytkowników, z czego 94 miliony mają korzystać z konta w wersji Premium. Co ono daje? Czym różni się od bezpłatnej wersji? Już wyjaśniamy.

Korzystając z darmowego konta możemy słuchać dwudziestu godzin muzyki, przerywanej reklamami, w ciągu każdego miesiąca. Po upływie sześciu miesięcy możliwość słuchania muzyki skraca się do dziesięciu godzin miesięcznie, a każdy z utworów możemy wysłuchać tylko pięć razy. Musimy być także przygotowani na wysłuchanie reklam, które zazwyczaj trwają do trzydziestu sekund (jeśli zmniejszymy głośność w telefonie bądź na komputerze, reklama zostanie automatycznie zatrzymana, aż wrócimy do stanu sprzed chwili).

Kolejnym warunkiem korzystania z darmowego konta jest możliwość pięciokrotnego pominięcia piosenki z listy utworów. Od niedawna Spotify jest bardziej przychylny użytkownikom posiadającym darmowe konta. Udostępnił piętnaście playlist z nowymi i starymi utworami, teoretycznie opartymi na naszym guście. Co ważne: utworów w tych listach możemy słuchać dowolną liczbę razy i dowolnie pomijać.

Płatne konto na Spotify nie ma żadnych ograniczeń. Możemy słuchać dowolnej liczby utworów, które nie zostaną przerwane reklamami, oraz je pomijać – także bez ograniczeń. W dodatku każdy z utworów możemy „pobrać” na dysk, by móc odsłuchiwać go w trybie offline. „Pobranie” utworu nie pozwala jednak na przesłanie go innej osobie, na przykład w wiadomości e-mail. Użytkownicy z kontem Premium słuchają także lepszej jakości utworów, gdyż są odtwarzane w 320kbps. Użytkownicy z darmowym kontem odsłuchują kawałków w jakości 160kbps. Do płatnej wersji – która w Polsce kosztuje 19,99 złotych miesięcznie – przekonuje właśnie tryb offline, bo nie obciąża pakietów internetowych.

Czas na wyjaśnienie tego, co dzieje się po kliknięciu „play”

Spotify działa na podobnej zasadzie jak Netflix, o którym pisaliśmy w tym artykule. Po wyszukaniu i włączeniu dowolnego utworu Spotify wykonuje wiele czynności, byśmy mogli jak najszybciej posłuchać utworu. Jak wygląda cały proces? Postaramy się to wyjaśnić na dwa sposoby: punktując najważniejsze kroki i pokazując szerszy obraz wszystkich etapów.

1. Jeśli utwór, który znaleźliśmy w wyszukiwarce, jest na naszym dysku, to właśnie z niego Spotify go odtworzy. I to najprostsza, a zarazem najszybsza droga do odtworzenia utworu. Jednak nie po to pobraliśmy aplikację, by słuchać muzyki, którą sami znaleźliśmy. Dlatego Spotify musi mocno się wysilić, by równie szybko odtwarzać utwory, których wcześniej nie słuchaliśmy.

2. Jeśli nie słuchaliśmy wcześniej szukanego utworu, odtworzymy niewielki – dokładnie piętnastosekundowy – fragment pochodzący z serwerów Spotify. Przez ten czas Spotify będzie korzystał z różnych sposobów, by pobrać pozostałe fragmenty utworu.

3. Gdy Spotify odtworzy pierwsze sekundy piosenki, w tym czasie rozpocznie poszukiwania jej pozostałych fragmentów dostępnych w sieci P2P, czyli od innych użytkowników. Im bardziej popularna i często słuchany utwór, tym większe prawdopodobieństwo, że nie będzie pochodzić w całości z serwerów Spotify, lecz z konta użytkownika aplikacji, który znajduje się w pobliżu. W pobliżu nie znaczy oddalonego kilkaset metrów od nas, choć w dużych miastach to możliwe, ale chociażby w promieniu stu kilometrów. Dla Spotify zawsze to bliższa lokacja, niż z serwery Spotify umieszczone przykładowo w Londynie.

4. Kiedy zbliżamy się do końcowych trzydziestu sekund utworu, Spotify zaczyna poszukiwania następnego w sieci P2P. Warto wiedzieć, że użytkownicy tej aplikacji najczęściej słuchają albumów od pierwszego do ostatniego utworu, dlatego wybór mechanizmu Spotify jest prosty: aplikacja szuka następnego utworu na liście i zaczyna go ładować. W ten sam sposób, w jaki ładowała początek utworu, którego niebawem skończymy słuchać.

5. Jeśli dojdziemy do ostatnich dziesięciu sekund utworu i nikt w pobliżu nie będzie posiadał tego kawałka na swoim telefonie bądź komputerze, kolejny utwór pobierzemy z serwerów Spotify.

Problemy i wyzwania Spotify

Wyzwanie, przed którym stanęło Spotify, to przerwy i problemy w odtwarzaniu utworów. Gdyby aplikacja opierała się wyłącznie na jakości połączenia internetowego, potrzebnego do odtworzenia utworów muzycznych, sprawiałaby częste problemy użytkownikom podróżującym na przykład metrem, które odcina zasięg sieci. Rozwiązanie okazało się banalnie łatwe. Spotify zamiast odtwarzania utworów z własnych serwerów korzysta z dobrodziejstw sieci P2P. Co to znaczy?

Kiedy wybierzemy utwór, który chcemy odtworzyć, Spotify szuka go nie tylko na swoich serwerach, ale też na dyskach użytkowników najbliższych nas, by „pobrać” od nich bity pliku muzycznego, co usprawni jego szybkie odtworzenie. Statystyki mówią, że aż 35,8% piosenek jest odtwarzanych dzięki wykorzystaniu utworów na dyskach innych użytkowników, 8,8% z serwerów Spotify, a 55,4% z własnych dysków użytkowników. To rozwiązanie sprawdziło się świetnie, bo według TechCruncha w 2011 roku tylko 1% wszystkich utworów w bazie Spotify miał problemy z buforowaniem.

Co ciekawe, żeby inni użytkownicy nie odczuli jakiegokolwiek spowolnienia w odtwarzaniu muzyki, Spotify ustalił limity pobierania. Za jednym razem maksymalnie do sześćdziesięciu osób pobiera fragmenty utworów, które jednocześnie trafiają do nie więcej niż czterech osób naraz. Do wysyłania plików pomiędzy użytkownikami (w celu ich szybkiego odtworzenia, a nie pobrania) wykorzystuje protokół TCP. Jego przewagą nad UDP jest większa kontrola i możliwość ponownego wysłania fragmentów utworów, gdy doszło do przerwy w transmisji.

Wszystko to sprawia jednak, że użytkownicy muszą zarezerwować sporo miejsca na dyskach, by móc swobodnie korzystać ze Spotify. Ponad 56% użytkowników udostępniło więcej niż 5GB pamięci na dysku.

Spotify, mimo tego, że wykorzystuje technologię P2P do udostępniania swoim klientom muzyki, musi też posiadać własne serwery. Według informacji sprzed 7 lat spółka ma centrum danych o pojemności 290TB i dwa centra rozmieszczone w Londynie i Stockholmie mające po 90TB. W 2015 roku jeden z użytkowników Quory zadał podobne pytanie, na które odpowiedział Kevin Goldsmith, były Vice President, Engineering – Consumer w Spotify. Napisał, że nie może zdradzić konkretnej liczby, ale pojemność serwerów Spotify mieści się w obrębie 150-200PB.

Sposobem na szybkie odtwarzanie dowolnych utworów jest także przechowywanie ulubionych kawałków na dysku użytkownika. Jeśli często słuchamy jednego utworu, to Spotify po cichu pobierze go na dysk, byśmy mogli szybciej i bez obciążenia go odtworzyć. Wielkość przestrzeni, którą Spotify zarezerwuje dla przechowywania utworów, możemy zmienić w ustawieniach, ale w przypadku odtwarzania muzyki na komputerze będzie to około 10GB. Warto zaznaczyć, że ta przestrzeń jest dodatkowa, czyli musimy do niej doliczyć wagę wszystkich utworów, które samodzielnie pobraliśmy na dysk, jeśli posiadamy konto Premium. I tak, dzięki pobieraniu ulubionych utworów, Spotify działa szybko. Sposób ten sprawdził się – według statystyk większość z nas słucha tej samej muzyki, bo najczęściej odtwarzamy najpopularniejsze utwory na Spotify. W 86% przypadków słuchamy tych samych 12% utworów zebranych w Spotify.

Kolejna rzecz, która świadczy o doskonałości Spotify, dotyczy zachowań użytkowników. Według statystyk większość użytkowników słucha całych albumów, od początku do końca, dlatego gdy znajdziemy jakiś utwór, Spotify zawczasu pobierze cały album tylko po to, byśmy mogli bez przeszkód łatwo go przesłuchać. Warto wspomnieć, że – wbrew zapewnieniom – Spotify nie posiada wszystkich utworów w swoich zasobach, a to ze względu na prawa autorskie. Niektóre zespoły nie wyraziły zgody na udostępnienie całych albumów, tylko na kilka utworów.

Co mówią o Spotify?

Komentatorzy pokazujący wady i zalety aplikacji Spotify wskazują przede wszystkim dwie rzeczy: cenę i dostępność. Cena jest dość wysoka, bo odkładając 19,99 złotych miesięcznie w ciągu roku możemy śmiało kupić kilka dobrych albumów muzycznych. Pytanie tylko, czy chcemy to robić, bo czasem podoba się nam tylko kilka utworów. Krytycy podnoszą także argument wspierania artystów. Według Guardiana Lady Gaga zarobiła tylko 167 dolarów na każdym milionie odtworzeń utworu „Poker Face” w aplikacji Spotify. O wiele więcej zarobiłaby, gdyby choć część tych użytkowników po prostu kupiła jej album. Z drugiej strony, niebywałą zaletą Spotify jest dostępność, która przekonała większość osób. Po co sami mają szukać nowych utworów, skoro Spotify podsuwa te ciekawsze?

Mimo opisanych problemów Spotify odniósł sukces i jest na smartfonach i komputerach wielu z nas. Przygotowując ten artykuł szukaliśmy recepty na sukces, czyli głównego czynnika, który sprawił, że akurat ta aplikacja stała się popularna i zaczęła zarabiać. Jesteśmy przekonani, że za sukcesem stali ludzie, ale nie tylko założyciele, którzy z uporem dążyli do tego, by udało się zrealizować plan na biznes. Jeden z wczesnych inwestorów Spotify pisał na blogu, że założyciele od początku stawiali na wyjątkowych pracowników, inżynierów i wizjonerów.

Pisząc o wizjonerach nie możemy nie wspomnieć o Seanie Parkerze, legendzie branży startupowej, który zasłynął stworzeniem Napstera – serwisu do pobierania muzyki w formacie MP3. Parker po latach procesów wytoczonych przez wytwórnie muzyczne musiał zamknąć startup, ale to, co zrobił, zmieniło branżę na lata. Zmienił też Spotify, bo dał wiarę jego twórcom, że na muzyce udostępnianej użytkownikom da się zarobić. Rozmawiali oni o założeniach firmy, o tym, jaki próg płatnych użytkowników chcieliby osiągnąć w przyszłości.

„Myśleliśmy o 4% płacących użytkowników, ale Sean Parker powiedział, że zupełną głupotą byłoby zakładanie, że nie może być ich 100% z wszystkich zarejestrowanych” – pisał Pär-Jörgen Pärson, inwestor z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem. Marzenia jeszcze się nie spełniły, bo ponad 50% użytkowników płaci za dostęp do Spotify, ale inwestorzy i założyciele są dobrej myśli. Przecież ich aplikacja jest dostępna tylko w 59 krajach, więc ma jeszcze 140 do zdobycia.


Źródła:

https://electronics.howstuffworks.com/gadgets/audio-music/spotify.htm

https://pl.scribd.com/document/56651812/kreitz-spotify-kth11

http://pansentient.com/2011/04/spotify-technology-some-stats-and-how-spotify-works/

https://thenextweb.com/eu/2011/07/14/spotify-the-story-so-far/

https://northzone.com/spotify-impossible-success-story/

https://growthhackers.com/growth-studies/spotify

https://www.theguardian.com/music/2010/apr/13/spotify-songwriters

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend