Historia mojego przebranżowienia. O tym, jak trafiłem do branży bankowej

Od ponad roku pracuję jako programista i przebyłem dość długą drogę do miejsca, w którym dzisiaj jestem. Ukończyłem mechatronikę, więc rozpocząłem karierę jako inżynier tej dziedziny. Pracowałem tak ponad siedem lat i obejmowałem różne stanowiska w wielu firmach. Zawsze lubiłem projektować, wymyślać i znajdować rozwiązania, dlatego wydawało mi się, że jestem we właściwym miejscu. Co jakiś czas pojawiało się jednak uczucie, że czegoś mi brakuje.

Dziś mam wrażenie, że najbardziej przeszkadzało mi to, że duża część mojej ówczesnej pracy była pracą odtwórczą. Kreatywność w wykonywaniu obowiązków była mile widziana, ale nigdy nie była na pierwszym planie. Odnosiłem wrażenie, że większość rozwiązań została już wymyślona, więc moja praca w dużym stopniu polegała na ich wdrażaniu w nieznacznie zmienionej formie. Zakładam, że nie wszędzie tak jest, ale tak wyglądała moja rzeczywistość.

Raz na jakiś czas spoglądałem zazdrosnym okiem na IT i na to, jak jest to ciągle zmieniająca się branża, która daje iskry dla tak wielu innowacji, przyciąga uwagę jako dziedzina, która zmienia świat w najbardziej spektakularny sposób. Pomyślałem „może powinienem zmienić branżę?”. Z programowaniem miałem styczność w liceum i na studiach. Nie było więc to dla mnie zupełnie nowe zagadnienie. Niestety gdy pojawiały się tego typu myśli, od razu pojawiał się także głos w mojej głowie, który mówił: “za późno, ten statek już odpłynął”. Co gorsze, nie był to totalny nonsens.

W końcu, jak porównywać się do tych, którzy zaczęli wcześniej ode mnie? Co z obecną pracą? Po prostu mam ją porzucić, jakby nic dla mnie nie znaczyła? Było niezwykle ciężko podjąć decyzję o przebranżowieniu. Mijały lata. Czasami, gdy miałem gorszy dzień w pracy, to wahanie wracało i sprawiało, że czułem rozgoryczenie i frustrację, że wcześniej nic z tym nie zrobiłem. Pewnego dnia wszystko się zmieniło.

Zdecydowałem, że chcę zmienić zawód, zmienić swoje życie. Doskonale pamiętam ten dzień i choć pewnie spodziewasz się, co takiego wielkiego stało się tamtego dnia, muszę cię rozczarować – nic spektakularnego. Wszystko działo się w mojej głowie. Myślę, że po prostu dorosłem do tego stopnia, że ​​mogłem z całą pewnością stwierdzić: zmiana kariery jest w porządku, jeśli pierwotnie obrało się daną ścieżkę ścieżka zawodową mając o niej pewne wyobrażenie i to wyobrażenie później rozmija się z rzeczywistością to można tą ścieżkę zmienić, nie trzeba się jej uparcie trzymać.

Przez kilka następnych dni robiłem rozeznanie, który język będzie dla mnie najbardziej odpowiedni i jak zorganizować cały proces uczenia się. Na szczęście miałem przyjaciół w IT, którzy wsparli mnie w tym pierwszym etapie i zaoferowali pomoc. Po prawie dwóch latach samokształcenia, kursów i długich godzin spędzonych nad własnym projektem, byłem gotów spróbować sił na rynku IT.

Obawiałem się zderzenia z rzeczywistością, tego, że nie znajdę pracy bez formalnego wykształcenia w tym kierunku. Odpowiedź na moje aplikacje była zaskakująco dobra. Zostałem zaproszony na kilka rozmów kwalifikacyjnych, co ciekawe, każda była nieco inna, wydawało się, że każda firma ma inną strategię rekrutacyjną. Raz były to zadania związane z kodowaniem online, innym razem był to tradycyjny test papierowy.

Do Citi trafiłem przechodząc dwuetapową rozmowę kwalifikacyjną, która składała się z ogólnego wywiadu HRowego i rozmowy technicznej. Podczas tej drugiej byłem mile zaskoczony, że rekruter przyjrzał się dokładniej mojemu projektowi, który umieściłem w repozytorium. Nie wiem tego na pewno, ale liczę, że to dało mi to dodatkowe punkty. I tak dołączyłem do Citi.

Nie spodziewałem się, że będę pracował w banku. Chociaż nie było to zbyt zaskakujące, ponieważ aplikowałem głównie do banków. Wyglądały po prostu na to, że mają możliwości i zasoby, aby zatrudniać młodszych programistów i dać im czas na rozwój. To był dla mnie ważny atut. Ponadto banki powszechnie używają Javy, a jest to język, który znałem.

Tak kończy się moja historia przebranżowienia i znalezienia pierwszej pracy jako junior. Jak to jest pracować na stanowisku programisty – możesz zapytać. Czy to kraina mlekiem i miodem płynąca, jak niektórzy mówią? Wszystko zależy prawdopodobnie od tego, czego oczekujesz.

Dołączyłem do dziesięcioosobowego zespołu programistów, którzy pracowali już dwa lata nad projektem. Powitali mnie ciepło i od pierwszego dnia udzielili dużego wsparcia. Mam dużo czasu, aby stopniowo zagłębiać się w projekt. Czuję, że mogę zadać każde, nawet podstawowe pytanie techniczne i zawsze otrzymam na nie odpowiedź. Nigdy nie czuję się pospieszany, bo dostarczanie dobrego kodu jest priorytetowe.

Pracujemy nad platformą obliczeniową opartą na chmurze, z której będą mogli korzystać nasi współpracownicy z całego świata. Produkt już istnieje, ale stale go ulepszamy i dodajemy nowe funkcje. Korzystamy z najnowszych technologii, więc uczę się czegoś nowego i z biegiem czasu wnoszę coraz więcej do projektu. Ważne dla mnie jest to, że projekt nie jest błahy, jest sporym wyzwaniem, a kreatywność w podejściu do rozwiązywania problemów to chleb powszedni. Czuję, że znalazłem nie tylko świetne miejsce do pracy i rozwijania swoich umiejętności, ale także coś więcej.

Pomimo tego, że Citi to ogromna firma, nie czuję, że dołączyłem do ociężałej korporacji. Dołączyłem do zespołu z pozytywną atmosferą i fantastycznymi ludźmi. Zespołu, w którym można poruszyć każdy temat, współpracownicy są otwarci i jeśli zgłosi się nowy pomysł to na pewno zostanie on rozpatrzony. Firma przychylnie patrzy na inicjatywy zgłaszane przez pracowników i je chętnie rozwija, a jeśli się coś nie uda, nic się nie dzieje, próbuje czegoś nowego. Mogę powiedzieć, że warto próbować. Decyzja o zmianie zawodu wniosła dużo szczęścia do mojego codziennego życia i z perspektywy czasu okazała się jedną z najlepszych w moim życiu.


Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
praca pentestera
Chyba każdy chciałby przekonać się, jak przełamać zabezpieczenia. Historia Michała Dziekana