Jak zadbać o rozwój swoich kompetencji? Devdebata

Kto powinien zabiegać o rozwój pracowników? Pracodawca czy sam zainteresowany? – Prawda jest taka, że jeśli ktoś nie chce się rozwijać, to żadna częstotliwość mówienia o rozwoju go nie przekona. Owszem, warto przypominać o poszerzaniu kompetencji, jednak postarajmy się nie doprowadzić do sytuacji, w której więcej mówimy o rozwoju, niż faktycznie działamy – powiedział nam Piotr Naliwajko, Lead QA automation Software Engineer w Spyrosoft.

Zapytaliśmy trzech seniorów o to, w jaki sposób podnoszą swoje kompetencje i jak dbają o to, by nie stać w przysłowiowym miejscu. Na nasze pytania odpowiedzieli:

  • Piotr Naliwajko. Lead QA automation Software Engineer w Spyrosoft. Od ponad 10 lat w branży IT. W swojej pracy lubi to, że wymaga dostosowywania się do coraz to nowych sytuacji i technologii. W wolnych chwilach zajmuje się startami w amatorskim motorsporcie i graniem na gitarze.
  • Krzysztof Nojman. Lead Big Data Software Engineer w Spyrosoft. Od kilkunastu lat pracuje jako Inżynier Danych i jak mówi ten temat jest “najbliższy jego sercu”. Pracę zaczynał w Anglii i tam też studiował Systemy Informacyjne. Potem wrócił do Polski. Na początku zajmował się analizą danych w Excelu, a że było ich mało, to makra wystarczały, żeby ogarnąć proces ich przetwarzania. W kolejnych etapach pracy zaczął używać SQL Server i tworzyć hurtownie danych.
  • Maksymilian Bahr. Lead QA automation Software Engineer w Spyrosoft. Miłośnik rejsów marcowych po Morzu Bałtyckim, squasha oraz entuzjasta Pizzy Muzycznej. Szczęśliwy mąż jednej żony oraz ojciec czwórki dzieci – Project Manager w długoterminowym projekcie „życie rodzinne”.

Czy 3, 5, 7 lat pracy w jednej firmie to za dużo? Jakie zalety ma długa praca w jednej firmie?

piotr naliwajko spyrosoft

Piotr Naliwajko: Nie sądzę, by było to za dużo. To całkiem dobry czas na dokładne poznanie firmy i być może także zostanie zauważonym w niej, co często daje ciekawe możliwości, jeśli chodzi o rozwój. Plus taki czas pracy daje poczucie pewnej stabilności zatrudnienia.

 

krzysztof nojman spyrosoft

Krzysztof Nojman: Nawet 10 lat w jednej firmie to nie za dużo. Poznałem osoby pracujące 10, a nawet 25 lat w jednej firmie i są szczęśliwe z tego powodu. To może wydawać się dziwne, szczególnie dla środowiska IT, ale tak też się da. Wszystko zależy od tego, co robimy i w jakiej firmie pracujemy oraz jakie mamy priorytety w życiu. 

Praca w jednej firmie przez wiele lat ma swoje zalety i wady, wszystko zależy od kontekstu i wielu czynników tj. projekty, zespół, kierownictwo, ale i nasze oczekiwania. Najważniejszą zaletą pracy w jednej firmie jest budowanie relacji z ludźmi. Im dłużej jesteś w firmie, tym masz więcej lepszych znajomości. W miarę upływu czasu budujesz zaufanie, twoja marka osobista rośnie – dużo przyjemniej się wtedy pracuje. 

Budowa zaufania trwa, ale gdy się już je zdobędzie, daje to szansę na dostęp do ciekawszych projektów i bardziej odpowiedzialnego stanowiska. 

maksymilian bahr spyrosoft

Maksymilian Bahr: Chyba nie za dużo. Ważniejsze jest pytanie, czy praca w jednym projekcie ponad trzy lata, czy to już może nie za długo. Wszystko zależy od tego, czy potrafimy znaleźć miejsce dla siebie. Czy mamy poczucie, że coś jeszcze można ulepszyć, coś poprawić, coś rozwinąć i nie mówię tu tylko o kodzie aplikacji. 

Trzeba zawsze wstawać rano z ochotą ulepszenia tego, co było wcześniej, że dzisiaj zrobię coś dobrego, lepszego, nauczę się czegoś nowego, a w konsekwencji rozwinę się ja, projekt i firma. Praca w tym samym projekcie kilka lat daje czas do osobistej pracy nad sobą, aby poprawiać to, co już wcześniej napisaliśmy, zrobiliśmy, kiedy nasza wiedza o domenie biznesowej była ograniczona czy nasze umiejętności były za niskie. Lepiej dostrzegamy potrzeby klienta, bo przez wiele miesięcy nawiązuje się relacja partnerska, koleżeńska. Zaufanie, które się buduje każdego dnia, procentuje potem w postaci kolejnych projektów, które przecież nie będą pisane przy użyciu starych technologii, bo klient też chce się rozwijać. 

Doświadczenie z długich projektów procentuje wiedzą ekspercką. Znamy zagrożenia, jakie mogą nas spotkać za kilka miesięcy, bo każdy projekt ma te same problemy na początku. Jednak, co najważniejsze, potrafimy je rozwiązać lub im zapobiec, bo wcześniej podobne przezwyciężyliśmy. Bycie w jednej firmie, czy też w projekcie, zawiązuje również silne relacje z ludźmi, z którymi pracuje się na co dzień. Częste wychodzenie na tak zwane piwo, rozmowy nie o projekcie, a o życiu, powodują, że atmosfera pracy jest niezwykła. 

Przychodzi jednak taki dzień, kiedy mamy poczucie, że już zrobiliśmy wszystko i zaczynamy się nudzić. To jest czas, żeby iść dalej. Świetnie, jeśli kolejny projekt, będzie na początku dla nas kolejnym wyzwaniem. Nowa technologia, inny język programowania, a może ciekawa, nietypowa domena biznesowa. Warto wtedy spędzić czas na przygotowanie się do tego projektu, będąc jeszcze w poprzednim, gdzie już wszystko wydaje się łatwe i do zrobienia. 

Co traci się pracując tyle lat w jednej firmie?

Piotr Naliwajko: To mocno zależy od firmy. Finansowo często jest tak, że podwyżki w jednej firmie są mniejsze niż to, co moglibyśmy otrzymać zmieniając pracę. Jest więc ryzyko, że po np. pięciu latach będziemy nieco odstawać na minus od średniej rynkowej, jeśli chodzi o zarobki. Ale to bardzo indywidualna kwestia. Abstrahując od tego, warto także rozważyć, jak spędziliśmy te pięć lat. Jeśli przez ten czas pracowaliśmy na różnych projektach, z różnymi technologiami to – nie tracimy nic. Jeśli jednak spędziliśmy pięć lat w jednym projekcie i cały czas robimy to samo, to późniejsza ewentualna zmiana będzie dla takiej osoby trudna. Jeśli chodzi o rozwój umiejętności, może zostać z tyłu w porównaniu do osób, które pracowały bardziej “dynamicznie”. Podsumowując: pięć lat w jednej firmie to nie problem, ważne jak je spędziliśmy.

Krzysztof Nojman: Tu nie chodzi tylko o firmę, ale o to co robisz i w jakim projekcie pracujesz oraz jaki masz cel zawodowy. Najpoważniejszym minusem jest wypalenie bądź nuda. Jeśli będziesz długo pracować przy tym samym systemie bądź w prostym projekcie to po pewnym czasie zaczniesz modyfikować swój własny kod. Rozpoczyna się stagnacja i zaczynasz nudzić się, a tym samym przestajesz się rozwijać i dobrze bawić. To jest chyba najpoważniejszy problem z jakim możemy się zmierzyć. Ale pamiętaj, da się temu przeciwdziałać i można pracować w jednej firmie bez negatywnych skutków. Potraktuj siebie jak firmę a pracodawcę jak klienta, czy chciałabyś bez przerwy budować relacje z nowym klientem, czy mieć długoterminowy związek biznesowy i świetne relacje?

Maksymilian Bahr: To zależy. Jeśli firma nie dba o rozwój pracownika, nie dostarcza  projektów dających możliwość sprawdzenia umiejętności oraz czasu, aby je ulepszyć, to trzeba szukać nowej firmy. Przecież nie będziemy kolejny raz pisać ToDo Listy nawet za wyższe pieniądze. Szkoda czasu. Jeśli firma zapomina dzielić się wypracowanym zyskiem z pracownikami co roku w formie podwyżek, to również traci się szansę poczucia docenienia wyrażonego w procencie. Inna firma na pewno doceni naszą gotowość do zmiany. 

Jeśli my się rozwijamy, uczymy, pokonujemy nasze słabości – stajemy się lepsi, ma to odzwierciedlenie w lepszych aplikacjach. Lepiej postrzegana jest także nasza firma, klient jest zadowolony, że w końcu znalazł dostawcę oprogramowania, któremu może powierzyć rozwój swojego biznesu od strony informatycznej. W takiej sytuacji naturalnym jest, że każdy na tym korzysta. Ważne jest, aby ta korzyść finansowa nie zatrzymywała się na kierownikach, ale spływała na sam dół do każdego członka zespołu. 

Jeśli każdy w projekcie będzie miał poczucie, że jest częścią całości oraz bierze udział w czymś, przynoszącym korzyść, to będzie inwestował swój czas i wysiłek, aby za rok być jeszcze dalej i jeszcze wyżej. 

Z perspektywy rynkowej, co Waszym zdaniem jest bardziej doceniane na rynku: pięć lat w jednym projekcie, czy po roku w pięciu projektach? 

Piotr Naliwajko: Zdecydowanie ta druga opcja, co już w sumie nieco poruszyłem w odpowiedzi na poprzednie pytanie. Owszem, pięć lat na jednym projekcie daje pewien spokój, gdy przychodzimy do pracy z myślą, że mało prawdopodobne jest, że coś nas zaskoczy. Ale tu zaczyna się pojawiać ryzyko, że zostaniemy w miejscu, jeśli chodzi o poznawanie nowych rzeczy. Moim zdaniem rok lub dwa to optymalny czas do spędzenia w projekcie – można go dobrze poznać i wywrzeć na niego wpływ, co daje sporą satysfakcję. A po dwóch latach warto moim zdaniem porozmawiać o zmianie projektu, żeby nie ryzykować zawodowej stagnacji. 

Oczywiście trzeba też zachować balans, bo zbyt częste zmiany projektów też nie są dobre. Miałem w swojej karierze taką sytuację, że przez rok byłem na czterech projektach, co było bardzo męczące. Zanim dobrze poznałem zagadnienia z danym projektem związane, to już następowała zmiana. Nie polecam.

ZOBACZ TEŻ:  Nie każdy chce być frontmanem. Budowanie zespołu od środka

Krzysztof Nojman: ​​W pracy jak w życiu. Nie liczy się ilość, ale jakość. Wszystko zależy od projektu i tego co w nim robimy. Wolałbym pracować z jednym super projektem, w którym bardzo dużo się uczę, niż z czymś prostym i nudnym. Są bardzo duże i skomplikowane projekty, gdzie system buduje się przez kilka lat. Jeśli przez te kilka lat mamy spore wyzwania i musimy wytężać umysł, żeby rozwiązać codzienne łamigłówki to wygra projekt długoterminowy. Z drugiej strony, mogę pracować przez pięć lat w rozwiniętym projekcie, gdzie będę zajmował się jedynie “utrzymaniem” to nie wniosę wiele wartości ani dla firmy, ani dla siebie. Tak samo podszedłbym do projektów krótkoterminowych. 

Do projektów podchodziłbym według tych kryteriów, a nie ograniczał się do czasu ich trwania. Każda firma docenia wiedzę i umiejętności. Można ją zbudować w obu typach projektów, wszystko zależy od kontekstu, co robimy i jaką wartość dajemy firmie. 

Maksymilian Bahr: Nie mam danych rynkowych. Wszystko zależy od projektu i jego złożoności. Gdybym miał obstawiać, to postawiłbym na pięć projektów ze względu na to, że rok to wystarczająco długo, żeby nauczyć się nowej rzeczy w stopniu podstawowym. Poznać różne problemy. Na rozmowie kwalifikacyjnej pewnie byłoby o czym opowiadać. Z drugiej strony, rok to może jest wystarczająco, żeby poznać problem, ale może być za mało, żeby go rozwiązać.

W jaki sposób dbacie o rozwój swoich kompetencji?

Piotr Naliwajko: Staram się nie być pięć lat w jednym projekcie. Poza tym sporo wynoszę z rozmów z innymi testerami, słucham, czego się uczą i jakie technologie mają w swoich projektach. Jeśli usłyszę o ciekawej technologii to staram się poczytać o niej i dokształcić – najczęściej za pomocą kursów online.

Krzysztof Nojman: Staram się regularnie planować, czego powinien się nauczyć. Są to cele długo- i krótkoterminowe związane z aktualnym projektem. Bardzo lubię piątkowe popołudnie, kiedy jest odrobina luzu i mam czas na przechodzenie przez różne materiały. Wtedy lubię podłubać i eksperymentować z narzędziami. Dobrą metodą usystematyzowania wiedzy jest nauczanie innych, dlatego staram się poświęcać czas na bloga cegladanych.pl.

Prowadzę też wykłady na AGH, co wymaga przygotowania, a tym samym utrwalam zdobytą wiedzę. Najważniejsza w nauce jest regularność i powtarzalność, żeby nowo zdobyta wiedza się utrwaliła. Pamiętaj, że każda sesja musi być odpowiednio trudna i zachęcała  do wysiłku – wtedy nauka będzie efektywniejsza.

Maksymilian Bahr: Robię swoją robotę, tylko każdego dnia staram się robić to lepiej.

Jak pracodawca powinien wspierać w podnoszeniu kompetencji? Jeden dzień w miesiącu na zrobienie kursu to dobry pomysł?

Piotr Naliwajko: Budżet szkoleniowy jest moim zdaniem dobrym pomysłem, tak jak dni przeznaczone na naukę. Ile tych dni powinno być to ciężko wyliczyć, bo nie samymi kursami zdobywamy nowe umiejętności. Ale jeden dzień w miesiącu na naukę brzmi interesująco.

Krzysztof Nojman: Uczyć trzeba się regularnie, każdy z nas powinien mieć zaplanowany czas na naukę. Jeden dzień w miesiącu to trochę mało. W 24 godziny zapominamy 80% materiału, więc nauka raz na jakiś czas nie da dużych rezultatów. Sugerowałbym cotygodniowe sesje, chociaż kilka godzin da dużo lepsze wyniki. Lepiej uczyć się krócej, ale częściej wtedy wiedza lepiej się utrwala. Dzisiaj liczba materiałów dostępnych do nauki jest przytłaczająca, brakuje tylko czasu na praktykę. Każdy pracownik powinien mieć zaplanowany czas na naukę. Polecam książkę “Peak” autorstwa Andersa Ericssona, która neguje pojęcie “talentu” i podkreśla, że jedyną drogą do stania się ekspertem jest poświęcenie tysięcy godzin “deliberate practice”, czyli celowej praktyki najlepiej pod okiem trenera wtedy efekty będą zdumiewające.

Maksymilian Bahr: Dostarczać wyzwań projektowych i dać czas, aby móc się rozwijać. Nie można gonić do przodu z terminami. Trzeba mieć czas, żeby zastanowić się, przetestować jakiś pomysł czy usprawnienie. PM musi być otwarty na propozycje zrobienia czegoś inaczej, na mały eksperyment. Pomóc w fazie wejścia do projektu wysyłając na kurs, szkolenie, konferencję z danej tematyki. 

Czy Waszym zdaniem za mało mówi się w kontekście rozwoju kompetencji?

Piotr Naliwajko: Nie sądzę. Przynajmniej tam, gdzie ja pracuję. Prawda jest taka, że jeśli ktoś nie chce się rozwijać, to żadna częstotliwość mówienia o rozwoju go nie przekona. Owszem, warto przypominać o poszerzaniu kompetencji, jednak postarajmy się nie doprowadzić do sytuacji, w której więcej mówimy o rozwoju, niż faktycznie działamy

Krzysztof Nojman: Z tego co zaobserwowałem, mówi się dużo, tylko za mało się robi. Dzisiaj wiele firm daje budżet szkoleniowy, ale w tym systemie brakuje kontekstu. “Dam ci 1000 złotych i się ucz” – nie zadziała efektywnie. Trzeba mieć zaplanowaną i rozpisaną ścieżkę szkoleniową, konkretny cel, gdzie chce dojść, po kolei zdobywając odpowiednie poziomy. Taki trening będzie najefektywniejszy, jeśli odbywa się pod okiem mentora, który  nas monitoruje i pokazuje jakie błędy popełniamy. Dobrą analogią jest gra komputerowa, w której zdobywamy coraz trudniejszy poziom, tam wszystko jest zaplanowane i podążamy w konkretnym celu. Taki sam system szkoleniowy chciałbym zobaczyć w pracy. Nieważne czy w muzyce, czy w sporcie trzeba spędzać setki godzin na zaplanowanym treningu. Żeby taka praktyka dała rezultaty, powinna być kontrolowana a postępy powinny być regularnie mierzone. W wielu firmach brakuje planowania i mierzenia celów. Ważna jest implementacja i prowadzenie rozwoju, tutaj nie trzeba mówić tylko działać. I to strategicznie.

ZOBACZ TEŻ:  W rozwoju firmy ważna jest silna kultura. Adam Skoneczny o pracy i życiu w Wietnamie

Maksymilian Bahr: Moim zdaniem za dużo się w ogóle mówi. Zamiast robić doświadczenia, analizować prototyp, dać szansę na eksperyment technologiczny. Człowiek najwięcej rozwija się próbując nowych rzeczy w projekcie, w którym jest na co dzień. Zachęcajmy do szalonych pomysłów i wspierajmy ludzi, którzy chcą próbować nowych rzeczy. Dajmy ludziom poczucie, że jak spróbują, a nie wyjdzie, to świat się nie zawali. Na błędach człowiek się uczy. 

Czy warto przepisać framework testów automatycznych z JavaScript, który już był skończony na Java, aby osiągnąć lepszą stabilność dla testów? No cóż, pomysł wydaje się bez sensu, kosztowny i mógł zakończyć się niepowodzeniem. A jednak udał się i efekt jest dostrzegalny w postaci zielonych test run-ów. Czy czułem wsparcie PM-a? Oczywiście. Najważniejsze było jednak zaufanie, że dam radę i że mam czas, aby tylko tym się zająć. 

Czy jakieś szkolenie dało, by mi tyle doświadczenia, wiedzy, co te kilka dni spędzonych na tranzycji do Javy? Twierdzę, że żadne. Czy projekt ucierpiał, że przez te kilka dni, kiedy nie patrzyłem na Sprint Boarda i żaden task nie przeszedł z jednej kolumny do drugiej? Nie. Teraz, nie dość, że projekt zyskał nową, lepszą jakość, klient jest zadowolony mając testy w projekcie, którym można ufać, to doświadczenie zdobyte przy przepisywaniu z jednego języka na drugi utwierdza mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego przestańmy mówić o rozwoju kompetencji, a dajmy ludziom szansę te kompetencje zdobywać.

Zdjęcie główne artykułu pochodzi z unsplash.com.

Adam Łopusiewicz
Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Gamedev – praca i rozwój w branży gier komputerowych. Devdebata