szwecja-programowanie

Szwecja to wielki hub startupów technologicznych. Historia Piotra Gołąb

Piotr wraz z dziewczyną postanowił wyjechać do Szwecji, by zdobyć kolejne doświadczenia w branży IT. Wytypował więc cztery firmy, które spełniają jego oczekiwania i przeszedł wszystkie etapy procesu rekrutacyjnego. Wybrał tę, która cechowała się m.in. transparentnością zarządzania pracownikami.

Jak wygląda rynek IT w Szwecji? Dla kogo to idealne miejsce? O tym dowiecie się z naszej rozmowy z Piotrem.

W 2017 roku wraz z dziewczyną przeniosłeś się do Szwecji. Opowiedz o okolicznościach wyjazdu.

Mieliśmy wtedy po 30 i 27 lat i pracowaliśmy w dwóch firmach IT – ja w małym software-housie, ona w trochę większej firmie. Mieszkaliśmy na kocią łapę na warszawskiej Woli i w zasadzie nie wiodło nam się źle, ale byliśmy wtedy na etapie pewnego przesilenia w kwestii pracy. Oboje szukaliśmy ciekawszego zajęcia i przez dłuższy czas nie mogliśmy znaleźć niczego ciekawego. W przypadku mojej dziewczyny – kobiety programistki – problemem był nierówny sposób traktowania jej w stosunku do innych pracowników płci męskiej. Po ujawnieniu pensji okazało się, że mimo dłuższego stażu i większego doświadczenia, zarabiała mniej. Ale nie powiedziałbym, że to było głównym motorem zmiany, na którą się zdecydowaliśmy.

Co zatem było tym powodem do zmiany?

To, co nas wtedy skłoniło do decyzji o wyjeździe była chęć przygody i zobaczenia jak się żyje w innym miejscu. Czas był na tyle szczególny, że nic nas nie trzymało w kraju – ani finansowo, ani rodzinnie – i mogliśmy sobie pozwolić na eksperyment. Decyzję podjęliśmy dość spontanicznie, zanim jeszcze ustaliliśmy, w którym kierunku jedziemy. Wiedzieliśmy, że powinien to być jakiś kraj o chłodniejszym klimacie z liberalną demokracją i początkowo wiązaliśmy nasze nadzieje z Kanadą, ale okazało się, że istnieje dużo przeszkód biurokratycznych, nie wspominając o konieczności zgromadzenia sporej ilości gotówki, żeby ubiegać się o pozwolenie na pracę. Nie dostaliśmy też oszałamiająco dużo odpowiedzi od kanadyjskich firm, więc zaczęliśmy zastanawiać się nad bliższym krajem. 

Tak się złożyło, że moja dziewczyna miała okazję pospacerować przez kilka godzin po Sztokholmie, kiedy jej statek zatrzymał się w tamtejszym porcie. Miasto zrobiło na nas pozytywne wrażenie, szczególnie pod względem obecności w mieście natury, w tym prawdziwych skał, a należy dodać, że oboje jesteśmy miłośnikami wspinaczki. Szwecja spełniała również nasze bardziej pragmatyczne kryteria kraju stabilnego, pozbawionego dużych nierówności społecznych, rozwiniętego technologicznie i przychylnie nastawionego do przyjezdnych. Była również członkiem Unii Europejskiej, co gwarantowało niewątpliwe przywileje prawne.

Przed wyjazdem określiliście, co chcecie osiągnąć podczas wyjazdu. Ile punktów z listy udało się “odhaczyć”?

Nasza lista wyglądała mniej więcej tak:

1. Bardziej egalitarnej organizacji w firmie niż w Polsce

Bywają wyjątki, ale jak dotąd w Szwecji większość firm, z którymi mieliśmy do czynienia stawiała na transparentność zarządzania i równe traktowanie pracowników.

2. Pracy w języku angielskim

To standard w IT w Szwecji (a przynajmniej w Sztokholmie), choćby dlatego, że duży odsetek pracowników pochodzi z innych krajów.

3. Równego traktowania kobiet w IT

Sztokholmskie firmy z reguły działają proaktywnie w kwestii wyrównywania różnic płci i często stosują strategię zatrudniania kobiet, aby poprawić statystykę płci. To nie jest jednak regułą w przypadku firm spoza większych miast, w których często dominują jednak biali mężczyźni w średnim wieku.

4. Prawdziwej emerytury w przyszłości

Umowa o pracę to podstawowa forma zatrudnienia, nie ma tu „śmieciówek” w żadnej formie.

5. Lepszych warunków życia (czystszego powietrza, ścieżek rowerowych, etc.)

Zdecydowanie się to udało. Powietrze w Sztokholmie jest niebywale czyste a w kwestii ścieżek rowerowych powiem tylko, że do pracy mam 6 kilometrów i tylko jedno skrzyżowanie ze światłami na całej trasie – resztę pokonuję bez zatrzymania.

6. Czegoś, co byłoby trudne i satysfakcjonujące

Zmuszam się do pracowania nad zagadnieniami, które są dla mnie nowe i stanowią wyzwanie, ale podejrzewam, że w obu krajach miałbym podobne możliwości w tej kwestii.

7. Miały być kamienie i morze

Kamieni i skał jest mnóstwo! Ten kraj ma zdecydowanie solidne podstawy. Z morzem jest trochę trudniej, bo niby Sztokholm to port na Bałtyku, ale prawdziwego morza z niego nie zobaczysz z uwagi na rozległy „Archipelag” wysp. Zbiorniki wodne w mieście są zresztą wypełnione z reguły wodą słodką.

Uważasz, że żadnego z powyższych punktów nie dało się zrealizować w Polsce?

Myślę, że można by zrealizować większość z tych punktów, poza czystością środowiska (nie jestem pewien czy rząd robi w tej kwestii wystarczająco dużo) i oczywiście skałami, bo w większości polskich miast ich niestety nie ma.

Polska idzie w pozytywnym kierunku w kwestii równości traktowania pracowników i wydaje mi się, że moglibyśmy znaleźć sobie miejsce do pracy, w którym czulibyśmy się dobrze. Mój ostatni pracodawca w Polsce był pod tym względem bardzo progresywny i w zasadzie mieliśmy parytet płci w zespołach technicznych, aczkolwiek nie było to żadne planowe działanie. Firma zatrudniała wedle kompetencji i tak się złożyło, że mieliśmy akurat sporo zdolnych programistek.

W kwestiach emerytalnych mogę powiedzieć tyle, że pracodawca mojej partnerki zaproponował jej umowę „mix”, tj. umowa o pracę na minimalną krajową + umowa zlecenie na resztę sumy. Per saldo zarabiała ode mnie więcej, ale składki emerytalne płaciła minimalne. Jeśli pracujesz tak przez dłuższy czas i nie inwestujesz samodzielnie w coś, co przyniesie zyski za 20-30 lat, to Twoja emerytura będzie niska. Oczywiście sprytniejsi sobie poradzą, np. lokując oszczędności w nieruchomościach, ale mnie nieszczególnie podobała się taka strategia rezygnowania przez państwo z odpowiedzialności za dochody obywateli na starość. W moim przekonaniu emerytura powinna być narzędziem do zrównywania poziomu zamożności, w imię zasady, że kraju o niewielkich nierównościach żyje się lepiej.

szwecja-programowanie

Za wyjazdem przemawiał argument ciekawości kraju czy lepszego rozwoju Ciebie jako programisty?

Bardziej ciekawił mnie chyba kraj. Polska jest krajem bardzo prężnym pod względem wielkości rynku IT i nie miałem wrażenia, żeby moje ambicje były w tej kwestii ograniczane. Technologicznie nie widzę dużej różnicy między tymi krajami – w obu są dynamiczne firmy zapatrzone w metodologię FAANG, w obu są nieruchawe państwowe molochy albo zapóźnione o 20 lat banki, które nadal używają COBOLa. Firmy są podobne, różni się natomiast środowisko, kultura i społeczeństwo.

Jakie były wady wyjazdu?

Gdybym chciał zabrzmieć taktownie, powiedziałbym, że rozłąka z przyjaciółmi i rodziną, ale prawdę mówiąc od dłuższego czasu przywykłem do utrzymywania codziennego kontaktu online i okazjonalnych wizyt osobiście. Szwecja tego nie zmieniła, poza tym ze Sztokholmu do Warszawy leci się półtorej godziny i nie płaci się za bilet fortuny biorąc pod uwagę zarobki w IT.

Zdecydowanie brakuje mi wspinania się na warszawskich ściankach wspinaczkowych i jazdy wyczynowej na rowerze w moich ulubionych miejscówkach. Te dwa rodzaje sportu wiązały się dla mnie z dostępem do wyjątkowych społeczności i pod tym względem Szwecja – jako mniejszy kraj – ma uboższą ofertę.

Jak od strony formalnej wyglądały Twoje przygotowania?

Prawdę mówiąc nie przygotowywaliśmy się jakoś szczególnie do wyjazdu pod tym względem. Przeczytaliśmy na stronie internetowej Skatteverket (urzędu podatkowego), co trzeba zrobić po przyjeździe i w jakim terminie, ale to było właściwie tyle. Dla pewności przetłumaczyłem sobie dokumenty medyczne, ale okazało się to w zasadzie zbędne.

Pracę w Szwecji znalazłeś jeszcze przed wyjazdem. Jak wyglądała rozmowa rekrutacyjna?

Wytypowaliśmy sobie z moją partnerką po cztery firmy IT, które nas interesowały i przeszliśmy przez większość etapów rekrutacji, żeby móc wybrać najlepszą z nich. Procedura była w większości podobna – na początku rozmowa zapoznawcza, później zadanie rekrutacyjne, rozmowa techniczna i negocjacja warunków. Większość firm nastawała się na osobistą wizytę w Sztokholmie, ale nie wszystkie były skłonne zapłacić za lot, a my nie byliśmy gotowi na taką inwestycję. Udało mi się na szczęście wynegocjować w pełni zdalną rozmowę rekrutacyjną w firmie o nazwie Fyndiq – platformie, na której kupcy wystawiają swoje produkty na rynek nordycki.

Rozmowa techniczna to było spotkanie z dwoma członkami zespołu (obojgiem pochodzącym spoza Szwecji) i pair programming przy rozwiązywaniu bardzo praktycznego problemu agregacji danych zamówień w Django ORM. Bardzo spodobało mi się to podejście, bo dzięki temu mogliśmy się lepiej poznać i zobaczyć jak nam się razem pracuje. Czułem, że nie ma presji na pełne rozwiązanie problemu i że to, co się naprawdę liczy to gra zespołowa, to znaczy słuchanie siebie nawzajem i jasne wyrażanie myśli. Jeśli czegoś nie wiesz, to jest w porządku, powinieneś jednak potrafić zadać odpowiednie pytanie i wyciągnąć wnioski. Podobała mi się taka forma rekrutacji i zespołowi chyba też, ponieważ dostałem pozytywny feedback.

Pamiętasz o co pytałeś pracodawcę podczas rekrutacji?

Na tamtym etapie interesowały mnie przede wszystkim standardy kodu, to znaczy czy i jak praktykuje się tam code review, jaki jest stosunek deweloperów do testów jednostkowych, jak wygląda i jak sprawdza się ich architektura. Chciałem też wiedzieć jak wyglądają typowe zadania i z czym najczęściej są problemy w firmie, bo zawsze dobrze jest pozwolić ludziom trochę ponarzekać, żeby przekonać się jak wygląda prawdziwe życie w firmie. Jak się okazuje, w Szwecji się raczej mało narzeka, co mnie zdumiewa nawet teraz. W końcu pytałem o życie w Sztokholmie, tj. cenę przykładowego obiadu (100 koron, czyli około 50 zł), ceny wynajmu mieszkań i w ogólności w której dzielnicy warto się osiedlić, bo na początku wszystkie miejsca na mapie wyglądały dla nas podobnie.

praca w it

W jaki sposób przyszły pracodawca pomógł w relokacji?

W Sztokholmie rynek mieszkaniowy jest silnie regulowany. Podnajem własnego mieszkania jest niemożliwy bez uzyskania pozwolenia, a jeśli już, to na krótki okres. W konsekwencji trudno jest znaleźć mieszkanie do wynajęcia bez pomocy z zewnątrz i absolutną normą jest przeprowadzanie się co pół roku albo rok. Moja firma zaproponowała nam pomoc w znalezieniu mieszkania i wynajem na czas nieokreślony (!) dopóki jestem w niej zatrudniony. 

To było prawdziwe złoto, bo dzięki temu zostały nam zaoferowane mieszkania do wynajęcia od zaraz (może trochę droższe niż na rynku, ale w granicach rozsądku) i mogliśmy mieszkać bez ograniczeń w jednym miejscu, co jest domeną tylko osób, które mają mieszkania na własność.

W Szwecji mieszkasz i pracujesz od trzech lat. Jak z perspektywy czasu oceniasz swój pobyt?

Uważam, że decyzja o wyjeździe była dobra. Mogę sobie wyobrazić siebie w dwóch wersjach osoby:

  • Wersji, która nadal pracuje w polskim środowisku IT i zmienia firmy co jakiś czas, ale pozostaje jednak w tym samym kręgu kulturowym (które nawiasem mówiąc nie jest złe, ale ma swoje cechy charakterystyczne).
  • Wersji, która wyszła poza znane ramy i wystawiła się na zupełnie nowe wpływy i część z nich zasymilowała. Mogę na przykład powiedzieć, że jestem teraz znacznie uprzejmiejszą osobą, bo wszyscy w Szwecji są wręcz nadmiernie uprzejmi, niezależnie co sobie naprawdę myślą. W Polsce ludzie są chyba bardziej skłonni do wyrażania swoich prawdziwych emocji, co ma swoje dobre i złe strony. Czuję, że teraz jestem w stanie spojrzeć na obie te kultury z szerszej perspektywy i to mnie niewątpliwie wzbogaciło jako człowieka.

Jak wygląda tamtejszy rynek IT?

Jest niewątpliwie dynamiczny. Wiąże się z obecnością wyjątkowej ilości start-upów w Sztokholmie, który jest wielkim hubem technologicznym. Firmy IT powstają i znikają w mgnieniu oka. Czasem osiągają sukces i wyrastają na korporacje, ale zwykle bankrutują, co jednak nie przeszkadza ich założycielom próbować z innymi biznesami. Kiedy szukaliśmy tu pracy podjęliśmy decyzję o wyborze firm, z których jedna będzie większa i stabilniejsza a druga może być start-upem z jakimś ciekawym pomysłem. Należy wspomnieć, że w Szwecji istnieje prawo, które pozwala pracownikowi wziąć sześciomiesięczny bezpłatny urlop na założenie własnej działalności gospodarczej i żaden pracodawca nie może odmówić pracownikowi takiego urlopu. Z tego co wiem, wiele osób korzysta z tego przywileju, co dość dobrze wyjaśnia ilość małych firm w tym kraju.

W jaki sposób zazwyczaj Szwedzi szukają pracy w branży?

Z reguły w internecie na Linkedin’ie, Glassdoor’rze albo innych dużych portalach. Co ciekawe, szwedzki urząd pracy, Arbetsförmedlingen, jest miejscem, w którym obowiązkowo muszą znaleźć się wszystkie oferty pracy, więc istotne jest, żeby sprawdzić i tam. Dlaczego jest to takie ważne? Otóż istnieje taka instytucja jak „a-kassa”, która zapewnia ubezpieczenie od utraty pracy, tj. w przypadku bezrobocia a-kassa będzie wypłacała Ci 80% pensji przez okres 12 miesięcy, pod warunkiem jednak, że Twoja oferta pracy została zgłoszona do Arbetsförmedlingen. Warto przypilnować takich szczegółów!

W jaki sposób społeczność dzieli się wiedzą?

Przed wybuchem pandemii normą było wyjeżdżanie na meetup’y i konferencje IT, na których można było spotkać ciekawych ludzi. Sam miałem okazję uczestniczyć w PyCon Sweden, tj. konwencji poświęconej Pythonowi w Szwecji, na której organizowałem konkurs na hackowanie gry. To nie jest duży kraj, ludzie z różnych środowisk często znają się osobiście, więc idee przepływają dość swobodnie i często w różnych miejscach jednocześnie wybuchają mody na różne technologie: Kafka i event sourcing, Kubernetes, etc.

szwecja-programowanie

Jak Szwecja zareagowała na pandemię koronawirusa?

Zareagowała zupełnie inaczej niż wszystkie inne kraje, w tym również sąsiednie kraje nordyckie. Nie było u nas nigdy lockdownu narzuconego odgórnie, przez co na przykład w kwietniu, podczas największego nasilenia pandemii można było sobie pójść do siłowni i ćwiczyć z innymi ludźmi. Nie znaczy to jednak, że Szwecja była pasywna pod względem walki z wirusem, jak to można przeczytać w mediach zagranicznych. Rzecz w tym, że Folkhälsomyndiheten (odpowiednik ministerstwa zdrowia) wydała zalecenia, którym większość społeczeństwa podporządkowała się z własnej woli, na przykład unikanie zgromadzeń i odwiedzin osób starszych. 

Ja i moja partnerka byliśmy początkowo zszokowani, że były to tylko zalecenia, a nie rozporządzenia, ale zrozumieliśmy, że Szwedzi ufają swoim instytucjom na tyle, żeby nie było konieczności wprowadzania kar w takich kwestiach. Nie dotyczyło to jednak w takim samym stopniu imigrantów i w tamtej grupie zakażeń było więcej. 

To co jest jeszcze uderzające w szwedzkiej reakcji na nowego koronawirusa to fakt nieobecności polityków. Premier wystąpił z odezwą tylko raz, poza tym cała komunikacja państwa ze społeczeństwem odbywała się przez naczelnego epidemiologa kraju (którego strategia budzi w społeczeństwie zarówno entuzjazm, jak i powątpiewanie i który wbrew swojej woli stał się swego rodzaju celebrytą). Jak Szwecja wyjdzie z pandemii i czy decyzja o braku lockdownu zapobiegnie drugiej fali zakażeń dowiemy się dopiero za kilka, kilkanaście miesięcy.

Rozważasz powrót do kraju?  

Raczej nie, o ile nie wygoni nas jakaś katastrofa naturalna albo wojna a tego nie sposób przewidzieć na dłuższą metę. Jeśli mam być szczery, to kulturowo wcale nie oddaliłem się jeszcze bardzo od Polski, bo nadal słucham polskiego radia (TokFM) i czytam polską literaturę. Być może są ludzie, którzy uważają taki wyjazd za rodzaj niewdzięczności względem kraju ojczystego, bo przecież odebrałem tam darmową edukację, która pozwoliła mi zacząć samodzielne życie. Ja to wyjaśniłem sobie w ten sposób, że tak naprawdę nigdzie nie wyjechałem, bo podatki płacę nadal w Unii Europejskiej i trafiają one do wspólnej puli.

Jakie masz plany na siebie jako programistę? Co chciałbyś robić za pięć lat?

Zawsze marzyłem, żeby pracować w organizacji, która realizuje ważną misję społeczną i do tego jest motorem postępu, niekoniecznie tylko technologicznego. Takim przedsięwzięciem jest Fundacja Mozilla, która aktywnie działa na rzecz poprawy standardów w Internecie i co więcej rozwija Rust’a, czyli języka programowania zupełnie nowego rodzaju. Jeszcze nie udało mi się zrealizować tego marzenia, ale wyobrażam sobie, że jest to cel, który będę w stanie osiągnąć, jeśli będę poznawał nowe paradygmaty w programowaniu (na przykład funkcyjny) i nadal się uczył Computer Science. Nie jestem jednak bezwarunkowo zafiksowany na tym celu, bo moim zdaniem ważniejsze jest, żeby mieć otwartą głowę i być osobą, z którą sam bym chętnie pracował w zespole.


Piotr Gołąb. Software Engineer, pracuje w szwedzkiej firmie Klarna, zajmującej się płatnościami i bankowością. Ukończył Historię na Uniwersytecie Warszawskim, ale już w trakcie studiów stwierdził, że ma większą smykałkę do programowania, a do historii wróci na starość. Zachęcony spokojem skandynawskiej przyrody przeniósł się razem partnerką do Szwecji, gdzie jeździ na rowerze, wspina się i często podróżuje z plecakiem i namiotem.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Od „informatyka” do CEO firmy w Teksasie. Historia Damiana Nowaka