Czytając listy motywacyjne można odnieść wrażenie, że piszą je agencje marketingowe, a nie kandydaci. Długie i pięknie oprawione w smaczki języka polskiego zdania aż proszą się, żeby wrzucić je na ulotkę reklamową. To urocze, że poświęcacie tyle cennego czasu na przygotowanie opowieści o swoich doświadczeniach. Problem polega na tym, że nikt jej nie czyta.

Pewnie ta smutna prawda zaburzy Wam nieco obraz idealnego świata, w którym HR odzywa się, bo urzekła go treść listu motywacyjnego. Niestety Wasze listy to często ściana tekstu w formacie A4, która odrzuca po pierwszym spojrzeniu. Nie dzieje się tak bez powodu. Na brak zapoznania się z tą treścią składa się kilka czynników.

Błędy w listach motywacyjnych

Pierwszym ważnym elementem jest forma. Najczęściej listy pisane są ciągiem, bo tak przystało pisać według starej, dobrej metody z lat dziewięćdziesiątych. Zostało to wielu osobom i zdarza się nadal, że ściana tekstu to jedyna rzecz jaką widzę po uruchomieniu pliku załączonego do aplikacji kandydata. A przecież narzędzia typu Word dają duże możliwości formatowania tekstu, zgodnie z jego treścią i dzielenia na poszczególne elementy. Zakładam, że list motywacyjny, powinien zachować jakąś sensowną formę, dlatego użycie akapitów jest dobrym pomysłem.

Kolejnym, słabym elementem jest długość listu. Mamy tendencję do pisania rozlazłych zdań i masła maślanego, bo wydaje nam się, że dłużej i więcej znaczy lepiej. W kwestii listu, jeśli już koniecznie musi zostać napisany, ta reguła się nie sprawdza. Dlatego przygotowanie notatki na swój temat powinno zostać przemyślane i zaprojektowane tak, żeby osoba, która weźmie się za czytanie, nie zasnęła już przy nagłówku. Należy też pamiętać, że jeśli całe nasze życie opowiemy w liście, to o czym będziemy rozmawiać na spotkaniu?

Najważniejszą jednak kwestią jest treść takiego listu. Podjęłam kilka razy próbę przeczytania otrzymanego pliku i chciałam to odwidzieć. Zapewne celem zawsze jest pokazanie się z jak najlepszej strony, ale jak już piszecie coś takiego, to może warto podrzucić komuś do sprawdzenia? Nie jestem purystą językowym, ale nawet mi ciężko czytać zdania pozbawione składni, logiki i interpunkcji.

Jeśli nie list motywacyjny, to co?

Rozumiem natomiast, że swoją aplikację chcecie urozmaicić. To całkowicie zrozumiałe, ponieważ każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony. Są na to jednak przyjemniejsze sposoby, które na pewno będą lepiej odbierane przez działy HR.

Jedną z możliwości autoprezentacji jest portfolio, które na szczęście staje się coraz bardziej popularną formą. Aktualnie od developerów czy managerów otrzymuję, wraz z CV, portfolio, w którym znajduję przykłady pracy, linki do projektów napisanych po godzinach, linki do stron www czy profilów na Facebooku. O wiele bardziej przyjemnie ogląda się strony czy zdjęcia tworzone z pasji niż czyta ścianę tekstu. Przykładem świecić tutaj mogą architekci, którym taka forma prezentacji własnego doświadczenia, znacznie ułatwia życie.

W świecie UXa, Instagrama i grafiki, gdzie wszystko musi być ładne, czasem nawet bardziej ładne niż funkcjonalne, ciekawe przedstawienie treści może mieć ogromne znaczenie przy podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu. Z punktu widzenia rekrutera mogę powiedzieć, że o wiele lepiej przyjmowane są graficzne prace niż rozległe notatki o swoim dzieciństwie. Stąd propozycja tworzenia takiej formy ‘listu motywacyjnego’.

Nie masz portfolio? Możesz napisać po prostu krótkiego e-maila, dołączając swoje CV. Może nie jest to odkrywcza forma, ale skuteczna. Proces odczytywania CV od Ciebie wygląda bardzo prosto i treść maila, chcąc nie chcąc, wyświetla się zawsze. Jeśli jest zwięzła i na temat, masz większe szanse na powodzenie.

Poddaję pod wątpliwość słuszność listów motywacyjnych, ponieważ od kilku lat przeglądam je i muszę przyznać, że niczego nie wnoszą. Dlatego moim zdaniem warto wybrać inne, o wiele lepsze formy ‘zachęty’ do swojej osoby, jeszcze przed spotkaniem. Firma, która ceni ludzi z potencjałem, będzie wyławiać ich z morza kandydatów. Tych, którzy zrobią mniej, ale będzie to bardziej wartościowe.


Małgorzata Bekas. Do IT trafiła cztery lata temu, zaczynając od warsztatów z programowania PyLadies. Szybko dostała prace jako QA, chwilę później jako Manager i HR partner w startupach, które pierwsze biura miały w jej dużym pokoju. Aktualnie buduje zespół firmy SNOW.DOG. Wspiera Just Join IT. Kocha i szkoli psy, prowadzi bloga Mam psa. I co teraz? Angażuje się w akcje społeczne pomocy schroniskom i pomaga szukać psiakom domów. Wspólnie z przyjaciółmi tworzy startup Petpit, aplikację dla fanów psów i kotów.

Zdjęcie główne artykułu pochodzi z stocksnap.io.

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend