Projekty transformacyjne są wyzwaniem dla każdej organizacji. Wywiad z Tomkiem Naglikiem i Kubą Młodzikowskim

Każda większa zmiana w firmie spowodowana jest chęcią lub wręcz przymusem rozwoju. Choć najczęściej oznacza przejście na nowocześniejszy system lub wdrożenie nowych procesów, bywa zazwyczaj dość stresującym i wymagającym przedsięwzięciem. W rozmowie z Tomkiem Naglikiem i Kubą Młodzikowskim zapytaliśmy o kulisy przeprowadzania takich transformacji oraz ich własne doświadczenia na temat pracy w Sollers Consulting.

ZOBACZ TEŻ:  Kim jest IT Architect? Wywiad z Pawłem Pietrzakiem

tomek naglik

 

Tomasz Naglik. Lead Consultant w firmie Sollers Consulting. Początek kariery miał związany z zarządzaniem łańcuchami dostaw, natomiast po kilku latach z zamiłowania do IT przeszedł do konsultingu. W Sollers Consulting brał udział w projektach wdrożeniowych w Polsce, Niemczech, Szwajcarii, Francji oraz w Japonii. Rozwija także wewnętrzne narzędzia w firmie związane z wyceną pracochłonności i pricingu projektów IT.

kuba młodzikowski

 

Jakub Młodzikowski. Senior Consultant w Sollers Consulting, wcześniej przez niemal 15 lat związany z branżą ubezpieczeniową, gdzie odpowiedzialny był za rozwój produktów, underwriting. Pracował dla dużych grup ubezpieczeniowych takich jak Allianz, Generali, PZU.

 

Jak w Sollers Consulting pracuje się przy dużych, międzynarodowych projektach transformacji cyfrowej?

Tomek: Praca przy dużych, międzynarodowych projektach to jest bardzo wymagający czas. Przede wszystkim ważne jest, aby zrozumieć i docenić fakt, że transformacja biznesowa to bardzo poważna zmiana dla organizacji Klienta. Chce on zmienić sposób funkcjonowania firmy. To nie jest tylko zmiana systemu IT, ale również procesów czy struktury organizacji. Z tym zawsze jest powiązany opór/inercja przed zmianą, są ukryte ryzyka, które razem z Klientem musimy odkryć i zrozumieć.

Jednym z takich ukrytych ryzyk jest naturalna próba przeniesienia istniejących procesów do nowego systemu. Stare procesy mogą wynikać z ograniczeń poprzedniego systemu i mogą spowodować wykorzystanie nieodpowiednich rozwiązań w nowym. Niepotrzebne przeniesienie procesu do nowego systemu też kosztuje, co jest dodatkowym obciążeniem dla Klienta. Dlatego ważne jest zrozumienie faktycznych potrzeb biznesowych, a nie systemowych naszego Klienta.

Jeśli chodzi o aspekt międzynarodowy, to pierwszym moim dużym zaskoczeniem podczas wdrażania nowych systemów ubezpieczeniowych w wielu krajach Europy, a nawet Azji, było podobieństwo, ale też różnice potrzeb Klientów. Wynikają one z różnych specyfik ich własnych organizacji, ale również umiejscowienia kulturowo-prawnego. 

Na przykład nasz Klient w Szwajcarii ma program zwrotu części składek do bezszkodowych klientów, co naturalnie musi być wspierane przez system. Umiejscowienie geograficzne Klienta też ma wpływ na to jakie integracje z serwisami krajowymi muszą być przygotowane. W Polsce taką integracją mogłoby być sprawdzenie szkodowości kierowcy w UFG przy zakupie polisy OC. We Francji, istnieje szereg konwencji, które regulują procesy regresów między ubezpieczycielami i one wymagają specjalnych integracji istniejących tylko na rynku francuskim. A zatem każdy projekt umożliwia odkrycie nowej organizacji oraz realiów, w których ta organizacja funkcjonuje.

Jakub: Zgadzam się z Tomkiem, projekty transformacyjne są wyzwaniem dla każdej organizacji. Zmiany IT często wymuszają zmianę procesów – aby były one bardziej optymalne lub też łatwiejsze i tańsze we wdrożeniu. Bardzo ważnym aspektem przy tego rodzaju przedsięwzięciach jest czynnik ludzki. Osoby realizujące procesy czy też wykorzystujące dane narzędzie technologiczne, często mają swoje przyzwyczajenia, nawyki. Pojawienie się zmian czy to w procesach czy narzędziach, może powodować pewne obawy, które mogą się nawet przekształcić w swoisty “opór” przed zmianą.

Kluczowe w takim momencie jest odpowiednie zarządzanie zmianą i zbudowanie poczucia właścicielstwa rozwiązaniami po stronie Klienta. Zbierając i weryfikując wymagania biznesowe, zdarza nam się słyszeć – Niech działa tak jak teraz. W naszej pracy ważnym jest aby pomóc naszym klientom wyjść z perspektywy posiadania “czystej kartki papieru” i zbadania faktycznych potrzeb tak, aby wdrażane rozwiązanie i procesy oznaczały zmianę i przyniosły wymierne korzyści klientowi. 

Jak wyglądały Wasze ścieżki kariery przed dołączeniem do Sollers Consulting?

Tomek: IT interesowało mnie już na studiach, jednak nie było to moje główne zainteresowanie. Było nim natomiast wszystko związane z łańcuchami dostaw, od zaopatrzenia, poprzez procesy produkcyjne i magazynowe aż po dystrybucję. W tym kierunku potoczyło się też moje życie zawodowe. Na początku zajmowałem się planowaniem produkcji a następnie optymalizacją procesów produkcyjnych i magazynowych. I właśnie przy tej optymalizacji pierwszy raz miałem styk z pracą z IT, ponieważ wdrażaliśmy rozwiązania systemowe wspierające te procesy. W tym przypadku byłem po stronie “klienta/eksperta”, który przekazywał wymagania do zespołu wdrożeniowego. To był też mój pierwszy kontakt z metodologią agile, gdzie systematycznie mieliśmy nowe funkcjonalności gotowe do testowania i wdrażania na środowisko produkcyjne. 

W międzyczasie zacząłem interesować się programowaniem. Na studiach miałem co prawda jeden semestr z programowania z Javy, jednak najwięcej się nauczyłem jako samouk. Z jednej strony pisałem różne małe rzeczy w C++ i Javie, a z drugiej strony nauczyłem się pisać aplikacje w VBA w Excelu, które pomagały mi wspomagać moją pracę. Te doświadczenia z partycypacji w projektach IT, jak i moje zamiłowanie do usprawniania pracy otworzyły mi drogę do wejścia do branży IT w Sollers. 

Sollers Consulting oferuje szeroki wachlarz możliwości rozwoju. Duża część zależy od naszych własnych chęci i zainteresowań natomiast zdarza się też, że firma potrzebuje nam dać konkretne role na projekcie, z których możemy mieć mniej doświadczenia. W Sollersie biorę udział w procesie rekrutacji, i na rozmowach z przyszłymi analitykami lubię przedstawiać następującą analogię. Sollers Consulting jest jak korytarz pełny otwartych drzwi. I to od nas zależy przez które będziemy chcieli przejść. Tłumacząc to porównanie, firma rozwija mnóstwo wewnętrznych projektów czy kompetencji. Jeśli któraś nas interesuje to sami możemy się w nią angażować i zdobywać to doświadczenie.

Prostym przykładem jest właśnie moja rola w procesie rekrutacji. Nie byłem nigdy związany z HR, ale chcialem miec wplyw na to jakie osoby będą w naszej firmie. Tak samo mamy kompetencję związaną z chmurą czy danymi. Jeśli nas to interesuje możemy rozwijać tę wiedzę i doświadczenie, tym samym przynosząc je do organizacji.Ostatnia rzecz którą chciałbym wspomnieć to fakt że Sollers Consulting jest rozwijany przez pracowników. To my mamy wpływ na ścieżki karier, na program szkoleniowy, na model pracy (zdalny/w biurze), na strategię firmy. Mnie właśnie to daje bardzo dużo satysfakcji.

Jeśli chodzi o role na projektach dla osób z biznesu, to oczywiście zaczyna się od tworzenia analiz biznesowych które opisują wymagania Klienta i testowanie wyprodukowanych rozwiązań systemowych. Natomiast później jest przestrzeń i potrzeba na to, żeby zacząć brać na siebie więcej odpowiedzialności, na przykład takich jak wspieranie/koordynowanie zespołu jako Scrum Master. Można też stać się bardziej ekspertem od danej części systemu i być partnerem do rozmów z Klientem przy definiowaniu nowych procesów. Jeśli koordynowanie zespołem dobrze się sprawdza, to powstaje możliwość prowadzenia własnych projektów u Klienta i faktyczne zarządzanie zespołem, budżetem czy relacją z Klientem.

Jakub: Cóż, moja ścieżka kariery była zupełnie inna. Przed dołączeniem do Sollers Consulting pracowałem w branży ubezpieczeniowej,  z którą związany jestem jeszcze od czasów studenckich. Pracowałem głównie w obszarach związanych z zarządzaniem produktami co wiąże się zarówno z elementami prawnymi przy tworzeniu Ogólnych Warunków, analityczno-matematycznymi przy budowaniu pricingu, ale również technologicznych przy wdrażaniu produktu w systemach IT. 

Mimo, że nie posiadam backgroundu IT bardzo lubiłem ten obszar mojej pracy. Również przez to, że w każdej z firm w których pracowałem trafiłem na bardzo fajnych ludzi. Zarówno kompetentnych jak i cierpliwych w tłumaczeniu mi zawiłości rozwiązań, a starałem się zawsze zrozumieć “dlaczego tak drogo/długo” i “nie można łatwiej/prościej/szybciej/taniej”? W pewnym momencie swojej kariery zacząłem jednak myśleć o zmianie, nie tylko firmy, w której pracuję, ale również branży. 

Branża ubezpieczeniowa w ostatnich latach, poprzez liczne fuzje, staje się coraz mniejsza a kolejne zmiany legislacyjne powodują, że staje się trochę mniej interesująca niż wcześniej. IT z drugiej strony rozwija się bardzo dynamicznie a praca konsultanta daje możliwość współpracowania z różnymi klientami na wielu rynkach, co przekłada się na możliwość poznawania różnych modeli biznesowych oraz punktów widzenia. 

Mimo, że nie posiadałem wcześniejszego doświadczenia w IT, moje ogólne doświadczenie biznesowe i znajomość “kuchni”ubezpieczeniowej stanowi wartość dla Klientów. Obecność osób z podobnym doświadczeniem jak ja, z punktu widzenia Klienta jest czymś bardzo wygodnym ponieważ poprawia komunikację z osobami technicznymi. Łatwiej jest zrozumieć pewne wymagania, a także ich uzasadnienia czy też konsekwencje np.w przypadku wymagań prawnych. 

Dlaczego w Sollers Consulting tak szybko można zacząć pracować przy ważnym projekcie?

Tomek: Ważny projekt może nie jest dobrym sformułowaniem. Każdy projekt jest dla nas ważny, ponieważ przy każdym projekcie zależy nam aby przynieść wymierną korzyść naszemu Klientowi. W kontekście tego pytania myślę, że możemy się skoncentrować na dużych projektach, powiedzmy 20 osób z Sollers wzwyż. Mimo, że to są duże i drogie projekty, to właśnie na nich najłatwiej jest zapewnić tak zwana piramidę doświadczenia.

Nowa osoba, która właśnie dołączyła do firmy zawsze będzie w zespole bardziej doświadczonych osób, żeby mogła znaleźć od nich wsparcie, nauczyć się od nich nowych kompetencji i przez to też szybko zacząć przynosić wartość dodaną na projekcie. Trafienie na taki projekt natomiast zawsze się odbywa po pierwszej rundzie szkoleń z dedykowanego systemu, który będziemy wdrażać. Prawdą jest też, że żadna ilość szkoleń nie zastąpi faktycznego zdarzenia się z rzeczywistością, z wymaganiami Klienta, z jego sytuacją procesową / architekturalną. I to właśnie te zderzenia powodują, że nawet po 5 latach cały czas zdobywam doświadczenie i uczę się nowych rzeczy.

Jakub: Tak jak powiedział Tomek – każdy projekt jest ważny, a jedną ze strategii Sollers jest chęć budowania kompetencji osób, które pracują w Sollers. Najlepszą okazją do nauki jest praca z klientem i zespołem na “żywym organizmie”. Ja dość szybko trafiłem na jeden z większych projektów jakie realizowaliśmy w tamtym czasie. Była to nowo powstająca firma w Polsce, która definiowała procesy i produkty od podstaw.

Klient, z uwagi na wielkość swojego ówczesnego zespołu, potrzebował osoby z doświadczeniem biznesowym, która wspierałaby zespół przy definiowaniu wymagań. Współpracowałem z osobami, odpowiedzialnymi za budowanie produktu, więc łatwo było mi podpowiedzieć czy zaproponować pewne rozwiązania – mimo, że moja znajomość wdrażanego  technologicznego rozwiązania była bardzo niewielka. Wnosiłem wartość w innym miejscu. 

Dlatego uważam, że pewne doświadczenia, umiejętności czy też wiedza w konkretnej dziedzinie może pomóc w przydzieleniu danej osoby na konkretny projekt. Wydaje mi się, że warte jest podkreślenia to, że  nasz zespół alokujący poszczególne osoby na projekty za każdym razem uwzględnia zarówno posiadane umiejętności ale też preferencje danej osoby (na tyle na ile jest to możliwe). Jeżeli jakiejś osobie zależy na pracy z wybraną technologią czy danym rynku, Sollers stara się to uwzględniać 

Jak budowane są zespoły w Sollers Consulting?

Tomek: Zespoły w Sollers cechują się równowagą na dwóch osiach, doświadczenia i IT-Business. O piramidzie doświadczenia już wspominałem, natomiast jeśli chodzi o oś IT-Business, to rozkłada się to równomiernie. Mniej więcej połowa zespołu jest z biznesu (analitycy, konsultanci, specjaliści biznesowi, testerzy) i połowa z IT (programiści, designerzy, specjaliści IT czy architekci). Czasem granica między jednym a drugim może być zatarta.

Na przykład programiści mogą być zaangażowani w analizę wymagań integracji systemowych. Albo analitycy mogą pisać skrypty, które będą wspierać docelowy proces u Klienta. Mimo, że mamy te dwie osie to zespoły, które tworzymy w Sollers są z reguły małe, do 9 osób, i przez to też zgrane. Dodatkowo, zależy nam aby Klient budował własną kompetencje przy rozwoju i utrzymaniu oprogramowania. W tym celu często pracownicy Klienta też są częścią zespołu.

Na czym polega zrozumienie potrzeb klienta przy projekcie w Sollers Consulting?

Tomek: Zrozumienie potrzeb Klienta zaczyna się od zrozumienia Business Case Klienta. W jakim celu uruchamia on projekt? Co chce przez to osiągnąć? Zmniejszenie kosztów? Zmniejszenie okresu Time-to-Market? Zwiększenie przypisu, to jest kilka możliwych celów high level. Musimy mieć to na uwadze, gdy już rozpoczniemy regularną pracę z Klientem na projekcie. Te główne cele, jak gwiazdy na niebie, pomagają w utrzymaniu kursu.

Na projekcie bardzo łatwo jest zboczyć i na przykład próbować implementować coś w nowym systemie co istniało w poprzednim, bez zastanowienia się, na przykład, dlaczego tak to funkcjonowało w poprzednim systemie i czy jest faktycznie taka potrzeba teraz. Nowy system inaczej może rozwiązać potrzeby biznesowe. Ważne jest też zrozumieć różnice między tym czego Klient chce a czego faktycznie potrzebuje. Dlatego na warsztatach z Klientem, na którym są i osoby z biznesu i z IT, challengujemy te wymagania. Dzięki temu jesteśmy w stanie razem z Klientem ustalić faktyczne potrzeby w jego organizacji.

Co nietypowego, atrakcyjnego lub zaskakującego można znaleźć w pracy w Sollers Consulting?

Tomek: Dla mnie najbardziej zaskakująca w Sollers Consulting jest struktura firmy. Mamy w tej chwili prawie 800 pracowników, natomiast jesteśmy bardzo płaską organizacją. Oczywiście osoby, które mają więcej doświadczenia mają więcej odpowiedzialności, ale polega to na tym że są zaangażowani w różne projekty, wewnętrzne w firmie lub zewnętrzne z naszymi Klientami, i mają na tych projektach odpowiednie role. Natomiast nie ma u nas typowej hierarchii korporacyjnej. Moimi szefami od kiedy dołączyłem do firmy to są właściciele Sollers Consulting. Takie podejście jest bardzo uwalniające w rozwoju. Otwiera to drogę na własną inicjatywę, na własną sprawczość, co zwiększa motywację.

Kolejna atrakcyjna rzecz to podejście finansowe do pracowników. Jest tutaj cały worek różnych rozwiązań pro-pracowniczych, począwszy od wyboru formy zatrudnienia pomiędzy umową o pracę a B2B. Dostosowujemy się do tego co się dzieje na rynku, mamy bardzo rozwinięty system bonusowy, od sprzedaży, poprzez zarządzanie projektami, zespołami, byciu ekspertem w danej dziedzinie, po rozwijanie wewnętrznych obszarów w firmie.

Dodatkowo dochodzi jeszcze profit sharing dla pracowników, którzy są już w firmie kilka lat. Sollers Consulting jest także firmą, która słucha swoich i pracowników i ich obaw. Bardzo fajnym przykładem tego jest szybka reakcja po rozpoczęciu wojny w Ukrainie, kiedy polska złotówka zaczęła mocno spadać. Przez 6 miesięcy firma powiązała wysokość pensji z kursem Euro, zawsze na korzyść pracownika. Jest to rozwiązanie szybkie, proste i lekkie dla organizacji. Wynika też z naszych wartości, a mianowicie, iż Sollers Consulting to jest zespół, który razem tworzymy i adresuje realne jego zaniepokojenie.

Jakub: Ja całą swoją dotychczasową karierę zawodową realizowałem pracując w korporacjach – i nie mówię tego z negatywną konotacją. Jednak tego rodzaju organizacje rządzą się pewnymi zasadami. Przejście do Sollers było dla mnie prawdziwym szokiem. Największym, z uwagi na moje przeszłe doświadczenia, była technologia. Praca w chmurze, wykorzystywanie komunikatorów internetowych na co dzień było zaskakujące. A doceniłem to jeszcze bardziej gdy 2 miesiące po rozpoczęciu pracy rozpoczął się lockdown. 

Również kultura organizacyjna jest inna od tej, do której przywykłem. Jest bardzo casual. Nie ma bardzo rozbudowanej struktury organizacyjnej. Również wewnętrznie pracujemy w organizacji projektowej co sprawia, że struktury są płaskie i zdecydowanie bardziej dynamiczne. 

Kwestie benefitów o których mówił Tomek, również są czymś co mnie zaskoczyło, w szczególności fakt, że Sollers jest wyjątkowo elastyczny, jeśli chodzi o wiele spraw formalnych. Jednak największe pozytywne zaskoczenie jest związane z systemem ewaluacji. Dwa razy do roku, wszyscy podlegamy ocenie 360 przez osoby, z którymi pracujemy. Daje to możliwość przekazania sobie feedbacku, usłyszenia go i rozwijania się dzięki temu.

ZOBACZ TEŻ:  Transformacja do organizacji produktowej rodem z Netfliksa. Wywiad z Piotrem Kacałą, CPTO w Displate

najwięcej ofert html

Katarzyna Kozieł
Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Ruszyła 3. edycja akcji Od Juniora do Seniora!