W Microsofcie możesz robić co chcesz. Poznaj historię Kuby Jędryszka – część 3

W trzeciej części wywiadu, Jakub Jędryszek opowiedział o procesie rekrutacji do Microsoftu. Sam został zrekrutowany już na studiach, a po latach pracy w firmie, także przeprowadza rekrutację wśród uzdolnionych studentów. Zapytaliśmy go także o to, jak dużo swobody w pracy mają developerzy.

Jakub pracuje dla Microsoft w głównej siedzibie w Redmond. Od 2014 jest zaangażowany w pracę nad nowym portalem Azure. W chwili obecnej większość jego uwagi jest skupiona na aplikacji mobilnej Azure, pozwalającej zarządzać zasobami chmury Microsoftu. Od czasu do czasu można go spotkać na konferencjach w różnych częściach świata (od USA, przez Europę aż po Chiny i Australię). Przed Microsoftem Jakub studiował na Politechnice Wrocławskiej i Uniwersytecie Ekonomicznym, gdzie uzyskał tytuły inżyniera i licencjata. W trakcie studiów pracował przez rok we Wrocławiu, a potem wyjechał do USA studiować na Kansas State University, gdzie prowadził badania nad statyczną analizą kodu dla urządzeń medycznych. W wolnych chwilach jeździ na rowerze, pływa, biega, startuje w triathlonach, chodzi po górach i podróżuje.

Dzisiaj skupiliśmy się na rekrutacji, by pokazać, jak wygląda ten proces w tak dużej firmie jaką jest Microsfot (zachęcamy też do przeczytania pierwszej i drugiej części wywiadu).

Spis treści

Piotr Nowosielski: Z racji tego, że mamy tutaj osobę z korporacji czystej maści – Jakuba oraz osobę z software house’u, czyli Ciebie Kamilu, chciałbym abyśmy porównali pewne kwestie. Jak wygląda rekrutacja w korporacji jaką jest Microsoft, a jak w software housie – VentureDevs? Możecie zdradzić, jak to u Was wygląda?

Kamil Kollman: Zaplecze moje i Kuby jest diametralnie inne, nie tylko ze względu na technologię, w której pracujemy. Ja jestem front-endowcem i raczej ze strony JavaScrpitu, więc mam trochę inną perspektywę. Wracając do kwestii rekrutacji. W moim przypadku wyglądało to tak, że kiedy jeszcze nie programowałem, a pracowałem jako grafik, trafiłem na stronę Codecalt, bo to była poprzednia nazwa VentureDevs i strona mnie na tyle zainteresowała, że powiedziałem sobie, że kiedy nauczę się kodować, to będzie pierwsza firma, do której będę aplikować. I rzeczywiście tak się stało, po niecałym roku zgłosiłem się do VentureDevs i dostałem zadanie do zrobienia.

Spędziłem sporo czasu nad nim, bo było to wyzwanie stosunkowo duże, jak na mój poziom umiejętności, który wtedy miałem. Ale jestem bardzo zawzięty, więc zadanie ukończyłem i wysłałem do oceny. Nie wiem czy to była klątwa czy próba mojej zawziętości, bo mieliśmy problem ze zgraniem swoich skrzynek pocztowych, z Gosią zajmującą się HR’em. W zasadzie wyglądało to tak, że spotkaliśmy się na kolacji w jednej restauracji w Poznaniu. Rozmawialiśmy na mnóstwo różnych tematów, gdzie zdałem sobie sprawę, że bardzo istotną umiejętnością w kontekście developera, są również kompetencje miękkie, czyli umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem, umiejętność zainteresowania tego, co mówią inni i współpracy.

Myślę, że to było kluczowe podczas tego spotkania. Później przyszedłem na dzień próbny. Okazało się, że jest jakaś pilna sytuacja i trzeba było posiedzieć nad CSSami/HTMLem i ja zacząłem to robić. Wsiąkłem na jakieś 5 godzin, chyba raz wstałem z fotela, byłem tak pochłonięty. Okazało się, że to co pisze jest dobre, że jest składne i dostałem się na staż. Staż minął i ja jestem w tej firmie dalej. Od tego czasu bardzo się rozwinąłem.

Piotr: Od pierwszego kontaktu z VentureDevs, ile czasu minęło do otrzymania odpowiedzi? Jak byśmy to w czasie skompresowali, bo jestem ciekaw, ile trwał proces rekrutacji, a ile staż?

Kamil: Sam proces rekrutacji nie trwał długo, dostałem zadanie, na które miałem kilka dni. Odpowiedź przyszła szybko. Później kiedy przyszedłem na dzień próbny, padło pytanie czy mogę przyjść jutro. To było bardzo motywujące.

Piotr: Dołączyłeś na jakim etapie? Ile osób było wtedy w zespole?

Kamil: Nie jestem pewny, było już ok 30 osób.

Piotr: 30 osób, okej. Czyli proces był płynny i już znalazła się jakaś robota dla Ciebie. Już się sprawdziłeś w boju, fajnie.

Kamil: Myślę, że sprawdziło się to, o czym wspomniałeś Kuba. Przecięcie szansy z jakimś przygotowaniem, zamieniłbym przygotowanie na determinację i wielkie chęci. Rzeczywiście to się sprawdza, aby być w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. I być przygotowanym na wszystkie wyzwania, które mogą się pojawić.

Piotr: A jak to jest w Microsofcie, Kuba powiedz?

Kamil: Zanim Kuba odpowiesz na Pytanie Piotra, powiedz jeszcze bo ciekaw jestem, czy do procesu rekrutacji dopuszczane są osoby, które nie mają formalnego wykształcenia związanego z technologiami informatycznymi? Czy nie będąc po studiach, a mając odpowiedni zestaw umiejętności można aplikować i czy można się dostać?

Jakub Jędryszek: Tak, zdecydowanie, chyba ostatnio Miguel de Icaz, współzałożyciel Xamarina, tweetował o swoim wykształceniu w sztuce, więc generalnie nie ma ono większego znaczenia. Studia na Uniwersytecie mogą pomóc w ten sposób, że Microsoft jeździ na uczelnie i rekrutuje studentów. Ja byłem zrekrutowany w ten sposób, że jak byłem na Kansas State University, to wtedy grupa ludzi przyszła i rekruterka zbierała CV, a później na terenie uczelni przeprowadzała rozmowy z grupą wyłonionych studentów. Polega to na tym, że musisz siebie dobrze zareklamować w ciągu 30 min. I też na tyle dobrze, żeby wypaść lepiej niż inne osoby, bo rekruter w ciągu dwóch dni rozmawia z 24 osobami, Twoimi konkurentami i musi podjąć decyzję w ciągu 5 minut.

Byłem ostatnio w Bostonie, jako rekruter Microsoftu i wiem jak to wygląda. Podczas 30-sto minutowej rozmowy ze studentem musisz podjąć decyzję. Na koniec dnia, nie będziesz już pamiętał, czy student dał radę. Trzeba na bieżąco pisać feedback, szybko podjąć decyzję. Jeżeli się przejdzie wywiad w kampusie, to rekruter wysyła rekomendacje do HR’u – czy wybrana osoba powinna polecieć do siedziby na rozmowę (Microsoft opłaca przelot, hotel i atrakcje turystyczne). Takich osób zazwyczaj przyjeżdża około 4-5 i na podstawie wywiadu z rekruterem są dalej wrzucane do zespołów.

Kiedy ja zostałem zarekomendowany do interview w Redmont, to robiliśmy pierwszą edycję Net. Conference i poznałem tam Tomka Janczuka, który pracował w Microsofcie. Powiedział mi, że może mnie skontaktować z zespołami, które poleca. I wtedy nie będzie to ślepy los, tylko będę dobrze dopasowany do zespołu. Ostatecznie skorzystałem z jego pomocy. Kiedy przyleciałem do Redmont na cały dzień rozmów (polecam zapytać firmę czy jest możliwość rozłożenia tego na dwa dni) to pamiętam, że kiedy była 16:45, to manager nie był mną zainteresowany, tylko usuwał maile i jadł banana. Wiedziałem, że decyzja w mojej sprawie już zapadła, tylko nie wiedziałem czy na tak czy na nie.

W ogóle podczas rozmowy musiałem na visual studio programować. Plus tego jest taki, że programujesz naturalniej, ale minus jest taki, że na koniec dnia to co robisz musi zadziałać. I ja coś tam kodowałem i mi się to nie kompilowało, wyskakiwały mi jakieś errory ciągle.  

Piotr: Stresik był?

Jakub: Stresik i zmęczenie w jednym. Dlatego polecam rozbić sobie to na dwa dni. Podczas całego dnia i wielu spotkań, musisz się sprzedać każdemu i pokazać, że jesteś w stanie kodować, jesteś w stanie robić zadania i jesteś zainteresowany zespołem. Lepiej to zrobić jak jesteś wypoczęty i świeży, a nie po całym dniu lotu. A do tego jeśli ktoś leci z Europy, to jest jeszcze gorzej.

Kamil: To brzmi trochę jak kompilacja Igrzysk śmierci z Harrym Potterem, bo to co mówiłeś o przypasowywaniu do konkretnych teamów, to przypomniało mi czapkę niewidkę.

Piotr: Mi to się skojarzyło z Kac Vegas trochę, ale to zależy jak to podchodzi do rozmów kwalifikacyjnych. Dobrze, chciałem porównać jak to mniej więcej wygląda, z racji tego, że tutaj możemy o wiele wątków zaczepić. A powiedz Kuba jak Ty podchodzisz do tej drugiej strony? To Ty wyławiasz te talenty, następców Billa Gatesa, powiedz na co warto zwracać uwagę? Na ile istotne są te techniczne rzeczy, na ile są istotne umiejętności miękkie, to jest dla mnie ciekawe.

Jakub: Na pewno to jest trudne. To jest kontrowersyjny temat, jaka jest najlepsza recepta na interview. Myślę, że Microsoft, Google, czy Facebook korzysta ze sposobu polegającym na rozmowach 4-5 różnymi ludźmi. Wtedy każdy zwraca uwagę na trochę inne rzeczy.

Jeżeli te 4-5 osób się zgadza, to wtedy mamy porozumienie i jesteśmy bardziej pewni, że ewaluacja tego kandydata przebiegła dobrze. Jeżeli ktoś ze słuchaczy trafi do mnie na interview, to wam powiem, że tak: wszyscy uważają, że najważniejsze to znaleźć dobre rozwiązanie. Jest problem a ja muszę znaleźć dobre rozwiązanie. Słyszałem jak mój znajomy miał kandydata, który zaczynał coś robić, a jak padało pytanie jak to ma działać, to zmazywał wszystko, bo myślał, że robi źle. Niepotrzebnie się sugerował, bo po dwóch takich pytaniach powiedział: I give up!

Zrezygnowany spytał jaka jest odpowiedź na to pytanie. Głównie chodzi o to, by podczas rekrutacji zobaczyć jak ktoś koduje, jak ktoś myśli, jak ktoś reaguje na proponowanie różnych rozwiązań. Jak mi ktoś pokaże swoje rozwiązanie, to ja pytam czy są inne opcje, czy można zrobić coś lepiej, jakie są plusy i minusy, jakby ten kod przetestował itd. Zawsze pytam też o poprzednie projekty, żeby wybadać jakie ma zainteresowania i czy ma pasje do technologii, co jest w Microsofcie bardzo ważne. Jak ja robię interview, to po spotkaniu z kandydatem mówię ludziom przeprowadzającym na kolejnych etapach rekrutacji o co spytałem i w czym według mnie kandydat jest dobry, a czego nie sprawdziłem. Na koniec dnia rekruterzy się spotykają i wspólnie ustalają: hire or no hire?

Kamil: Czyli w przypadku Microsoftu także umiejętności miękkie odgrywają istotną rolę.

Jakub: Zdecydowanie tak, ale koniec końców, jeżeli ktoś ma super umiejętności miękkie i dobrze się z nim gada, ale ma problem z kodowaniem, to nie wystarcza.

K:  A jak podszedłbyś do odpowiedzi, kiedy podczas rozmowy zadałbyś pytanie a ktoś by odpowiedział: nie wiem, ale znajdę to w Google?

Jakub: Ja zazwyczaj na początek daje takie pytanie, że ludzie zazwyczaj wiedzą o co chodzi. Nie są to bardzo ciężkie algorytmiczne rzeczy, raczej skupiam się na tym jak ktoś koduje, czy jest w stanie napisać prosty kod i jest w stanie go przetestować. W ten sposób. W tej pierwszej fazie, oczekuję, że każdy jest w stanie to zrobić w minutę. Potem w zależności jak widzę jak kandydat sobie radzi, dodaję kolejne poziomy trudności. W ten sposób można zobaczyć różnice między programistami, jak szybko potrafią rozwiązać dany problem.

Piotr: Przyszło mi teraz do głowy, że jeździcie na campusy, tyle programistów tam pracuje, a powiedz czy taka firma o uznanej marce jak Microsoft nie ma problemów z zatrudnianiem programistów? Ile średnio kandydatów przypada na jedno miejsce, jeśli możesz to zdradzić? W Polsce jest to naprawdę duży problem żeby znaleźć programistę.

Jakub: W Microsofcie problem jest żeby znaleźć dobrego programistę. Nie wiem jakie są dokładne statystyki, ile ludzi przechodzi, a ile przepada. Nie znam dokładnie liczb, to zależy od etapu. Z tego co słyszałem, że liczba tych wszystkich ludzi wynosi około 1%. Jeżeli ktoś jest na 1 roku studiów i nie bardzo potrafi w C++ zakodować kalkulatora, a wyśle swoje resume, które zostanie odrzucone, bo taki kandydat nie ma odpowiednich umiejętności. To ciężko jest przełożyć. Bo jeśli kandydat ma kilka lat doświadczania, to ma dużo większe szanse. Dużo jest ról w Microsofcie, nie tylko software developer, ale też np. product manager.

Piotr: Mówiąc już o innych kwestiach, bo chciałbym przejść do pytań bezpośrednio od ludzi. Ale zanim o tym, to Kuba powiedz, czy spotkałeś kiedyś Billa Gatesa?

Jakub: Tak, spotkałem Billa Gatesa, około dwóch miesięcy temu. Byliśmy na kolacji w Ell Gaucho, polecam tam chodzić, to był poniedziałek a w Ell Gaucho w poniedziałki jest happy hours do godz. 22:00. Byłem tam ze znajomymi, z którymi miałem robić rajd rowerowy z Vancouver do Whistler. I siedząc przy stoliku, widzę że stoją ludzie czekając na miejsce przy stoliku i patrzę a tam koleś podobny do Billa Gtesa. I mówię do kolegi: patrz, koleś podobny do Billa Gatesa. Chwilę później, zza filara dostrzegłem, że wyszła Melinda Gates, bez żadnej obstawy i poprosili o normalny stoli, żaden vip room.

Piotr: Ty dołączyłeś do Microsoftu, kiedy Bill Gates jeszcze normalnie pracował i tam bywał, czy to było w momencie kiedy Gates skończył swoją przygodę?

Jakub: Bill Gates był CEO do 2000 roku, potem Steve Ballmer został CEO, ale Bill Gates wciąż był technical advisorem – dostałem kiedyś podobną ofertę pracy, bo Microsoft był bez CEO. Ja dostałem ofertę w styczniu, a zacząłem pracę we wrześniu, bo musiałem skończyć studia. W międzyczasie Satya Nadella został CEO i kiedy ja przyjechałem, to już Satya był CEO.

Piotr: I nie ma problemu, żeby Satya gdzieś tam zobaczyć? Czy jak to wygląda? W końcu jesteś w Redmont, w samym sercu Microsoftu.

Jakub: Spotkać w restauracji nie miałem okazji, ale co miesiąc jest z Satyą Q&A dla pracowników, podczas którego każdy pracownik może zadawać pytania. Można też iść z nim na kolację, w październiku robimy akcję charytatywną i często właśnie Ci pracownicy wyższych szczebli, z CEO włącznie, wystawiają na licytację kolację. Można zatem licytować kolację z Satyą, to jest wtedy droższa impreza, ale można z nim pogadać one to one.

Kamil: Ja też byłem na kolacji z naszym CEO.

Piotr: I nie musiałeś tego licytować. To jest właśnie taka różnica. Okej, Kuba z racji tego, że zbliżamy się do końca, moje pytania też zawsze skupiają się na tym, jak wyglądają realia życia w Redmont. Jak tam jest? Czy to jest drogie miejsce, czy jednak nie? Czy mógłbyś opowiedzieć trochę o tym?

Jakub: Ceny nieruchomości na pewno idą zdecydowanie za szybko w górę.

Piotr: Rzuć jakąś kwotę, bo ludzie zazwyczaj mówią o cenach nieruchomości i wynajmie. Rzuć jakieś widełki.

Jakub: W zależności czy Centrum Seattle czy gdzieś na East Side. Za jednopokojowy apartament cena waha się 1700-3000 dolarów. Jak tu się przeprowadziłem, w pierwszym roku, to płaciłem za jednopokojowy apartament 1200 dolarów.

Piotr: Polak zawsze znajdzie taniej, to się ceni.

Jakub: Trzy lata temu były takie ceny, wtedy płaciłem 1200 a teraz płacę 3100.

Ceny zdecydowanie za szybko idą do góry. Może mógłbym znaleźć coś tańszego, ale 1800 dolarów to jest takie minimum jakie musiałbym zapłacić. Także teraz przez trzy lata ceny wzrosły o 50%. Jak chcesz kupić dom, to kolega mi mówił, który się rozgląda, że jakieś 600-700 tys. dolarów to dostanie taki domek z drewna, co w Polsce nie chciałbyś takiego kupić. Jest ciężko, coraz więcej ludzi tu zjeżdża, wielu Chińczyków wykupuje nieruchomości.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Konrad Bolek
Jak wygląda praca WordPress Developera? Wywiad z Konradem Bolkiem