Polska, kraj samozatrudnionych. Rząd wprowadzi test na przedsiębiorcę?

Polska to kraj przedsiębiorców – każdy z nas nieraz słyszał te podszyte ironią słowa odnoszące się do liczby podmiotów zarejestrowanych w CEIDG. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że lwia część “przedsiębiorców” tak naprawdę pracuje dla kogoś innego. Rząd rusza na wojnę z samozatrudnionymi. Jak wpłynie to na pensje programistów?

“Prawdziwi przedsiębiorcy”

Polskich przedsiębiorców można podzielić z grubsza na dwa rodzaje. Pierwszy to ludzie prowadzący prawdziwe firmy, czyli zazwyczaj zatrudniający przynajmniej jedną osobę i realizujący zamówienia dla różnych podmiotów. Drugi to osoby, które w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej co miesiąc wystawiają fakturę na rzecz jednego podmiotu, co powoduje, że de facto jest on ich pracodawcą. To właśnie ten typ działalności, szczególnie w wypadku, gdy łapie się na liniową 19-procentową stawkę podatku od dochodów osobistych, najbardziej uwiera Ministerstwo Finansów. Planowane jest uszczelnienie tego systemu.

Opodatkowanie samozatrudnionych

– Jednym z problemów polskiego systemu podatkowego jest opodatkowanie jednoosobowych firm – mówił wiceminister finansów Filip Świtała podczas warsztatów podatkowych zorganizowanych na Uczelni Łazarskiego przez Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych we współpracy m.in. z przedstawicielami Komisji Europejskiej.

Minister tłumaczył, że duża część takich przedsiębiorstw rozlicza się z Urzędem Skarbowym w ramach liniowej, 19-procentowej stawki PIT. Na dodatek samozatrudnieni płacą minimalne, zryczałtowane składki na ubezpieczenia społeczne. Zdaniem Świtały znaczna część z nich sprawia tylko pozory prowadzenia działalności gospodarczej. – Pracują dla jednej firmy i wystawiają na jej rzecz jedną fakturę miesięcznie – twierdzi wiceminister. – Co więcej, często mają zakaz pracy na rzecz innych firm. Nie znam prawdziwych przedsiębiorców, którzy godziliby się na zakaz konkurencji.

Wątpliwa działalność

Zdaniem Świtały “prawdziwych przedsiębiorców” cechuje dążenie do dywersyfikowania ryzyka objawiające się m.in. niechęcią do wiązania się z tylko jednym pracodawcą. – U wielu osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą takiej dywersyfikacji nie widzę – stwierdza wiceminister. W jego oczach taki samozatrudniony dopuszcza się praktyki nieuczciwej wobec ogółu obywateli płacących podatki i składki od umów o pracę. – Zamiast 18 i 32 procent PIT taki niby-przedsiębiorca płaci 19 procent – tłumaczy Świtała. Według szacunków zaprezentowanych na warsztatach taką “wątpliwą” działalność może prowadzić nawet 166 tysięcy osób.

Ministerstwo Finansów pracuje nad sposobem na rozwiązanie tego problemu. Odświeżono pojawiający się już wcześniej pomysł na podzielenie ustawy o PIT na dwa niezależne akty prawne. Pierwszy miałby obejmować podatników, którzy uzyskują dochody na podstawie umowy o pracę, z emerytur, rent i innej działalności wykonywanej osobiście (być może również na podstawie umów cywilnoprawnych, które obecnie są wyłączone spod działania przepisów kodeksu pracy). Drugi byłby w całości dedykowany osobom prowadzącym działalność gospodarczą.

Pierwsza ustawa miałaby zostać stworzona zgodnie z zasadą 3xP, czyli prosto, przyjaźnie, przejrzyście, a druga dotyczyć wszystkich przedsiębiorców, którzy rzeczywiście prowadzą działalność gospodarczą. O tym, czy dany samozatrudniony zakwalifikuje się do tego grona, miałby zadecydować specjalny test. – Pracujemy nad “testem przedsiębiorcy”, który miałby określić, kto jest prawdziwym przedsiębiorcą, a kto nim nie jest – ujawnił Maciej Żukowski, dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych w Ministerstwie Finansów. – Chcemy to skonstruować tak, żeby nawet mysz się nie prześlizgnęła.

Pierwsze wątpliwości

Pomysł spotkał się z różnymi reakcjami. Pierwsze wątpliwości pojawiły się już podczas prowadzonych warsztatów. – Może lepiej ujednolicić warunki podatkowo-składkowe, żeby nie było bodźca do prób poszukiwania korzystniejszych warunków – zaproponował Jarosław Neneman, były wiceminister finansów i jeden z organizatorów warsztatów podatkowych. Istotne głosy w debacie pojawiły się i później. – Wygląda to na szukanie przychodów u przedsiębiorców, którzy rozliczają się zgodnie z przepisami prawa – powiedział Arkadiusz Rączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP. Przewiduje on, że w wyniku wprowadzenia takiego testu część przedsiębiorców będzie zmuszona płacić nie 19-, a 32-procentowy PIT. – (…) Z jednej strony mówimy o deregulacji, przejrzystości i pewności prawa, o konstytucji biznesu, a z drugiej strony chcemy wdrożyć mało precyzyjne zapisy bazujące na opinii urzędnika. Dotknie to najmniejszych przedsiębiorców – dodaje Rączka.

Póki co nie wiadomo, jak konkretnie miałby wyglądać test nad przedsiębiorcę i czy miałby stanowić integralną część ustawy. Jak zwykle w przypadku zagadnień związanych z wysokością podatków mamy jednak do czynienia z burzliwą dyskusją. Można się spodziewać, że to nie koniec debaty na ten temat.


Źródło: chip.pl, cyfrowa.rp.pl

Patronujemy

 
 
Polecamy
Rosja testuje własny internet. Pierwsza próba przed początkiem kwietnia