Od Naszej Klasy po WikiMedia Foundation do Checkout51. Historia Piotra Miazgi

9 marca odbył się livestream #4 edycji live-streamów z polskimi programistami z całego świata. Założeniem naszych spotkań jest to, aby przybliżyć historie programistów, którzy w trakcie swojej kariery zawodowej postanowili wyjechać za granicę i pracować w znanych firmach takich jak Google, Wikimedia czy Apple. 

Tym razem mieliśmy przyjemność rozmawiać z Piotrem Miazgą, byłym pracownikiem Naszej Klasy czy Wikimedia Foundation, a aktualnie FullStack Engineerem Checkout 51, startupu z Toronto. W spotkaniu uczestniczył także Rafał Watza, przedstawiciel firmy Ericsson. Jeśli jesteście zainteresowani tym, jak to jest pracować zdalnie przez 6 lat dla firm z Niemiec, UK, USA czy Kanady, to zapraszamy!

i386SX i 1MB RAM-u

Jak sam Piotr mówi o swoich początkach: “Ja to już tak mam, jak sobie coś ubzduram, to będę robić wszystko, żeby to dostać”. Właśnie z takim podejściem zaczął starania o pierwszy komputer. Mimo że w latach 90. kupno takiego sprzętu nie było tanią inwestycją, szczególnie jeśli było się uczniem klasy podstawowej, to Piotr nie zniechęcał się i wraz z pierwszą komunią zaczął zbierać pieniądze, aby ostatecznie zakupić upragniony sprzęt. Z racji tego, że całość działa się przed denominacją, to można powiedzieć, że swój pierwszy milion zainwestował w przyszłość, czyli procesor i386SX i 1MB RAM-u.

Jak na nastoletniego chłopca przystało, lwią część czasu zabierały mu gry komputerowe. – Civilization II męczyłem z dwa lata – mówi Piotr. – Po jakimś czasie zaczęło mi brakować rzeczy. Trzeba było coś robić, człowiek się wciągnął w komputer i stwierdził: „Jak to wszystko działa? Może by zacząć coś programować?” I tak naprawdę w ten sposób urodził się pomysł, żeby zacząć coś pisać – dodaje. Pierwsza książka o programowaniu, z którą się zapoznał był „Turbo Assembler. Biblia użytkownika”, co uświadomiło mu, że może sam coś stworzyć. Ostatecznie dzięki temu udało mu się zamienić hobby w pracę.

W pewnym momencie swojego życia poszedł na studia wieczorowe we Wrocławiu, gdzie prócz tego zaczął pracować. Jak sam stwierdził, przypadkowo podjął się programowania w PHP-ie, w którym operuje do dzisiaj. Przypadkowo trafił także do Naszej Klasy. Jak się okazało, jego znajomy z ówczesnej pracy się tam przeniósł, a wraz z nim poszedł tam Piotr. To w doskonale znanym serwisie społecznościowym zdobył fundamentalne doświadczenie, które wykorzystał w przyszłości. Do teraz uważa, że w sieci nie ma takich rozwiązań, które oferował wówczas polski Facebook. 

Portal zbierał wtedy 14 milionów unikalnych użytkowników dziennie, co wymuszało nie tylko nowatorskie rozwiązania, ale też niespotykane na polskim rynku problemy, z którymi trzeba było sobie radzić.

Dlaczego Nasza Klasa upadła?

Z czasem jednak amerykański odpowiednik Naszej Klasy zyskiwał w Polsce na popularności, tym samym wypychając nasz rodzimy produkt z pamięci. Jaka była tego przyczyna? Nasz rozmówca uważa, że mogło to być spowodowane faktem, że portal dążył do jak największej przejrzystości działań. Odbiło się to na sposobie, w jaki informowano o regulaminach prywatności. O ile pozostałe strony internetowy zamykały tę sprawę w krótkiej formułce: „Logując się do serwisu, akceptujesz regulamin”, tak Nasza Klasa wprowadziła „pięć punktów”, które pokazywały, jakie wprowadzono zmiany. 

Zależało im na tym, żeby użytkownicy byli świadomi, w jaki sposób zarządzane są ich dane. Doprowadziło to do sytuacji, w której spekulowano, że użytkownicy sprzedają swoje prawa. Chociaż, jak podkreślił Piotr, konkurencyjny portal społecznościowy miał nawet więcej punktów regulaminu, to nie informował o nich użytkowników w tak widoczny sposób.

Korzyści z pracy zdalnej (pomimo braku owocowych czwartków)

Po swoim doświadczeniu z Naszą Klasą Piotr aplikował na Senior Web Application Developera w Toronto i od tamtego czasu zaczęła się jego międzynarodowa kariera. Po Kanadzie przyszedł czas na Londyn, następnie San Francisco, aż z powrotem do Toronto. Od początku pracy w angielskiej firmie cały czas, czyli przez 6 lat, pracował zdalnie.

 – Wszystko zależy od ludzi. Są ludzie, którzy wiedzą, że chcą pracować w biurze i będą pracować w biurze, a są tacy, którzy chcą pracować zdalnie. Wbrew pozorom, dużo moich znajomych, którzy pracowali zdalnie, teraz chcą pracować w biurze. Jeżeli kogoś ciągnie do ludzi, to siedzenie w czterech ścianach cały dzień sprawia, że człowiek chciałby zobaczyć czyjąś twarz – mówi Piotr, po czym dodaje żartobliwie: “Co prawda mam ekspres do kawy, ale nie mam owocowych czwartków. To wszystko zależy od człowieka”.

Ale on sam widzi zalety w pracowaniu zdalnie. Daje mu to możliwość podróżowania po całym świecie. Dzięki temu, w prócz wymienionych wcześniej krajach, spędził czas m.in. w Nowej Zelandii, Chorwacji, Czarnogórze. Jak sam mówi, czas na to, żeby osiąść na stałe będzie, jak dzieci pójdą do szkoły.

Czy w Kanadzie po ulicach chodzą niedźwiedzie?

Na zakończenie ciekawostka. W filmach i serialach często pokazywany jest stereotypowych Kanadyjczyków, którzy są aż nadto uprzejmi i przyjaźni wobec wszystkich. I choć nie można generalizować, to w każdym stereotypie jest ziarnko prawdy. – W niektórych miejscach ludzie zostawiają otwarte samochody, ponieważ może was spotkać niedźwiedź, więc pierwsze co robicie to, wskakujecie do auta i uciekacie. Później odstawiacie auto na miejsce. Myślałem, że jest to jedynie legenda miejsca, ale na północy tak jest – humorystycznie podsumowuje Piotr.

Pełny zapis livestreamu możecie obejrzeć tutaj, co serdecznie polecamy:


Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Jak wybrać proces do automatyzacji za pomocą narzędzi klasy Robotic Process Automation?