Wiele rzeczy zaskoczyło Artura w Norwegii, ale jedną z większych było rzadkie używanie gotówki w życiu codziennym Norwegów. Kolejnym zaskoczeniem było to, jak długo musiał czekać na możliwość otworzenia konta bankowego i jak długo trwał proces uzyskania norweskiego odpowiednika PESELu. Zanim to się stało, nie mógł otrzymać wynagrodzenia za swoją pracę, dlatego żył z oszczędności. Pomógł też pracodawca, który część wypłaty przekazał w kopercie.

O tym, jak się żyje w Norwegii i jak znaleźć pracę w branży testingu, rozmawiamy z Arturem Patoka, który znalazł pracę w firmie Arm.

Prawie rok pracujesz w Norwegii, w Trondheim — czas na podsumowanie. Jak po roku oceniasz życie w tym kraju?

Krótka odpowiedź na takie pytanie nie jest prosta. Norwegia ma bardzo wiele do zaoferowania osobom, które tam mieszkają i pracują. Kilka rzeczy przychodzi mi na myśl od razu – piękna przyroda, fiordy, niekończące się ścieżki piesze, rowerowe i do nart biegowych, zorze polarne. Oprócz tego jest też kilka pozytywnych aspektów społecznych i kulturowych – panuje dość wysokie wzajemne zaufanie, Norwegia uchodzi za bezpieczny kraj. Nie sposób też nie wspomnieć o Ribbe, czyli o przepysznych świątecznych żeberkach! Jeśli ktokolwiek będzie miał okazję podróżować do Norwegii w grudniu, koniecznie polecam spróbowanie tego specjału.

Na pewno są też negatywne aspekty mieszkania w Norwegii — jak w każdym kraju.

Oczywiście, jest też wiele aspektów, które nadal mnie zaskakują, nie zawsze pozytywnie. Przede wszystkim nasze kultury (pomimo nie tak dużej geograficznej odległości) różnią się bardzo mocno. Od niewielkich, codziennych drobnostek (np. zwykle nie jest w dobrym tonie podanie ręki na powitanie) po formalności związane z założeniem rachunku bankowego i odpowiednika polskiego numeru PESEL, które zajęły mi ponad dwa miesiące, a bez których nie ma możliwości otrzymania wynagrodzenia czy podpisania umowy na telefon.

Jak zatem dostałeś wynagrodzenie za pierwsze miesiące pracy?

Pierwsze dwa miesiące przetrwałem dzięki własnym oszczędnościom, pensji żony (szczęśliwie również z branży IT) i… dzięki zaliczce gotówkowej przekazanej w firmowej kopercie! To było tym dziwniejsze, że gotówka w Norwegii jest prawie nieużywana. Był to jednak jedyny sposób na przekazanie mi chociaż małej części wynagrodzenia. Wypłata za trzeci miesiąc pracy była z kolei zdecydowanie najprzyjemniejszą, którą kiedykolwiek dostałem.

Zanim przejdziemy do tego, jak znalazłeś się w Norwegii, opowiedz proszę o swojej drodze do zostania testerem. Od czego się zaczęła?

Jestem absolwentem Inżynierii Dźwięku i Obrazu na Politechnice Gdańskiej. Moja kariera w testowaniu zaczęła się dość niespodziewanie – na trzecim roku studiów wystartowałem w rekrutacji na staż w Intelu do działu audio, bo od zawsze interesował mnie dźwięk. Okazało się jednak, że co prawda do działu audio znaleziono już komplet stażystów, ale moje CV wpadło w oko innemu managerowi, prowadzącego zespół walidacyjny w pionie grafiki. Miałem szczęście i trafiłem na świetnego pierwszego managera, który pomógł mi wdrożyć się w temat testowania oprogramowania.

Pamiętasz swoje pierwsze próby w tym temacie?

Oczywiście, było kilka takich „pierwszych razów”, które zapadły mi w pamięć. Na początku stażu dostałem zadanie napisania naprawdę prostego (chociaż wtedy wcale tak o nim nie myślałem!) skryptu, który robiłby regularny backup plików z serwera z wynikami testów. Najbardziej zapamiętałem moment, w którym pokazywałem efekt swojej pracy reszcie zespołu. Kosztowało mnie to sporo nerwów, ale spotkałem się z ciepłym przyjęciem, a cała krytyka była konstruktywna i pozwoliła mi udoskonalić nie tylko skrypt, który napisałem, ale też własny warsztat.

Kolejnym „pierwszym razem”, który na długo zapamiętam była pierwsza anglojęzyczna telekonferencja. Nie miałem pojęcia, czego się spodziewać, a większości z uczestników tego „calla” nigdy wcześniej nie widziałem. Znowu, na szczęście, okazało się, że strach ma wielkie oczy i mimo bycia jedynym stażystą, zawsze byłem traktowany równie poważnie jak seniorzy.

Następne silne wspomnienie nowego doświadczenia przyszło, kiedy byłem już pełnoetatowym pracownikiem i pierwszy raz powierzono mi samodzielną rozmowę z przedstawicielem innej firmy. Miałem przyjemność odbywania rozmowy z doświadczonym inżynierem z zewnętrznej firmy tworzącej oprogramowanie do projektowania w 3D. Pierwotny stres stał się znacznie mniejszy, kiedy przygotowując się do rozmowy dowiedziałem się, że ten człowiek wspomagał projektowanie promów kosmicznych, co dla mnie, wielkiego geeka eksploracji kosmosu, stanowiło niesamowite osiągnięcie.

Dzisiaj też uczysz się czegoś nowego?

Oczywiście! Najnowszy „pierwszy raz”, który dobrze zapamiętałem to pierwszy dzień w pracy w obcym języku. Mimo że w poprzedniej pracy na co dzień posługiwałem się angielskim, to jednak prywatne rozmowy przy kawie zwykle odbywaliśmy po polsku. W obecnej pracy, zarówno w kwestiach zawodowych (np. code review), jak i plotkach przy kawie (np. czy kapcie w pracy są akceptowalne albo kto znowu obniżył temperaturę klimatyzacji tak, że pół open space’u siedzi pod kocami) używam angielskiego.

Jak wygląda zainteresowanie ojczystym językiem Norwegów. W firmie szkolą pracowników z j. norweskiego?

To wszystko zależy od branży. Poza IT właściwie wymogiem do zatrudnienia jest płynny norweski. Jednak ze względu na międzynarodowe środowisko pracy w firmie technologicznej właściwie jedynym używanym językiem jest angielski, który jest wymagany od wszystkich pracowników na wysokim poziomie. W firmie można wystąpić o zwrot kosztów chyba jednego roku kursu językowego. W moim przypadku jedyny kontakt z językiem norweskim następuje w sklepach spożywczych i na treningach Krav-Magi, wszystkie rozmowy związane z pracą odbywają się po angielsku.

Wspomniałeś wcześniej o świetnym managerze, który pomógł Tobie ukierunkować ścieżkę kariery. Dlaczego uważasz go za bardzo dobrego managera? Jakie cechy powinna posiadać taka osoba?

Przede wszystkim zostałem obdarzony wielkim zaufaniem na samym początku stażu. Zostały mi przydzielone zadania, które były nieco ponad moje możliwości, ale jednocześnie zostałem tak poprowadzony przez swojego managera i współpracowników, że udało mi się zwiększyć swoje umiejętności w miarę wykonywania tych zadań.

Wydaje mi się, że dobry manager jest liderem, a nie zarządcą. Jest odpowiedzialny za swoich pracowników i każde przydzielone zespołowi zadanie analizuje pod kątem tego, jak dzięki niemu mogą rozwinąć się członkowie tego zespołu. Wydaje mi się, że najważniejsze cechy to otwartość, zaangażowanie, umiejętność rozmowy z pracownikami i słuchania ich potrzeb, umiejętność rozwiązywania konfliktów i zadawania odpowiednich pytań zamiast sugerowania gotowych odpowiedzi. Zespół prowadzony przez osobę posiadającą chociaż część tych zdolności ma wielkie szanse na powodzenie.

Życzę każdemu, żeby na swojej ścieżce kariery miał takie samo szczęście do bezpośrednich przełożonych, jak ja. Uważam, że od pierwszego dnia stażu aż do dziś współpracuję z naprawdę biegłymi i skutecznymi managerami.

Jesteś współautorem Kiwi learning. Opowiedz co to za inicjatywa.

Kiwi learning to pomysł na naukę programowania. Poznałem wiele osób chcących nieco zmienić przebieg swojej ścieżki kariery, zacząć coś od nowa, albo po prostu nauczyć się tego „pajtonga”, o którym mówił im kolega z infy, ale zawsze myśleli, że programowanie jest tylko dla tych, co chodzą w powyciąganych swetrach, zabrudzonych okularach i bez VPNa nawet nie zamawiają etui na telefon z Allegro. Udowadniamy, że tak nie jest! Programowanie może przydać się wielu osobom z najróżniejszych branży.

Dlaczego postanowiłeś dzielić się swoją wiedzą w postaci kursów? Przecież w sieci dostępnych jest mnóstwo materiałów na temat Pythona.

Od kiedy pamiętam lubiłem uczyć innych. Przyszedł taki czas, w którym coraz więcej osób chciało umieć tyle co ja. Los chciał, że w tym czasie spotkałem się z dobrym znajomym, który już od dłuższego czasu był trenerem programowania. W taki naturalny sposób postanowiliśmy zacząć uczyć programowania. Bez napinki, bez z góry narzuconych, trudnych do zrealizowania projektów, bez finansowych targetów. Robimy to, bo sprawia nam to przyjemność i cieszymy się z tego, że mamy wiedzę, którą inni są chętni przyjąć.

Do dziś tworzysz treści dla Kiwi learning. Czego szukają użytkownicy, jakich materiałów potrzebujesz?

W tym momencie koncentrujemy się na indywidualnych szkoleniach przez Skype. W Internecie można znaleźć dużo różnych kursów i tutoriali najróżniejszej jakości, które niestety zwykle koncentrują się tylko na szybkich, ładnie wyglądających wynikach. Podczas indywidualnych bądź dwuosobowych zajęć możemy poświęcić chwilę na faktyczne zrozumienie jak i dlaczego to działa, stworzyć solidne podstawy, na których nasi kursanci mogą dalej budować swoją wiedzę. Nadal mamy kilka wolnych slotów, zapraszamy!

Myślisz, że te doświadczenia pomogły Ci przekonać pracodawcę z Norwegii, by zaufał właśnie Tobie?

Takie doświadczenia na pewno przyciągnęły uwagę i ciekawość pracodawcy. Ja z kolei dzięki nim stałem się pewniejszy swoich umiejętności.

Wróćmy do pracy w Norwegii. Jak wyglądał proces rekrutacyjny do Arm?

Proces rekrutacyjny w Arm-ie jest dość standardowy, jednak warto pamiętać, że jest to duża organizacja i proces może różnić się w zależności od pionu, do którego się rekrutuje i innych czynników.

Pierwszym etapem rekrutacji była typowo HRowa rozmowa z rekruterem. Po niej zostałem zaproszony na rozmowę techniczną. W przypadku osób przebywających z dala od lokalizacji biura taka rozmowa odbywa się zdalnie, tak było też w moim przypadku. Taka rozmowa trwała kilka godzin, podczas których dostałem do rozwiązania zadania techniczne o różnym stopniu trudności. Po odesłaniu odpowiedzi spędziliśmy jakiś czas na omówieniu ich. Po kilku dniach od testu technicznego zostałem zaproszony na rozmowę „on-site”, czyli w siedzibie firmy. Tam zapoznałem się z całym zespołem, musiałem zmierzyć się z małym case study (ściśle związanym ze specyfiką pracy) i odbyłem rozmowę na temat warunków zatrudnienia. Ostatnim etapem sprawdzającym mnie był screening, czyli weryfikacja wykształcenia i historii zawodowej (oczywiście po uprzedniej zgodzie na to).

Co zawierała oferta pracy i jakie warunki ostatecznie Tobie zaproponowano?

Oferta, którą dostałem zawierała podstawowe wynagrodzenie, kompleksowy pakiet relokacyjny, fundusz na własny rozwój (który dostaje co roku każdy pracownik) i bonus, który jest wypłacany w ratach po kolejnych latach pracy. Co ciekawe, w Norwegii nie jest popularne uwzględnianie w ofertach kart typu Multisport czy prywatnej opieki zdrowotnej i firma Arm nie jest tu wyjątkiem.

Wspomniałeś wcześniej o problemach z założeniem konta bankowego, a jak wyglądało szukanie mieszkania dla siebie?

W znalezieniu mieszkania przed wyjazdem z Polski wielką pomocą byli znajomi, którzy mieszkali w Trondheim w czasie ich studiów. Wielu osobom nie udaje się jednak znalezienie mieszkania przed wyjazdem, dlatego w ramach pakietu relokacyjnego można wystąpić o zapewnienie mieszkania przez pierwsze tygodnie.

Czym zajmuje się firma, w której pracujesz?

Arm to firma, która w dużym uproszczeniu zajmuje się projektowaniem mikroprocesorów. Siedziba firmy znajduje się w Cambridge, w Anglii, a całościowym właścicielem jest japoński koncern SoftBank. W odróżnieniu od niektórych innych firm projektujących mikroprocesory, Arm licencjonuje innym podmiotom swoją własność intelektualną i nie posiada własnych fabryk. Mam przyjemność pracować w pionie zajmującym się procesorem grafiki, czyli GPU. Efekt naszych prac można znaleźć w wielu flagowych modelach telefonów komórkowych, np. Samsung czy Huawei (informacje dostępne publicznie).

Dla kogo to praca? Komu szczególnie polecasz zainteresowanie się właśnie takim stanowiskiem?

Wydaje mi się, że na stanowiskach związanych z automatyzacją testów najlepiej odnajdują się osoby, które dobrze czują się w roli dewelopera kodu, ale poza tym lubią też bardziej analitycznie i całościowo podchodzić do procesu wytwarzania oprogramowania. Moja praca to w 70% czasu tworzenie kodu i w pozostałych 30% przeglądanie wyników, zarządzanie testami i inne, mniej programistyczne zadania.

Jak liczny jest zespół Arm — pytam o siedzibę w Norwegii? Jak wielu z członków zespołu pochodzi spoza Norwegii?

Biuro Arm Trondheim liczy sobie prawie 200 osób z ponad 30 krajów. To bardzo międzynarodowe i zróżnicowane środowisko.

Jak oceniasz poziom życia w Norwegii? Myślisz, że na tym samym stanowisku w Polsce byłoby Cię stać na tyle samo, co w Norwegii?

Rozkład wynagrodzeń w Norwegii wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Inżynierowie oprogramowania w naszym kraju otrzymują często dużo wyższe wynagrodzenia niż podobnie wykształcone i doświadczone osoby w innych branżach, mają też bardzo wysokie wymagania finansowe. Wynagrodzenia w Norwegii nie różnią się tak bardzo pomiędzy branżami. Software developer może liczyć na wynagrodzenie podobne do inżyniera budowy.

W jakim kierunki chcesz rozwinąć swoją ścieżkę kariery?

Chciałbym rozwijać się raczej w ścieżce technicznej niż managerskiej. Idealnie byłoby, gdybym za kilka lat miał możliwość pełnienia roli np. tech leada, chętnie bym się w niej sprawdził.


Artur Patoka. Software automation engineer w norweskim oddziale firmy Arm. Na co dzień posługuje się Pythonem i zajmuje się pisaniem automatyzujących skryptów z nastawieniem na minimalizowanie nakładu ludzkiej, manualnej pracy. Poza biurem zajmuje się też uczeniem programowania w Kiwi learning, którego jest współzałożycielem. Wolne chwile spędza na rowerze, w podróżach i na śledzeniu newsów w temacie eksploracji kosmosu.

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend