“Szanowny Europośle. Głosowanie 20 czerwca w sprawie dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym może spowodować nieodwracalne szkody dla internetu, podstawowych praw i wolności, na których zbudowane zostały nasze kraje i europejskiej ekonomii, jednocześnie tworząc niepewność prawną na kolejne dziesięciolecia. Dlatego ważne jest, aby 20 czerwca głosować przeciwko kompromisowej poprawce do art. 13 sprawozdawcy Axela Vossa i za skreśleniem art. 13. Każdy głos w głosowaniu jest na wagę złota. Moja prośba spowodowana jest tym, że na podstawie wielu badań i raportów, art. 13 będzie bardzo szkodliwy.” Tak zaczynał się list otwarty wystosowany przez grupę przeciwników zrzeszonych w akcji saveyourinternet.eu.

Powyższy list podpisało 70 osób “zaangażowanych w powstanie internetu”, którzy uważają, że wspomniany artykuł przyniesie więcej szkód, niż korzyści, ale też wielu internautów. Organizatorzy akcji jako największe zagrożenie podają właśnie artykuł 13 (choć głosowanie w Parlamencie Europejskim dotyczyło także art. 11 i innych — o nich za chwilę), który “nakazuje platformom internetowym wbudowanie zautomatyzowanej infrastruktury do monitorowania i cenzury internetu”. Ich zdaniem artykuł ten zawiera “niezdefiniowane koncepcje prawne, które czynią je niezgodnym z istniejącym porządkiem prawnym”.

W przygotowanym do wysłania przez każdego odwiedzającego stronę liście, organizatorzy akcji piszą także, że wspomniane zasady są “złą wiadomością dla wydawców, którzy polegają na otwartym i konkurencyjnym internecie w celu pozyskiwania, tworzenia i rozpowszechniania informacji wśród swoich czytelników”. Allied for Startups, który dołączył do protestu, wyjaśnia, że „proponowana technologia filtrowania zwiększy koszty uruchomienia startupów w Europie i odstraszy talenty”.

Kontrowersyjny, według przeciwników, artykuł 11 brzmi:

Artykuł 11

Ochrona publikacji prasowych w zakresie cyfrowych sposobów korzystania

1. Państwa członkowskie zapewniają wydawcom publikacji prasowych prawa przewidziane w art. 2 i art. 3 ust. 2 dyrektywy 2001/29/WE w zakresie cyfrowych sposobów korzystania z ich publikacji prasowych.

2. Prawa, o których mowa w ust. 1, nie naruszają jakichkolwiek przewidzianych w prawie Unii praw autorów i innych podmiotów praw w odniesieniu do utworów i innych przedmiotów objętych ochroną zawartych w publikacji prasowej, i nie mają na te prawa żadnego wpływu. Na prawa te nie można się powoływać przeciwko autorom i innym podmiotom praw, a w szczególności na ich podstawie nie można pozbawiać autorów i innych podmiotów praw ich prawa do eksploatacji swoich utworów i innych przedmiotów objętych ochroną niezależnie od publikacji prasowej, w skład której wchodzą te utwory lub przedmioty.

3. W odniesieniu do praw określonych w ust. 1 stosuje się odpowiednio art. 5–8 dyrektywy 2001/29/WE i dyrektywy 2012/28/UE.

4. Prawa, o których mowa w ust. 1, wygasają 20 lat po opublikowaniu danej publikacji prasowej. Termin ten liczy się od dnia pierwszego stycznia roku następującego po dacie opublikowania.

Kontrowersyjny, według przeciwników, artykuł 13 brzmi:

Artykuł 13

Korzystanie z treści chronionych przez dostawców usług społeczeństwa informacyjnego polegających na przechowywaniu i zapewnianiu publicznego dostępu do dużej liczby utworów i innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez użytkowników

1. Dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego, którzy przechowują i zapewniają publiczny dostęp do dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez swoich użytkowników, we współpracy z podmiotami praw podejmują środki w celu zapewnienia funkcjonowania umów zawieranych z podmiotami praw o korzystanie z ich utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną bądź w celu zapobiegania dostępności w swoich serwisach utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zidentyfikowanych przez podmioty praw w toku współpracy z dostawcami usług. Środki te, takie jak stosowanie skutecznych technologii rozpoznawania treści, muszą być odpowiednie i proporcjonalne. Dostawcy usług przekazują podmiotom praw adekwatne informacje na temat funkcjonowania i wdrażania środków, a także, w stosownych przypadkach, adekwatne sprawozdania na temat rozpoznawania utworów i innych przedmiotów objętych ochroną oraz korzystania z nich.

2. Państwa członkowskie zapewniają wdrożenie przez dostawców usług, o których mowa w ust. 1, mechanizmów składania skarg i dochodzenia roszczeń, które są dostępne dla użytkowników w przypadku sporów dotyczących stosowania środków, o których mowa w ust.

3. W stosownych przypadkach państwa członkowskie ułatwiają współpracę między dostawcami usług społeczeństwa informacyjnego a podmiotami praw poprzez dialog zainteresowanych stron w celu określenia najlepszych praktyk, takich jak odpowiednie i proporcjonalne technologie rozpoznawania treści, biorąc pod uwagę m.in. charakter usług, dostępność technologii i ich skuteczność w świetle rozwoju technologii.

Zwolennicy: “Chcemy poprawić pozycje autorów”

Art. 13 i art. 11, które wczoraj zostały przyjęte na głosowaniu w Parlamencie Europejskim (nie jest to ostateczny wynik, odbędzie się jeszcze jedno głosowanie, ale rokowania co do zmiany decyzji są niskie) dotyczą ochrony praw autorskich. Wczytując się w 36-stronnicową “dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady” doszliśmy do wniosku, że założenie było dobre, choć w praktyce może rzeczywiście przynieść więcej problemów, niż korzyści. Zanim przejdziemy do problemów, wyjaśnimy, jaki był cel Unii Europejskiej, a właściwie autora projektu — Axela Vossa. W dużym skrócie, Voss chciał zadbać o autorów treści cyfrowych, których utwory zostają bezprawnie udostępniane w Internecie.

Alex Voss w dyrektywie wyjaśniał, że w wyniku rozwoju technologii cyfrowych pojawiły się nowe modele biznesowe, polegające na zarabianiu na przetworzonych utworach chronionych prawami autorskimi (może chodzić np. o memy, które powstały jako wycinki z filmów, czy zdjęć celebrytów, ale też o linki do źródłowych artykułów, za które wydawca będzie musiał płacić). “W tych nowych warunkach podmioty praw, które chcą udzielić licencji na korzystanie ze swoich praw i otrzymać wynagrodzenie z tytułu rozpowszechniania swoich utworów w internecie, napotykają trudności. Może to postawić pod znakiem zapytania rozwój kreatywności i produkcję kreatywnych treści w Europie” czytamy w dyrektywie.

Europosłom głosującym za przyjęciem tej zmiany, zależało na zagwarantowaniu autorom i podmiotom praw, otrzymywania należnej część wartości generowanej poprzez korzystanie z ich utworów i innych przedmiotów objętych ochroną. “W tym kontekście wniosek przewiduje środki mające poprawić pozycję podmiotów praw w zakresie negocjowania i uzyskiwania wynagrodzenia za eksploatację należących do nich treści w ramach internetowych usług udostępniania treści”. Jeśli chcecie zobaczyć, kto głosował za przyjęciem dyrektywy — zajrzyjcie tutaj.

Przeciwnicy: “To zła wiadomość dla wolnej prasy”

Komentatorzy, wśród których znalazło się wiele organizacji chroniących wolność słowa, uważają, że dyrektywa może zniszczyć ideę przyświecającą internetowi. Dlaczego? Ponieważ wprowadzenie art. 13 może spowodować mniejszy udział społeczności internetowej w wyrażaniu swoich opinii i oczekiwań. Nowelizacja jest także zagrożeniem dla serwisów typu wykop.pl (o czym przeczytasz tutaj w wywiadzie z Michałem Białek z Wykop.pl). Dyrektywa, dla autorów artykułów, dziennikarzy i wydawców, wprowadza pewne ograniczenia, np. w publikowaniu materiałów graficznych w artykułach. Każde umieszczenie filmu opublikowanego na YouTube, czy mema komentującego aktualne wydarzenie, przenosi odpowiedzialność dotyczącą posiadania praw autorskich do przetwarzanego utworu na… wydawcę.

Jeśli więc dziennikarz opublikuje w internecie artykuł i zamieści w nim relację internauty z wydarzenia, w tle której słychać utwór muzyczny, będzie musiał posiadać licencję na rozpowszechnianie utworu. Jeszcze gorzej sprawa ma się np. z komentarzami pod artykułami. Od momentu wprowadzenia w życie dyrektywy, wydawca, czy administrator serwisu internetowego, musi czuwać nad komentarzami i sprawdzać, czy zawierają treści udostępniane na wolnej licencji (np. CO0). Jeśli nie, to będzie zmuszony nie dopuścić do publikacji komentarza, albo wykupić licencję na wykorzystanie danego utworu. Do dziś, odpowiedzialność za publikację takiego utworu ponosił użytkownik.

Dobry policjant, zły policjant

Dlaczego chronienie praw autorskich jest ważne? Na to pytanie odpowiedź zna każdy autor, któremu skopiowano kiedyś pracę — bez uzyskania zgody. Dyrektywa cenzurująca internet może jednak zagrażać publikacji nagrań, które mają wydźwięk społeczny. Komentatorzy stanowczo wskazują, że art. 13 “to zła wiadomość dla wolnej prasy”, bo od momentu jej wprowadzenia, odpowiedzialność za każdy film pokazujący np. nieprawidłowo przeprowadzone zatrzymanie przez funkcjonariusza policji, będzie spadać na autorów artykułu, który o nim opowiada. Trudniej więc będzie pokazać, że wspomniani wcześniej policjanci popełnili błąd. Pozostanie nam wierzyć w zapewnienia rzeczników policji, komentujących zdarzenie, co do których chyba wszyscy mamy zastrzeżenia. I wierzyć, że Unia Europejska naprawdę wie co robi, bo dyrektywa, za którą głosowali europosłowie jest bardzo ogólna.

Dajcie znać, jakie jest Wasze stanowisko w sprawie cenzury internetu. Myślicie, że przedłogosowanie art. 13 doprowadzi do kolejnej odsłony protestu, który powstał za sprawą ACTA?


Zdjęcie główne artykułu pochodzi z pexels.com

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend