Doświadczenie w pracy za granicą to zaleta kandydata. Historia Łukasza Kliś

W ciągu sześciu lat pracy w Berlinie, Łukasz poznał kulturę pracy kilku niemieckich firm. – Nauczyłem się, że miejsce pracy, branża w jakiej oferuje produkty oraz ludzie, z którymi spędzamy większość naszego czasu wpływa na mój komfort bardziej niż super stawka za godzinę mojej pracy – mówi. Jak przebiegała jego ścieżka kariery oraz co mogłoby ją przyspieszyć? To pytania, które zadaliśmy Łukaszowi Kliś, Full Stack Engineer w Coya.

praca-za-granica

Sześć lat mieszkałeś i pracowałeś w Berlinie. Wyjazd był do dziś najlepszą decyzją w Twojej ścieżce programisty?

Zdecydowanie tak. Od kiedy pamiętam zawsze chciałem wyjechać tymczasowo do Europy Zachodniej, aby zobaczyć, jak się tam żyje i co oferuje. Nigdy nie myślałem, że wyjadę do Niemiec, jednak nie żałuję tej decyzji. Poznałem wiele osób różnych narodowości, sporo znajomych, a przede wszystkim żonę.

Jakie są wady, a jakie zalety relokacji za pracą?

Największą wadą mojego wyjazdu do Niemiec była bariera językowa oraz odmienna kultura w porównaniu do tego, do czego byłem przyzwyczajony. W Berlinie pomimo bardzo sporej ilości przyjezdnych, jest dość trudno funkcjonować i załatwiać cokolwiek bez lub z minimalną znajomością języka niemieckiego. Język angielski wystarczał na tyle, aby zrobić zakupy i poruszać się po mieście. Niemcy mają tendencję do posługiwania się wszędzie gotówką – jest dość mocny clash kulturowy w porównaniu do tego, jak funkcjonowałem w Polsce.

Co do zalet to na pewno można zaliczyć to, że ludzie żyli… spokojniej niż Polacy. Sposób spędzenia wolnego czasu również różnił się od tego, do czego byłem przyzwyczajony z Polski. Berlin dodatkowo oferował bogatą ofertę kulturową nie tylko pod kątem wydarzeń kulturalnych, ale również różnorodnością ludzi, którzy mieszkają w tym mieście. Bonusem jest na pewno również to, że w Niemczech nikt nie bawi się w zatrudnianie ludzi na tzw. umowy śmieciowe – praktycznie wszędzie dostajesz umowę o pracę lub pracujesz jako freelancer w oparciu o faktury.

Dziś doświadczenie zdobyte w Niemczech procentuje? Dodaje atrakcyjności Twojemu “cv”?

Pragnę wierzyć, że tak. Nie było mi dane jeszcze rekrutować się w polskich firmach od kiedy wróciłem do kraju (obecnie nadal pracuję dla mojego ostatniego pracodawcy w Niemczech). Na co dzień biorę udział w procesie rekrutacji w firmach, gdzie pracuję i rozpatrując kandydatów postrzegam doświadczenie w pracy na rynkach zagranicznych jako plus.

Czego nauczyłeś się w ciągu tych lat?

Ciężko by było wypisać wszystkiego, czego się nauczyłem. Poza nowymi technologiami i tego, jak się pracuje dla firm z Europy Zachodniej, bardzo dużym zdobytym doświadczeniem jest to, jak zarządzać ludźmi oraz jak duże znaczenia ma środowisko jakim się otaczamy w pracy. Nauczyłem się, że miejsce pracy, branża w jakiej oferuje produkty oraz ludzie, z którymi spędzamy większość naszego czasu wpływa na mój komfort bardziej niż super stawka za godzinę mojej pracy.

Jak wyglądała kultura pracy w firmach, w których pracowałeś? Standardem są piątkowe wieczory w knajpie ze współpracownikami?

We wszystkich firmach w Niemczech, w których pracowałem, firma kładła duży nacisk na integrację pracowników. Podstawą wydajnej pracy jest świetnie zintegrowany zespół. Zazwyczaj mieliśmy możliwość spotkania się przy piwie w piątek po południu w biurze, od czasu do czasu były organizowane imprezy integracyjne lub wspólne aktywności (np. oglądanie Mistrzostw Świata w piłce nożnej, zorganizowana impreza, podczas której budowaliśmy w zespołach tratwy na których musieliśmy przepłynąć jezioro, itp.).

Podróżników często pyta się o różnice w kulturze, a ja zapytam o podejście do życia. Mówi się, że Czesi żyją na 100%, bo nie wierzą w życie po śmierci. A Niemcy?

Niemcy żyją spokojnie, ale ze stosem papierów. Będąc w Berlinie wydawało mi się, że nie było takiej gonitwy za pieniądzem i karierą, jaką widziałem wśród znajomych i rodziny w Polsce. Bardzo mi się to podobało, natomiast biurokracja Niemców potrafi mocno utrudnić życie, na wszystko trzeba mieć zgody na papierze, wszystko trzeba udokumentować. Dopiero od niedawna akceptowane są dokumenty elektroniczne, ale też nie wszędzie.

Dziś mieszkasz w Polsce i pracujesz zdalnie, ale zatrzymajmy się jeszcze na etapie, kiedy pracowałeś w Niemczech. Jak przebiegała rekrutacja do Wimdu?

Rekrutacja zaczęła się od tego, kiedy dostałem wiadomości na portalu LinkedIn od ówczesnego CTO proponującego dołączenie do ich zespołu jako Frontend Developer. Kolejnym krokiem był telefoniczny wywiad techniczny z jednym z pracowników podczas którego omawialiśmy moje doświadczenie z różnymi technologiami oraz środowisko developerskie, jakie oferuje Wimdu. Następnym etapem było jednodniowe spotkanie w ich biurze w Berlinie (firma opłaciła kosztu podróży), gdzie w ramach parowania się z innym developerem miałem wykonać zadanie techniczne. Po wykonanym zadaniu miałem spotkania z CTO oraz z działem HR, gdzie omawialiśmy z grubsza warunki zatrudnienia. Jeszcze przed odlotem z Berlina otrzymałem wiadomość pozytywną z załączoną umową do podpisania.

Jaki feedback otrzymałeś od zespołu rekrutującego?

Feedback, jaki otrzymałem skupiał się nie tylko na umiejętnościach technicznych, ale przede wszystkim na umiejętnościach miękkich. Kładli bardzo mocny nacisk na to, aby osoby, które dołączają do ich zespołu łatwo mogły się zintegrować z resztą współpracowników.

praca za granicą

W tej firmie pełniłeś kolejno stanowisko: frontendowca, później Team Leadera, a jeszcze później Engineering Managera. Za każdym razem to przełożeni proponowali Tobie awans?

Pozycja Team Leadera pojawiła się na horyzoncie po tym, gdy dotychczasowy Team Leader jednego z zespołów odszedł z firmy. Spotkałem się z CTO na lunch, podczas którego wyraziłem chęć podjęcia się nowego wyzwania w mojej karierze.

W przypadku Engineering Managera było inaczej – po około roku od kiedy objąłem stanowisko Team Leadera, CTO zaproponował mi przejście na ścieżkę stricte menedżerską, gdzie byłem odpowiedzialny za zarządzaniem kilkunastu developerów.

Twoim zdaniem manager powinien odbyć podobną ścieżkę kariery do Twojej?

Tak, jak najbardziej. Z własnych doświadczeń wiem, jak ciężko jest zatrudnić nową osobę i ustanowić ją Team Leaderem zespołu, który od lat pracuje ze sobą (aczkolwiek nie jest to niemożliwe). Moim zdaniem w przypadku IT, zdecydowanie lepszą ścieżką jest najpierw praca jako developer w zespole, następnie przejście na pozycję managera.

W kolejnym miejscu pracy także pełniłeś funkcję Team Leadera – kierowałeś się tymi samymi zasadami, co kiedy byłeś TL w Wimdu? Jakie to zasady?

Po części tak. Zasady, jakimi się kierowałem opierały się również o wartości, jakimi kierowały się firmy, w których pracowałem i które miały wpływ na to, jakimi zasadami jakimi się kieruję na co dzień: empatia, otwartość, dostępność, szczerość, rozwój osobisty.

Co mogłoby jeszcze przyspieszyć Twoją ścieżkę kariery?

Zdecydowanie zgłębienie wiedzy z zakresu technologii backendowych. Coya, w której pracuję od października, wspiera mnie w tych działaniach.

Znajdowałeś czas po pracy na swoje projekty, poszerzanie wiedzy o programowaniu, czy spędzałeś go inaczej?

Odkąd pamiętam popołudnia po pracy poświęcam w dużej mierze na projektach hobbystycznych. Większość z nich oferowała naukę czegoś nowego, co później mogłem wykorzystać w projektach komercyjnych. Poza tym, poświęcam swój czas na to, aby współtworzyć lub udzielać się w ramach wolontariatu w miejscach, gdzie można dzielić się wiedzą: meet.js Gdańsk, Front-Trends, CSSclasses, CSSconf EU, JSConf EU, DevMeetings.

praca za granicą

Sporo czasu poświęcasz na dzielenie się wiedzą. Dlaczego to robisz?

Jestem samoukiem. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z programowaniem na rynku nie było aż tylu możliwości zdobywania wiedzy, jakie są dostępne obecnie. Wiem z własnego doświadczenia, o ile szybciej i bardziej pomocnym byłoby mieć dostęp do wiedzy praktycznej podczas codziennej nauki/pracy. To sprawiło, że dzielenie się wiedzą jest dla mnie podstawową misją, którą staram się kierować w codziennym życiu. Pozwala to inspirować innych do zgłębiania różnych zagadnień (niekoniecznie stricte techniczne) oraz podzieleniem się doświadczeniami w pracy z daną technologią.

Jak inni doświadczeni programiści mogliby dzielić się wiedzą?

Dzielenie się wiedzą widzę w dwóch aspektach:

  1. prywatnie, wobec społeczności
  2. zawodowo, wobec reszty zespołu oraz firmy, w której pracuję.

Prywatnie możemy dzielić się zdobytą wiedzą w różnych formach: artykułów na blogach lub platformach typu dev.to lub Medium, wygłaszaniem prelekcji na meetupach (np. meet.js) lub konferencjach, prowadząc lub będąc mentorem podczas warsztatów (np. CSSclasses, DevMeetings, gdzie sam się udzielam od kiedy wróciłem do kraju). Należy również pamiętać o tym, że dzielenie się wiedzą to nie tylko przekazywanie jej, ale również tworzenie miejsc, w których można to robić – meetupy, konferencje.

Zawodowo mamy również całkiem sporo opcji: publikowanie artykułów na blogu firmowym (o ile takowy istnieje), wygłaszanie wewnętrznych prelekcji (np. Coya – firma, w której pracuję – oferuje co drugi czwartek sesje learningowe dla pracowników, podczas których każdy pracownik może podzielić się ciekawymi tematami z resztą firmy). Ponadto, praca w zespole oferuje również dzielenie się wiedzą poprzez parowanie się nad wykonywanymi zadaniami (mniej doświadczona osoba pisze kod, bardziej doświadczona osoba pełni rolę mentora, podczas której na bieżąco omawiane są rozwiązania problemu nad którym pracują), aktywny udział w procesie weryfikacji zgłoszonego kod do naszego projektu. Najprostszą z opcji jest pomoc na co dzień reszcie zespołu przy codziennych zadaniach.

Zbliżamy się ku końcowi. Co dziś zrobiłbyś inaczej w swojej ścieżce kariery?

Starałbym się przezwyciężyć własne słabości w zakresie występów publicznych do dzielenia się wiedzą w bardziej aktywny sposób niż do tej pory podczas konferencji lub meetupów, oraz pisania artykułów na blogu. Obecnie robię to głównie w pracy oraz w ramach warsztatów, które prowadzę, lub przy których pomagam w roli mentora.


Łukasz Kliś. Full Stack Engineer w Coya. W wieku 15 lat rozpoczął przygodę z programowaniem, a dwa lata później zrealizował pierwsze zlecenie. Współorganizował trójmiejskie spotkania dla społeczności IT (PoolCamp, meet.js Gdańsk) oraz konferencje (meet.js Summit, CSSconf EU, JSConf EU). Pracował w kilku firmach, zarówno z siedzibami w Polsce, jak i za granicą. W 2013 roku przeprowadził się do Niemiec dla pracy w startupie Wimdu. W grudniu 2019 wrócił do Wrocławia i zdalnie pracuje dla firmy Coya.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Modern Testing, czyli testowanie bez testera