przemek kowalczyk ramp

W Polsce brakuje firm produktowych. Historia Przemka Kowalczyka

Ramp to polski startup z branży blockchain, który niedawno ogłosił pozyskanie 10 milionów dolarów finansowania. Planuje w tym roku potroić zespół, zwielokrotnić obroty i ustabilizować infrastrukturę. Na jego czele stoi Przemek Kowalczyk, z którym rozmawialiśmy o branży blockchain i o zapotrzebowaniu na inżynierów z zacięciem produktowym. Jakie są zalety pracy w firmie mającej własny produkt? – Jesteśmy uniezależnieni od zleceniodawców. Sami decydujemy o funkcjonalnościach i terminach ich realizacji – powiedział w rozmowie.

W Polsce brakuje firm produktowych – tak powiedziałeś jeszcze przed wywiadem. Z czego wynika ten brak?

W Polsce brakuje ekosystemu, który wspierałby budowanie produktów cyfrowych. Inwestorzy nie chcą finansować nowych, ryzykownych przedsięwzięć – szukają kopii sprawdzonych pomysłów z Zachodu. Ze strony państwa brak przewidywalności regulacyjnej oraz wewnątrzpaństwowe kontrowersje zniechęcają do inwestowania i rozpoczynania kariery w Polsce. Na rynku pracy brakuje ludzi z doświadczeniem w budowaniu nowych produktów, gotowych na ryzyko związane z dołączeniem do startupów.

Wiele z problemów, które wymieniłem odnoszą się do problemu “jajka i kury”, co oznacza, że ciężko taki ekosystem startupowy zbudować, ale gdy już powstanie to napędza się sam.

Dlaczego potrzebujemy większej liczby firm produktowych?

W ogólności, firmy produktowe pozwalają na budowę lokalnego ekosystemu startupowego.

Generują ogromną ilość osobistego bogactwa dla wczesnych inwestorów i pierwszych pracowników, które może być reinwestowane w nowe przedsięwzięcia. Dają też ciekawe opcje na nietypowe kariery zawodowe (też w sferze poza IT).

Dobrym unaocznieniem jak duża przepaść dzieli nas pomiędzy innymi krajami jest Estonia – ledwo 1-milionowy kraj “wyprodukował” 7 technicznych jednorożców (startupów wartych powyżej 1 mld USD), gdzie w Polsce wciąż pracujemy na pierwszego. By dorównać Estonii, per-capita powinniśmy przekroczyć już liczbę 200.

Jak zwiększenie liczby firm produktowych zmieni branżę IT?

Firmy produktowe mają ogromny potencjał wzrostu. Gdy koszt krańcowy ponoszony na zaspokojenie potrzeby kolejnego użytkownika zbiega do zera, jedynym ograniczeniem jest wielkość grupy docelowej. Wykształcenie się liderów, którzy wykorzystują ten mechanizm, jest szansą dla lokalnej branży IT na zwiększenie innowacyjności, skali działania i konkurowania z zachodnimi przedsiębiorstwami.

Najczęściej najważniejsze, najbardziej eksponowane oraz najlepiej płatne pozycje znajdują się w centralach firm. Jeżeli zbudujemy lokalną branżę produktową, mamy szansę na wykształcenie się grupy doświadczonych tech i product managerów oraz executive’ów.

Co programiście, testerowi daje praca w firmie produktowej? Jakie są zalety, a jakie wady pracy w tego typu firmie?

W firmie produktowej programista, oprócz ‘klepania kodu’, może proponować własne rozwiązania i je realizować. Może mieć faktyczny wpływ na rzeczywistość oraz poczuć wdzięczność użytkowników.

Taka praca pozwala na skupienie się na jednym produkcie i doszlifowanie go do perfekcji. Tak jak zwykle, to co dla niektórych jest zaletą, dla innych będzie wadą. Możliwość doszlifowania produktu może też oznaczać monotonność – miesiące pracy nad jednym codebasem. Wartym uwagi jest fakt, że firma produktowa jest uniezależniona od zleceniodawców, zespół sam decyduje o funkcjonalnościach i terminach ich realizacji.

Dodatkowo, jeżeli firma dzieli się udziałami z pracownikami, programista ma szansę na sprzedanie udziałów przy exicie. Tysiące pierwszych pracowników m.in. Facebooka czy Googla jest teraz multimilionerami. Liczę na podobne lokalne sukcesy. 

Posiadanie udziałów to sposób na zwiększenia zadowolenia pracowników?

Gdy posiada się część firmy, czuje się, że praca może przynieść korzyści nie tylko pracodawcy, ale też nam. Buduje to bardziej szczery i zgrany zespół, w którym wszyscy dążą ku wspólnemu celowi. Na szczęście otrzymywanie udziałów, nie musi się wiązać z rezygnacją z dobrej wypłaty. W dobrze dofinansowanych startupach, stawki są porównywalne lub nawet wyższe niż w ‘tradycyjnych’ przedsiębiorstwach.

Wiadomo też, że udziały są szansą, która nie zawsze musi się z zrealizować w całości. Niepewność z tym związana może stresować osoby ceniące sobie spokój i przewidywalność. 

Porozmawiajmy o teraźniejszości. Jak software house’y i korporacje wpływają na umiejętności programistów, testerów?

Oczywiście to zależy od konkretnego przypadku, ale siląc się na pewne uogólnienie, praca od projektu do projektu, zgodnie z wytycznymi project managerów czy business ownerów tworzy dużą barierę pomiędzy użytkownikiem a faktycznym twórcą software’u.

Często najbardziej kluczowe procesy decyzyjne ‘co zbudować? dla kogo?’ odbywają się u zleceniobiorcy. Project manager wyłącznie zarządza tymi procesami. Brak autonomii i poczucia odpowiedzialności za projekt skutkuje czasem brakiem zaangażowania i przywiązania do tego co się robi, co jest często multiplikowane przez jednoczesną pracę nad wieloma projektami naraz. Dodatkowo, krótkie, nieelastyczne deadline’y mogą powodować tworzenie słabej jakości kodu, który nie rozwija umiejętności, a czasem wręcz przeciwnie, wyrabia złe nawyki.

przemek kowalczyk ramp

Jakie umiejętności są kluczowe w pracy w firmie produktowej takiej jak Ramp?

Samodzielność, dobra komunikacja i empatia. Nasi programiści regularnie rozmawiają bezpośrednio z klientami (integratorami), którzy udzielają feedbacku na temat naszego produktu. Oczekujemy, że w takiej sytuacji, postarają się go ocenić krytycznie i wdrożyć wartościowe sugestie.

W Rampie nie pracujemy na zawołanie. Nie jesteśmy w stanie wszystkich zadowolić i musimy z rozmysłem podchodzić do zewnętrznych oczekiwań, które traktujemy jako rady, a nie listę rzeczy do zrobienia.

Taki tryb pracy, zmusza do samodzielności. Nie wszystkie zadania są idealnie zdefiniowane, bo funkcjonalności przechodzą wiele faz iteracji z klientami, i jako deweloper trzeba mieć umiejętność podejmowania dobrych decyzji projektowych.

Jak możemy to zmienić? Co może sprawić, że powstanie więcej firm produktowych i odniosą one sukces?

Potrzebujemy lokalnego kapitału na startupy, w ostatnich latach powstało kilka dobrych polskich funduszy inwestycyjnych, ale to nadal za mało. Inwestorzy muszą podejmować decyzje szybko i zdecydowanie, a standardy umowne powinny być podobne do zachodnich. 

Lokalnym startupom potrzebny jest też lepszy employer branding, który pozwoliłby konkurować z Googlem czy innymi molochami o najlepszy polski talent. Dodatkowo, warto skorzystać ze sprawdzonych standardów – dzielić się częścią przedsięwzięcia z pracownikami w postaci udziałów, realizować ambitną wizję i budować kulturę organizacyjną skupioną na zmierzaniu do jasnego celu.

Jak dzisiaj wygląda sytuacja na rynku? Dużo jest firm produktowych, czy programiści i nie tylko mają w czym wybierać?

Sytuacja pracowników na rynku się poprawia, ale wciąż jesteśmy daleko w tyle za Doliną Krzemową, Londynem czy Berlinem. Dla osób szukających konkretnie pracy w bardzo młodych przedsięwzięciach, oprócz standardowych metod szukania ofert, polecam bezpośredni kontakt z nowymi spółkami portfelowymi najlepszych VC.

Programiści mają w czym wybierać również dzięki możliwości pracy zdalnej, ale trzeba pamiętać, że pracując zdalnie dla nawet najlepszych amerykańskich startupów, można stać się ‘pracownikiem drugiej kategorii’ z gorszymi możliwościami awansu i rozwoju.

Opowiedz o historii powstania Ramp.

Wspólnie z Szymonem, moim wspólnikiem, pracowaliśmy kilka lat temu w innym startupie blokchainowym. Przy różnych okazjach natykaliśmy się na ten sam problem – ogromną barierę wejścia do świata krypto dla osób wcześniej z nim niezaznajomionymi. Postanowiliśmy poszukać naszego własnego rozwiązania – chcieliśmy umożliwić dostęp do produktów blockchainowych każdemu, niezależnie od stopnia skomplikowania aplikacji.

Szczególnie skupiliśmy się na produktach, których zastosowania wychodzą poza prostą potrzebę inwestowania i spekulacji. Obecnie wśród projektów, którym pomagamy, mamy gry, produkty oszczędnościowe czy domy aukcyjne cyfrowych dzieł sztuki.

Co do dziś było Waszym największym osiągnięciem?

Jeden z naszych partnerów, Axie Infinity, przez ostatnie tygodnie osiągnął masę krytyczną w kilku krajach Azji Południowo-Wschodniej. Musieliśmy zaakceptować ruch od kilkudziesięciu tysięcy nowych użytkowników w kilka tygodni. To był ciężki okres, ale dzięki temu nasza architektura, zespół customer support i procedury operacyjne przeszły test bojowy. Byliśmy zmuszeni szybko przeskalować niektóre wewnętrzne procesy razy 5, ale udało się.

Nie osiągnięciem, ale pewnym ich skutkiem i wyznacznikiem, że to co robimy jest wartościowe było docenienie przez topowe fundusze VC na początku tego roku, które zainwestowały w Ramp 10 mln USD.

Jakie błędy popełniliście na swojej drodze?

Oczywiście było ich sporo, ale dwa mi się nasuwają jako pierwsze. 

Kiedy zaczynaliśmy Ramp mocno wierzyliśmy w rozwój, tzw. Open Bankingu, którego użycie pozwoliłoby nam na znaczące uproszczenie flow użytkownika. Dyrektywy Unijne wyraźnie wskazywały na bardzo wczesny deadline ogólnoeuropejskiego wprowadzenia programistycznego dostępu do kont banków klientów. Niestety mocno przeliczyliśmy się z tempem implementacji, banki nadal ociągają się z wprowadzeniem faktycznie działających rozwiązań. Wymusiło to na nas dużą zmianę planu i użycie alternatyw. 

Innym błędem było zbyt długie skupienie się wyłącznie na ekosystemie Ethereum. Nasze wcześniejsze doświadczenia prywatne, jak i zawodowe były głównie z nim związane. Nadal uważam, że jest to najbardziej przyszłościowa sieć blockchain ale “rynek zweryfikował” nasze przekonania – duża rzesza klientów i integratorów miała odmienne zdanie, którego z czasem posłuchaliśmy i zintegrowaliśmy się z innymi sieciami.

Co najbardziej przyspieszyło rozwój Ramp?

Widzę dwa kluczowe momenty.

Gdy szukaliśmy pierwszego finansowania szybko zdecydowaliśmy się uderzać zagranicę, pomijając lokalne fundusze VC. Było to trudne, ale nie niemożliwe. Dzięki temu lepiej zrozumieliśmy jak wygląda budowanie produktów cyfrowych na świecie, a do tego inwestorzy zachęcili nas, by celować wysoko i szybko przeć w kierunku globalnego rynku.

Drugim, jest szał na na NFT (non-fungible tokens). Są to unikalne tokeny reprezentujące jakąś wartość – np. karta kolekcjonerska piłkarza. Różne gry i produkty oparte na NFT przyciągnęły wiele osób, które wcześniej nie posiadały żadnego krypto i potrzebowały łatwego on-boardingu. Nasi największy partnerzy, jak np. Sorare, mogą poszczycić się już mianem jednorożców technologicznych

Jakie macie plany na przyszłość związane z Rampem? Czym będzie za kilka lat?

Obecnie przeżywamy fazę gwałtownego wzrostu, przez co największym wyzwaniem jest skalowanie techniczne i operacyjne. W ciągu tego roku chcemy potroić zespół, zwielokrotnić obroty i ustabilizować infrastrukturę. Nadal nie funkcjonujemy idealnie w niektórych miejscach na świecie, ale staramy się szybko nadrobić braki np. w dostępnych metodach płatności czy weryfikacji.

Naszą wizją jest stworzyć najłatwiejszą i domyślną metodę uzyskania dostępu do świata blockchainowego dla jak najszerszej rzeszy ludzi, w każdym kraju. Chcemy umożliwić powstanie nowych produktów, które dzięki unikalnym cechom tej technologii, doprowadzą do rewolucji w tym jak posługujemy się i myślimy o posiadaniu cyfrowych dóbr. Szczerze wierzę, że jest to możliwe i osiągalne w kilka następnych lat.


Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
DevOps to must have każdej firmy. Historia Pawła Kubicy