mężczyzna na tle napisu "productivity"

Kiedy podejmujesz decyzję, czy zostaniesz leadem zespołu, lista “za” i “przeciw” potrafi mieć zaskakująco dużo pozycji “przeciw”

Stres i well-being

Pewnie już zauważyłeś, że lubię sobie pogadać. Kiedy dostałem propozycję napisania artykułu, razem z nią dostałem jasny cel – opisać, jak zapewniam na tyle dobre samopoczucie zespołu, że nikt jeszcze nie odszedł. Po pierwsze, ja sam nic nie zapewniam. Co najwyżej daję przestrzeń, ale zapełniamy ją wspólnie. Po drugie, nie ma krótkiej odpowiedzi na to pytanie. To wszystko proces, dodatkowo składający się z wielu naczyń powiązanych. Ale przynajmniej w końcu mam parę słów na pierwotnie zadany temat.

Konia z rzędem temu, kto jako PM nigdy się nie stresuje. Trudny klient, ciasne terminy, przekroczone budżety, mało zgrany zespół projektowy. Inne nieprzewidywalne sytuacje. Nie na każdym projekcie, ale w końcu stanie się to coś, co cię zepnie. A stresu nie można lekceważyć.

Wbrew pozorom, całość tego artykułu zmierzała właśnie tutaj. Wszystko, o czym napisałem do tej pory, to narzędzia prewencyjne. To, co mogliśmy zrobić, żeby zwiększyć powtarzalność w prowadzeniu projektów, a tym samym zminimalizować niepewność w pracy PM-a oraz sytuacji, w których stres może wystąpić. Punkty, które sprawiały problemy w przeszłości i których poprawa miała znaczyć ogólną poprawę jakości życia. Jednak nigdy nie wyeliminujemy sytuacji stresowych. Dlatego prewencja to za mało, należy też działać na bieżąco.

Za najtrudniejsze, ale też najważniejsze uważam podejmowanie często drastycznych decyzji, nawet kosztem projektu, jeżeli sytuacja PM-a zaczyna być zbyt ciężka. Wymiana project managera, zdjęcie developera, który nie performuje, eskalacja u klienta, jeśli współpraca jest utrudniona (chociaż tego ostatniego jeszcze nie musiałem robić), a w ostateczności lobbowanie za przedwczesnym zakończeniem projektu. Zwykle takie działania mają konsekwencje krótkoterminowe, z którymi sobie poradzimy.

Do sytuacji nie wymagających tak ostrych reakcji, ja i PM po prostu siadamy wspólnie. Razem dyskutujemy, szukamy rozwiązań, układamy plany naprawcze. Założenie jest takie, że nie na wszystko musisz znać odpowiedź. Ja też nie muszę. Ale razem coś wymyślimy.

ZOBACZ TEŻ:  Zarobki w IT. Sprawdzamy, ile w 2021 roku zarabiał PM

Team-building

Jako zespół, który w dużej mierze dopiero poznaje .intent i siebie nawzajem, dostaliśmy oczywiście podkręconą piłkę w postaci pandemii. Każdy z was wie, jak ciężko (szczególnie na początku) było utrzymać relacje niezwiązane stricte z pracą. Wypadły pogaduchy w kuchni, piwka po pracy.

Jedno z ciekawych rozwiązań zaproponował członek zespołu – jedno zdalne spotkanie w tygodniu, trwające trzydzieści minut, na którym rozmowy o pracy są zakazane. Rozwiązanie okazało się skuteczne i inne zespoły też je adaptują. Jest dużo śmiechu, dyskusji o pop kulturze, mieliśmy nawet wirtualną wycieczkę po domu jednego z PM-ów, po brzegi wypełnionego egzotycznymi roślinami. Ale to jeszcze nie koniec.

Tutaj z pomocą wszedł sam .intent – dostaliśmy miesięczne budżety na integrację w myśl: “spotkania z mniejszą pompą, ale częściej”. W pierwszym roku pandemii mocno nam to pomogło. Robiliśmy spotkania na planszówki online. Raz udało się gdzieś pojechać, wyjść do knajpy. Niestety większość tych spotkań nie odbyła się w pełnym gronie, a w pewnym momencie przestały odbywać się w ogóle. Upuściłem piłkę – okazało się, że wymyślanie nowej, faktycznie interesującej aktywności, która przy okazji zmieści się w budżecie i obejmie ludzi z różnych miast, jest po prostu trudne. Z początkiem nowego roku zaproponowałem rozwiązanie, które przyjęło się natychmiast – kalendarzyk integracji. Zwróciłem się do teamu: “Hej, to jest dla nas wszystkich, a ja sam nie ogarnę – pomożecie?” Pomogli i w ten sposób w każdym miesiącu ownerem integracji została inna osoba. Są to mniejsze lub większe zabawy, ale od tej pory nie pominęliśmy jeszcze żadnego miesiąca.

Zresztą to niejedyny sposób, w jaki .intent nam pomógł w zakresie team-buildingu. Dostaliśmy też osobne budżety na konferencje i meet-upy. Tutaj wygrywamy podwójnie – dostajemy możliwość rozwoju i integrację zespołu w jednym pakiecie. Odbyliśmy już kilka takich wyjść – nigdy w pełnym składzie, ale frekwencje były wysokie. To nie tak, że wcześniej nie było na to kasy- ale kiedy budżet nie był jasno określony, zawsze miało się wrażenie, że trzeba skakać przez płotki, żeby gdzieś się dostać, nawet jeśli nie była to prawda.

Czego brakuje?

Na koniec powiem o kilku elementach układanki, których mojemu zespołowi brakuje do przysłowiowej pełni szczęścia. W końcu to proces i zawsze będzie czegoś brakować. Mamy przed sobą trzy wyzwania na ten rok.

Pierwsze to niejasno określona ścieżka kariery. Mamy drabinkę umiejętności i warunków ocen kwartalnych, ale kiedy juniorzy pytają mnie, kiedy przejdą na wyższy poziom, to szczerze mówiąc nie mam dobrej odpowiedzi. Do tej pory traktowałem to wszystko zbyt subiektywnie i niestety przez ponad rok nie awansowałem nikogo. Im dalej w to brniemy, tym bardziej rozumiem, że to niesprawiedliwe.

Drugie to systematyczny rozwój osobisty z ustalonym planem i celami. Nigdy nie ukrywałem, że będzie to moja najsłabsza strona. Sam ciągle się uczę. Świadomość, że mamy zespół ośmiu ambitnych osób, których oczekiwaniem jest parcie do przodu, a ja nie mam dla nich solidnego planu ani poczucia wystarczającej ilości czasu, żeby go wymyślić, potrafi być zaskakująco paraliżująca.

Trzecie to inicjatywy zespołowe dla “ławeczki” – jako .intent wiemy od dawna, że niezależnie od tego, na jakiej pozycji pracujesz, brak projektu jest jednym z głównych powodów stresu w pracy. Spada poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie i żadne odgórne zapewnienia nie mają znaczenia, jeśli nie masz czym się zająć. To samo dotyczy PM-ów – wstępnie planem na remedium jest zaangażowanie “ławkowiczów” w inicjatywy, nad którymi mogą pracować wspólnie. Kółka naukowe pod certyfikaty, organizacja warsztatów szkoleniowych bądź do dzielenia się wiedzą – tego typu tematy, które dadzą poczucie, że zajmujemy się czymś, co wnosi wartość.

Zakończenie

To pierwszy raz, kiedy miałem okazję na forum opowiedzieć, jak doprowadziliśmy nasz zespół do miejsca, w którym się znajduje Chciałem w nim pokazać, jak staramy się traktować członków zespołu jako organizacja i dlaczego to podejście u nas działa. Wiem też, że wszystko zależy od kontekstu i to co sprawdza się u nas, może nie sprawdzić się u ciebie. Ale jeśli jesteś w tym nowy, to moim zdaniem po prostu warto próbować. W każdym razie, jeśli doczytałeś do końca z nadzieją, że nasze doświadczenia w czymś Ci pomogą, to mam szczerą nadzieję, że tak się stało. 

ZOBACZ TEŻ:  Ciemna strona lidera. Doświadczenia QA Managera

baner

Zdjęcie główne pochodzi z unsplash.com.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Azure Search. Jak stworzyć zaawansowaną wyszukiwarkę w kilku krokach (cz.1)