Gdyńskie drony uratują tonących

Drony wykorzystujące dobrodziejstwa uczenia maszynowego i wyposażone w nowoczesne kamery termowizyjne trafiają na polskie plaże. Nowatorskie urządzenia wesprą przeciążonych ratowników wodnych, którzy często są zmuszeni do reakcji na fałszywe zgłoszenia. Technologia pomoże szybko ocenić, czy w danej sytuacji mamy do czynienia z osobą potrzebującą pomocy, czy np. dryfującym przedmiotem. W pierwszym przypadku dron poda boję tonącemu i odholuje go do brzegu.

Wypadki nad morzem

Jak wynika ze statystyk Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, w 2019 roku przeprowadzono w i nad Bałtykiem 327 akcji ratowniczych, w tym 134 dotyczących ratowania ludzkiego życia. Z 105 akcji wyjaśniających ponad połowa okazała się fałszywymi alarmami. Statystyki te nie uwzględniają działań prowadzonych przez Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Gdyby wziąć te dane pod uwagę, okazałoby się, że na wszystkich podległych akwenach w zeszłym roku przeprowadzono kilka tysięcy akcji.

Jak powszechnie wiadomo, służby ratownicze są zobligowane do sprawdzenia wszystkich alarmów, nawet tych, które okazują się fałszywe. Trudno oszacować, jaką część całości one stanowią, ale nie jest to nieznaczny odsetek. Można więc przypuszczać, że ratownicy odetchnęliby z ulgą, gdyby znaleziono sposób na zdalne potwierdzenie, czy wezwanie rzeczywiście jest uzasadnione.

Ratownicze drony z Gdyni

Potrzebę tę doskonale rozumieją twórcy gronów z gdyńskiej spółki Pelixar pracujący przy jak najlepszym dostosowaniu urządzeń do potrzeb ratownictwa. – Obecnie drony są wyposażone w kamery RGB, które są stosowane standardowo w dronach ratowniczych (pokazują one obrazy rzeczywiste) – wyjaśnia Sebastian Nowicki, COO i współwłaściciel Pelixar. – Ale w przyszłości maszyny będą doposażone w kamery termowizyjne, a uzyskane dzięki nim dane będą analizowane w czasie rzeczywistym na pokładzie drona. To pozwoli urządzeniu automatycznie reagować na zagrożenia – dodaje.

Na świecie coraz częściej stosuje się kamery RGB wspierane przez algorytmy uczenia maszynowego, z czym jednak wiąże się pewien problem techniczny. Użyta w tym wypadku sztuczna inteligencja potrzebuje na tyle zaawansowanej mocy obliczeniowej, że trudno byłoby ją umieścić na samym dronie, który z zasady ma być jak najmniejszy, najlżejszy i możliwie najbardziej zwrotny. Dlatego najczęściej całe “centrum dowodzenia” znajduje się na specjalnym samochodzie z komputerami, który znajduje się w pobliżu terenu, na którym operuje dron.

Nie tylko RGB

Aby ograniczyć problemy związane z koniecznością angażowania w operację dodatkowego samochodu, oprócz standardowych kamer RGB firma z Gdyni zdecydowała się użyć kamer termowizyjnych. Jest to uzasadnione, gdyż woda ma stosunkowo równomierną ekspozycję termiczną, a to znacznie ułatwia wykrywanie zmian temperatury.

Dzięki takiej kamerze dron jest w stanie wykryć różnice termiczne, a następnie wysłać odpowiedni alert do operatora. Później następuje przełączenie na tryb RGB, w ramach którego operator może przybliżyć obraz i dokładniej przyjrzeć się obiektowi. Jeśli okaże się, że ratownicy mają do czynienia z pływającą kłodą drewna lub innym znajdującym się w morzu obiektem nagrzanym promieniami słonecznymi (stąd takie, a nie inne wskazania kamery termowizyjnej), to dron wraca do trybu opartego na kamerze termowizyjnej. Gdyby jednak okazało się, że technologia wykryła osobę potrzebującą pomocy, to dron szybko poda mu bojkę ratowniczą, która znacząco zwiększy jego szanse na ocalenie. Najnowsze zdobycze technologii pozwalają dronom Pelixara na podanie boi bezpośrednio do rąk człowieka, a następnie “odholowanie” go aż do samego brzegu.

– Jeśli nie jest to daleko od brzegu, to nasz dron jako jedyny na świecie ma możliwość holowania rozbitka do brzegu lub innego bezpiecznego miejsca lub podholowania go, zanim podpłyną inne służby ratownicze – chwali urządzenie Nowicki. – System działa w trybie półautomatycznym. Operator tylko zaciąga drążek do siebie, a sam dron reguluje prędkość holowania, kąt przechyłu i obciążenie – dodaje. Dron wraz z niezbędnym sprzętem dla operatora kosztuje ok. 60 tysięcy złotych. Póki co polskie wybrzeże będzie patrolowało pięć takich urządzeń.


Źródło: sztucznainteligencja.org.pl. Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
Polecamy
Google walczy z porównywarkami cen