Michalina Macek

Rzuciła podróże, by pracować w IT. Wywiad z Michaliną Macek ze State Street Bank

Była m.in. w Ukrainie, Grecji, Indonezji, Nowej Zelandii. Gdy poczuła, że ma dość nomadycznego stylu życia, wróciła do Polski i tu znalazła pracę w branży IT. Bez doświadczenia. Przeszła przez Service Desk, dziś jest analityczką infrastruktury IT w State Street Bank. O podróżach, początkach w branży i pracy w obecnej firmie opowiada Michalina Macek.

Studiowałaś język rosyjski. Ciekawy, ale i dość nieoczywisty wybór, skąd pomysł na akurat taki kierunek?

W liceum zaczęłam uczyć się rosyjskiego z dość niepraktycznego powodu – bardzo chciałam czytać książki Dostojewskiego w oryginale. Nauka języka szła mi łatwo – to była prosta droga do wylądowania na studiach filologicznych, pomimo tego, że wcześniej uczyłam się w klasie z rozszerzoną matematyką.

Jakie miałaś plany po studiach?

Nie miałam absolutnie żadnego planu na siebie. Wiedziałam, że rynek tłumaczy języka rosyjskiego, głównie ze względu na dużą liczbę osób dwujęzycznych w Polsce jest trudny, a kariera nauczycielska ani akademicka mnie nie pociągały. Spakowałam więc plecak (dosłownie) i ruszyłam w świat szukać szczęścia i pomysłów.

Sporo podróżowałaś – na liście zwiedzonych krajów masz m.in. Ukrainę, Grecję, Indonezję. Czym się tam zajmowałaś?

Robiłam przeróżne rzeczy, bardziej kierując się ciekawym dla mnie regionem geograficznym niż spójnością działań. W Indonezji mieszkałam przez rok, studiowałam tam na jawajskim odpowiedniku ASP w klasie gamelanu (tradycyjna muzyka indonezyjska) i tańca, w Norwegii studiowałam kulturę arktyczną, na Ukrainie świadczyłam wolontariat w domu dziecka, w Tajlandii pracowałam w barze, w Grecji pracowałam w bibliotece i na zasadzie wolontariatu wspierałam imigrantów z Syrii, w Nowej Zelandii uczyłam cielęta pić mleko… To było wiele niesamowicie ciekawych i inspirujących doświadczeń, które jednak niekoniecznie w prosty sposób odpowiadały na pytanie, co ze sobą zrobić.

Czego nauczyły Cię te podróże?

Oprócz praktycznych umiejętności wynikających z częstej zmiany zajęć przede wszystkim tego, że nie ma sytuacji, w której sobie nie poradzę. Nauczyłam się otwartości, komunikatywności, większej empatii… i podszlifowałam język angielski.

Po latach spędzonych w podróży wróciłaś do Polski. Co było impulsem do powrotu?

To był konkretny moment – pamiętam, że obudziłam się w hotelu w Chinach i nagle poczułam się bardzo przytłoczona tym, że kolejną noc też tu spędzę. Tęskniłam za własną kuchnią i znajomymi, którzy nie będą zmieniać się co kilka tygodni czy miesięcy. Musiałam też w końcu zmierzyć się z pytaniem: „Kim będę, jak już dorosnę?”. Wiedziałam, że nomadyczne życie nie jest już dla mnie.

Już w kraju znalazłaś pracę w IT. Czy to była Twoja pierwsza przygoda z branżą?

Tak, to był skok na głęboką wodę. Szukałam pracy ze świadomością, że chcę pracować w rozwojowej branży, która da mi konkretne umiejętności i możliwość zatrudnienia również za granicą. IT brzmiało jak świetny wybór, szczególnie w Krakowie, w którym firmy technologiczne rosły jak grzyby po deszczu.

Jak wyglądały Twoje pierwsze tygodnie pracy?

Nie będę ukrywała – pierwsze tygodnie pracy w Service Desk były trudne. Musiałam zaznajomić się z mnóstwem tematów branżowych, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Firma oczywiście prowadziła szkolenie, ale bardziej z obsługi systemów wewnętrznych niż technologii, więc kilka pierwszych tygodni poświęciłam na pracę i nadrabianie zaległości w wiedzy. Robiłam to przeważnie już po godzinach. Jak wiadomo, najtrudniejszy jest pierwszy krok. Z czasem praca stała się łatwiejsza. Dużym wsparciem byli bardziej doświadczeni koledzy i koleżanki z zespołu, bez których trudno byłoby przebrnąć przez ten wymagający okres.

Pierwsze stanowisko, na jakim pracowałaś to Support Engineer – na czym polegała ta praca?

Support Engineer to pracownik Service Desk. Mój zespół obsługiwał biura globalnej spółki w krajach rosyjskojęzycznych, takich jak Rosja, Białoruś czy Kazachstan. Rozwiązywaliśmy przeróżne problemy techniczne użytkowników (najczęściej z połączeniem się do firmowego VPN czy z mailem) lub przekierowywaliśmy do je innych, wyspecjalizowanych w danej dziedzinie zespołów – np. sieciowych, wsparcia aplikacji lub do lokalnego IT, jeśli problemu nie dało się rozwiązać zdalnie. Po kilku miesiącach objęłam funkcję koordynatora mojego teamu, co dało mi możliwość zrozumienia, jak działa Service Desk od podszewki. Złożoność procesów i liczba ludzi zaangażowanych w to, żeby użytkownik mógł powiedzieć legendarne „u mnie działa” naprawdę robi wrażenie.

Czy znajomość dodatkowych języków – jak w Twoim przypadku rosyjskiego – ma dodatkową wartość, patrząc z perspektywy pracy w IT?

Angielski jest niezbędny, jeśli myślimy o pracy w jakiejkolwiek międzynarodowej firmie. W moim odczuciu znajomość innych języków obcych, na przykład niemieckiego, włoskiego i francuskiego zawsze niesie dodatkową wartość – chociażby w budowaniu relacji z obcojęzycznymi koleżankami i kolegami. W przypadku pracy w Service Desk – w kontaktach z klientem nieanglojęzycznym ta umiejętność jest wręcz konieczna.

Jak praca w Service Desk przygotowała Cię do kolejnego kroku w karierze?

Nauczyłam się bardzo wiele, przede wszystkim z zakresu samego IT – urządzeń, aplikacji, oprogramowania. Service Desk dotyka niemal wszystkich tematów związanych (nawet luźno) z IT, więc trzeba mieć szeroką wiedzę i umieć kompleksowo podejść do problemu. Jako koordynator zespołu nauczyłam się zarządzania pracą działu wsparcia (incydent managementu), dowiedziałam się też wiele o procesach zapewniających jego płynne funkcjonowanie, a także co nieco o pracy z ludźmi.

W 2019 roku przeszłaś do State Street Bank. Jak tam trafiłaś i co Cię zmotywowało do zmiany?

Service Desk został przeniesiony poza Polskę i nasz projekt zamknięto. Byłam  przygotowana na to, by ruszyć dalej, bo praca w tym dziale jest dość obciążająca – ciągle mamy do czynienia z niezadowolonymi użytkownikami, większość spraw zwykle wymaga rozwiązania „na wczoraj”.

Oferta State Street Bank zainteresowała mnie z kilku powodów. Po pierwsze, to duży pracodawca ze stabilną i dobrze ugruntowaną pozycją na rynku. Po drugie, z opinii znalezionych w sieci wynikało, że ten dział IT rozwija się prężnie, a firma bardzo dużo inwestuje w rozwój platform inwestycyjnych i digitalizację procesów, więc potencjał dla rozwoju w kierunku IT jest ogromny.

Właśnie do takiej firmy chciałam trafić – z jednej strony oferującej stabilne zatrudnienie, a z drugiej –  szansę rozwoju. Po trzecie, i nie mniej ważne, znałam kilka osób, które pracują lub pracowały w State Street Bank i radziły mi, żebym spróbowała.

Jako doświadczony pracownik, jak teraz oceniasz rolę działu IT w State Street Bank?

Firmy finansowe i banki budują swój kapitał i pozycję na rynku w oparciu o zaufanie klientów, więc rola IT jest niebagatelna – dział musi dostarczyć rozwiązania, które zapewnią ciągłość świadczonych usług i bezpieczeństwo danych klientów. Potrzebujemy więc nie tylko niezawodnej infrastruktury i systemów bezpieczeństwa, funkcjonalnych aplikacji dopasowanych do potrzeb klientów, ale też umiejętnego zarządzania. Zespoły techniczne naprawdę mają pełne ręce roboty i dużą odpowiedzialność na swoich barkach – State Street Bank obsługuje ponad 10 proc. wszystkich globalnych inwestycji kapitałowych. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że bez dobrze działających technologii firmy finansowe nie byłyby po prostu w stanie poprawnie funkcjonować.

Czym zajmujesz się obecnie?

W State Street Bank od ponad dwóch lat pełnię rolę Infrastructure Client Relationship Managera. Nasz zespół odpowiada za infrastrukturę IT biur firmy w Polsce, w Krakowie i Gdańsku, dla około 6000 pracowników –  od myszki, przez komputer, po skomplikowane systemy sieciowe. Dodatkowo wspieramy biznes we wszelkiego typu migracjach technologicznych, jak na przykład nowa wersja Windowsa czy środowisk wirtualnych, na których pracujemy w firmie. Jesteśmy ogniwem łączącym pracowników biznesowych banku z zespołami inżynieryjnymi, które fizycznie wprowadzają aktualizacje lub naprawy systemów.

Co cenisz w pracy w State Street Bank?

Bardzo lubię dynamikę mojej pracy – praktycznie codziennie pojawia się jakiś nowy temat, z którym muszę się zmierzyć. Daje to poczucie sprawczości i ciągłego rozwoju. W samym State Street Bank cenię to, że jako firma wspiera wartości, które są mi bliskie –  takie, jak różnorodność, zaangażowanie społeczne, kulturę otwartości. Każdy, bez względu na pozycję, może zabrać głos i w dyskusji zająć symboliczne miejsce przy stole – nie tylko we własnym zespole, ale również na szerszym forum. Dzięki temu mamy pewność, że nasz głos jest słyszany i ma znaczenie. W ten sposób możemy kształtować rzeczywistość, w której pracujemy na co dzień.

Jakie masz rady dla młodych ludzi, którzy dopiero szukają swojej ścieżki zawodowej? Czy IT to dobry wybór i na co powinno się zwracać uwagę, gdy chcemy „wejść” do branży?

Myślę, że to doskonały wybór, bo branża technologiczna rozwija się bardzo szybko, co daje mnóstwo możliwości rozwoju zawodowego. Dla wielu osób IT to wciąż tylko programiści –  warto poszperać trochę głębiej, bo nie samym kodowaniem branża stoi i ofert na rynku jest sporo, również dla mniej doświadczonych osób. W Internecie jest mnóstwo świetnych materiałów, które wystarczą, żeby dostać pierwszą pracę. Z perspektywy kilku lat w IT uważam, że był to dobry wybór.


Michalina Macek. Ukończyła język i kulturę Rosji na Wydziale Filologicznym UJ. Po studiach postanowiła poszukać inspiracji dla swojej ścieżki zawodowej. Znalazła je w podróżach. Kolejne sześć lat to m.in. roczne stypendium artystyczne w Indonezji, wolontariat na Ukrainie i w Grecji, projekty w Azji i Oceanii. Po powrocie do Polski postanowiła związać się z branżą IT. Swoje pierwsze kroki stawiała w IT Service Desk jako support engineer i team coordinator w firmie z branży usług wsparcia IT dla biznesu. Ze State Street Bank związała się w 2019 roku. Obecnie pełni funkcję analityka infrastruktury IT, a dokładnie –  infrastructure client relationship managera.

 

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
testowanie oprogramowania testarmy
Testerzy oprogramowania są tak samo pożądani na rynku jak programiści