Praca w IT

Workation na Gozo. Jak zorganizowaliśmy dziewięciomiesięczny pobyt na Malcie

whirly po pracy na gozo

Rok 2020 zafundował nam życiowy i emocjonalny rollercoaster. W 2021 zmęczeni pandemią, dystansem społecznym, zamkniętymi granicami, a także tęskniący za pracą zespołową i spotkaniami integracyjnymi, zdecydowaliśmy się na workation. Wybierając jego lokalizację, postawiliśmy na Gozo, małą wysepkę na Morzu Śródziemnym należącą administracyjnie do Malty. 

Po wylądowaniu na Malcie można bez problemu dostać się tu promem. Kursują często (wielu mieszkańców Gozo codziennie podróżuje nimi do pracy na sąsiednią, większą wyspę), a sama przeprawa zajmuje mniej niż 30 minut.

Dlaczego wybraliśmy Gozo?

  • Dostępność – dobra siatka połączeń lotniczych między Maltą a Krakowem i Warszawą, czyli miastami, w których pracują nasze zespoły.
  • Pogoda przez cały rok – od około 15°C w najzimniejszych miesiącach roku ponad 30°C w porze wakacyjnej. Nawet po sezonie, w listopadzie, można cieszyć się przyjemną temperaturą pozwalającą na kąpiele w Morzu Śródziemnym. Oczywiście do tego słońce w pakiecie. Minimum 5h dziennie i to zimą!
  • Język – jednym z dwóch urzędowych języków na Malcie jest angielski. O ile w przypadku wyjazdów stricte wakacyjnych możemy pozwolić sobie na więcej improwizacji, o tyle w przypadku miejsca, w którym planujemy pracować, warto wybrać takie, w którym jesteśmy w stanie dość swobodnie porozumieć się bez tłumacza. W grę przecież mogą wchodzić bardziej ważkie tematy niż wybór dania w restauracji, na przykład te dotyczące działania Internetu w naszym domu czy inne drobne kwestie formalne.
zespół Whirly podczas pracy w Gozo

Na co zwrócić uwagę decydując się na workation?

Przede wszystkim, na to, czy wybrana przez nas lokalizacja pozwoli nam pracować w optymalny sposób. W Whirly pracujemy głównie z klientami zewnętrznymi. Duża liczba calli na Teamsach i godziny spędzane „w słuchawkach” to nasza codzienność. Potrzebowaliśmy więc miejsca, które „udźwignie” taki styl pracy – zapewni wystarczająco dużo przestrzeni dla pracy indywidualnej, a jednocześnie zaoferuje miejsce do spotkań zespołu. Mieszkanie, nawet duże, nie do końca spełniało te kryteria.

Postawiliśmy na dom wakacyjny, który w standardowych okolicznościach służył zakwaterowaniu 2-3 rodzin. Oprócz przestronnego salonu połączonego z jadalnią, w którym spotykaliśmy się na posiłkach, a także na meetupach, oferował 5 niezależnych pokoi. Wygodnie mogło pracować i mieszkać w nim 12 osób jednocześnie. Basen w ogrodzie był dodatkowym bonusem, na widok którego szeroko się uśmiechnęliśmy. Niektórzy z nas oczami wyobraźni od razu widzieli siebie pracujących przy nim na wygodnym leżaku. 

Biorąc pod uwagę koszty, wynajem długoterminowy zwykle okazuje się bardziej przystępny cenowo. Rezerwując dom wakacyjny na dłużej, możemy liczyć na lepszą ofertę niż wtedy, gdy wynajmujemy go tylko na kilka tygodni w szczycie sezonu. Nasza miejscówka na Gozo była dostępna dla pracowników od kwietnia do grudnia. Dzięki temu skorzystać z niej mogli praktycznie wszyscy chętni. Aby uniknąć niespodzianek w postaci braku wolnych pokoi w wybranym przez nas terminie, konsekwentnie czuwaliśmy nad aktualizowaniem grafiku pobytu. Można powiedzieć, że prowadziliśmy coś w rodzaju hotelowej książki meldunkowej. Takie rozwiązanie w zupełności nam wystarczyło, aby uniknąć kolizji noclegowych.

W przypadku lokalizacji, która ma służyć nie tylko jako miejsce wypoczynku, ale także nasze zdalne biuro, kluczową kwestią jest dostępność Internetu. Zachwycający bungalow pięć minut od plaży, ale pozbawiony szybkiego łącza, to gwarancja, że z naszego wyjazdu zapamiętamy głównie frustrację związaną z niemożnością wdzwonienia się na spotkanie czy uruchomienia programu w chmurze. Tak więc szybki Internet to pierwszy filtr, który powinniśmy ustawić w wyszukiwarce, gdy przeglądamy lokalizacje pod kątem workation.

I wreszcie – last but not least – klimatyzacja! Stała na straży naszej wydajności w godzinach pracy i dbała o nasz komfort w czasie przeznaczonym na wypoczynek. Jesteśmy pewni, że bez niej w maltańskim upale przegrzałyby się nie tylko nasze głowy, ale także nasze laptopy!

Bonusy: 

  • Samochód – Gozo nie jest dużą wyspą; zajmuje powierzchnię ośmiokrotnie mniejszą od Warszawy. Mimo jej niewielkich rozmiarów zdecydowanie jest tutaj sporo do zobaczenia.

Komunikacja miejska nie dociera wszędzie i mówiąc szczerze, siatka połączeń jest dość skromna. Dlatego dobrym pomysłem jest wynajęcie samochodu, który da nam więcej niezależności. Jeśli planujemy workation, warto rozejrzeć się za autem pojemniejszym niż Fiat 500. Dzięki takiemu rozwiązaniu mogliśmy np. wybrać się na plażę w większym składzie czy udać się autem na prom, aby spędzić popołudnie na wspólnym odkrywaniu uroków sąsiedniej Malty. Niewątpliwie miłą niespodzianką jest fakt, że parkingi tak na Malcie, jak i na Gozo, są wszędzie darmowe. Warto tylko pamiętać, że ruch na Malcie jest lewostronny! Na szczęście tubylcy, mimo że jeżdżą z nonszalancją typowych południowców, są wyrozumiali dla kierowców spoza wyspy.

  • Wakacje z bliskimi – drzwi naszego wakacyjnego domu były otwarte nie tylko dla pracowników, ale także ich bliskich, którzy – jeśli tylko mieli ochotę spędzić urlop na wyspie – mogli skorzystać z zakwaterowania.

Co można robić na Gozo?

Nazwa „workation” zobowiązuje. Tak więc po godzinach spędzonych w trybie „work” przełączaliśmy się w tryb „vacation”. Jednych przyciągała wielkowiekowa i wielokulturowa historia wyspy, której ślady można podziwiać w barokowych miasteczkach. Inni odkrywali południowy styl życia, którego można było doświadczyć w pełni, gdy słońce chowało się za horyzont. Część z nas postawiła na eksplorowanie 42-kilometrowego wybrzeża słynącego z przepięknych klifów i niespotykanych nigdzie indziej formacji skalnych, nad którymi górują wieże obronne wzniesione za czasów świetności Zakonu Maltańskiego.

To jednak nie wszystko, co Gozo ma do zaoferowania. Można tu również: 

  • Nurkować – wybrzeża wyspy to raj dla płetwonurków oraz miłośników podwodnego świata. Można tu złapać nurkowego bakcyla, po raz pierwszy zanurzając płetwy w wodach Morza Śródziemnego. Można także doskonalić swoje umiejętności i zdobywać kolejne uprawnienia. Na Malcie działa Polskie Centrum Nurkowe, więc początkujący nurkowie mają możliwość odbycia kursu z polskojęzycznymi instruktorami.
  • Zwiedzać wyspę od strony morza i od strony lądu – swój sposób na poznanie maltańskiej przyrody i zabytków znajdą tu zarówno wielbiciele morskiej bryzy, jak i fani offroadu. Ci pierwsi mają do dyspozycji wypożyczalnie motorówek, ci drudzy – quadów i jeepów. Korzystaliśmy z obu opcji i trudno nam zdecydować, która dostarczyła nam więcej wrażeń. Jednego jesteśmy pewni: na taką alternatywną wycieczkę warto wybrać się zespołowo!
  • Uczyć się języka angielskiego – dzięki wpływom brytyjskim, angielski jest na Malcie drugim językiem urzędowym. Większość Maltańczyków jest dwujęzycznych, więc okazji do używania angielskiego jest mnóstwo. Nie tylko w szkole językowej (a jest ich tu sporo), ale także poza nią, co jak wiadomo jest najlepszym i najszybszym sposobem na naukę.

Podsumowanie

Workation na Gozo było swego rodzaju eksperymentem. Gdy po zakończeniu pierwszego lockdownu inne firmy dopiero przyglądały się możliwości połączenia pracy z wypoczynkiem, my już dopinaliśmy umowę najmu domu wakacyjnego i odkurzaliśmy walizki. Dziś, z perspektywy czasu, uważamy, że ta decyzja była trafiona. Opcja workation sprawdziła się nam na tyle, że powrót na Gozo wciąż chodzi nam po głowie.

gozo na malcie

Jeśli dopiero planujecie swoje pierwsze „pracowakacje”, dzielimy się z Wami kilkoma refleksjami:

  • Wspólna decyzja – może się okazać, że pracownicy z większym entuzjazmem podejdą do perspektywy workation z Gdyni niż z Gozo. Odległość i sposób dotarcia na miejsce, język, a także atrakcje dostępne „po godzinach” to kluczowe kwestie wpływająca na wybór miejsca. Taka decyzja powinna zapaść demokratycznie.
  • Ustalone zasady – workation to regularna praca, tyle że wykonywana w podróży: za granicą, nad morzem czy w kurorcie wypoczynkowym. I choćby nie wiem jak kusiła nas bliskość plaży, zobowiązujemy się realizować swoje zadania tak samo efektywnie, terminowo i w tych samych godzinach, jak w przypadku pracy z biura. Tych zasad się trzymamy.
  • Okazja do teambuildingu – w rzeczywistości pracy zdalnej czas, który spędzamy razem, jest bardzo cenny. W przypadku zespołów rozproszonych wspólne wyjazdy na workation to świetna alternatywa dla tradycyjnych spotkań integracyjnych, dająca okazję do budowania więzi ze sobą i z firmą. Warto ją wykorzystać!

Delivery Lead w Whirly

Z Whirly związany od samego początku, czyli od 2017 roku. Zaczynał jako Team Leader, a dziś koordynuje pracę 15-osobowego zespołu, który projektuje dla klientów aplikacje oparte na architekturze mikroserwisowej w stacku technologicznym Java. Intensywnie pracuje także nad własnym produktem, umożliwiającym interaktywną obsługę klienta w kilku kanałach. O work-life balance dba w górach, które pokonuje na rowerze MTB, nartach albo z plecakiem. Na równinach jest fanem squasha i długich spacerów z psem.

Podobne artykuły