Microsoft zakazuje Slacka. Na szczęście tylko pracownikom

Microsoft zabrania używania Slacka swoim pracownikom. Popularny workspace znalazł się na czarnej liście oprogramowania, na które zarząd patrzy nieprzychylnie. Oficjalne powody związane są z rzekomo niewystarczającymi zabezpieczeniami aplikacji. 

Give me some Slack

Slack to popularny workspace, którego ukochali sobie szczególnie pracownicy sektora IT, ale także i innych branż. Dzięki kilku prostym rozwiązaniom, które pozwalają na konsolidację pracy w grupach, można powiedzieć, że to coś więcej, niż zwykły komunikator. Korzystają z niego wszyscy, a nawet jeśli nie, to prawdopodobnie używają któregoś z licznych klonów. Jak każde rozwiązanie, Slack ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Do tego drugiego grona właśnie dołącza Microsoft, który “zabrania i zniechęca” pracowników do korzystania z oprogramowania Slack Technologies, firmy software’owej założonej w 2009 roku w Vancouver.

Nie ten kaliber co Huawei

Oczywiście taką “banicję” trudno porównać z przybierającym ogromną skalę konfliktem między administracją Stanów Zjednoczonych, a rządem chińskim, którego największą ofiarą padł technologiczny gigant Huawei Technologies (o czym niedawno pisaliśmy tutaj, tutaj i tutaj). Chodzi po prostu o zakaz korzystania ze Slacka dla pracowników Microsoftu, który według sugestii różnych źródeł utworzył swoistą czarną listę, na którą trafiają usługi i aplikacje, wobec których kierownictwo giganta z Redmond odczuwa niechęć lub brak zaufania (a z całą pewnością nie jest to jedyna firma, która układa tego typu listy). Wcześniej mówiło się, że znajduje się na niej m.in. pakiet G Suite. Ale czym konkretnie miałby podpaść właśnie Slack?

Czym zawinili?

Oficjalnym powodem jest niewystarczająca dbałość o bezpieczeństwo usług Slack Free oraz Slack Plus. Do sieci wyciekł wpis stanowiący część wewnętrznej korespondencji Microsoftu, który w niebezpośredni sposób sugeruje, że testy workspace’u dostarczanego przez Slack Technologies są zbyt mało rygorystyczne jak na standardy, których oczekuje firma kierowana przez Satyę Nadellę – nawet mimo oficjalnej zgodności z nimi Slack Enterprise Grid, czyli komercyjnej wersji produktu. Zachowanie odpowiedniego poziomu zabezpieczeń ma oczywiście związek z troską o własność intelektualną Microsoftu. W miejsce “zbanowanego” Slacka nieprzypadkowo zalecane jest korzystanie z własnego oprogramowania spółki, Microsoft Teams, nad którym firma ma pełną kontrolę.

Oczywiście ważny czynnik mogą również stanowić koszta: nawet tak świetnie prosperująca firma jak Microsoft (który naprawdę świetnie radzi sobie pod przewodnictwem Nadelli) może nie widzieć celu w płaceniu zewnętrznemu dostawcy oprogramowania stosunkowo wysokiej ceny uzależnionej od liczby użytkowników. Jak większość reguł, także i ta może mieć jednak swoje wyjątki, bowiem kierownik działu, który z ważnych powodów będzie chciał pozostać przy Slacku, po ich przedstawieniu może uzyskać na to zgodę.

Wojna bez użytkowników

Pozostaje mieć nadzieję, że sytuacja pomiędzy firmami nie przeniesie się na użytkowników. Potencjalny zakaz korzystania z jakiegokolwiek legalnego oprogramowania na urządzeniach z systemem Windows na pewno nie spotkałby się ze zrozumieniem społeczności. Zdaje się, że aby mógł się zreazlizować aż tak czarny scenariusz, musiałoby dojść do naprawdę poważnych naruszeń bezpieczeństwa po stronie Slacka. A tymczasem gigantowi z Redmond pozostają “miękkie” sposoby na rezygnację z aplikacji: zintensyfikowane promowanie Microsoft Teams, który oferuje zbliżone funkcjonalności.


Źródło: geekwire.com, tabletowo.pl. Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Patronujemy

 
 
Polecamy
AI złapała mordercę. Rozpoznawanie twarzy się sprawdza