Ile kosztuje życie w Dubaju? Co trzeba wiedzieć przed wyjazdem? I najważniejsze: czy Dubaj to idealne miejsce dla programisty? Te i wiele innych pytań zadaliśmy Łukaszowi Młynikowi, z którym przeprowadziliśmy kilkanaście miesięcy temu live-stream do cyklu pt. Polscy programiści na świecie.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z programowaniem?

Zaczęło się od gier komputerowych. Grałem dużo, prawie całe dzieciństwo na to poświęciłem. Mając 12-13 lat zapragnąłem stworzyć własną grę. Nie pamiętam nawet, jak to się nazywało, wiem tylko, że dorwałem taką płytkę, dzięki której można było w Basicu zaprojektować swój stół pinball’owy. Dzięki temu nauczyłem się obsługi Basica. Później zacząłem uczyć się Pascala. Naturalną koleją rzeczy był wybór studiów, dzięki którym mogłem ukierunkować się. Poszedłem na Politechnikę Koszalińską, tam zdobyłem tytuł inżyniera, następnie przeprowadziłem się do Gdańska, gdzie dostałem ofertę pracy w firmie Kainos Polska. Rok przepracowałem w Polsce, dwa i pół roku w Wielkiej Brytanii. Główny dział tej firmy to właśnie sektor publiczny i szpitale w Wielkiej Brytanii. Mi się trafiło tak, że pracowałem w urzędzie.

Jak znalazłeś pracę w Wielkiej Brytanii?

Pracę juniora znalazłem w Kainos Polska, choć nie miałem żadnego doświadczenia. Polecam wszystkim tę firmę, bo można sporo się w niej nauczyć i poznać fantastycznych ludzi. Z wieloma stamtąd mam do dziś kontakt, jak ktoś chce zacząć swoją przygodę z programowaniem i ma na to zajawkę, to jest to idealne miejsce do tego, by sporo się nauczyć. Dużo projektów, które Kainos Polska jest w stanie zagwarantować swoim pracownikom z pewnością pomagają nabrać doświadczenia przychodząc do firmy od razu po studiach.

W pewnym momencie zapytałem, czy jest szansa, aby wyjechać do Wielkiej Brytanii. Nie było z tym problemu i firma dała mi taką możliwość. Wziąłem udział w App Campie. To była pierwsza polska edycja po tym, co Kainos Polska z powodzeniem zrobił w Belfaście.

Czym był App Camp?

Serią szkoleń weekendowych w tworzeniu aplikacji na iOS. To był 2011 rok. Nie wygrałem App Campu, nie byłem laureatem, ale zagwarantowali mi wtedy pracę.

Na jakim stanowisku?

Trainee Software Engineer.

Czym zajmowałeś się na początku pracy na tym stanowisku?

Na początku był to standardowo development. Pracowałem na tak zwanym benchu z osobą, już nawet nie mam pojęcia na jakim stanowisku, ale zajmowaliśmy się integrowaniem urządzeń. Po zrealizowaniu pierwszego projektu firma wysłała mnie do Walii, gdzie z kolei napotkałem na Scalę.

Dopiero wtedy zacząłeś uczyć się Scali, czy w międzyczasie ją poznawałeś?

Na bardzo podstawowym poziomie ze Scalą zaznajomiłem się jeszcze przed wyjazdem. Pracowałem na tym samym stanowisku, ale zajmowałem się już innymi projektami. Tam spędziłem dwa lata.

Firma zadbała o cały proces relokacji? Zapewniła mieszkanie itp.?

Tak. To była ogólnie dla mnie bardzo wygodna sytuacja, gdyż w każdej chwili mogłem stamtąd wrócić. Miałem zapewnione mieszkanie, płacono mi w złotówkach, ale zapewniono mi również dietę w wysokości – nie chcę skłamać – ale pomiędzy 25 a 35 funtów dziennie. Z takimi pieniędzmi można było naprawdę sporo odłożyć, bo praktycznie całą wypłatę szło zaoszczędzić.

Dlaczego wróciłeś do Polski?

Trochę znudziła mi się Wielka Brytania. Sporo pozwiedzałem, dużo się nauczyłem i postanowiłem, że czas na zmianę w moim życiu. Trochę tęskniłem za Polską, potrzebowałem nowego impulsu do działania. W ciągu pół roku miałem epizod z dwoma startupami.

Z dwoma startupami w ciągu pół roku?

Początkowo przez trzy miesiące pomagałem swojemu koledze z czasów szkolnych, potem przez trzy miesiące pracowałem nad czymś swoim, ale wtedy doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Pracowałem w dwóch firmach outsourcingowych w Trójmieście. Ciklum ma biura w Gdańsku i we Wrocławiu, to ukraińska firma, ale ja pracowałem dla klienta niemieckiego. A firma weszła do polski ze względu na sytuację polityczną w kraju. Nie chcę się w to mieszać, ale w wielu miejscach na świecie spotkałem się z opinią Ukraińców, którzy właśnie z tego powodu rozprzestrzeniają się po świecie.

Jak to się stało, że znalazłeś się w Dubaju?

Byłem znudzony projektem w Ciklum, który szedł bardzo powoli. Headhunter zaczepił mnie na Twitterze i zapytał, czy nie chcę wziąć udział w projekcie, który rozwija się w Dubaju. W środę napisałem do niego maila, umówiliśmy się na niedzielę na rozmowę, bo w Dubaju pracuje się od niedzieli do czwartku. Po godzinnej rozmowie czekałem jeden dzień i już w poniedziałek otrzymałem konkretną ofertę pracy i bilet lotniczy. To wszystko bardzo sprawnie poszło. Zostałem jeszcze przez miesiąc w Polsce, miałem okres wypowiedzenia w byłej firmie, mój wyjazd musiał więc chwilę poczekać i de facto całość trwała chwilę dłużej niż te parę dni.

Sprawnie, bez problemów…

Nie do końca. Dziś, z perspektywy czasu uważam, że decyzja o przeprowadzce była naprawdę bardzo absurdalna. Jeszcze siedem dni przed wyjazdem do Dubaju nie wiedziałem jak nazywa się ta firma. Wiedziałem, jak nazywa się matka firmy, ale nikt nie powiedział, jak nazywa się spółka, w której będę pracował. W międzyczasie, jeszcze będąc w Polsce, zacząłem szukać Scalowców to pracy. Pisali do mnie ludzie, wysyłali CV, miałem poumawiane rozmowy na Skype, a formalnie tam jeszcze nie mieszkałem, siedziałem u kolegi w mieszkaniu, graliśmy w planszówki, a dostawałem przypomnienie, że niebawem rozpoczyna się kolejny interview z kandydatem do pracy.

Nie bałeś się wyjazdu do Dubaju? To bardzo egzotyczny kierunek.

Nie bałem, bo miałem w Dubaju kolegę z Miastka, który mieszkał tam dwa lata i opowiedział mi, jak tam jest. Nie było więc tak, że pojechałem w kompletnie nieznane, tylko pewne szlaki zostały już przetarte. Miałem kogoś, kto poniekąd wprowadził mnie do tego świata, dał kilka wskazówek, porad. Zwrócił uwagę na to, żebym poczytał o Ramadanie.

Czego dowiedziałeś się z tej lektury?

Ramadan polega na tym, że przez miesiąc postu od świtu do zmierzchu nie można ani pić, ani jeść. Przy muzułmanach nie można nawet żuć gumy ani myć zębów – poważnie. Inni ludzie, tak jak na przykład ja, nie mogli kusić jedzeniem i piciem. Iftar, czyli pierwszy posiłek po zmierzchu, to gigantyczna uczta – wszyscy objadają się do syta, jedzą za czterech, po czym idą spać. To trwa cały miesiąc. Dla mnie to było nowe, musiałem się tym zaznajomić, ale u nich to jest normalne i długo przez wszystkich wyczekiwane.

Podpijałeś lub podjadałeś?

Nie można było robić tego w sposób ostentacyjny, bo wiedziałem, że oni są na tym punkcie bardzo wrażliwi. Gdy jednak w pracy weszło się do takiego pomieszczenia, zamykało za sobą drzwi, to można było napić się wody. Brak jedzenia był dla mnie jak challenge. Wiedziałem, jakie są realia i z ciekawości sam chciałem się sprawdzić. Piłem jednak w ciągu dnia, ale – tak jak mówię – trzeba było się z tym trochę maskować.

Łatwo było złapać kontakt z ludźmi z pracy?

Nie było trudno, głównie podczas posiłków w takim pomieszczeniu, do którego wszyscy zamawiali jedzenie. Tam można było z kimś porozmawiać, z czasem zacząłem poznawać swoich kolegów z pracy, np. podczas posiłków zacząłem z coraz większą grupą ludzi łapać kontakt. Przypomniała mi się taka historia, jak kiedyś zamówiłem sobie curry i przyszedłem do komputera już po zjedzeniu, a jeden z kolegów powiedział mi, że nie robię dobrze, bo go kuszę i tak nie powinienem robić.

Co zrobiłeś w tej sytuacji?

Przeprosiłem go i tyle. Dziwna sytuacja, nie miałem w ogóle pojęcia, że ktoś może czuć ode mnie jedzenie. Raz z kolei miałem taką sytuację, że kolega chciał, abym przy nim jadł obiad. Tłumaczył to w ten sposób, że dzięki temu będzie ćwiczył swoją silną wolę i umacniał się duchowo. Trzeba w Dubaju jednak uważać na jedzenie w miejscu publicznym. Mój znajomy dostał mandat w wysokości 200 złotych za picie kawy w miejscu publicznym. Tego podczas Ramadanu nie wolno robić.

Restauracje – jak rozumiem – są otwarte dopiero po zmroku, tak?

Nie zawsze. Czasami są otwarte w dzień, ale można zamówić jedzenie tylko na wynos. Podawane są w czarnych workach, żeby nie było widać, co jest w środku. Jedzenie nie ma prawa nikogo kusić. Knajpy i sklepy spożywcze właściciele zaklejają workami na śmieci lub w najlepszym wypadku szyby zakrywają roletami.

Jakie były Twoje pierwsze odczucia po zamieszkaniu w Dubaju?

Przyleciałem do Dubaju 11 czerwca, to był początek wakacji, ale już wtedy było bardzo ciepło. Zaczynał się Ramadan. Otworzyłem drzwi od samolotu i przekonałem się na własnej skórze, że to nie były żarty z tymi upałami. Podczas podróży około 20-23 stopni, a tu nagle żar z nieba – 50. Czułem się jak na tartaku, gdzie wokół ciebie jest dużo wysuszonego drzewa. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo.

Jak wyglądały pierwsze dni w pracy?

Dział HR robił wszystko, aby dobrze mnie przyjąć, jako osobę, która przybyła z Europy. Dbali o mnie, tłumaczyli mi podstawowe słówka w języku arabskim, aczkolwiek to nie było aż tak bardzo potrzebne, bo Dubaj jest doskonale zamerykanizowany. Tu wszyscy rozmawiają po angielsku. 85% osób mieszkających w Dubaju to imigranci. 70% z nich to Azjaci. Najwięcej z Europejczyków jest Brytyjczyków i Rosjan. Gdy ktoś biały idzie w Dubaju, to najprawdopodobniej jest z jednego z tych państw. Często mylono mnie z Rosjanami.

W Dubaju pracowałeś jako Scala Developer, prawda?

Tak, dokładnie. Gdy zacząłem pracę dowiedziałem się, że nad projektem przez dwa miesiące pracowały firmy konsultingowe. W szczytowym momencie przy tym projekcie pracowało około 80 osób. Back-end developerów nad stworzeniem gigantycznej platformy e-commercowej.

Jak wyglądała Wasza współpraca z firmami konsultingowymi?

Braliśmy od nich całe zespoły developerów, którzy pomagali nam w pracy nad tym projektem. Staraliśmy się używać mikroserwisów, więc teoretycznie powinniśmy być wszyscy bardzo niezależni, ale w praktyce nie wyglądało to tak, więc było kilka „myczków” integracyjnych, które miały pewne problemy pomóc rozwiązać. Mieliśmy dwie ekipy z Wielkiej Brytanii, kilka z Polski, Włoch, Francji.

Jak długo pracuje się w firmach w Dubaju?

Na pewno trzeba bardzo dokładnie ustalić warunki współpracy. Zgoda – pieniądze są naprawdę okej, ale miałem napisane na umowie, że mam być w pracy pomiędzy 8:30 a 18. Małym druczkiem jednak było zapisane, że mogą mnie poprosić, abym pracował dłużej i nie będą mi za to dopłacać. Trafiłem na zespół ludzi, którzy bardzo chcieli dobrze zrobić swoją pracę. Stąd nie mogę powiedzieć, że mnie proszono, abym więcej pracował, tylko często sam się na to decydowałem. Najdłuższa moja zmiana trwała jednak… 68 godzin. Byliśmy na samym końcu projektu i chcieliśmy go jak najszybciej skończyć. Cały czas coś się przedłużało, a chcieliśmy mieć to dopięte na ostatni guzik. Więc z przerwami na grę w ping-ponga z kolegami z pracy czy pizzę na śniadanie byłem w pracy prawie 70 godzin.

Jakie są średnie zarobki w Dubaju?

To wszystko zależy od technologii. Bardzo gorącą technologią jest Scala w kontekście Big Data. Myślę, że ogarnięty programista w Scali może zarabiać od 30 do 50 tysięcy złotych. Pamiętajmy, że w Dubaju nie ma podatku dochodowego. Trzeba jednak uważać, bo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich mogą z Ciebie zedrzeć pieniądze na praktycznie wszystkim. Ja mieszkam na Marinie, to jest jedna z najlepszych dzielnic w Dubaju. Wynajmowałem studio około 50 metrów kwadratowych i płaciłem za nie 60 tysięcy złotych rocznie.

Celowo powiedziałem o rocznym wydatku, bo bardzo często płaci się raz za cały rok z góry. Czasami są dwa czeki – wtedy płaci się za sześć miesięcy lub cztery czeki – płatność jest co kwartał. Firma, która ściąga cię do pracy do Dubaju, często pomaga ci na samym początku w opłaceniu mieszkania. Muszę też powiedzieć, że np. mieszkanie w hotelu się nie opłaca – za taki sam standard płaciłbym na pewno dwa razy więcej. Choć trzeba przyznać, że wahania cen pokojów w hotelach są ogromne. Kiedyś w lato za pokój płaciłem około 140 złotych. Później w sezonie turystycznym ten sam pokój kosztował 10 razy więcej, czyli około 1400 złotych. Naprawdę, przeskok jest ogromny, więc jak ktoś chce przylecieć na wakacje, a nie przeszkadza mu upał, to zdecydowanie polecam wakacje – jest dużo taniej.

Jak drogie są usługi?

Mój internet o szybkości 16 MB kosztuje 400 złotych miesięcznie. Za telefon płacę coś około 200 złotych miesięcznie. Podatek do miasta miesięcznie to 300 złotych. To procent od wartości najmu. Łącznie opłacenie wszystkiego w skali miesiąca to około 6 tysięcy złotych w przeliczeniu na nasze pieniądze.

A jak wyglądają ceny jedzenia?

Bardzo różnie. Można jeść taniej niż w Polsce, a można drożej niż w Londynie. Zależy od sklepu oraz dzielnicy. Gdy ktoś chce zacisnąć pasa, to może zjeść coś podobnego do kebaba za trzy złote. W tych najlepszych sklepach jest jednak drogo i płaci się więcej. Myślę, że w skali miesiąca, żyjąc naprawdę na poziomie, jedzenie z wyjściem raz na jakiś czas do knajpy, kosztuje około 2 tysięcy złotych

Ile kosztuje wynajęcie samochodu?

To z kolei bardzo mało. Zakup aut też się opłaca. Wiele jest u mnie w firmie osób, które mówią bardzo często, że przyjechały do Dubaju, bo bardzo chciały pojeździć dobrymi samochodami, np. mustangami. To się opłaca, ale tylko jeżdżąc nimi w Dubaju. Gdy ktoś chce sprowadzić auto do Europy, to musi zapłacić za nie 15% wartości, ale tej europejskiej, która jest dużo wyższa i summa summarum to się nie opłaca.

Ropa jest tania?

Tak, ropa jest tańsza od wody, ale Cola-Cola też jest tańsza od wody.

Rozumiem, że te widełki 30-50 tysięcy to są dla seniora, tak? Jak wyglądają zarobki innych programistów?

Tak, chodziło o seniorów. Mid zarabia pomiędzy 20 a 30 tysięcy — mówię cały czas o Scalę. Java lub PHP to stawki o około 20-30% mniej. W Abu Dhabi zarabia się trochę więcej, ale też koszty życia są wyższe.

A jak wyglądają awanse w Dubaju?

Trudno mi powiedzieć, bo nigdy nie byłem awansowany w Dubaju. Zaczynałem jako Senior Developer i tylko przydzielano mi nowe role.

Dużo pracujesz?

Tak, bardzo dużo i czuję się przepracowany. Noon przeszedł w ostatnim czasie bardzo wielkie zmiany i cała firma niebawem zostanie przeniesiona do Arabii Saudyjskiej. Przez pewien czas nie mam zatem pracy, ale zupełnie za nią nie tęsknię. Śmieję się z kolegami, że zrobimy sobie pół roku urlopu, żeby odświeżyć umysł i odpocząć.

Czy w Dubaju są potrzebni juniorzy?

Mało jest ofert pracy dla juniorów, a jeżeli już są, to w przedziale od 8 do 12 tysięcy złotych. Przy wyższym standardzie życia, junior musiałby wszystkie pieniądze przeznaczyć na życie i opłacenie mieszkania, ale wtedy osoby szukają sobie pokoju, czyli około 2-3 tysięcy rocznie albo kawalerki, która będzie kosztowała 30 tysięcy.

Jak się spędza czas wolny w Dubaju?

Można robić wszystko, naprawdę. Polecam ruch na świeżym powietrzu, ale po zachodzie słońca. Wtedy jest oczywiście ciepło, ale nie ma aż takiego upału i pobiegać można z wielką przyjemnością. Można pojechać do Abu Dhabi, wynająć bolid Formuły 3000 i pojeździć nim po torze. Można pójść wraz z przewodnikiem na pustynne Safari. Życie imprezowe w Dubaju jest jednak naprawdę drogie. Piwo 0,33 kosztuje około 40 złotych. Dubaj nocą przypomina trochę Londyn, co samo w sobie jest dziwne, gdyż mieszka tu tylko 100 tysięcy Brytyjczyków. Dużo się mówi o tym, że kluby ze striptizem są tutaj zakazane. To nieprawda – trzeba tylko dobrze szukać. Jedną rzeczą, której w Dubaju nie można robić i faktycznie to jest bardzo pilnowane, to hazard. Grać nie można i koniec.

Większość ludzi w twojej firmie to Europejczycy?

Zdecydowanie tak. Brytyjczycy, Rosjanie, Włosi, Hiszpanie. Z Azjatów mieliśmy Pakistańczyków i Indian, ale w trakcie rekrutacji byliśmy na nich bardzo cięci i oni faktycznie w samej pracy byli już bardzo dobrzy. Hindusi dobrze pracują, starają się, mimo że inaczej się o nich mówi. Nie można zdefiniować i jednocześnie stwierdzić, programiści z jakiego kraju prezentowali najlepszy poziom. Tego nie można określić, gdyż Polak i Polak to nie jest ta sama osoba i każdy potrafi co innego.

Dużo Hindusów aplikowało na stanowisko u was w firmie?

Dużo, ale trzeba pamiętać, że ich w ogóle jest bardzo dużo na świecie, więc robią wiele rzeczy. Sito było spore, tylko odsetek z nich był finalnie brany pod uwagę. Często bywało tak, że Hindusi byli tańsi i godzili się na mniejsze zarobki.

Jak wyglądała rekrutacja Hindusów? Miałeś dla nich przygotowane jakieś specjalne zadanie do wykonania?

Mieliśmy dosyć sprecyzowane warunki, które trzeba było spełnić, aby dostać się do firmy. Musiałbym się bardzo zagłębić w szczegóły, ale chyba nie ma sensu tego opowiadać. Konkretne zadania do wykonania plus rozmowa. Byłem dosyć surowy i przepuszczałem około 25% kandydatów. Takie sobie przyjąłem standardy.

Jedną z kolejnych zasad był live coding. Na czym polegał?

Live coding to był mój pomysł na rekrutację. Robiłem to, bo wydawało mi się, że to jest bardzo praktyczne. Zadawałem kilka pytań ze Scali, potem przechodziłem do pytań szczegółowych – czemu to działa tak, a nie inaczej, jak ktoś wybrnąłby z danej sytuacji, co by doradził, jak by zaradził itp. Poruszałem zagadnienia programowania funkcyjnego, bo to też jest bardzo ważne w tej pracy. Celem tych wszystkich moim zdaniem nietrudnych pytań było sprawdzenie, jak dana osoba myśli. Nie musi robić wszystkiego dobrze, ale liczy się spryt i szybkość. Tok rozumowania i pojmowania pewnych zagadnień.

Gdzie będziesz chciał być za 5 lat? Gdzie będziesz pracował po Noon?

Nie wiem, gdzie będę za 5 lat. Na pewno cały zespół Noon bardzo szybko znalazł sobie dobre pracę. Kolega w Bangkoku w dalszym ciągu pracuje w Scali i zarabia 200 tysięcy dolarów rocznie. Ponadto tam dużo taniej się żyje. Na pewno nie będę chciał wrócić do Polski, ale opcji mam kilka. Dużo Scalowców jest poszukiwanych w Szwajcarii.

W Dubaju dużo jest nowych technologii?

Od jakiegoś czasu dopiero widać, że Dubaj jest bardzo innowacyjny. Jest dużo nowych technologii i sporo ofert w Scali, co mnie z kolei bardzo zaskoczyło.

Czy Scala może wygryźć Javę? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

Lubię Scalę, ale uważam, że ma ona sporo wad. Dostrzega się je dopiero wtedy, gdy trafia się na naprawdę duży projekt. Trzeba bardzo starannie napisać kod. Scala jest podobna do C+ i ma bardzo dużo sposobów rozwiązywania tych samych problemów, przez co ilu byś nie miał ludzi, tyle będzie opinii na ten sam temat. Moim zdaniem Scala ma obecnie trzy obozy. Java ++, Scala, czyli Houster na JVM oraz Akka.

Jak wygląda na co dzień zarządzanie dużym projektem?

Na początku staraliśmy się robić Scruma, potem przemienialiśmy go w klasycznego Kanbana i generowaliśmy na jego podstawie nowe tickety, które były nam akurat potrzebne.

Z czym Noon miał największe problemy?

Z nierealnymi wymaganiami, które często były nam stawiane. Miałem czasami wrażenie, że nasze szefostwo myślało, iż zbudujemy platformę tak, jak oni budują te wieżowce. Oni robią to od 50 lat i myśleli, że prostotę i wprawę, którą mają w tym tworzeniu, będziemy w stanie przełożyć na Software Development. Nie rozumieli tego, że projekt rozjeżdża się w czasie i niemożliwe jest, aby wszystko wcześniej dokładnie zaplanować.

Co sądzisz o Kotlinie? Ten język będzie się rozwijał?

Myślę, że tak. Będzie używany do pewnych zadań, cały czas będzie potrzebny. Java, Scala i Kotlin będą w dalszym ciągu wykorzystywane i będą działały w swoich obszarach.

Czy można znając Scalę znać Javę i tak samo dostać pracę?

Tak, na pewno. Ja też zacząłem się dopiero później uczyć Scali, nie wywodzę się z niej. Musiałem poznać biblioteczki Javove, ekosystem pracy i pewne rzeczy narobić we własnym zakresie. Nie tyle Java, co JVM-y są bardzo istotne. Scala działa na JVM, od tego na razie się nie ucieknie, więc warto się z tym zapoznać.

Czy można znać Scalę nie znając Javy?

W drugą stronę jak najbardziej tak. Jest dużo firm na przykład w Krakowie, które mają Javowców, a których chcą przeszkolić na Scalowców. Firmy coraz częściej szukają takich ludzi.

Czy Dubaj to ziemia obiecana dla programistów?

Nie do końca. Dubaj jest bardzo fajnym miejscem, ma wiele zalet i wad. Najpierw poradziłbym takiej osobie, która rozważa zamieszkanie tu na stałe, aby przyjechała na wakacje. Jeżeli ktoś chciałby tu mieszkać w celach zarobkowo-przygodowych, to jak najbardziej polecam. Nie wyobrażam sobie jednak sprowadzenia tu rodziny. Wysłanie dwójki dzieci do szkoły to koszt pomiędzy 120 a 150 tysięcy rocznie. Psa nie ma jak na spacer wyprowadzić, bo jest za gorąco i dosłownie zdychają od wysokiej temperatury. Zawsze ktoś przyjezdny będzie w Dubaju ekspatą. Nawet, gdy urodzi się dziecko, ale Ty jesteś z Polski, to syn czy córka będzie ekspatą. Nawet po studiach byłby z tym problem i nikt nie traktowałby cię jak swojego. Kiedyś usłyszałem takie zdanie, że każdy człowiek napływowy jest tylko zasobem i tak naprawdę bardziej potrzebuje Dubaju niż Dubaj potrzebuje jego.


Przeczytaliście właśnie transkrypcję wywiadu z Łukaszem Młynikiem. Jeśli zainteresowała Was rozmowa, zachęcamy do obejrzenia innych live-streamów z polskimi programistami na świecie. Znajdziecie je na poniższej playliście:

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend