liverpool bigdata

Programiści na stadionach. Jak Liverpool wykorzystuje big data

„Jak to mówią młodzi ludzie: masakracja” – powiedziałby Dariusz Szpakowski zapytany o to, jak Liverpool traktował swoich rywali w ostatnich starciach. Piłka nożna ma to do siebie, że przypadek potrafi wpłynąć na wynik rozgrywek w znacznie większym stopniu, niż w innych dyscyplinach sportowych. Ale ciężko mówić o przypadku w kontekście tej drużyny. 

Przynajmniej od dwóch lat nie ma mocnych na Liverpool. W tym okresie przegrali tylko trzy mecze w Premier League: z Chelsea 06.05.2018 roku, z Manchesterem City 03.01.2019 roku i z Watfordem 29.02.2020. Chociaż rywale już zdążyli „przeczytać” grę The Reds i ich gra nie wygląda już tak kolorowo, to mimo to wielu uważa, że zdecydowanie zasłużyli na wygraną w lidze. Nawet uwzględniając fakt, że w ostatni tydzień przed przerwaniem rozgrywek, odpadli z walki o dwa trofea: Ligę Mistrzów i Puchar Anglii. 

Co decyduje o ich sukcesie? Nieudolność rywali? Niemierzalny zmysł taktyczny Jürgena Kloppa? A może umiejętność ustawienia napastników: Salaha, Mané czy Firmino? 

Jeśli jest się fanem piłki nożnej, to ciężko przejść obojętnie obok takiego klubu. W momencie, w którym Fenway Sports Group go przejmowało, był praktycznie na skraju bankructwa. Wiedział o tym także Jürgen Klopp, kiedy podejmował się pracy jako trener. Mimo wszystko, po miesiącach ciężkiej pracy i restrukturyzacji Liverpoolu, udało się dokonać niemalże rewolucji w standardach prowadzenia klubu.

Podjęto się jej w myśl pozytywistycznej filozofii pracy u podstaw. Zmiany zaszły nie tylko w strukturach rekrutacyjnych, coachingowych, zarządzaniu grą czy kontraktach komercyjnych. Najważniejsza z nich odbyła się w podejściu do taktyki gry, co doprowadziło do tego, że klub zrewolucjonizował postrzeganie analizy szczegółowych danych dostarczanych sztabowi przez najnowsze technologie.

Jak liczby mogą wygrać mecz?

I nie chodzi tutaj o ilość strzelonych goli, czy przebiegniętych kilometrów. W piłce, niczym w grze strategicznej, aby wygrać, trzeba nie tylko posiadać konkretną taktykę na przeciwnika, ale trzeba go również poznać. Tradycyjnie sztab zatrudnionych do tego specjalistów analizuje rozegrane do tej pory mecze i na ich podstawie opracowuje strategię na najbliższe spotkanie.

Swoją ekspercką opinią służą trenerowi także w trakcie rozgrywek, podpowiadając mu na bieżąco, jaką decyzję powinien podjąć. Liverpool poszedł o krok dalej i wykorzystuje do tego najnowsze technologie. 

Od dłuższego czasu klub zbiera ogromną ilość danych dotyczących gry swoich zawodników, jak i rywali. Analiza otrzymanych liczb pozwala na ustalenie, którzy z nich są najlepiej przygotowani do zajęcia określonych pozycji tak, aby wypracować jak najlepszy wynik. Taka taktyka została nazwana: kontrolą boiska, co mówi samo za siebie. Aby ją zrealizować, zespół musi wykorzystywać pełny potencjał swoich umiejętności oraz taktykę przeciwnika. 

We wszystkim wspiera ich całe zaplecze zespołu badawczego. Za ocenę danych zawodników i trendów sportowych odpowiada dyrektor działu badań Ian Graham z Fenway Sports Group (grupa będąca właścicielem Liverpoolu FC) czy chociażby Michael Edwards, pracujący wcześniej w Portsmouth i Spurs, z wykształcenia analityk danych. W skład Zespołu ds. Danych wchodzą także astrofizyk Tim Waskett i Will Spearman, doktor filozofii.

Powyższa grafika służy za przykład tego, w jaki sposób działa system stosowany przez zespół. Jest to wizualizacja kontroli boiska przez zawodników. Gracz podkreślony żółtym kółkiem jest w posiadaniu piłki, a czerwone pole pokazuje, jakie obszary kontroluje drużyna przeciwna. Z kolei niebieskie to obszary kontrolowane przez Liverpool. Opracowany algorytm podpowiada, w którym kierunku gracz powinien posłać futbolówkę.

W nieco przejrzystszy sposób prezentuje to poniższa grafika.

Gracze zaznaczeni kolorem czerwonym to Liverpool, a obszary oznaczone tym samym kolorem to miejsca, do których mogą dotrzeć szybciej niż zawodnicy oznaczeni na niebiesko. – Wszystko zmienia się w prawdopodobieństwo strzelenia bramki. Wartość 1,3% jest określeniem szansy na to, że gol padnie z tej pozycji w przeciągu następnych 15 sekund – tłumaczył Waskett podczas Royal Institution Christmas Lectures.

Według niego drużyna, łącząc te dane ze sobą, może zrozumieć, w jaki sposób każda akcja na boisku wpływa na prawdopodobieństwo zdobycie bramki. 

Jak to wygląda w praktyce? Nikt, prócz sztabu Liverpoolu, nie wie, jak działa zawiły proces analizy zgromadzonych danych. Na podstawie gry The Reds możemy tylko spekulować, skąd wziął się sukces tego zespołu. A materiału jest sporo. Na podstawie poniższego widać nie tylko piękno piłki nożnej w najlepszym wydaniu, ale także, jak dojrzale nauczyli się prowadzić grę.

Legia Warszawa polskim Liverpoolem?

Oczywiście Liverpool nie jest jedynym klubem, który w taki sposób analizuje grę. Z zagranicznych lig można by wymienić jeszcze kilka takich zespołów, ale… Jak to wygląda w polskiej Ekstraklasie? 

Na pytanie, czy jesteśmy daleko w tyle za Zachodem jeśli chodzi o analitykę w piłce nożnej, w wywiadzie dla Weszło możemy wyczytać: – Myślę, że o dobre kilka lat, może nawet więcej. U nas wciąż jak ktoś coś powie więcej o statystyce, to znajdą się głosy, że z psem statystycznie mamy po trzy nogi. Takie jest podejście, że statystyki OK, ale jako ciekawostka dla kibiców, pomagająca ciekawie opisać grę. Tu jest oswojona. Znacznie gorzej dotrzeć do osób faktycznie decyzyjnych, choćby trenerów. Ci często dość otwarcie ignorują takie dane, bo przecież wieloletnie doświadczenie, bo z niejednego pieca chleb się jadło, po co mu takie dane potrzebne.

Michał Jaroń, bohater rozmowy, to programista i były analityk big data Legii. Po kilku nieudanych próbach podjęcia pracy w PZPN-ie oraz właśnie u Legionistów, postanowił podejść do sprawy w nieszablonowy sposób. Wysłał odręcznie napisany list do Dariusza Mioduskiego, w którym napisał: „Pan będzie Billy Beane, ja Peterem Brandem z Moneyball”. Chwyciło i dostał posadę analityka big data.

Jak sam podkreśla, zmiany w Polsce w dziedzinie analityki już nadeszły, lecz powinny być większe. To czego ma najbardziej brakować, to systemu z danymi pozycyjnymi. W Ekstraklasie funkcjonuje system TRACAB, który w porównaniu do tego z Premier League jest mocno okrojony. Na Zachodzie dostępność danych opisujących ruch każdego zawodnika jest większa. Dane zawierają koordynaty boiskowe każdego zawodnika, piłki i sędziów, a próbkowane są z częstotliwością ok. 20 razy na sekundę. TRACAB z Polski dostarcza tylko statystyki takie jak prędkości i zliczone kilometry.

Kiedy dołączył do Legii, nie było zapotrzebowania na analityka danych, więc podobnie jak Liverpool, swoją pracę musiał zacząć od podstaw. Początkowo musiał gromadzić wszystkie potrzebne informacje, co nie było prostym zadaniem. Dopiero w następnej kolejności mógł zabrać się za opracowanie taktyki przeciwnika.

Do jego obowiązków należało między innymi tworzenie mapy podań, czyli grafik z informacjami, który zawodnik podawał piłkę któremu. Dogłębna ich analiza pozwoliła wyciągnąć mu wniosek, że przykładowo Górnik Zabrze, zepchnięty do stref bocznych, odbywał swoje najgorsze mecze. 

Obecnie Michał jest programistą specjalizującym się w algorytmice i sztucznej inteligencji. Nie zakończył swojej przygody z analityką piłkarską. Stara się przybliżać ją w przystępnej dla wszystkich formie na swojej stronie oraz Twitterze. 

Podsumowanie

Przykłady wykorzystania big data na stadionach można mnożyć. W Europie zdecydowanym przodownikiem w tej dziedzinie jest Liverpool. Aktualnie może pochwalić się jednym z najlepszych sezonów w swojej historii. Prawdopodobnie dużą rolę w drodze do ich sukcesu odegrała szczegółowa analiza boiska, dzięki której piłkarze zrozumieli, w jaki sposób każda akcja na boisku wpływa na prawdopodobieństwo zdobycia bramki.

Chociaż być może rola analityków piłkarskich jest przeceniana w kontekście ostatnich osiągnięć The Reds i na takie rewelacje powinniśmy reagować jak na poniższym gifie?


Źródła: liverpool.com, nytimes.com, medium.com, weszlo.com, soccerinsider.github.io, flashscore.com. Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Sytuacja testerów na rynku IT. Dwa rozwiązania na brakujących specjalistów