Algorytm wiedział o epidemii szybciej niż WHO

Doniesienia medialne dotyczące koronawirusa z Chin uderzają w nas z każdej strony. Nic dziwnego, skoro był on przyczyną około trzech tysięcy zakażeń, spośród których ponad sto zakończyło się śmiercią pacjentów. Okazuje się, że zapobieganie rozprzestrzeniania się tajemniczego wirusa mogło rozpocząć się wcześniej: algorytm kanadyjskiej firmy wskazywał ogniska epidemii już 31 grudnia.

Tajemniczy wirus

Od początku stycznia świat żyje epidemią tajemniczego wirusa, która wybuchła w chińskiej prowincji Wuhan. Pochodzi on z grupy koronawirusów (w której znajdują się też całkiem niegroźne wirusy odpowiedzialne za przeziębienie), a budową przypomina znane już nauce wirusy SARS i MERS. Na początku informowano, że początkowe objawy, takie jak gorączkę, kaszel czy nudności, łatwo można pomylić z wczesną fazą grypy. Później agencja informacyjna Xinhua przekazała, że o zakażeniu mogą też świadczyć dolegliwości układu pokarmowego i problemy ze wzrokiem. U niektórych nosicieli nie występują natomiast żadne widoczne symptomy.

Spóźniona reakcja

Serwis Wired informuje, że 6 stycznia o rozpowszechnianiu się groźnego wirusa wiedziało amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC), ale wybuch epidemii został wykryty już tydzień wcześniej przez algorytm należący do kanadyjskiej firmy BlueDot, o czym jej klienci zostali powiadomieni 31 grudnia.

BlueDot to system oparty na sztucznej inteligencji, który skanuje internet w poszukiwaniu sygnałów mogących świadczyć o wystąpieniu zagrożenia epidemiologicznego. Z opisu usługi na stronie firmy wynika, że złożone modele występowania i rozprzestrzeniania się chorób budowane są w oparciu o dane z ponad stu źródeł. System agreguje informacje z lokalnych wiadomości, forów internetowych, danych ze szpitali i doniesień o chorobach wśród zwierząt. Algorytm bierze pod uwagę również dane demograficzne, transport lokalny i lotniczy oraz dane klimatyczne.

System korzysta z dobrodziejstw uczenia maszynowego i systemów przetwarzania języka naturalnego działającego w ponad 60 językach. Jednak praca wykonywana przez maszyny to nie wszystko. Wszystkie wychwycone przez algorytm przypadki oceniane są przez wykwalifikowanych epidemiologów, którzy następnie kompilują raporty sprzedawane klientom firmy. Wśród tych ostatnich są organizacje rządowe, linie lotnicze oraz szpitale.

Dzięki wiedzy na temat globalnej sprzedaży biletów lotniczych algorytm prawidłowo przewidział, że zaledwie kilka dni wystarczy, aby wirus przeniósł się do Bangkoku, Seulu, Tajpej i Tokio.

Ograniczone zaufanie

– Wiemy, że nie można zbytnio ufać władzom, że będą szybko informować opinię publiczną – mówi prezes BlueDot Kamran Khan. – Możemy wychwytywać informacje o potencjalnych ogniskach chorób z plotek, forów, blogów – dodaje Khan. I właśnie tak stało się w wypadku groźnego wirusa pochodzącego z Chin. Jak donosi CNN, urzędnicy z Wuhan tygodniami ukrywali informacje o jego rozprzestrzenianiu się. Pierwszy przypadek wykryto już 8 grudnia, a badania przesiewowe zarządzono dopiero 14 stycznia.

Wczesne próby

BlueDot to nie pierwszy system zajmujący się wykrywaniem prawdopodobieństwa wystąpienia epidemii. Już w 2008 roku powstał projekt Google Flu Trends bazujący na bardzo prostym mechanizmie: jeśli ktoś jest chory na grypę, to szuka o niej informacji w wyszukiwarce. Właśnie na podstawie takich wyszukiwań system szacował liczbę zarażonych użytkowników i potencjalny zasięg zachorowań. Z początku osoby odpowiedzialne za Google Flu Trends twierdziły, że przewidywania systemu pokrywały się w 97 procentach z danymi, które później publikowało Centrum Kontroli i Prewencji Chorób, ale z czasem wykazano, że algorytm przeszacowywał dane – na przykład w sezonie grypowym 2012-13 aż o 200 procent. Google Flu Trends zamknięto w 2015 roku.


Źródło: wired.com, sztucznainteligencja.org.pl. Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Zaawansowane wyrażenia regularne