Najbardziej rozwijają wymagające projekty. Historia Sebastiana Janeczka

Sebastian wyjechał na studia do Wielkiej Brytanii i tam poznał podstawy programowania. Zainteresował się nim na tyle, że zaczął szukać pracy. Znalazł ją m.in. we Włoszech, a po latach spędzonych za granicą postanowił wrócić do Polski. Swoją ścieżkę kariery do dziś rozwija w Rybniku, w firmie fireup.pro, a największy boost w karierze dają mu ciekawe projekty. 

Opowiedz o kontekście wyjazdu na studia do Wielkiej Brytanii. Co Ciebie skłoniło do opuszczenia kraju?

Myślę, że nie było konkretnie jakiegoś powodu, który zmusił mnie do wyjazdu za granicę. Było to spowodowane bardziej splotem różnych wydarzeń i tego, że nadarzyła się możliwość wyjazdu bez dużych konsekwencji i wielkich niewiadomych. W tamtym czasie część mojej rodziny już mieszkała w Wielkiej Brytanii, więc po prostu skorzystałem z możliwości jaką miałem w tamtym czasie. 

Jak wówczas traktowano wyjazd za granicę? W miejscowości, z której pochodzisz to było coś wyjątkowego?

Jako coś dość normalnego. W szkole miałem osobę, która wyjechała do Irlandii kontynuować naukę i jeśli się nie mylę, to do dzisiaj tam mieszka. Było to coś normalnego i nic nadzwyczajnego. 

Jak przygotowywałeś się do wyjazdu?

Lubię planować, ale akurat ta decyzja była podjęta dość spontanicznie. Nie przygotowywałem się specjalnie do wyjazdu. Pewnego dnia po prostu zdecydowałem, że skorzystam i wyjadę. 

Jak wyglądały pierwsze dni, tygodnie i miesiące w Wielkiej Brytanii?

Początek był dosyć ciężki. Inny język i środowisko, inna mentalność ludzi, do tego ograniczona komunikacja ze światem, który zostawiłem w Polsce. Pamiętam jak mieszkając w pobliżu publicznej biblioteki chodziłem tam, żeby posiedzieć na komputerze, na którym wgrywałem gadu-gadu i tak utrzymywałem kontakt ze znajomymi z Polski. 

Kiedy złapałeś zajawkę na programowanie?

Jak miałem 13/14 lat to był taki czas, w którym sporo grałem, w ogóle cały przemysł komputerowy i internetowy mocno się rozwijał w tym okresie. Jak każdy dzieciak grałem ze znajomymi w gry internetowe. Założyliśmy własny klan, stworzyliśmy zespół, którego byłem liderem. Zająłem się tworzeniem strony, która promowała by nasz klan i tak zacząłem edytować gotowe templatki, stworzyć swoje pierwsze strony internetowe.  

Skąd czerpałeś wiedzę o projektowaniu stron – bo tak to się wtedy nazywało?

Najlepszym i najprostszym źródłem był internet, ale pamiętam też, że od czasu do czasu kupowałem czasopisma oraz książki związane z branżą.

Uczelnia wspierała Cię w rozwijaniu zainteresowań?

Tak, a wynika to z tego, że angielski system nauczania uniwersyteckiego jest inny niż polski. Dzięki rozmowom z polskimi studentami uczelni mam możliwość porównania tych systemów. Taką wielką różnicą jest fakt, że w UK szkolnictwo jest prywatne, co z kolei sprawia, że uniwersytety rywalizują między sobą o studentów, oferując ciekawsze i bardziej zróżnicowane programy itp. Nie ma tak, że program jest narzucony przez państwo. 

Studenci mają swobodę w wyborze takiej uczelni, w której program odpowiada im najbardziej. Mój program był programem Sandwich. Charakteryzuje się tym, że student, między 2. a 3. rokiem studiów, idzie na 12 miesięcy do pracy do firmy, przez co może nabierać rzeczywistego doświadczenia i w praktyce wykorzystywać to, czego się nauczył. 

Okres pracy jest też płatny, to taka prawdziwa praca. Uważam, że przez to, że program studiów przez cały czas ich trwania był bardzo otwarty i pozwalał studentowi na ukierunkowanie swojej kariery w dowolną stronę. Studia uczyły też pracy zespołowej, żeby być dobrze przygotowanym do pracy w zespole w przyszłej pracy. 

Pamiętasz projekt, który wówczas współtworzyłeś?

Uczestniczyli w nim studenci z różnych kierunków informatycznych. Musieliśmy sami zarządzać pracą w sprintach i dowozić zadania na demo. Co było niezwykle bardzo ważne, kadra profesorów i wykładowców była doświadczona, większość z nich pracowało jako deweloperzy w firmach IT. Duża wartością dla nas było to, że zawsze byli dostępni, żeby porozmawiać, doradzić. To były to dla mnie bardzo wartościowe studia, a dzięki szerokiemu wachlarzowi możliwości oferowanych przez uczelnię, mogłem swobodnie rozwijać swoje zainteresowania. 

Co wówczas podobało się Tobie w web developmencie?

Web development jest dynamicznym polem, ciągle się zmienia i fascynuje. To mi się właśnie w nim podoba, jest to ciekawa praca, która nigdy się nie nudzi.

W którym momencie postanowiłeś, że warto wyjechać za pracą do Włoch?

Po wyjeździe do UK już żaden wyjazd nie był dla mnie straszny. Więc pomyślałem, że wyjazd do Włoch to będzie okazja nauczyć się nie tylko czegoś zawodowego, ale też przeżyć nową przygodę, poznać inny kraj, kulturę i przede wszystkim zdobyć nowe doświadczenie życiowe. Pomyślałem, że podobnie jak z UK – nadarzyła się okazja to skorzystałem.

Jak przebiegał proces rekrutacji?

Proces rekrutacji był bardzo podobny do tego, który mamy na rynku. Były dwie rozmowy, pojawiły się pytania techniczne, zadanie, które trzeba było rozwiązać itd. 

Czego nauczyłeś się w European University Institute?

Największą nauką była sama praca w prawdziwym, międzynarodowym środowisku. Praca nie skupiała się tylko na aspektach wiedzy technicznej, ale też wiedzy na tym jak wygląda praca i kultura w firmie. Odpowiedzialność za zadania, które są powierzane pracownikom i wykonywanie ich w konkretnym czasie. Na tamtym etapie było to bardzo ważne doświadczenie, które dobrze mnie przygotowało do pierwszej pracy po studiach.

Dlaczego zmieniłeś miejsce pracy? Kiedy pierwszy raz pojawił się pomysł na powrót do kraju?

Na pomysł powrotu wpłynęły dwa czynniki. Po pierwsze fakt, że doszedłem do pewnego poziomu w firmie i czułem, że potrzebuję nowej stymulacji i rozwoju kariery. Po drugie to była chęć powrotu do kraju, którą od mojego pierwszego dnia w UK była obecna i nigdy nie zmalała. Traktowałem cały wyjazd do UK jako coś ciekawego, nową przygodę, doświadczenia, które pojawiły się, i z których skorzystałem żeby być tu gdzie jestem teraz.

Jakiej firmy szukałeś? Jakie cechy musiała posiadać?

Myślę, że nie miałem jakoś targetu na konkretną firmę czy jej cechy, dla mnie najważniejszy był możliwy rozwój w nowych technologiach i praca w ciekawych projektach. Z początku nie celowałem w ogóle w Rybnik i moje rodzinne miasto miało być chwilową przystanią, a finalnie celowałem w Kraków i Wrocław. Jednak jak rozglądałem się po ofertach nagle pojawiła się jedna jedyna oferta w Rybniku i moja wewnętrzna ciekawość skłoniła mnie, żeby złożyć CV i chociaż pójść na rozmowę. Wyszło tak, że fireup.pro spełnił moje oczekiwania i tak się zaczęła nasza współpraca już prawie pełne 3 lata temu i trwa do dzisiaj. 

Czym dzisiaj zajmujesz się w fireup.pro?

Lubię wyzwania, więc im bardziej wymagający projekt, tym lepiej. Aktualnie buduje portal informacyjny dla jednego z naszych klientów oraz tworzę bibliotekę komponentów dla nich. Mogę zdradzić, że w planach jest dużo ciekawych narzędzi wspomagających platformę i budowa mikro serwisów opartych o Node.js, więc jest ciekawie. Dodatkowo jestem odpowiedzialny za rekrutację front-endowców w fireup.pro oraz byłem prowadzącym dwóch edycji bootcampa React JS organizowany przez fireup.pro.

W jaki sposób rozwijasz swoje umiejętności? Dużo czasu poświęcasz po pracy na naukę?

Ważne jest, żeby być na bieżąco ze zmianami. Dlatego staram się czytać nowinki technologiczne lub artykuły innych ludzi z branży. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć, ile czasu na to poświęcam, ponieważ “to zależy” (jak to zwykli mawiać deweloperzy) od wielu czynników. Dodatkowo staram się regularnie uczestniczyć w konferencjach branżowych, takich jak meet.js summit, JS Poland lub innych tego typu wydarzeniach. 

Pamiętasz największe wyzwanie, jakiego się podjąłeś do dziś?

Największym wyzwaniem były moje pierwsze dni w fireup.pro. Zaraz po przyjściu dostałem się do projektu komercyjnego opartego na bibliotece React, a wtedy React był dla mnie stosunkowo mało znany. Lubię uczyć się nowych rzeczy, dlatego stwierdziłem, że i w tym przypadku dam sobie radę. Dodatkowo projekt był ciekawy, więc chętnie podjąłem się zadania. 

Myślisz, że z perspektywy pokierowałbyś swoją karierę inaczej?

Zawsze jest możliwość żeby zrobić coś lepiej. Dotyczy to naszych życiowych decyzji, jak i tego jak wykonujemy swoją pracę. Tamten etap uważam za zamknięty, to co było już minęło i teraz wolę skupiać się na tym co jest tu i teraz. Chcę patrzeć w przyszłość, bo na te rzeczy mam wpływ, choć trzeba także pamiętać o tym, co się przeżyło. To właśnie te doświadczenia sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy.

Co mogłoby przyspieszyć rozwój twojej kariery?

Nic tak dobrze nie rozwija człowieka jak wyzywający projekt i realne przypadki w praktyce. To właśnie dzięki praktyce najwięcej się uczę. Do tego rzetelny code review, dodatkowa świeża para oczu zawsze wychwyci błędy. Oczywiście do tego jeszcze dodatkowy czas dedykowany stricte na rozwój osobisty i eksperymenty w nowych technologiach. 

Komu polecasz właśnie tę ścieżkę kariery?

Osobom młodym bez rodziny choć nie jest to aspekt, który daną osobę jakoś totalnie dyskwalifikuje choć jest to zawsze decyzja trudniejsza, kiedy ma się już rodzinę. Osoby otwarte i odważne, które nie boją się nowych rzeczy i życiowego challenge’u. 

W jaką stronę zmierza frontend?

Kierunek rozwoju frontendu jest trudny do przewidzenia, ponieważ technologie frontendowe rozwijają się dużo szybciej niż backend. Zresztą widać to po rozwoju różnych stacków technologicznych na przestrzeni ostatnich lat. Coraz większe znaczenie będzie miał Node.js, czyli backend napisany w JavaScript. Patrząc na rynek coraz więcej firm zaczyna robić projekty używając Node.js jako backendu dla swoich mikroserwisów.

Jak wyobrażasz sobie idealną współpracę pomiędzy teamem frontendowym, a backendowym?

Istnieje taka? Oczywiście żartuję. Wszystko zależy od indywidualnych cech developerów i jak one współgrają ze sobą i jak każdego cechy dopełniają zespół jako całość. A budowanie zespołów to już zadanie dla liderów i menedżerów.


Sebastian Janeczek. Frontend developer w fireup.pro. Jego przygoda z programowaniem zaczęła się, kiedy studiował w Anglii. Na początku zaczynał od małych projektów, następnie poszerzał swoje umiejętności programistyczne. Wyjechał do Włoch, po czym wrócił do Polski, gdzie znalazł pracę, w której się spełnia. Przeprowadził się do Rybnika i jak sam mówi, niczego nie żałuje. Od 2016 roku pracuje jako frontend developer w software housie fireup.pro, gdzie oprócz międzynarodowych projektów bierze udział w rekrutacji nowych kandydatów.Ponadto, prowadził już II edycje frontendowego bootcampa.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
Polecamy
Nasza biblioteka uniforms ma ponad 200 tys. pobrań. Jak to osiągnęliśmy?