radek kozieł livechat

W firmie produktowej mam poczucie większej sprawczości. Wywiad z Radkiem Koziełem

– Pracując przy produkcie mogę pozwolić sobie na coś, co bardzo lubię — długoterminowe planowanie. Jestem osobą, która musi dziesięć razy zastanowić się, zanim wykona większy ruch i zawsze musi być przygotowana na to co nadejdzie – powiedział nam Radek Kozieł, Senior Web Developer w LiveChat, z którym rozmawialiśmy m.in. o różnicach pracy między software housem a startupem.

Swoją przygodę w IT rozpocząłeś od pracy w startupie Nozbe. Startup to dobra szkoła życia?

„Zdania są podzielone”. W moim przypadku, praca w startupie była pierwszą poważniejszą pracą jeszcze przed końcem studiów, więc nieszczególnie odczułem tę „wyjątkowość startupowej pracy”. Wcześniej miałem to szczęście, że pracowałem wyłącznie ze znajomymi albo z ludźmi, których dobrze znałem i nie odczuwałem szczególnej presji. Przejście do Nozbe, gdzie panowała luźna atmosfera było czymś bardzo naturalnym dla mnie. Szkoła życia w tym wypadku toczyła się równolegle do mojej pracy, bowiem był to dokładnie moment, w którym zaczynałem życie na własny rachunek.

Nie wiem jak to działa w innych startupach, ale w Nozbe mieliśmy wówczas taki luksus, że obowiązywały nas wyłącznie te zasady, które sami przyjęliśmy. Uważaliśmy, że spotkania bardziej przeszkadzają niż pomagają? Proszę bardzo — usuwaliśmy niepotrzebne spotkania z kalendarza. Potrzebowaliśmy nowego sprzętu? Proszę bardzo, kupowaliśmy. Czy Wigilia powinna być wolna od pracy, bo powinniśmy skupić się na rodzinie? Oczywiście, że tak — mieliśmy wolne, itd. itp. Do tego płaska struktura i bliskie relacje z Michałem (CEO) powodowały, że każdy miał wpływ na wszystko do czego się zobowiązał. Powiedziałbym, że „szkoła życia” zaczęła się dopiero, kiedy po 8 latach zdecydowałem się odejść z Nozbe…

Za chwilę porozmawiamy o Twoim odejściu, ale zatrzymajmy się jeszcze na chwilę. Czego nauczyłeś się w pracy właśnie w Nozbe?

Z racji tego, że Nozbe była moją pierwszą pracą w branży IT, uczyłem się wszystkiego po trochu. Był to też na szczęście okres, w którym tzw. „Web 2.0” nabierało rozpędu i powstawało wiele interesujących serwisów, narzędzi i technologii. Pod kątem umiejętności twardych w Nozbe przechodziłem przez wiele ciekawych etapów w karierze: zaczynałem jako grafik-projektant, następnie doszło do tego pisanie HTML i CSSów dla widoków aplikacji, byłem kimś w rodzaju Chief Designera, a gdzieś pod koniec zdecydowałem, że to jest już ten czas, żeby poważniej myśleć o „pełnoprawnym” front-endzie i w ogóle programowaniu. Miałem to szczęście, że mogłem pracować z naprawdę fajnymi technicznymi liderami: Krzysztofem Lendą i Marcinem Dziewulskim, dzięki którym sporo się nauczyłem i którzy pomagali mi stawiać pierwsze kroki w programowaniu.

Drugim bardzo istotnym elementem, który mnie ukształtował był format pracy Nozbe. Nozbe od zawsze była firmą remote first, co dla kogoś, kto dopiero kończył studia było rewelacją. Na samym początku przychodziłem po studiach i „dziennej pracy w biurze” do domu i siadałem do Nozbe. Po pół roku przeszedłem do Nozbe full-time i praca zdalna stała się dla mnie normalnością. Przez te wszystkie lata wydaje mi się, że próbowaliśmy wielu ciekawych rzeczy i to na pewno mnie mocno ukształtowało. Sposób w jaki myślę o komunikacji w firmie i organizacji pracy zespołu. Dzięki temu stałem się dużo bardziej odpowiedzialny, zdyscyplinowany i samodzielny. Dokładnie wiem, co i kiedy mogę zrobić, aby osiągnąć najlepszy efekt.

Jedyne czego potrzebuję to dobrze opisana specyfikacja pracy/zadania i resztę biorę na siebie. To niestety ma też swoje negatywne konsekwencje, bo teraz ciężko odnaleźć mi się w środowiskach, w których o każdą drobnostkę trzeba „wskakiwać na calla” i uprawiać calendar tetris kosztem czasu faktycznej pracy przy projektach… Jestem już nieco bardziej otwarty na tego typu żonglerkę, ale nadal nie przestawiłem się w 100%.

ZOBACZ TEŻ:  W firmie produktowej mamy realny wpływ na produkt, nie tylko na jego kod i design

Trzecią nauką przy pracy w małym startupie typu SaaS było obserwowanie reakcji użytkowników na wprowadzone zmiany — czy to, co wprowadziliśmy faktycznie usprawnia ich pracę, czy aby na pewno we właściwy sposób rozwiązaliśmy dany problem, czy może wręcz przeciwnie — pogłębiliśmy go, itd. Praca w startupie, gdzie tylko od naszej ciężkiej pracy zależy czy będziemy mieli na nasze pensje jest bardzo satysfakcjonująca i zarazem wymagająca, a odczuwalna bliskość z użytkownikami staje się dodatkowym motywatorem.

Czwartą rzeczą byłoby — „the fewer, the merrier”. Należę do osób, które potrzebują bezpośredniego kontaktu i feedbacku. Takiego, który nie przeleżakował wiele miesięcy gdzieś w otchłaniach korporacyjnego świata. Takiego, na który mogę bezpośrednio zareagować i komuś doraźnie pomóc — czy to użytkownikowi, czy komuś z zespołu. I to samo w drugą stronę — jeśli z czymś utknę, chciałbym aby zawsze znalazł się ktoś, kto pozwoli mi się szybko odblokować. Nawet jeśli upiększam teraz wiele rzeczy, to mimo wszystko praca w startupie wydaje się być dla mnie tym, czego ostatecznie potrzebuję. Praca w wielkich strukturach nie jest dla mnie. Zdecydowanie wolę garażowy styl pracy.

Co sprawiło, że podjąłeś decyzję o zmianie pracy?

Przede wszystkich chciałem pokierować swoją „karierę” na inne tory. Chciałem spróbować sił jako programista frontendowy i wiedziałem, że jeśli chcę to zrobić na serio to muszę zacząć od nowa… Szczególnie po 8 latach w jednym miejscu, gdzie jednak wszyscy mieli wobec mojej pozycji w firmie inne oczekiwania. Czułem, że to już czas zobaczyć, jak jest „poza” Nozbe. I można powiedzieć, że tutaj dopiero zaczęła się delikatna szkoła życia, ale bardzo się z tego cieszę — bo to właśnie wtedy (rzucony na głęboką wodę) najwięcej się nauczyłem i poszerzyłem horyzonty. Teraz patrzę na rok 2019 jak na prawdziwy „twardy reset”. Był niezwykle wymagający i wiele w tym czasie się u mnie zmieniło, więc zmiana pracy bardzo się wpasowała w ten schemat.

Jak dalej kierowałeś swoją ścieżką kariery? Co wpływało na kolejne zmiany pracodawców?

Od 2019 trzy razy zmieniałem firmy i w CV może nie wygląda to zbyt ciekawie, ale dla mnie to niezwykle ważny i potrzebny etap. Z jednej strony wiedziałem dokładnie czego chcę, ale z drugiej ciągle szukałem „nowego siebie”. Miałem to szczęście, że z każdą zmianą pracy wynosiłem dużo dobrego doświadczenia i wspomnień. Zabrzmi to ckliwie, ale każda firma z którą współpracowałem później miała w sobie coś wyjątkowego z czym wcześniej nie miałem do czynienia. I bardzo ciekawe jest to, że po decyzji o odejściu z Nozbe miałem trochę czasu, żeby przeszukać ogłoszenia i zobaczyć jak właściwie wygląda rynek pracy, bo nie miałem zielonego pojęcia. Do tego dochodził fakt, że nie wiedziałem nawet czego spodziewać się na rozmowie rekrutacyjnej itd.

Podczas poszukiwań nowego miejsca dla siebie trafiłem na ofertę CKSource, która była napisana w tak przyjemny sposób, że od razu zachciałem tam pracować. Do tego była to typowo programistyczna praca w „czystym” JavaScripcie przy niezwykle wymagającym i skomplikowanym produkcie (CKEditor 5). Bardzo chciałem spróbować swoich sił i jakimś cudem się dostałem. Moja przygoda z CKSource trwała 10 miesięcy i pomimo, że wydaje mi się, że to właśnie wtedy najbardziej się podciągnąłem w programowaniu, to jednak się nie sprawdziłem i nadal nie był to poziom, którego ode mnie oczekiwano. W pełni rozumiem tę decyzję i absolutnie nie czuję żadnego żalu. Bardzo ciepło to wszystko wspominam i cieszę się, że miałem okazję pracować w tak fajnym miejscu i przede wszystkim z tak fajnymi ludźmi.

Kolejną ofertę przyjąłem z Bejamas. W Bejamas wróciłem do znanych mi rzeczy, ale poznałem też zupełnie nowe — mocniej zagłębiając się w Jamstack. Bejamas to firma remote first, więc w takim środowisku czułem się jak ryba w wodzie. Komunikacja asynchroniczna, brak biura, do którego trzeba chodzić tylko po to, żeby chodzić. Znowu miałem szczęście do świetnych i utalentowanych ludzi. To co było dla mnie nowe w Bejamas to praca w klientami, czego wcześniej nie robiłem na taką skalę. Pamiętam, że z Agatą (Head of HR & People Operations) przepisaliśmy wiele maili upewniając się, że to jest na pewno to, czego chcę. I jakoś po paru miesiącach sam doszedłem do wniosku, że jednak praca przy produkcie to to, co mnie interesuje najbardziej, więc postanowiłem odejść. Niemniej bardzo się cieszę, że mogłem być częścią Bejamas, którym zresztą cały czas mocno kibicuję i obserwuję do dzisiaj.

Obecnie jestem Web developerem w LiveChat.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Alternatywa dla JMeter, czyli testowanie wydajności z Locust. Cz.1