Zwrot Chin ku blockchainowi. Kurs bitcoina poszybował

Podejście Chin do blockchaina ewoluowało na przestrzeni ostatnich kilku lat. Rozwiązanie to zostało wymienione wśród kilku technologii uznanych za kluczowe dla rozwoju azjatyckiej potęgi ekonomicznej w ramach tzw. planu pięcioletniego, ale władze Państwa Środka, zgodnie ze swoim zwyczajem, nakładają na nie konkretne regulacje. Zaraz po podkreśleniu wielkiej roli blockchaina dla Chin jego kurs znacząco się zwiększył.

Blockchain jednak OK…

Xi Jinping, prezydent Chińskiej Republiki Ludowej piastujący jednocześnie funkcję Pierwszego Sekretarza Komunistycznej Partii Chin, podczas zjazdu Biura Politycznego Komitetu Centralnego podkreślił wielką rolę blockchaina dla gospodarki swojego kraju. To kolejny zdecydowany krok w stronę powszechnego zaadaptowania tej technologii w ramach ogłoszonego przez chińskie władze w 2016 roku planu pięcioletniego, który obok sztucznej inteligencji, komputerów kwantowych, rozbudowanej sieci mobilnej i internet of things wymieniał blockchain jako jedną ze strategicznych technologii. Zaraz po ogłoszeniu tych informacji cena bitcoina przekroczyła 10 tysięcy dolarów, a zauważalne były też wzrosty innych kryptowalut.

… ale najpierw były obawy

Ale nie zawsze było tak różowo. Na początku Państwo Środka miało poważne problemy z blockchainem. Ówczesna sytuacja przypomina nieco to, co teraz dzieje się na świecie w związku z próbami wprowadzenia przez Facebooka kryptowaluty Libra. Istnienie bitcoina i innych wirtualnych walut nieuznawanych oficjalnie za środek płatniczy chińskie władze dostrzegły już w 2013 roku. To wtedy pojawiły się pierwsze obawy, że kryptowaluty mogą doprowadzić do utraty kontroli nad przepływem pieniędzy w kraju i kursem juana. Reakcją na tego typu obawy było zdelegalizowanie tzw. Initial Coin Offering, czyli kryptowalutowych zbiórek pieniędzy. W 65 różnych zbiórek obywatele Chin zainwestowali wówczas 2,6 miliarda juanów, czyli równowartość 1,4 miliarda złotych.

… a potem regulacje

Jak da się zauważyć, Chiny dostrzegają potencjał tkwiący w technologii blockchain, ale widzą potrzebę “dostosowania” jej do swoich potrzeb odpowiednimi regulacjami. W lutym krajowy Urząd ds. Cyberprzestrzeni Chin wydał rozporządzenie regulujące obowiązki operatorów usług opartych na blockchainie, które nakazuje operatorom aplikacji i rozwiązań opartych na tej technologii prowadzenie rejestru wszystkich użytkowników przy jednoczesnym wymogu weryfikowania ich tożsamości, kontrolowania co robią, a także reagowanie w sytuacjach awaryjnych, czyli na przykład tych dotyczących bezpieczeństwa państwa. Przede wszystkim wymagano od firm błyskawicznej reakcji na ewentualne rozpowszechnianie za pomocą sieci blockchain materiałów z długiej listy treści zakazanych w Chińskiej Republice Ludowej.

Przyszłość jest nieznana

Trudno przewidzieć, czy chińskim władzom rzeczywiście uda się zapanować nad blockchainem ze względu na jego rozproszony charakter. Jednak otwarcie na tę technologię pozytywnie świadczy o jego włodarzach, którzy, jak widać, nie zamykają się na zdobycze nowoczesnego świata i śmiało kroczą w kierunku pozycji zarezerwowanej dla ścisłej czołówki gospodarczej świata. Pozostaje tylko pytanie, na ile właściwie technologia oparta na blockchainie jest zrozumiała dla rządzących Chinami. Możemy przecież zaobserwować, że nawet zachodni urzędnicy i politycy mają problemy ze zrozumieniem rozwiązań opartych na kryptografii i rozproszonej strukturze danych. Być może władze Chińskiej Republiki Ludowej nie doceniają potencjału blockchaina sprzyjającego demokratyzowaniu się społeczeństwa, co niewątpliwie zostałoby przez nie uznane za zagrożenie dla obecnie obowiązującego systemu.


Źródło: chip.pl. Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
Polecamy
„Taśmy Zuckerberga”. Facebook pozwie Stany Zjednoczone?