— Stereotypowo myślący rekruterzy uważają, że człowiek po bootcampie potrafi tylko to, co pokazali mu palcem podczas kursu. I powtarza wyuczone formułki jak papuga. To duży błąd i krzywdząca opinia dla ludzi, którzy mimo braku kwalifikacji, po godzinach swojej normalnej pracy zarywali noce i weekendy, by się nauczyć programowania — mówi Marcin Kosedowski, szef marketingu Kodilla.com — platformy z kursami programowania front-end i back-end.

Rozmawiamy z nim o ty, jak od środka wygląda nauka programowania z bootcampem oraz jak pracodawcy patrzą na absolwentów tego typu szkół online.

Dlaczego zajęliście się tworzeniem Kodilla.com i jak wyglądały jego początki?

To w pewnym sensie znak naszych czasów. Cyfryzacja dotyka coraz szerszych aspektów naszego codziennego życia, a programowanie jest z tym procesem ściśle związane. Obserwując rynek zauważyliśmy jednak inne, coraz bardziej powszechne zjawisko, a mianowicie — z jednej strony wzrasta zapotrzebowanie na usługi programistów, z drugiej można dostrzec postępujący niedobór pracowników w IT. Z naszej perspektywy odpowiedzią na zapełnienie tej luki okazały się problemy rynku pracy w innych branżach.

Mnóstwo osób pracujących poza IT czuje, że ich kariera od lat stoi w miejscu. Jakie możliwości awansu mają ponad 40-letni operator wózka widłowego w magazynie dużego koncernu czy kasjerka z hipermarketu? Mogą się łudzić, że wytrzymają kolejne 20 lat i jakoś dotoczą się do emerytury, albo… Albo rzucić to wszystko w diabły i zacząć od nowa. Jest wiele osób, które nie boi się takiej decyzji. Dlaczego zatem nie przebranżowić ich na programistów? Tak powstał pomysł, by osobom, które nie mają czasu i pieniędzy na studiowanie czy dojeżdżanie na stacjonarne kursy, dać możliwość kształcenia przez internet, który de facto jest naturalnym środowiskiem programistów.

Wielu uważa, że nie da się zostać junior java developerem kończąc sam bootcamp. Jaka jest Wasza odpowiedź na takie słowa?

Gwarantujemy własnymi pieniędzmi, że po bootcampie da się znaleźć pracę. To już nawet nie jest kwestia dyskusji, to są fakty poparte naszymi doświadczeniami, a właściwie doświadczeniami naszych Absolwentów. Zgłosiło się do nas już ponad 2 000 osób. Staramy się śledzić ich dalsze losy, rozwój kariery i wiemy, że wiele osób po naszym szkoleniu znalazło pracę w branży IT. Niektórzy mieli już wcześniej jakiś kontakt z kodowaniem, ale dla zdecydowanej większości z nich drzwi do świata IT otworzył właśnie udział w naszym bootcampie. Poza tym gramy fair oferując udział w Programie Gwarancja Pracy. Jeżeli ktoś przejdzie kurs, będzie korzystał ze wsparcia HR, a mimo to nie znajdzie pracy, otrzyma zwrot pieniędzy. Ryzyko jest więc po naszej stronie.

Może rozwiązaniem byłoby stworzenie np. wspólnie z pracodawcami nazwijmy to karty umiejętności Java Developera, bez których nie poradzi sobie na takim stanowisku? Pomogłoby to w weryfikacji, czy można zostać developerem po bootcampie.

Istnieje już certyfikat Oracle, więc z naszego punktu widzenia nie ma potrzeby mnożyć bytów ponad miarę. Dużo ważniejsze są projekty i nabywanie praktycznych umiejętności. Sukces bootcampów Kodilli opiera się właśnie na tym, że stawiamy na praktykę. Nie każemy wykuwać na pamięć formułek z podręczników. W trakcie szkolenia wielokrotnie weryfikujemy zakres i postęp umiejętności kursantów, poczynając od tekstu predyspozycji, który określa, czy się do tego nadają, poprzez realizowanie szkolenia pod okiem mentorów, po zadania zaliczeniowe i końcowy egzamin. Przede wszystkim jednak kursanci mają możliwość realizacji trzech projektów praktycznych — indywidualnego, zespołowego i zaliczeniowego, dzięki którym z końcem bootcampa mają gotowe portfolio, ale też uczą się procesu realizacji projektu.  

Jak pracodawcy patrzą na osoby po ukończonym bootcampie w Kodilla.com? Jakie są ich opinie o kandydatach? Na pewno czegoś im brakuje, pytanie brzmi: czego i jak te braki uzupełniacie?

Stereotypowo myślący rekruterzy uważają, że człowiek po bootcampie potrafi tylko to, co pokazali mu palcem podczas kursu. I powtarza wyuczone formułki jak papuga. To duży błąd i krzywdząca opinia dla ludzi, którzy mimo braku kwalifikacji, po godzinach swojej normalnej pracy zarywali noce i weekendy, by się nauczyć programowania. Nikt ich do tego nie zmuszał. To nie są studia, gdzie obowiązuje zasada Zdać-Zapić-Zapomnieć. My nie uczymy niczego na pamięć. Nasze szkolenia mają o wiele bardziej otwartą formułę. My pokazujemy przede wszystkim, jak szukać odpowiedzi na własną rękę, czyli myśleć i działać jak prawdziwy programista. Pokazujemy, jak korzystać z dokumentacji (głównie w Javie). Na wszelkie ewentualne braki reagujemy na bieżąco. Dodaliśmy już na przykład do naszych bootcampów samodzielne projekty, na które pracodawcy zwracają bardzo dużą uwagę.

Jeszcze inny problem to wydawać by się mogło banalna umiejętność mówienia o programowaniu. To, że ktoś nauczył się kodować, nie oznacza, że będzie umiał o tym opowiadać, a tego rodzaju komunikacja często może być istotnym elementem podczas rozmowy rekrutacyjnej. Właśnie dlatego nasi kursanci biorą udział w wielu rozmowach 1-1 z mentorami, product managerem, doradcą ds. HR oraz innymi uczestnikami projektu grupowego, by potrafić opowiedzieć o tym, co zrobili i w jaki sposób ma to działać.

Na czym polega sam program nauki? Z czego się składa?

Jak wspomniałem wcześniej, kluczem jest praktyka, która stanowi 90 proc. szkolenia. Teoria, stanowiąca bazę do wykonania zadań, to zaledwie 10 proc., ale i o tę część zadbaliśmy.

Jak uczymy? Zaczynam od prostych fragmentów kodu do uzupełnienia i sprawdzanych automatycznie. Później przychodzi czas na zadania, które są sprawdzane i omawiane przez indywidualnego mentora. W trakcie szkolenia kursant przystępuje też do miesięcznego projektu grupowego, realizowanego z innymi kursantami. To jest moment, w którym nabywa zdolności pracy w zespole z innymi ludźmi, a nie tylko z mentorem, który towarzyszy mu przez cały kurs.

Nasi mentorzy to programiści z doświadczeniem w zawodzie i aktualnie pracujący w IT. Nie są teoretykami z akademickich sal wykładowych. Jest to kluczowe zarówno dla nas, jak i naszych kursantów, bo dzięki temu mają dostęp do aktualnej wiedzy. Uczą się tego, czego oczekuje rynek. Mentor 1-1 sprawdza zadania, wskazuje błędy i miejsca do rozwinięcia, prowadzi indywidualne rozmowy, ale to nie wszystko. Nasi kursanci mogą też uzyskać wsparcie od innych dyżurujących Mentorów.

Nauka odbywa się w całości przez internet, w dowolnych godzinach wybranych przez kursanta i przypomina korepetycje z programowania przez internet. Dzięki temu osoby biorące udział w szkoleniu same mogą decydować o tym, w jaki sposób, kiedy i gdzie się uczą.

Korzystacie też z zewnętrznych materiałów szkoleniowych, poradników, tutoriali dostępnych w sieci?

Gdyby przeliczyć wszystkie materiały, które sami opracowaliśmy i zgromadziliśmy, mogłoby się okazać, że mają więcej stron niż opasłe tomy “Władcy Pierścieni”. Oczywiście wszystkie w wersji cyfrowej, bo jako nowoczesny startup szanujemy przyrodę i nie używamy bez potrzeby papieru. Biorąc pod uwagę skalę naszego przedsięwzięcia można jednak zaryzykować stwierdzenie, że to najobszerniejszy poradnik krok-po-kroku, z którego w Polsce mogą korzystać osoby uczące się programowania. W dodatku stale go aktualizujemy. Tylko samą aktualizacją i optymalizacją treści zajmują się obecnie 3 osoby (szukamy kolejnej) i kilkudziesięciu aktywnych mentorów przy okazji nauki.

Nie zamykamy naszych kursantów w bańce pt. Kodilla, żeby tylko przypadkiem nie odkrył, że może to samo znaleźć w internecie za darmo. W sieci jest dziś już prawie wszystko, czego ktoś taki potrzebuje, ale… jest też milion innych materiałów, które są albo zbędne, albo nieaktualne, albo wręcz szkodliwe, bo na przykład znajduje się w nich cała masa błędów. My uczymy, jak dobrze takie materiały dobierać i jak samemu szukać w nich odpowiedzi na problemy. Uczymy samodzielności w działaniu w oparciu o to, co jest dostępne.

Co proponujecie osobom, które wolniej przyswajają naukę, mają więcej problemów niż inni?

U nas nie ma jednego, stałego tempa dla wszystkich. Podobnie jak nie ma klas i dzwonków na przerwę. Każdy uczy się w swoim własnym rytmie, dostosowanym do swojego stylu życia i obowiązków. Analogicznie jest z osobami, którym idzie lepiej niż pozostałym i niektóre tematy przerabiają szybciej.

Dobry przykład to HTML w bootcampie Web Developer. Część osób miała już kiedyś do czynienia z tym językiem, więc potrzebują zaledwie kilku dni na odświeżenie. Takie osoby mogą dostać dodatkowe zadania od mentora i dzięki temu lepiej się rozwinąć. Natomiast ci, którzy zobaczyli HTML pierwszy raz w życiu, nie muszą się niczym martwić. Nikt ich nie będzie poganiał pod warunkiem, że będą się systematycznie i rzetelnie uczyć się, rozwiązując zadania.

Dlaczego kurs Java Developera czy Web Developera trwa 9 miesięcy, a nie 10, 11? Na początku działania Kodilla.com kurs na Junior Front-end Developera trwał 3 miesiące.

Dostosowujemy potrzeby do rynku pracy. Pracodawcy wymagają teraz od juniorów coraz więcej i przy obecnej sytuacji nie da się przekazać wszystkiego w 3 miesiące. Kursantom może wydawać się, że im szybciej, tym lepiej, ale to tak nie działa.

Wymagania rosną, dlatego wyszkolenie programisty pochłania coraz więcej czasu. Dwa lata temu wystarczyły trzy miesiące nauki (po godzinach pracy), żeby dostać pierwszą posadę w IT. Teraz za minimum uznajemy 6 miesięcy, które będą konieczne, żeby znaleźć pracę w 2019 roku. Dodatkowe 3 miesiące (czyli 9 miesięcy szkolenia) to praca czysto projektowa, bo to one stanowią portfolio, którego wymagają pracodawcy podczas procesu rekrutacyjnego.

Dłuższe szkolenia wymagałby większego zaangażowania uczestnika czasowego i finansowego, więc musimy tego bardzo pilnować.

Nie myśleliście nad stacjonarnymi kursami? Wydaje się, że w takiej formie łatwiej uczyć się programowania?

Zapytaj doświadczonych programistów skąd wynieśli najwięcej wiedzy. Ci najlepsi odpowiedzą, że uczyli się robiąc kolejne zadania korzystając z materiałów z internetu. Zresztą nawet teraz, gdy już posiedli pewną wiedzę i umiejętności i zajmują ciekawe stanowiska, nadal każdego dnia uczą się czegoś nowego, wyszukując sobie informacje w sieci. W firmach nie ma klas, w których programiści siadają w ławkach i pan nauczyciel dyktuje im nowe komendy do nauczenia na pamięć. U nas jest tak samo jak w pracy – masz dokumentację, wysyłasz zadania przez gita do code review, odhaczasz w Jirze zrobienie zadania (w czasie projektu grupowego), rozmawiasz z innymi przez czat… Tak będzie wyglądało życie programisty. Ono nie polega na siedzeniu na wykładach.

Niezdecydowani mogą skorzystać z przygotowanego przez Was testu predyspozycji. Jest jakaś dziedzina, w której najczęściej słabo wypadają kandydaci? Możecie powiedzieć np., że większość odrzuconych ma problem z matematyką, logiką?

Najtrudniejsze są zadania z części analitycznej, polegające na odczytywaniu danych z tabeli. Po wynikach osób, które rozwiązują test predyspozycji zauważamy, że ta część faktycznie sprawia im duże trudności. Jest to jednak coś, czego można się nauczyć.

Za to najbardziej istotnymi pytaniami, które najbardziej bierzemy pod uwagę, są kwestie miękkie, dotyczące np. motywacji danej osoby. Umiejętności twardych można się nauczyć, natomiast nie da się zmienić osobowości człowieka. Jeśli ktoś od początku wykazuje cechy, które mogą świadczyć o braku lub niskiej motywacji do działania i rozwoju, trudno spodziewać się, że takiej osobie uda się przebranżowić czy też znaleźć pracę w IT. Nasze bootcampy stawiają na samodzielność. Potrzeba zatem zaangażowania i determinacji ze strony Kursanta, żeby osiągnąć założony cel. Jeśli ktoś nie posiada takich umiejętności, powinien porządnie zastanowić się nad swoim udziałem w bootcampie, żeby nie tracić czasu i pieniędzy.

Co dzieje się z osobami, które „nie zdały” testu predyspozycji? Nadal pracujecie z nimi, czy w ogóle odradzacie taką formę nauki?

Kiedy zdarzają się osoby, którym test predyspozycji nie pójdzie, radzimy im zrobić parę prostych zadań na własną rękę (wskazujemy je) i — jeżeli tej osobie spodoba się programowanie — proponujemy powrót do testu. Gdy to nadal nie zadziała, po prostu odradzamy udział w szkoleniu.

Dodam, że jeśli ktoś rozpocznie bootcamp, ma 14 dni na podjęcie ostatecznej decyzji i ewentualną rezygnację oraz zwrot pieniędzy. Natomiast z każdym, kto skorzysta z Programu Gwarancja Pracy, po miesiącu przeprowadzamy indywidualną rozmowę z doradcą HR. Jeśli doradca nie widzi potencjału w takiej osobie, oszczędza jej dalszego poświęcania czasu i rekomenduje przerwanie szkolenia. Wówczas robimy zwrot 100% wpłaconej kwoty.

Kilka razy o tym wspomniałeś, więc dopytam: czym jest gwarancja pracy? Na jakich warunkach Java Developer po Waszym kursie może zacząć swoją pierwszą pracę? Ma możliwość samodzielnego decydowania, czy chce pracować w danym miejscu, i negocjować warunki umowy firmy partnerskiej?

Program Gwarancja Pracy polega na tym, że zwracamy 100% opłaconej kwoty szkolenia kursantom, którzy nie dostali pracy w IT po przejściu naszego bootcampa i współpracy z naszymi doradcami ds. HR.  Ma na celu zapewnienie kursantom odpowiedniego wsparcia naszych doradców ds. HR w zdobyciu i rozwoju kompetencji miękkich, niezbędnych w poszukiwaniu pracy. Jeśli pomimo ukończenia technicznej części szkolenia, a także nabyciu umiejętności, dzięki którym Kursant ma duże szanse na znalezienie pracy w IT, nie dostanie żadnej posady, gwarantujemy zwrot kosztów poniesionych na szkolenie. Warunkiem jest oczywiście stosowanie się do naszych zaleceń. Trzeba pamiętać, że powodzenia kursanta, zależy przede wszystkim od niego i jego zaangażowania. Sumienność, terminowość, precyzja, przygotowanie do rozmów rekrutacyjnych, budowanie portfolio i CV – to podstawa programu.

Jeśli chodzi natomiast o sam proces rekrutacji, Kursant zawsze sam negocjuje warunki i samodzielnie podpisuje umowę na warunkach rynkowych. My pomagamy mu dotrzeć do tego etapu.

Na koniec, możesz powiedzieć do dziś, ile osób po kursach Kodilli znalazło pracę w IT, a ile nie?

W tej kwestii możemy mówić wyłącznie o osobach, które przyszły do nas z nastawieniem na znalezienie nowej pracy. Spośród nich pracę ze wsparciem naszych doradców ds. HR znalazło ok. 67,8%.

Nie zawsze jednak kursanci decydują się na nasze bootcampy po to, by znaleźć pracę. Są wśród nich też osoby, które chcą nauczyć się programowania dla siebie, na własne potrzeby, żeby na przykład samodzielnie postawić sobie stronę internetową. Niektórzy z nich tworzą też projekty jako freelancerzy, z doskoku pracując nadal w swoich dotychczasowych zawodach. W pewnym sensie są więc już częścią branży IT, ale nie deklarują tego i nie informują nas o tym.

Jedno jest pewne, większości z tych, którzy chcą znaleźć pracę, się to udaje. Inaczej musielibyśmy przestać robić to, co robimy i na czym się znamy.


Marcin Kosedowski. Szef marketingu w Kodilla.com, jednej z najchętniej wybieranych szkół programowania online w Polsce. Marcin ma 10-letnie doświadczenie w branży mediów i marketingu, w Kodilla.com dba o jasną komunikację z klientami i odpowiedni poziom skupienia w dziale marketingu.

Zdjęcie główne artykułu pochodzi z burst.shopify.com.

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend