Filipińscy developerzy wolą korporacje od startupów

Spis treści

Outsourcujecie programistów do innych firm. Jakie najczęściej prace wykonują?

J: Przekrój projektów, w których biorą udział nasi programiści jest bardzo szeroki. Zdarza się, że do wykonania jest prosta strona internetowa oparta o WordPress, gdzie wystarczy dopisać kilka nowych funkcjonalności i stworzyć część frontend. Mamy też 3 zespoły doświadczonych developerów, które uczestniczą w długofalowych projektach polegających na wspieraniu i rozwijaniu systemów legacy czy projektowaniu i tworzeniu zupełnie nowych systemów od podstaw.

Co zazwyczaj zawierają oferty pracy, które przyciągają pracowników? Muszą zawierać widełki płacowe?

H: Oczywiście zarobki są bardzo ważne. Szukając pracy, kandydaci najczęściej podają swoje aktualne zarobki oraz oczekiwania finansowe w nowej pracy (są one prawie zawsze wyższe). Nie ma w tym jednak nic dziwnego biorąc pod uwagę to, o czym już wspomnieliśmy, że zmiana pracy jest w wielu przypadkach postrzegana jako forma awansu. Niezwykle ważny dla Filipińczyków jest też dostęp do prywatnej opieki medycznej. Na Filipinach nie ma bezpłatnej służby zdrowia, a koszt wizyty w szpitalu czy u lekarza często przewyższa możliwości wielu rodzin. W związku z tym dużo osób oczekuje, że pracodawca, przynajmniej częściowo, pokryje koszty prywatnego ubezpieczenia medycznego.

J: Wydaje się też, że coraz częściej Filipińczycy przywiązują wagę do atmosfery pracy i sposobu zarządzania zespołem. Zdarza się, że powodem poszukiwania nowej pracy jest zmęczenie aktualną pracą, złe traktowanie przez pracodawcę, kiepska atmosfera w zespole – podobno szczególnie japońscy szefowie są dla Filipińczyków trudni, gdyż budują bardzo duży dystans pomiędzy managementem a developerami.

Na zdjęciu: wspólny obiad z filipińskim zespołem createIT

Czego filipińscy programiści wymagają od pracodawców?

J: Przede wszystkim uczciwości i płacenia pensji na czas. Standardem jest tutaj wypłacanie pensji co 2 tygodnie, a nie miesięcznie. Wielu Filipińczyków ma kiepskie doświadczenia w tym zakresie z zagranicznymi pracodawcami. Dodatkowo, jak wspomnieliśmy wcześniej, na Filipinach właściwie nie istnieje opieka społeczna czy bezpłatny dostęp do służby zdrowia, więc absolutną koniecznością jest zapewnienie odpowiedniej prywatnej opieki zdrowotnej (najlepiej, jeśli pakiet zdrowotny obejmuje nie tylko pracownika, ale również wybranych członków rodziny).

H: Choć nie jest to formalny wymóg, wiemy też, że niezwykle istotne jest, aby przynajmniej dwa razy do roku zorganizowana została wspólna impreza integracyjna z loteriami, nagrodami i oczywiście mnóstwem jedzenia. Filipińczycy uwielbiają wspólne świętowanie i każdy z niecierpliwością czeka na firmową imprezę przed Świętami Bożego Narodzenia oraz na wspólne celebrowanie nadejścia lata, na przełomie marca i kwietnia. Z drobnych rzeczy, wszyscy pracownicy podkreślają, że dostępność darmowych przekąsek, napojów czy owoców jest dla nich fajnym bonusem. Zdaje się, że nie jest to jeszcze standard na Filipinach.

Czego zazwyczaj brakuje kandydatom aplikującym do pracy dla Was?

H: Jeżeli chodzi o umiejętności czysto programistyczne, to już umiemy znaleźć osoby o konkretnych umiejętnościach i doświadczeniu – w tym zakresie nie mamy żadnych zastrzeżeń. Natomiast ciężko jest znaleźć pracowników przejawiających cechy leadera. Naszym założeniem było przyjechać tutaj na rok, może dwa, poukładać procesy, wyznaczyć leaderów wśród najbardziej zaufanych „lokalsów” i ze spokojnym sumieniem wrócić do Polski wiedząc, że zostawiamy filipiński oddział w dobrych rękach. Póki co nie znaleźliśmy takich osób.

Z czego wynika brak liderskich umiejętności? Programiści w ogóle myślą o własnych projektach?

J: Na pewno duże znaczenie mają tutaj kwestie kulturowe i wszechobecna potrzeba działania w grupie, która niekoniecznie sprzyja wyłanianiu liderów. W życiu codziennym Filipińczycy bardzo sprawnie podejmują decyzje gremialnie i zazwyczaj nie jest potrzebna jedna osoba, która narzuca reszcie swoje zdanie. Prawdopodobnie przyzwyczajenie do takiego sposobu działania przekłada się też na pracę zawodową. Jeżeli chodzi o własne projekty to nie słyszeliśmy do tej pory o żadnych pomysłach na startup. Etos pracy bywa przedmiotem dyskusji za każdym razem, gdy podnosi się kwestie developerów z Azji.

Julka, powiedz, jak to jest w przypadku filipińskich programistów?

J: Myślę, że nie można mówić o „azjatyckim” etosie pracy. Jest ogromny rozstrzał między etosem pracy np. Japończyków czy Koreańczyków, a złą sławą deweloperów z Indii czy Bangladeszu. Filipińczyków znajdziemy gdzieś pośrodku, a ich podejście do pracy często zostaje ukształtowane przez pierwszych pracodawców. Żeby odnaleźć tych najlepszych i najbardziej zaangażowanych, należy odpowiednio rozbudować proces rekrutacji. Na razie wszystko wskazuje na to, że nasz rekrutacyjny filtr działa i w większości przypadków podejmujemy słuszne wybory. Ciekawostką jest, że zdecydowanie bardziej odpowiedzialne i zaangażowane są kobiety. Z programistkami nie mieliśmy dotychczas najmniejszych problemów.

ZOBACZ TEŻ:  Jak używając Ruby stworzyć aplikację Blockchain

W Polsce jest mało programistek, a jak wygląda to na Filipinach?

H: Na Filipinach mamy zdecydowanie więcej kandydatek i zatrudnionych programistek niż w Polsce. Co prawda nadal liczebną przewagę w zespole mają mężczyźni, ale odnosimy wrażenie, że kobiety o wiele bardziej odpowiedzialnie podchodzą zarówno do studiów, jak i do samej pracy, więc można na nich polegać w każdej sytuacji. Jedyne problemy organizacyjne jakie mieliśmy do tej pory sprawiali mężczyźni. Natomiast faktem jest, że wśród wysoko wykwalifikowanych programistów prym nadal wiodą panowie.

Jakie dostrzegasz różnice kulturowe na linii Polska-Filipiny? Te branżowe, jak i biorąc pod uwagę po prostu codzienne życie.

H: Pierwszym, co rzuca się w oczy od razu po przyjeździe na Filipiny jest to, że tutaj niemalże żadnej czynności nie wykonuje się w pojedynkę. Niezależnie od tego czy łapiemy taksówkę na lotnisku, robimy zakupy w sklepie czy kupujemy kawę – w każdym miejscu tam, gdzie w Polsce znajdowałaby się jedna osoba, tutaj będzie ich 5. Dedykowana osoba do otwierania drzwi, kolejna do pakowania zakupów i co najmniej 2-3, które po prostu są w pobliżu.

J: Potrzeba robienia wszystkiego w grupie bierze się między innymi z bardzo dużej roli rodziny i potrzeby socjalizacji w życiu Filipińczyków. Ogromne znaczenie relacji międzyludzkich możemy zauważyć również w pracy. Filipińczycy bardzo szybko zaprzyjaźniają się ze współpracownikami i można odnieść wrażenie, że zgrany zespół jest dla nich ważniejszy niż np. awans. Jednocześnie widać pewien dystans w stosunku do nas – przyjezdnych i do nas – team leaderów.

Filipińczycy traktują nas w bardzo miły sposób, czasem ich postawa jest aż zbyt ugrzeczniona. Nasze zwyczaje przywiezione z Polski, czyli np. firmowa pizza, którą razem ze wszystkimi jedzą również szefowie, chyba wciąż spotykają się z dużym zaskoczeniem…

H: Filipiny są też krajem bardzo rozbudowanej biurokracji. Pod tym względem czujemy się jak w Polsce sprzed paru-parunastu lat. Komputeryzacja w urzędach praktycznie nie istnieje, a wszelkie ustalenia i rozporządzenia dotyczące pracy naszej firmy muszą zawsze znajdować potwierdzenie na piśmie. Rzeczy nieopisane dedykowanym dokumentem dla większości Filipińczyków po prostu nie istnieją. Ciekawym zwyczajem jest też zwracanie się do wszystkich i zawsze per „sir”, „ma’am”, co sprawia, że kontakty, przynajmniej w naszym odczuciu, tworzą się bardziej formalne. Jest to szczególnie dziwne w zestawieniu z bardzo dużą otwartością Filipińczyków, ich niezmiennym uśmiechem w każdej sytuacji i absolutnie zerowym poziomem stresu w każdej sytuacji.

Jak myślicie, dlaczego filipińskim pracownikom trudno przejść “na Ty” z team leaderami?

H: Na to pytanie sami chyba jeszcze nie znamy dobrej odpowiedzi. Filipińczycy z jednej strony narzekają na zbyt formalny i zdystansowany charakter pracy w firmach prowadzonych przez np. Japończyków, z drugiej zaś – sami szczelnie zamykają się we własnym gronie i przebicie się do grupy „lokalsów” wymaga nie lada wysiłków z naszej strony. Skupmy się jeszcze na realiach pracy.

Na zdjęciu: parada podczas festiwalu Sinulog – najważniejszego święta w roku w Cebu

Na jaki poziom życia może pozwolić sobie typowy programista na Filipinach? Zastanawiam się nad relacją płac do kosztów życia.

J: Zarobki programisty są tutaj dużo wyższe w porównaniu z większością zawodów. Natomiast przeciętny Filipińczyk czuje się w obowiązku pomagać finansowo całej rodzinie. Standardem jest tutaj posiadanie 4-5 dzieci więc rodziny są naprawdę duże. Darmowa opieka zdrowotna i emerytury nie istnieją, dlatego każdy Filipińczyk czuje się w obowiązku zaopiekowania się swoimi rodzicami, kiedy ci nie są już w stanie pracować.

H: Odnieść sukces zawodowy udaje się zazwyczaj nielicznym, dlatego po rozdysponowaniu pensji programisty na pomoc całej rodzinie, nie pozostaje wiele na prowadzenie zbyt wystawnego życia. Biorąc jednak pod uwagę średni poziom życia Filipińczyków, z których wielu mieszka wprost na ulicy lub w małych, rozpadających się chatkach, programiści mogą sobie pozwolić na naprawdę wygodne życie, które tutaj oznacza wynajęcie mieszkania czy pokoju w mieście, podróże od czasu do czasu i najnowszego smartfona.

Mówiliście wcześniej o tym, że Filipińczycy lubią dużo rzeczy robić w grupie. Jak bardzo jest popularna praca zdalna? Mam na myśli i pracę zdalną dla firm z siedzibą w Cebu, ale też zagranicą.

J: Wielu naszych programistów ma w swoich doświadczeniach pracę zdalną. Najczęściej jest to praca dla firm japońskich i amerykańskich. W przypadku filipińskich firm, widzimy że najczęściej praca zdalna ma miejsce, kiedy siedziba firmy znajduje się na innej wyspie.

H: Wszyscy nasi programiści pracują jednak na miejscu, w naszym biurze, w Cebu i zdecydowanie chwalimy sobie taką formę współpracy.

Trochę offtopic na koniec. Anegdoty. Z pewnością macie kilka ciekawych motywów, związanych z pracą z azjatyckimi devami -czas się nimi podzielić. 

H: Osoby, które miały okazję odwiedzić gęściej zaludnione, azjatyckie miasta, jako jeden z ciekawszych elementów podróży z pewnością wspominają transport… Filipińczycy są na końcu skali pod względem braku przestrzegania jakichkolwiek zasad prawa o ruchu drogowym (choć na Filipinach takie istnieje)… Zielone czy czerwone światło? Nie ma znaczenia, ani dla pieszych, ani dla samochodów. Nie istnieją pasy jazdy, kierunkowskazy, znaki drogowe, a nawet zdrowy rozsądek.

J: W świadomości Filipińczyków istnieją jedynie klaksony, służące do wymijania, ostrzegania, upominania, karania, pozdrawiania… Używane, a raczej nadużywane, właściwie w dowolnym celu. W efekcie na drogach panuje ciągły hałas. Jeśli dodać do tego filipińskich kierowców ciągle zmieniających pasy, bez konkretnego celu i logiki, mamy przepis na niekończące się korki i tłum na drogach. Wyzwaniem jest już przejście przez jezdnię, ale dużo większym – zachowanie cierpliwości, jadąc jeden kilometr przez 25 minut. To nie żart. Gdyby nie to, że na Filipinach często nie ma chodników, szybciej byłoby tutaj przemieszczać się pieszo.


Filipiny to ciekawe miejsce relokacji dla developerów, ale tych miejsc godnych polecenia jest jeszcze więcej. Dlatego jeśli zastanawiacie się nad połączeniem pasji podróżowania z poszukiwaniem ciekawych wyzwań, przeczytajcie m.in. ten wywiad o tym, jak wygląda norweski rynek pracy.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
SatRevolution
W SatRevolution powstaje zespół odpowiedzialny za misje kosmiczne