Kto chce czytać w naszych głowach i co na to prawo?

W ciągu ostatnich tygodni dwoje gigantów technologicznych ogłosiło prace nad projektem, którego efektem ma być możliwość czytania ludzkich myśli. Facebook i Neuralink to nie jedyne podmioty, które zajmują się tym zagadnieniem. Błyskawiczny postęp technologii ingerujących w prywatność obywateli prowokuje wiele pytań natury etycznej.

Jutro jest dzisiaj

Niektórym może wydawać się, że technologia do “czytania” mózgów to pieśń dalekiej przyszłości, ale – jak to często bywa – rzeczywistość powoli dogania nawet najśmielsze wizje twórców z gatunku science fiction. Co najmniej dwie potężne firmy o gigantycznych możliwościach pracują właśnie nad taką technologią, a więc sprawę należy uznać za dość poważną. W ciągu ostatnich kilku tygodni okazało się, że nad technologią do czytania w myślach pracują zarówno Facebook, jak i kierowany przez Elona Muska Neuralink.

Giganci w akcji

Gigant social media finansuje badania nad interfejsem mózg-komputer, tzw. BCI, które ma wychwytywać myśli bezpośrednio z neuronów i tłumaczyć je na konkretne słowa. Jak twierdzą naukowcy zatrudnieni przez firmę, zbudowano już algorytm, który jest w stanie dekodować słowa na podstawie aktywności mózgu w czasie rzeczywistym. W tym samym czasie firma Muska chwali się, że udało jej się stworzyć elastyczne “nici”, które pewnego dnia będzie można wszczepić do mózgu w celu kontrolowania za ich pomocą urządzenia elektroniczne, na przykład komputer, smartfona albo inteligentną telewizję. Do końca przyszłego roku mają rozpocząć się testy prowadzone na ludziach.

Nie tylko wielcy gracze interesują się tym tematem. Startupy takie jak Kernel, Emotiv i Neurosky również pracują nad technologiami bezpośrednio powiązanymi z aktywnością mózgu. Najczęstszą przesłanką do prowadzenia badań są względy etyczne. Często wspomina się o chęci niesienia pomocy osobom, które na co dzień nie mogą kontrolować swoich urządzeń za sprawą poważnych schorzeń, np. porażeń czy paraliżu. Coś, co część ludzi kwituje wzruszeniem ramion, bo brzmi dla nich jak science fiction, już teraz w znaczny sposób wpływa na ludzkie życie.

Często nie zdajemy sobie sprawy ze stopnia rozwinięcia niektórych badań. W ciągu ostatnich lat wielu sparaliżowanych pacjentów otrzymało implanty mózgowe pozwalające im na poruszanie kursorem komputerowym lub kierowanie specjalnymi robotami. Implanty do czytania w myślach są na razie niedostępne, ale badania w tej kwestii postępują dużo szybciej, niż niektórym z nas się wydaje. Jeśli tempo postępu pozostanie takie, jak dotychczas, to już niedługo możemy obudzić się w rzeczywistości, w której okaże się, że zniknęło ostatnie prywatne miejsce.

Co na to prawo?

Niektórzy neurotycy zwracają uwagę, że potencjał niewłaściwego wykorzystania technologii związanych z czytaniem w myślach jest olbrzymi i w związku z tym potrzebujemy nowoczesnych, dostosowanych do szybko zmieniającej się rzeczywistości przepisów, które chroniłyby prawa ludzi zaniepokojonych o prywatność swoich myśli. Takie technologie mogą ingerować w zupełnie podstawowe prawa – tak podstawowe, że na co dzień możemy w ogóle nie myśleć o nich jak o prawach.

Ciekawą koncepcję nowego prawa dostosowanego do technologii coraz śmielej wkraczającej w nasze życia zaproponował Sigal Samuel publikujący w serwisie Vox.com. Jego zdaniem w omawianym kontekście każdemu człowiekowi powinny przysługiwać cztery prawa: prawo do wolności poznawczej, prywatności psychicznej, integralności psychicznej i ciągłości psychologicznej.

Prawo do wolności poznawczej oznacza dowolność decydowania o chęci wykorzystania danej neurotechnologii lub jej braku. Prawo do prywatności psychicznej polegać ma na możliwości odizolowania danych naszych mózgów lub rezygnację z ich publicznego udostępniania. Prawo do integralności psychicznej ma przestrzec przed zranieniami fizycznymi i psychicznymi, które mogą mieć źródło w neurotechnologii, natomiast prawo do ciągłości psychologicznej miałoby chronić przed nieautoryzowanymi zmianami poczucia własnej wartości.


Źródło: vox.com. Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Patronujemy

 
 
Polecamy
Za wolno rośniemy. Do miana cyfrowego lidera daleko