The Wall Street Journal doniósł, że Google w ciągu ostatnich kilku lat nie poinformował użytkowników Google+ o wyciekach danych. W niepowołane ręce miało wpaść ok. 500 tys. kont, a dokładniej informacje dotyczące: imienia i nazwiska, daty urodzenia oraz adresu e-mail. Mimo że użytkownicy korzystali z funkcji ukrycia danych — zdaniem WSJ — były one dostępne dla każdego. Google zaprzecza, ale zobowiązuje się zamknąć serwis z powodu „małego zainteresowania” nim.

Chyba nikt nie wierzy w tłumaczenia Google, które uważa, że do żadnych wycieków danych — których nie poinformowano użytkowników Google+ — nie doszło. Stworzył za to Projekt Strobe mający na celu naprawienie wszelkich błędów bezpieczeństwa, jeśli takowe istnieją. Jak czytamy na firmowym blogu, przez ostatnie lata użytkownicy portalu informowali o tym, że chcą lepiej zrozumieć, jak zarządzać swoimi danymi. „Dlatego jednym z czterech priorytetów projektu Projektu Strobe będzie przejrzenie wszystkich API zsynchronizowanych z Google+”. Dalej czytamy, że Google dołożyło wszelkich starań, by chronić dane swoich użytkowników.

Firma zaprzecza doniesieniom gazety. „Nie znaleźliśmy żadnego dowodu na to, że nasi developerzy wiedzieli o tym bugi związanym z API, nie znaleźliśmy także żadnego dowodu na to, że któryś z kont użytkowników zostało wykorzystane”. Autor wpisu tłumaczy też, że każdego roku Google wysyła użytkownikom powiadomienia dot. ochrony ich danych osobowych. Mimo zaprzeczeń, Google zobowiązał się do sprawdzenia jeszcze raz, czy doszło do wycieku. W ciągu najbliższych 10 miesięcy chce sprawdzić, które z kont zostało narażone. Po tym czasie — częściowo zamknie portal Google+.

Google, jeszcze przed zamknięciem prywatnej części portalu (Google+ dla firm nadal będzie aktywne), chce dokonać wielu usprawnień, by nie narażać użytkowników. „Naszym celem jest wsparcie wielu przydatnych aplikacji, ale też zapewnienie każdemu pewności, że przetwarzane dane są bezpieczne”.

Zamknięcie portalu to potwierdzenie, że Google przegrało walkę z Facebookiem. Firma z Mountain View tworząc portal Google+ chciała stworzyć nieco spokojniejszy portal społecznościowy od Facebooka. W 2011 roku, żeby założyć na nim konto potrzebowaliśmy zaproszenia. Przez prawie siedem lat, Google zmieniało strategię portalu i inwestowało w jego rozwój miliony dolarów. O wiele lepszą strategię obrał Facebook, który zamiast tworzyć społeczność od zera — kupował popularne aplikacje. Zaczął w 2012 roku od Instagrama, a dwa lata później od kupna WhatsAppa.

Ekspertów nieco dziwi ta przegrana, gdyż Google miało znaczną przewagę nad konkurencją: Facebookiem, Twitterem czy Snapchatem — a były nią miliony użytkowników i klientów korzystających z innych produktów od Google’a. Jak widać, nie potrafiło dobrze wykorzystać swojej szansy. A może przyjdzie jeszcze na to czas?

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend