Praca w IT

Zadania rekrutacyjne w IT – hot or not? Czy branża potrzebuje zadań rekrutacyjnych?

radek madecki programista

To jak powinna być przeprowadzana rekrutacja w branży IT to temat rzeka, na który powstała masa książek, spotkań, debat. Nic nie jest czarne lub białe, ale czy proces mógłby zostać pozbawiony zadania rekrutacyjnego?

Zastanówmy się wspólnie, czy i kiedy można zrezygnować z zadań rekrutacyjnych, czym można je zastąpić, a jeśli już są, to jak powinny wyglądać. Bo w końcu nie chodzi o to żeby dać kandydatowi cokolwiek, tylko rzeczywiście sprawdzić, jakie umiejętności posiada.

Ile ludzie są skłonni poświęcać na zadania rekrutacyjne?

Pierwsze co mi przyszło do głowy, pochylając się nad tym tematem, to ile ludzie są skłonni poświęcić czasu na zadania rekrutacyjne? Nieraz widziałem prześmiewcze komentarze dot. wieloetapowych rekrutacji, określając je staroświeckimi i nieefektywnymi. Postanowiłem więc podpytać parę osób z branży i zrobić ankietę na LinkedIn żeby zebrać trochę więcej opinii.

Najwięcej głosów padło na opcję poświęcenia na zadanie pomiędzy dwiema, a trzema godzinami (44%). Całkiem sporo było też głosów na “maksymalnie jedną godzinę”, ale co ciekawe – aż 19% (drugi najwyższy wynik) jest skłonne siedzieć nad zadaniem do skutku, bez limitu czasowego. Najmniej osób opowiedziało się za limitem pięciu godzin (17%).

Moim zdaniem długie procesy rekrutacyjne zawierajace zadania, irytują tylko jeżeli oferta nie jest wystarczająco ciekawa lub nie chcemy wiązać się z firmą na długo. W końcu to obustronny układ i nim w niego wejdziemy – warto wiedzieć na co się piszemy. Mogę poświęcić wiele godzin na zadanie i spotkania, ale oczekuję, że firma, która mnie rekrutuje, poświęci przynajmniej tyle samo czasu na rzetelny feedback i próby zrozumienia mojej perspektywy.

Tylko czy te zadanie w ogóle ma rację bytu?

Półtora roku temu dostałem propozycję pracy za stawkę większą o 60% od tej u mojego ówczesnego klienta. Wziąłem udział w trzech spotkaniach, podczas których sprawdzany był cultural fit, a moim zadaniem rekrutacyjnym był live coding. Zadanie polegało na zrobieniu jednego request’a typu GET po zdjęcie i wyrenderowanie go dynamicznie w DOM. Dla niewtajemniczonych – takie coś robi się podczas pierwszych rozdziałów kursów z JavaScriptu. Byłem rekrutowany na stanowisko seniorskie, oczywiście udało się wykonać zadanie i dostałem tę pracę. To nie był jednak sukces dla żadnej ze stron.

Poza tym, że trafiłem na toksycznego PM’a, który był świeżo po awansie i stosował pasywną agresję, po prostu nie byłem dobrym fitem do projektu, który składał się w dużej mierze z kodu legacy napisanego w Pythonie (zerowe doświadczenie), fragmentów we Vue, Angularze, a nowe części (niestety rzadko przeze mnie robione) wykonane były w React. Dowoziłem wolno, stresowałem się, finalnie współpracę zakończyliśmy po kilku miesiącach – w przyjaznej, choć dość nerwowej atmosferze.

Były też i dobre rekrutacje

Dla kontrastu, będąc rekrutowanym do firmy mojego obecnego klienta, wykonywałem zadanie domowe, które po pisemnym i telefonicznym feedbacku, mogłem później omówić z dwoma pracującymi w firmie inżynierami i HoE. To co mnie jednak najbardziej „urzekło” to warsztat w biurze. Odbyła się tam „zabawa” w spotkanie z klientem i ustalenie potencjalnego zakresu prac, wyzwań, możliwych rozwiązań. W zaskakująco fantastyczny sposób zasymulowało to warunki w jakich pracuje na co dzień zespół, gdzie jego członkowie są stosunkowo niezależni, a ich zakres obowiązków – dość szeroki.

Musimy więc umieć rozmawiać z klientem, rozwiązywać problemy, komunikować się swobodnie, mówić o wątpliwościach. Takie zadanie idealnie sprawdza czy kandydat odnajdzie się w tych klimatach. Po półtora godziny był czas na obustronne podzielenie się wrażeniami ze współpracy. Dla mnie czad i od razu wiedziałem, że to miejsce, w którym chcę pracować.

Całkowity brak zadania to absurd

Może wywołam tymi słowami burzę, ale to jest moje zdanie. Ktoś kto uważa, że mając X lat doświadczenia, proszenie kogoś o zrobienia zadania to jakaś ujma – chyba nie rekrutował zbyt często. Naprawdę widziałem masę programistów z ponad dekadą pracy z kodem za pasem, którzy tworzyli zaskakująco niskiej jakości kod. Nieraz są to osoby, które, jak to się mówi – powtórzyły rok doświadczenia 10 razy.

Miałem kilka sytuacji, gdy aplikując na jakieś stanowisko, słyszałem przez telefon po pierwszej rozmowie, że mnie biorą, bo mam fajne CV i widać, że się znam. Teoretycznie fajna opcja, prosta piłka i masz pracę. Nie chciałbym jednak pracować w organizacji, która bierze wszystkich jak leci, na podstawie pierwszego wrażenia. Moim zdaniem to ruletka i można trafić na świetną osobę, jak i kogoś komu zupełnie nie zależy. Pomyślcie, że kiedyś, będąc rekrutowanym na mentora (!), usłyszałem pytanie, które leciało mniej więcej tak: „Nie no, nie będę Cię tu przepytywał, chyba ogarniasz te wszystkie tematy, nie?”. Chciałbyś pójść na kurs za niespełna 10 tysięcy złotych, mając świadomość, że osoba, która będzie Cię uczyć, dostała pracę w taki sposób?

Złota zasada dobrego zadania rekrutacyjnego

Wszyscy, których pytałem o opinie, byli zgodni co do jednego. Celem zadań rekrutacyjnych jest sprawdzenie u kandydata umiejętności: komunikowania się, szukania rozwiązań oraz poznanie jego sposobu myślenia. Błędem jest robienie zadania pod klucz i jedną idealną ścieżkę – chyba, że chcemy zatrudnić bezmyślnego klepacza kodu, który będzie tańczył, jak się mu zagra. Podkreślmy też w opisie zadania/mailu/podczas rozmowy, że przede wszystkim chcemy się poznać, a nie oceniać.

Osobiście uważam, że warto prosić kandydata o komentarz do swojego zadania. Można zapytać na przykład o:

  • Co byś zrobił(a) gdybyś miał(a) więcej czasu?
  • Co sprawiło Ci największą trudność i dlaczego?
  • Jaka była kolejność wykonywanych przez Ciebie kroków?

Istotne jest też to by będąc kandydatem – nie bać się zadawać pytania w trakcie jego wykonywania. W końcu rzadko kiedy w pracy dzieje się tak, że dostajemy wytyczne od A-Z i siadamy do zadania bez najmniejszej potrzeby dopytania o coś. Z perspektywy rekrutującego, doceniłbym takie dopytywanie.

Na zakończenie

W skrócie: tak, uważam, że zadania rekrutacyjne są hot. Sądzę jednak, że niewiele firm jeszcze potrafi je robić dobrze. Zawsze z ciekawością wypytuję o wrażenia z procesów rekrutacyjnych i właśnie zadań moich znajomych i jakbym miał strzelić jakąś statystyką na szybko, to 80% z nich nie uznałbym za dobrze przemyślane i skuteczne.

Myślę też, że wiele zadań może być ciekawym wyzwaniem, okazją do poznania nowych perspektyw, opinii, potencjalnych problemów jakie są rozwiązywane w innych firmach. A na koniec tak z ciekawości – zdarzyło się Wam kiedyś chodzić na rozmowy kwalifikacyjne tylko dla zabawy i sprawdzenia się?

A jeśli zastanawiacie się nad zmianą pracy, sprawdźcie tę listę rzeczy, które warto sprawdzić przed podjęciem decyzji o wejściu do nowej firmy.

Swoją pasję do z IT odkrył w czasach wczesnoszkolnych. Pierwsze kroki w zawodzie stawiał jeszcze w gimnazjum, pisząc do internetowych redakcji związanych z jego hobby. Dziś specjalizuje się we frontendzie. Dzieli się także swoją wiedzą tworząc serię kursów wideo dla wydawnictwa Helion. Jego hobby to sport, nauka oraz dietetyka..

Podobne artykuły