Między pracą w Apple a Microsoftem jest mało różnic. Historia Piotra Poletajew

Piotrek Poletajew, którego zaprosiliśmy do naszej serii livestreamów o polskich programistach za granicą, mieszka i pracuje w Sztokholmie. W swojej karierze testera przeszedł przez wiele dużych firm i właśnie o nich rozmawialiśmy. Poniżej znajdziecie transkrypcję drugiej części rozmowy z Piotrek. Pierwszą znajdziecie pod tym adresem.

Jakie różnice czułeś między pracą na krótkim kontrakcie w Apple, a pracą przez cztery lata w Microsofcie? Czy jesteś w stanie to porównać?

Mimo tego, że w Apple byłem tylko na kontrakcie – to trochę inaczej, niż bycie ‚full-time’, tak jak w Microsofcie. Jak pracujesz ‚full-time’, to masz większą szansę na awans,  większą premię itd. Z samego miejsca pracy zapamiętałem tylko tyle, że w Apple była kantyna, gdzie za 4 euro można było zjeść super obiad, a w Microsofcie w Szwecji tej kantyny nie było i trzeba było chodzić poza biuro na lunch.

Do Ikei trzeba było chodzić, na klopsiki.

Nie no, aż tak nie. Bardzo sobie chwalę jedzenie hinduskie. Nie dlatego, że pracowałem z Hindusami, bo ktoś może to tak zrozumieć. Codziennie chodziłem na jedzenie hinduskie i niestety, nie kosztowało to 4 euro, bo Szwecja jest droższym krajem.

O ile drożej kosztował taki obiad? Wszyscy wiemy, że Szwecja jest bardzo drogim krajem.

Porcja lunchowa to jakieś 10 euro (wszystkie restauracje w porze lunchu mają zniżki 50%), natomiast jak nie ma lunchu, to robi się z tego 20 euro, więc jak się spóźnisz, bo miałeś meeting, no to już dzisiaj nie pojesz. Wtedy już tylko McDonald.

Jakie jeszcze różnice widzisz między Apple a Microsoftem?

Tak naprawdę, to jest bardzo mało różnic. Jak wiadomo, każda firma ma jakąś tam swoją strukturę, swoją politykę itd., ale jednak wszystko podlega jakiejś wizji firmy. Jej celom, które chce osiągnąć na dany kwartał. Wszyscy są zawsze skupieni na tym. I to jest kwestia managementu, jaki vibe nam nastawił na kwartał.

Właśnie – kwestia managementu. Czułeś różnicę między obiema korporacjami?

Ciężko to porównać, bo nie miałem takiego managementu w Apple jaki miałby full-time employee. Nie miałem żadnych rozmów okresowych, wiadomo – przyszedłem i już było wiadomo, że za 3 miesiące mnie nie będzie, więc nawet nie ma co mi zwracać uwagi, jeżeli w ogóle jest o co. W Microsofcie spotkałem się z bardzo doświadczonymi managerami, z ludźmi, którzy potrafią naprawdę efektywnie pracować z innymi, ale byli też tacy, którzy niekoniecznie to umieli. Nie mieli “daru” zarządzania ludźmi, a jednak piastowali takie stanowisko. To jest bardzo indywidualna sprawa, bo to, że organizacja ma znane logo, nie znaczy, że wszyscy w środku są tak samo kompetentni.

Dużo było Polaków w Microsofcie w tamtym czasie?

Byłem pierwszy, ale finalnie było nas trzech na trzysta osób. Ciekawostka: Szwedów było tylko 20%.

A jak się to rozkładało na inne nacje?

Na pewno mocno zarysowana była Rosja, Chiny, (konkretnie Hongkong) i oczywiście Stany i Ameryka Południowa. Polska nie tak bardzo. Zastanawiam się dlaczego.

Spędziłeś cztery lata w Microsofcie. Czy jak dołączyłeś do Microsoftu, to czułeś, że masz super pracę w dobrej firmie? W fajnym kraju i za niemałe pieniądze? Uważałeś ją docelowo za firmę, w której zostaniesz do końca życia, czy raczej nigdy nie patrzysz w ten sposób na przyszłość?

Wtedy już byłem na tyle doświadczony przez rynek pracy, żeby wiedzieć, że nic nie trwa wiecznie. Byłem już wtedy pięć lat w branży, więc wiedziałem, żeby się zbyt nie napalać, korzystać, póki mogę i rozwijać jak najwięcej. Robiłem tam wszystkie szkolenia, wszystko, co się tylko da.

Co rozumiesz przez rozwój jako tester? W jaki sposób się rozwijałeś? Co wtedy uważałeś za najbardziej istotne?

Wtedy wchodziła moda na Agile i mieliśmy taki luksus, że Microsoft każdej osobie, która została zatrudniona w tamtym czasie, zafundował kurs na Scrum Mastera, który prowadził Jim Kopplin. Mieliśmy okazję spotkać tego człowieka – był on bardzo, bardzo charakterystyczny. Przez dwa dni przyśpieszonego kursu na Scrum Mastera, który kończył się certyfikacją, wpoił nam mnóstwo wiedzy. Pokazał nam ten prawdziwy Agile, którego nigdy wcześniej nie widziałem i rzadko później.

Widziałem to prawdziwe optymalizowanie procesu, dzięki któremu dało się pójść na bardzo duże skróty i na bardzo wiele kompromisów w procesie produkcji. To było całkiem fajne doświadczenie, bo faktycznie było widać zastosowanie „Muda Muri Mura” z Agile’a, gdzie „muda” to śmieci. Te śmieci, tę „mudę”, całą wyrzuciliśmy z procesów i okazało się, że nasza praca stała się o wiele łatwiejsza.

W której pracy najbardziej się rozwinąłeś jako tester? Właśnie w Microsofcie, przez te 4 lata?

Wydaje mi się, że tak, że w Microsofcie, bo tam mieliśmy praktycznie nieograniczony budżet na rozwój. Firma posiadała zaplecze techniczne rozbudowane do takiego poziomu, że mieliśmy swojego własnego BTS-a z własną siecią GSM. Mogliśmy debugować i testować pakiety latające po protokołach używanych w GSM. Mieliśmy full wgląd na wszystko.

Próbowałeś nauczyć się szwedzkiego?

Próbowałem, bo Microsoft sponsorował nam szkolenie. Mieliśmy je nawet w miejscu pracy, ale stwierdziłem – po trzech lekcjach – że jedna godzina snu więcej ma dla mnie większą wartość. Tak jak mówiłem wcześniej, 20% osób to są Szwedzi w firmie i wtedy nie czułem takiej potrzeby. A w samej Szwecji nawet z osobą bezdomną nie ma problemu, żeby dogadać się po angielsku.

Podejrzewam, że po Microsofcie trafiłeś już do swojej obecnej firmy, &frankly, czy jeszcze nie?

Nie, jeszcze nawet w Google nie byliśmy.

To co było później?

Stało się tak, że zamknęli cały Skype Site w Sztokholmie. Był całkowity „shut-down” i nagle 300 osób znalazło się na konkurencyjnym rynku IT. Byłem w takiej panice, że myślałem, że będę wracał do kraju, natomiast co się okazało – kiedy ludzie w firmie zaczęli to wyczuwać, to pojawiła się opcja wzięcia early dealu, czyli: „zrezygnuj teraz, dostaniesz severance pay, jakiś tam bonus – wykupimy cię, żebyś sobie poszedł”. I nauczony tym, co opowiadali koledzy z pracy, którzy wcześniej pracowali w Ericsson (każdy, kto nie wziął „deala”, gorzej na tym wyszedł), stwierdziłem, że nie będę kusił losu, przynajmniej wiedziałem, na co się piszę.

Byłem na kilka miesięcy zabezpieczony i wyszedłem z założenia, że jakoś to będzie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, jak ciężko znaleźć pracę w Szwecji, bo byłem do tej pory prowadzony za rączkę. Po czterech latach nie wiedziałem jaki jest rynek. Byłem troszeczkę zdenerwowany i zestresowany, to muszę przyznać. Miałem już zobowiązania. Na szczęście udało mi się w dwa tygodnie znaleźć pracę, natomiast ten early deal się bardzo przydał. Trudno powiedzieć, czy to była lepsza czy gorsza opcja, bo to coś zupełnie innego niż to, co zaoferowano osobom, które zostały.

Odszedłeś, ale jeszcze nie trafiłeś do Google?

Dostałem pracę w Snow. To firma zajmująca się software asset managementem, czyli inwentaryzacją oprogramowania w firmie. Ile licencji używamy, ilu potrzebujemy itd., itd.

Brzmi seksownie.

Tak, dokładnie tak jak mówisz. Po roku się stamtąd zmyłem. W tej firmie była jedna fajna rzecz – miałem swoje miejsce parkingowe.

To był drugi benefit od czasów pracy w Apple, który wywarł na Tobie takie wrażenie.

Tak, już byłem rozpieszczony, więc tak to wyglądało. W każdym razie poszedłem tam, popracowałem rok, robiłem rzeczy na urządzenia mobilne i później przeszedłem do fintechu na pół roku. I też tylko na pół roku, zdradzam, bo nie podobało mi się tam za bardzo. Szanuję ludzi, którzy to robią, ale ja bym nie mógł tak długo.

To był jakiś duży bank?

To była giełda mutual bonds na samą Skandynawię i Francję. Głównie handlowały tam towarzystwa ubezpieczeniowe itp. W pracy wykorzystuje się tam SQL i Excel praktycznie non stop. Określone są bardzo przejrzyste reguły gry dla testera. Wiesz co masz zrobić, wiesz jakie są dane wejściowe, wiesz jakie są wynikowe, musisz tylko zrobić tak, by to się sprawdzało. To fajna praca, jeśli chodzi o wyćwiczenie twardych umiejętności w testowaniu. 

Czy to jest stanowisko testera manualnego czy automatyzującego, bank czy jakakolwiek instytucja finansowa, gdzie trzeba liczyć cyferki, to jest to dobry bootcamp, jeżeli chodzi o rzetelne wykonywanie swojego zawodu.

Czyli ten bootcamp wystarczył ci na 6 miesięcy?

Wystarczył mi na tyle, żebym stwierdził, że ta praca nie jest dla mnie. Oczywiście nie zrezygnowałbym, gdybym nie miał już zaklepanej kolejnej roboty. I następną robotą właśnie był Google.

Znowu znalazłeś jakiegoś maila w spamie?

Nie, znalazłem na stronie internetowej ogłoszenie, w którym było napisane: „Test Engineer for popular search engine” – hm, pomyślałem o Alta Vista. Zaaplikowałem, po godzinie miałem telefon od pani z firmy rekrutującej. Przedstawiła mi warunki: „Piotr, praca jest za o wiele mniej niż chcesz, w niepełnym wymiarze godzin. Jesteś świetnym kandydatem, ale nie wiem, czy to jest dla ciebie”. Wykorzystałem wtedy moje życiowe zagranie, czyli dużą pewność siebie, i powiedziałem rekruterce: „Proszę przedstawić moje CV osobie decyzyjnej i zaproponować, że za 40 godzin i za konkretną kwotę (niestety nie mogę powiedzieć, jaką) jestem dla nich”.

Ale dałeś wyższą stawkę niż ta, którą oni zaproponowali?

Oczywiście.

O wiele procent?

O 25-30 procent. Bo to była praca w niepełnym wymiarze godzin, proponowali 7 godzin dziennie.

Pół godziny od mojej propozycji dostałem telefon, że następnego dnia mam rozmowę na Hangoucie z przedstawicielami Google, bo są bardzo podekscytowani. A dlaczego? Bo Google Stockholm robi Hangouts, a ja byłem w Skype’ie 4 lata. Spotkałem tam też sporo osób, z którymi pracowałem wcześniej. Pewnie to też pomogło mi trochę dostać tę pracę, bo w teamie, w którym byłem, były dwie osoby, przy czym z jedną pracowałem bezpośrednio, drugą znałem z palarni. A wiadomo, znajomości z palarni są na wagę złota.

Czym się różniło podejście do testowania Skype’a od Hangoutsa? Były diametralnie różne?

Diametralnie różne na pewno tak, ale też trzeba pamiętać, że aplikacje nie powstały w tym samym czasie.

Ale różnica między nimi wyniosła półtora roku! Już był tak duży przeskok?

Wydaje mi się, że tak. Google też o wiele wcześniej wiedział co robi, tworząc architekturę swojej całej infrastruktury testującej.

Czyli pewne rzeczy zostały o wiele dokładniej przemyślane. Możesz zdradzić coś więcej na ten temat?

Proces, od wpisania znaków w klawiaturę, do egzekucji czegokolwiek, jest maksymalnie skrócony. Do takiego poziomu, że w Chrome’ie mam swój edytor tekstowy do pisania rzeczy i komentowania, ale nie do GIT-a. Było to bardzo zwarte urządzenie, które dawało twojemu kodowi feedback praktycznie po pięciu minutach. Dopiero później były peer reviews i ściągnięcie tego kodu na produkcję. Było to bardziej przemyślane. Bardziej mi się to podobało, ponieważ nie musiałem popełniać błędów podczas projektowania i nauczyłem się wiele obserwując, jak to działa. 

W jaki sposób robić rzeczy, które są tanie w utrzymaniu? Istnieje na przykład popularna opinia (która jest słuszna), że automatyzacja testów po UI jest najdroższym możliwym sposobem automatyzacji. No i ja się zgodzę – jeżeli nie wiesz, co robisz. A nawet jeżeli wiesz, to może się okazać, że twój zespół programistów nie jest przystosowany do tego, żeby pracować z takim systemem, i nie robią jakiejś zmiany, przez którą za chwilę coś psują. Ale jeśli połączycie siły, możecie zbudować hybrydowy system razem z programistami i wtedy nawet deploy w piątek o 10 wieczorem nikogo nie martwi.

Dobór narzędzi był dowolny i w Apple, i w Microsofcie, i w Google? Mogłeś korzystać z czego tylko chciałeś? Czy czułeś, że np. w Microsofcie musicie używać Teams, czy może wewnątrz zespołów mogliście pozwolić sobie w tej kwestii na swobodę?

Na początku w Microsofcie, który był chwilę po przejęciu Skype’a, mieliśmy Jirę i jakieś tam standardowe narzędzia. Na Teamsy dopiero później się przenieśliśmy, ponieważ programiści, np. iOS team, to byli tacy buntownicy, nie chcieli się tak od razu dostosować.

Jeżeli chodzi o Apple – narzędzia ustandaryzowane, narzucone z góry. Z kolei Microsoft pozwalał na dowolność. Jedynie do dokumentacji mieliśmy narzucone narzędzia. Jednak jeśli mamy jakiś cel, który chcemy osiągnąć, jeżeli potrzebujemy jakieś komercyjne narzędzie, które trzeba subskrybować, jest płatne, to da się to załatwić. Możemy wybrać co tylko trzeba. Jeżeli chodzi o software, to nie ma problemu, gorzej było z hardware’em, zwłaszcza z BTS-em.

Rozumiem, że Apple narzucało narzędzia ze względu na to, że wolI korzystać ze swojego systemu?

Ma wszystko napisane pod siebie, dla siebie, więc nie było takiej potrzeby. I faktycznie to się sprawdzało. Cały czas uważam też, że dlatego pisanie własnego frameworka jest najlepsze, bo jak masz narzędzie stworzone przez siebie dla siebie, pod problem, który dokładnie rozumiesz, to to faktycznie działa fajnie.

Tak samo w Google mają też swoje własne narzędzia. Jedyne co możesz wybrać, to jaki chcesz mieć system, bo i tak albo kodujesz w „V”, albo kodujesz w Chrome’ie, tam nikt X Code’a ani IntelliJ-a nie odpala.

Przejdźmy dalej: jak długo trwała Twoja przygoda w Google?

Rok.

To ciekawe. Bo zazwyczaj jak ludzie dostają taką pracę, to tak szybko nie myślą o zmianie. Co Ciebie nakłoniło do takiej decyzji?

Zrobiłem sobie rachunek sumienia: czy chcę być małym trybikiem w dużym mechanizmie, czy dużym trybikiem w małym mechanizmie. Moja skromność podpowiedziała mi to drugie.

Jakbyś mógł w dwóch słowach powiedzieć, czym zajmuje się &frankly?

Firma &frankly, rozwiązuje problem, który mnie osobiście najbardziej irytuje w IT i HR – rozwiązuje sezonowe ankiety. Jak ci się dobrze pracuje od 1 do 5, jak ci się dobrze to, tamto, siamto – z &frankly dostajesz tylko fajne pytania na telefon w formie push-up. Możesz odpowiadać, gdzie i kiedy chcesz, szybko masz to z głowy.

Firma zajmuje się ankietowaniem pracowników. Kiedy jako manager chcesz przeankietować swoich podwładnych, jak się czują, czy coś by zmienili – jak masz co roku w korporacjach duże ankiety, to &frankly zamienia je na małe, przyjazne, dynamiczne.

Jak dawno zacząłeś tam pracę?

W październiku tamtego roku.

Czyli jesteś tam już ponad rok. Jak się czujesz w tej firmie?

Nie zanosi się na zmiany.

No proszę, niebywała sprawa.

Niebywała sprawa, ale to jest odpowiednio umotywowane udziałami.

Jak duża jest to firma w tym momencie?

W tym momencie może 30 osób.

Podejrzewam, że dostaliście pewnie jakieś finansowanie.

Tak, było finansowanie, ale nieduże. Wydaje mi się, że rzędu 4,5 miliona złotych. Przeznaczyliśmy je głównie na rozwój headcountu. Jeżeli chodzi o przychód, to firma zaczęła bardzo szybko sama na siebie pracować i bardzo rosła organicznie.

Pierwszą Twoją rolą był Test Lead?

Tak. Była potrzebna bardzo specyficzna osoba, która ma doświadczenie w mobile, w testowaniu i potrafi zbudować framework. Obsłuży te wszystkie platformy i dodatkowo ma odpowiednią ilość doświadczenia, żeby samemu zbudować zespół.

I Ty się chciałeś tego podjąć?

Ja się bardzo chciałem tego podjąć, ponieważ budowałem zespół już w Microsofcie. Wtedy to było o wiele trudniejsze, bo na początku byłem sam, z kontraktorami w Estonii i w Indiach, później jeszcze doszli kontraktorzy z Chin.

Jak wygląda Twój team we &frankly?

Składa się z jednego testera manualnego – niestety, szukamy więcej ludzi cały czas – ja programuję framework. Mamy jeszcze trzech developerów, którzy się „dokładają” do tej mojej wizji, tego frameworka. Pomagają mi zintegrować swoje rozwiązania z tym, co zamierzam robić.

Zawsze czułeś, że chciałbyś być Test Leadem, czy raczej niekoniecznie? Kiedy ta potrzeba w Tobie powstała?

Wydaje mi się że w Microsofcie, ale byłem wtedy trochę nieśmiały, bo wiedziałem, że mogę się ostro przejechać na tym, co mi się wydaje, a tym jak jest naprawdę. Dojrzałem do tego dopiero jakoś w Google.

Ważny był również epizod w fintechu, gdzie tamtejszy Test Lead napisał customowe narzędzie. Nie na podstawie Selenium. Napisał swój własny framework do systemu, który naprawdę świetnie się sprawdzał i to mnie zainspirowało do tworzenia „tailor-made software”.

Przejdźmy do pytań od widzów: tester – praca czy pasja? Jakie jest Twoje stanowisko? Czy można być po prostu pracownikiem – testerem i piąć się po szczeblach kariery, czy to musi być pasja? Jak jest u Ciebie?

Wydaje mi się, że nie tyle pasja, co pewien mindset. Zestaw cech, które człowiek ma lub nabył. Jest to bardziej sposób myślenia o programowaniu, sposób myślenia, jak to się może zepsuć, jak to się może wywalić. Bardzo dużo pomaga polskość. Każdemu to mówię, że my Polacy lubimy narzekać, dobrze nam wychodzi szukanie dziury w całym. Wydaje mi się, że to naprawdę bardzo nam pomaga, zwłaszcza w kreatywnych pracach, gdzie nie masz tabelek, co wchodzi, co wychodzi.

Czy pasja? Powiedziałbym, że sposób na spełnianie się zawodowo w IT to na pewno. Jeżeli czyste programowanie Cię nie interesuje, jeżeli chcesz być bardziej związany z produktem, ale nie chcesz być Product Managerem, to może być ścieżka kariery dla ciebie.

Jakie dokładnie studia skończyłeś?

Nie skończyłem studiów. Byłem na Politechnice Szczecińskiej zaocznie, bo pracowałem już w tej pierwszej firmie. Po pół roku rzuciłem studia, a po roku pracowałem już w Apple, więc nie myślałem później o tym, żeby wrócić na studia.

Kolejne pytanie: Jak wygląda kwestia znalezienia mieszkania w Sztokholmie? Słyszałem, że to jakaś masakra. Jakie są orientacyjne koszty?

Tak, to jest prawda. Słowo „masakra” dobrze oddaje sytuację. Bardzo ciężko jest dostać mieszkanie. Na początku firma opłaciła mi hotel na 3 miesiące i po tym okresie pomogła mi znaleźć mieszkanie i to było na zasadzie czegoś takiego, że miałem apartament korporacyjny i płaciłem za niego fakturę, ale oficjalnie byłem non stop w delegacji. To dobry sposób, żeby uniknąć czekania 4 lata w kolejce.

Ile kosztuje wynajęcie dwupokojowego mieszkania?

Jeśli chodzi o apartament z salonem, sypialnią, kuchnią i łazienką to wydaje mi się, że obecnie około 12-15 tys. koron miesięcznie za wynajem.

Czyli ok. 7 tysięcy złotych miesięcznie.

Tak, za wynajem takiego małego „studio apartment”, umeblowanego, z internetem.

Czyli tak naprawdę koszty stałe sporo tej pensji potrafią zjeść. Życie codzienne również jest takie drogie?

Nie jestem bardzo wybredny – tak samo, jak kupowałem w Lidlu w Polsce, tak samo kupuję w Lidlu tutaj (taka reklama, chyba nie za dobra) i ceny są o jakieś 20 procent wyższe w Szwecji, jeśli chodzi o podstawowe produkty potrzebne do życia.

A jak z gęstością zaludnienia w Szwecji? Ponoć nie ma tam tłoków.

Nie ma tłoków. Nawet w samym Sztokholmie nie ma tłumów, jest kilka ulic, które są zakorkowane często, ale jest ich niewiele.

Czy w obecnej firmie automatyzujesz tylko aplikację mobilną, czy również webową? Wspomagasz się jakimiś frameworkami typu Selenium, Appium bądź Cypress?

Oczywiście, testujemy i iPhone’a, i Androida, i web. Korzystamy z Selenium i z Appium. Mamy to zapięte pod Jenkinsa z JUnitem.

Content delivery network – która platforma jest najpopularniejsza w Szwecji?

Wydaje mi się, że Amazon, tylko dlatego, że mają mocny marketing, wstawiają swoje pop-up story wszędzie, robią eventy, robią meetupy, bardzo mocno pompują.

Jakie metodologie pracy stosujecie obecnie we &frankly?

Obecnie staramy się robić Scruma, ale to już taki Scrum bardzo skompilowany, czyli nie zgodnie z książką. Wyrzuciliśmy to, co jest śmieciem dla nas, co nam zjadało za dużo czasu, bo jako mała drużyna musimy robić rzeczy bardzo szybko i mówimy, że korzystamy z Agile, ale to bardziej Scrum.

Dużo dokształcałeś się w wolnym czasie? Jakie miałeś podejście do nauki? Bo tak naprawdę bardzo wcześnie zacząłeś karierę, więc wiele doświadczenia chłonąłeś z firm, w których pracowałeś. Czy miałeś potrzebę mimo wszystko kształcenia się jeszcze ponad to?

Przyznam się z ręką na sercu, że zrobiłem dwa szkolenia na Pluralsight z Objective C i C#, z podstaw. I to jest wszystko, co tak naprawdę zrobiłem. Jako tester wiedziałem mniej więcej, co chcę osiągnąć, jak np. chcę coś zaplanować, że coś dowieziemy w danym czasie. Starałem się mierzyć siły na zamiary i po tych szkoleniach było łatwiej.

Który język programowania poleciłbyś osobie początkującej w kontekście testów automatycznych?

To jest bardzo dobre pytanie, ale tak naprawdę nie ma na nie idealnej odpowiedzi. To w sumie nie ma znaczenia. Jeśli nauczysz się testować Selenium w Javie, to równie dobrze będziesz mógł to zrobić w C#, w Pythonie, w czymkolwiek. Ponieważ wiesz, co chcesz osiągnąć, np. rozbić string na pojedyncze znaki, po prostu trzeba poszukać, jak to zrobić w danym języku. Jeżeli będziesz płynny w Javie albo C#, to na pewno nie będziesz stratny. Zmiana języka nie powinna być problemem, bo w przypadku testów automatycznych nie jest to tak istotne.

Często odbywasz podróże służbowe?

Odbywałem je w Microsofcie. Bardzo często latałem do Tallina, gdzie powstał Skype.

Poza swoją pracą brałeś udział w jakichś freelancerskich projektach jako tester?

Jako tester nie, ale miałem kilka projektów, które sam budowałem.

Możesz zdradzić jakieś przykłady?

Np. budowałem serwer w GTA V, roleplayowy, gdzie ludzie odgrywali swoje postacie. Miałem w pełni scustomizowany serwer, korzystający z silnika GTA V, mapy i assetów. Nazywał się Strefa RP, do tej pory działa w rękach kogoś innego. I jeszcze projekt Atlantis, RPG, gdzie też programowałem różne rzeczy.

Czy ISTQB jest konieczne, żeby rozpocząć karierę testera?

Uważam, że nie. Jeżeli ja bym zatrudniał, to nawet bym na to nie patrzył. Wiem, że teraz występuje jakby „sezonowość” i wielu ludzi chce dostać pracę. Może firmy bronią się tym przed zalaniem aplikacjami. Ale na pewno nie jest to wymóg techniczny, że bez tego nie dasz rady.

Według ciebie, co jest najważniejsze w profesji testera albo jakie predyspozycje powinno się mieć?

Wydaje mi się, że dociekliwość. Testowanie jest elementem zderzania ustawień z jakąś akcją, a później z oczekiwaniem konkretnej reakcji. Musimy kreatywnie manipulować tymi ustawieniami, żeby się upewnić, że wszystko się sprawdziło. Także: ciekawość, dociekliwość i trochę kreatywności. Warto też umieć pracować w zespole, bo tester jako jednostka raczej nie będzie wystarczająco efektywny, zawsze potrzeba ich przynajmniej kilku.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Podejście monolityczne przy budowie rozwiązań opartych o DDD