Zapytaliśmy naszych ekspertów o to, gdzie jako początkujący developerzy szukaliby pierwszej pracy: w startupie, software housie, czy w korporacji? Gdzie ich zdaniem junior developer nauczy się więcej? Na co warto zwrócić uwagę przygotowując się do rozmowy rekrutacyjnej? Na te i na wiele innych pytań odpowiedzi znajdziecie w poniższej devdebacie.

Odpowiedzi udzielają:

Seweryn Stroiński. Production Director w Netizens Digital Innovation House. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Katowicach na kierunku Zarządzanie i Marketing, specjalność e-biznes. Od początku swojej kariery zawodowej związany z Netizens. W 2008 roku rozpoczął pracę jako web developer. Trzy lata później został Seniorem, a następnie szefem działu web developerów. Od 2013 roku – jako Production Director katowickiej firmy – nadzoruje prace działów business analysis, mobile, IT, programmers, frontend oraz creatives.

Marek Wójcik. Starszy projektant systemów informatycznych w DreamLab. Zaczynał od 8-bitowego Atari, później zachwyciły go sieci komputerowe i systemy rozproszone. Dawno, dawno temu ukończył też informatykę na AGH. Z Onetem i DreamLabem jest związany od 17 lat – najpierw jako programista, a później administrator i DevOps. Rozwijał dreamlabową chmurę prywatną. Obecnie pracuje przy rozwiązaniach BigData. Prywatnie miłośnik muzyki klasycznej i dobrej lektury.

 

Daniel Płudowski. Wdrożeniowiec, lider zespołu, programista w OneApp.

Łukasz Wasylkowski. Android Engineer w Tooploox.

Pytanie #1. Gdzie jako początkujący developer szukałbyś pierwszej pracy: w software housie, startupie czy korporacji?

Odpowiada: Seweryn Stroiński. Production Director w Netizens Digital Innovation House:

Zdecydowanie software house, bo moim zdaniem w największym stopniu daje możliwość pozyskiwania wiedzy od doświadczonych pracowników. Takie miejsca zapewniają dostęp do sporej liczby fachowców, którzy już realizowali projekty wymagające współpracy na wielu obszarach. Startupy zazwyczaj mają niewielu developerów, z kolei korporacja może być zbyt “rozdmuchana” organizacyjnie, co sprawia, że nowy pracownik w swojej pierwszej pracy może mieć problem, żeby rozwinąć swoje kompetencje.

Odpowiada: Marek Wójcik. Starszy projektant systemów informatycznych w DreamLab:

Trudno odpowiedzieć wprost na tak postawione pytanie. Każda organizacja jest trochę inna i nie chodzi mi tylko o różnice między stereotypowymi „startupem” i „korporacją”. Ale skoro takie pytanie padło, to może odniosę się właśnie do tych stereotypów. O „korporacjach” mówi się, że są „sztywne”, że całym życiem kierują procedury i procesy. Za to oferują największą „stabilność. Pracując w korporacji z grubsza wiesz co Cię czeka jutro, za miesiąc i za rok, jak się będziesz rozwijał, jakie masz perspektywy awansu.

Na drugim biegunie obiegowa opinia stawia startupy, gdzie każdy dzień to nowa przygoda. Software house pewnie lokuje się gdzieś pośrodku.

Inna sprawa to obszar technologii, z którymi będziesz mieć styczność. W stereotypowej korporacji pewnie zostaniesz „programistą” albo „adminem” i to od razu zawęża Twoje perspektywy. W software house pewnie będzie głównie programowanie, a jeśli wybierzesz startup – to wszystkiego po trochu. Ja zaczynałem pracę w małej, kilkuosobowej firmie programistycznej – dzisiaj pewnie nazwalibyśmy ją „startupem”. I zapewne gdybym dzisiaj zaczynał karierę, to wybrałbym podobnie.

Odpowiada: Daniel Płudowski.Wdrożeniowiec, lider zespołu, programista w OneApp:

Na pewno wybrałbym się na rozmowę do każdej z tych firm i to najlepiej nie jednej, bo warto mieć rozeznanie w temacie oraz swoje zdanie. Jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie, brzmi ona “to zależy”, bo zawsze można trafić dobrze, jak i źle. To nie zależy od rodzaju przedsiębiorstwa.

Specyfika pracy w korporacji może się znacząco różnić pomiędzy samymi firmami, ale także wewnątrz nich. Jeśli trafimy do działu, który zajmuje się głównie tworzeniem produktów, to praca może być bardzo twórcza. Możemy też trafić do działu utrzymania i rozwoju systemów wewnętrznych, a wtedy należy uzbroić się w cierpliwość, bo będziemy mieli do czynienia z dużymi systemami, pisanymi od wielu lat w technologiach, które nie są już modne ani łatwe. Zawsze w korporacji możemy liczyć na dużą liczbę bezproduktywnych spotkań i dużo procedur utrudniających pracę, ale też na stabilność.

Po drugiej stronie są startupy, gdzie praca bywa bardzo ciekawa i twórcza, ale często jesteśmy pozostawieni samym sobie. Tu raczej nie będzie zbyt dużo czasu na naukę, bo liczy się szybka kapitalizacja projektu.

Software house wydaje się być sensowną opcją ponieważ prowadzona jest w nich duża ilość projektów w jednym czasie, więc ciężko się znudzić i jest na czym się uczyć. Procedury nie są takie męczące jak w korporacji i odzwierciedlają bezpośrednio proces wytwarzania oprogramowania. Jeśli tylko trafimy na dobrego mentora, na pewno będzie nam tu dobrze.

Odpowiada: Łukasz Wasylkowski. Android Engineer w Tooploox:

W doświadczonym software housie — w nowej firmie czy typowym startupie łatwo o podejście „każdy robi wszystko”, co nie zawsze sprzyja rozwojowi w konkretnej technologii. W software housie liczyłbym na mentoring doświadczonych współpracowników i styczność z wieloma różnymi projektami, co się przekłada na konkretniejsze doświadczenie.

Pytanie #2. Na co zwracałbyś uwagę przeglądając oferty pracy dla juniorów?

Odpowiada: Seweryn Stroiński. Production Director w Netizens Digital Innovation House:

W pierwszej kolejności na możliwość rozwoju i uczenia się od doświadczonych pracowników. Ważne są również zrealizowane projekty, a dodatkowo przyjemnie pracuje się dla firmy z wypracowaną, znaną w branży marką.

Odpowiada: Marek Wójcik. Starszy projektant systemów informatycznych w DreamLab:

Na dwie kwestie: z kim będę pracował oraz jak szybko i wszechstronnie będę się mógł rozwijać. Nie wyobrażam sobie pracy w miejscu, gdzie panuje toksyczna atmosfera. Moim zdaniem w takich firmach trzeba „głosować nogami” i uciekać z nich jak najszybciej. Nie chciałbym też „ugrzęznąć” przy jednym zagadnieniu, problemie, technologii. Lubię różnorodność, więc odpowiada mi praca, gdzie można dotknąć wszystkiego po trochu. Można to różnie nazywać – dla nowych firm „startup”, a dla takich istniejących już chwilę na rynku – DevOps.

Odpowiada: Daniel Płudowski. Wdrożeniowiec, lider zespołu, programista w OneApp:

Najważniejsza jest możliwość rozwoju w sprzyjających warunkach. Ważne żeby firma była odpowiednio duża, aby była możliwość zetknięcia się z różnymi technologiami oraz co jeszcze ważniejsze, aby było od kogo się uczyć. Do tego potrzebny jest zgrany zespół cierpliwych ludzi, którzy mają czas aby uczyć młodszych.

Odpowiada: Łukasz Wasylkowski. Android Engineer w Tooploox:

Przede wszystkim technologie i zakres obowiązków — zarówno zbyt szerokie, jak i zbyt wąskie mogą być problemem. Poza tym opinie o firmie, jeśli są dostępne, i sposób pracy, jeśli oferta coś w tym temacie mówi. Konkretne ścieżki awansu, możliwość pracy zdalnej, wyposażenie czy rodzaj komunikacji z klientem są istotne.

Pytanie #3. Ile powinien zarabiać junior developer? Jak wysokiego nagrodzenia może oczekiwać?

Odpowiada: Seweryn Stroiński. Production Director w Netizens Digital Innovation House:

Obecnie mamy rynek pracownika, dlatego pracodawcy muszą liczyć się z tym, że nawet osoby bez doświadczenia chcą od razu dobrze zarabiać. W tym wypadku stawki są uzależnione od umiejętności zdobytych podczas studiów, czy kursów przygotowawczych, a bardzo często te kompetencje są szybko weryfikowane podczas rozmowy kwalifikacyjnej.

Odpowiada: Marek Wójcik. Starszy projektant systemów informatycznych w DreamLab:

Tyle, ile mu się uda wynegocjować. A na serio – łatwo można znaleźć w sieci raporty pokazujące aktualny stan rynku.

Odpowiada: Daniel Płudowski. Wdrożeniowiec, lider zespołu, programista w OneApp:

Jeśli trafimy do firmy, gdzie normą jest #programista15k, to po jakimś czasie możemy oczekiwać, że też tyle zarobimy. Wszystko zależy od tego, jak wygląda sytuacja na rynku i w firmie oraz od naszych umiejętności awansowania. Na początek na pewno nie ma co liczyć na takie zarobki, ale trzeba się cenić i nie godzić się na pracę za ułamek tego co inni.

Odpowiada: Łukasz Wasylkowski. Android Engineer w Tooploox:

Trudno mi powiedzieć, już jakiś czas nie rekrutowałem się na stanowisko juniorskie. Spodziewałbym się ok. 4-5 tysięcy brutto w zależności od profilu firmy i kandydata.

Pytanie #4. Co zawsze jest dobrą “kartą przetargową” na rozmowie o pracę?

Odpowiada: Seweryn Stroiński. Production Director w Netizens Digital Innovation House:

Udowodnienie, że to, co chcę robić to moja pasja, a nie tylko pomysł na zarabianie pieniędzy. Dlaczego? Developerzy muszą sami ciągle dążyć do rozwoju i podążać za trendami, bez tego za rok ich wiedza będzie nieaktualna.

Odpowiada: Marek Wójcik. Starszy projektant systemów informatycznych w DreamLab:

Bądź sobą i bądź szczery. Dla ludzi, z którymi rozmawiasz, normalne jest, że się denerwujesz. Jeśli będziesz próbować to ukryć na siłę – i tak zauważą. I jeszcze jedno – nie „ściemniaj”. Zawsze bardzo ceniłem sobie kiedy kandydat do pracy potrafił powiedzieć „nie wiem”. A jeszcze bardziej – „nie wiem, ale próbowałbym zacząć w taki sposób” albo „nie wiem, ale rozwiązania szukałbym tutaj…”. Zwykle będziesz rozmawiał z ludźmi o większym doświadczeniu, którzy szybko zauważą, że nie wiesz o czym mówisz. A jeśli dasz się złapać na kłamstwie, to później nie będziesz postrzegany jako wiarygodny partner do rozmowy.

Odpowiada: Daniel Płudowski. Wdrożeniowiec, lider zespołu, programista w OneApp:

Błyskotliwość. Jeśli uda Ci się zaskoczyć pracodawcę swoim nieszablonowym podejściem do tematu – jest Twój. Oczywiście mówimy tu o sytuacji, gdy masz możliwość rozmawiania z człowiekiem w dość luźny sposób, w przeciwnym razie, gdy po prostu wypełniasz formularz odpowiedziami liczą się twarde dane i wiedza. Jaka? Umiejętności rozwiązywania formularzy rekrutacyjnych, haha 🙂 Najlepiej przerobić jak największą ich ilość, a pytania na pewno się powtórzą, lub chociaż będą miały podobną konstrukcję.

Odpowiada: Łukasz Wasylkowski. Android Engineer w Tooploox:

Własne projekty, aktywny Github, umiejętności komunikacyjne czy dobra uczelnia — ale tak naprawdę każda firma i każdy rekruter patrzy na co innego. Jednym zaimponujemy swoją aplikacją w sklepie Google Play, innym wygranym konkursem algorytmicznym, a jeszcze innym udzielaniem się w projektach open source. Wydaje mi się, że pasja i smykałka do programowania/technologii jest uniwersalnie mile widziana.


O tym, gdzie najwięcej nauczy się junior developer rozmawialiśmy m.in. z Łukaszem Rozbickim, który pracował w startupie, software housie i w korporacji. Polecamy ten wywiad właśnie początkującym programistom szukającym miejsca, w którym rozwiną swoje kompetencje.

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend