Filipińscy developerzy wolą korporacje od startupów

Hubert Czerczer, Senior Team Leader, oraz Julita Pawińska, Marketplaces Team Leader, od kilku latu rozwijają filipiński oddział polskiego software house createIT (o tym, jak polska firma kupiła filipiński software house dowiecie się z tego wywiadu). Ich zadaniem było zbudowanie zespołu developerów i powrót do kraju. Zostali jednak na Filipinach, by dalej rozwijać tam firmę.

Przez te kilkadziesiąt miesięcy tak dobrze poznali lokalny rynek IT, że dziś nie mają problemów z zatrudnianiem świetnych programistów. Huberta i Julkę pytamy o typową ścieżkę kariery filipińskiego programisty, o to czego wymagają od pracodawców, ale też o to, na co pozwala im pensja programisty.

Zacznijmy od tego, jak wygląda rynek pracy na Filipinach i jakie technologie są tam najbardziej popularne? Czy można stwierdzić, że jest zdecydowanie więcej np. PHP-owców?

Hubert: Nasze doświadczenie dotyczy głównie developerów PHP i możemy śmiało stwierdzić, że jest ich tu naprawdę wielu. Spora część to jednak developerzy z niewielkim doświadczeniem, więc musieliśmy rozszerzyć kanały rekrutacji oraz wzmocnić proces weryfikacji kandydatów, aby dotrzeć do tych, którzy posiadają kwalifikacje odpowiadające naszym potrzebom.

Julka: Jest tu także wielu front-end developerów, specjalizujących się w jQuery, ReactJS czy AngularJS. W porównaniu z Polską, wydaje się, że trochę łatwiej jest znaleźć doświadczonego front-end developera niż doświadczonego back-enda.

Jak firmy radzą sobie z mniejszą liczbą “wolnych” backendowców?

H: Trudno nam mówić w imieniu innych firm, ale jeśli chodzi o nas to po prostu proces rekrutacyjny w przypadku backend developerów jest nieco dłuższy. Zdarza się też, że w przypadku obiecującego kandydata z doświadczeniem nieco niższym od naszych wymagań, jesteśmy w stanie zainwestować czas i doszkolić taką osobę już po jej zatrudnieniu u nas. Dzięki rozbudowanemu procesowi rekrutacji zazwyczaj określamy czy mamy do czynienia z kimś bardzo zdolnym, któremu po prostu brakuje kilku/kilkunastu miesięcy pod okiem, któregoś z naszych seniorów czy jednak powinniśmy szukać dalej. Każdy przypadek jest rozpatrywany indywidualnie.

Na zdjęciu: pierwsza wspólna kolacja z całym filipińskim createIT

A jak wygląda sam proces rekrutacji? Firmy IT raczej korzystają z firm headhunterskich?

H: Tak, firmy headhunterskie to zdecydowanie najpopularniejszy sposób pozyskiwania nowych kandydatów. W naszym przypadku sprawdził się też kilkukrotnie scenariusz, w którym nasi pracownicy polecają kogoś, z kim pracowali w poprzedniej firmie.

J: Weryfikacja kandydata to już bardziej skomplikowany proces. W bardzo dużym skrócie – z kandydatem rozmawiają zarówno osoby oceniające jego umiejętności społeczne, zaangażowanie czy charakter, jak i senior developer czy team leader, który sprawdza jego wiedzę i przygotowanie techniczne.

Osobnym etapem jest oczywiście zadanie rekrutacyjne, dostosowane do deklarowanego przez kandydata doświadczenia oraz naszych wymagań. Cały proces trwa od kilku dni do 2-3 tygodni. W tym czasie z kandydatem mają szansę porozmawiać zazwyczaj trzej przedstawiciele firmy, a jego kandydaturę, CV i próbki kodu ogląda i ocenia dodatkowych kilka osób.

Filipiny to 12. kraj na świecie pod względem liczby ludności z ponad 100 milionami mieszkańców. Młode społeczeństwo pełne ludzi, którzy chcą nauczyć się programować, czy niekoniecznie?

J: Zdecydowanie tak! Praca jako programista jest tutaj postrzegana jako szansa na odmianę życia, nie tylko swojego, ale też całej rodziny. Zarobki programisty mogą być tutaj nawet kilkanaście razy wyższe niż np. osób pracujących w usługach. Programista to wciąż tutaj zawód elitarny i bardzo pożądany. Sami pracownicy wydają się podchodzić do możliwości rozwoju bardziej entuzjastycznie niż w Europie.

H: Co ciekawe Filipiny to również społeczeństwo, które jest non-stop online. W zasadzie każdy ma tutaj smartfona z dostępem do Internetu, dlatego wszystko, co związane z nowymi technologiami jest niezwykle popularne i przyciąga młodych ludzi.

Początkujący programiści marzą o karierze w korporacji czy są nastawieni na małe firmy, startupy?

J: Zdecydowanie większą popularnością cieszą się korporacje. Przede wszystkim ze względu na większe zaufanie Filipińczyków do dużych firm. Międzynarodowa korporacja, zatrudniająca kilkaset osób to tutaj synonim wypłacalności i stabilizacji, a większość programistów oczekuje od pracy przede wszystkim bezpieczeństwa finansowego. Od naszych pracowników wielokrotnie słyszeliśmy historie o małych firmach i startupach, które po kilku miesiącach upadały, często bez wypłacenia zaległych pensji. W przypadku dużych firm, z długoletnią historią na rynku takie ryzyko jest zwykle mniejsze.

Jak bardzo popularne są usługi znane m.in. w Europie, jak aplikacje do zamawiania przejazdów czy zamawiania jedzenia?

H: Rynek aplikacji mobilnych na Filipinach jest zdecydowanie mniej różnorodny od polskiego czy europejskiego. Bardzo popularna jest aplikacja do zamawiania przewozów (zarówno taksówek, jak i samochodów prywatnych) – Grab, która zdecydowanie przewyższa tutaj swoją popularnością np. Ubera. Jest także FoodPanda do zamawiania jedzenia – natomiast jakość i szybkość realizacji zamówienia pozostawia wiele do życzenia w przypadku wielu restauracji.

J: Poza tym zakupy, zamawianie jedzenia czy umawianie wizyty u lekarza czy fryzjera odbywają się tu zazwyczaj w tradycyjny sposób. Filipińczycy używają swoich smartfonów głównie do korzystania z portali społecznościowych i robienia mnóstwa zdjęć. Jest tu więc jeszcze wiele dziedzin życia, w których aplikacje mobilne mogłyby znacznie ułatwić życie Filipińczykom. Widzimy tu niszę rynkową, którą mamy szansę zagospodarować, dlatego rozpoczęliśmy działania także na tym polu.

Tylko młodzi są zainteresowani programowaniem? Wśród kandydatów aplikujących do Was trudno znaleźć bardziej doświadczone życiowo osoby?

H: W tej chwili mamy jednego programistę, którego wiek wykracza poza standardowe w naszej firmie 23-35 lat. Większość kandydatów to osoby przed 30-tką. Generalnie średnia wieku kandydatów jest nieco niższa niż w Polsce.

Jak Filipińczycy stają się programistami? Idą na studia, kursy? Ile lat trwają?

J: Tak, idą na studia. Większość naszych programistów to absolwenci uniwersytetów na kierunkach informatycznych. Standardowe studia, odpowiadające naszym magisterskim, trwają 4 lub 5 lat (w zależności od wybranych kursów – dla inżynierów, programistów czy np. księgowych jest to najczęściej 5 lat). To zwykle jest pierwszy krok na drodze do stania się programistą. Nie spotkaliśmy się jeszcze z żadnymi szkołami programowania typu „od 0 do front-end developera w 3 miesiące”, ale wszelkie kursy doszkalające z konkretnych języków programowania czy frameworków są tu bardzo popularne. Od tego roku studia na uniwersytetach publicznych są nieodpłatne (kiedyś tylko stypendyści byli zwolnieni z opłat) więc mamy nadzieję, że poszukujących pracy programistów będzie niebawem jeszcze więcej.

Na Filipinach działają bootcampy, szkoły czy tradycyjne kursy programowania?

H: Jest duża dostępność różnego rodzaju kursów dokształcających dotyczących wąskiej specjalizacji, np. konkretnego frameworka czy jego wersji, ale z opowieści naszych pracowników wynika, że ich poziom jest bardzo zróżnicowany. Jedni twierdzą, że chętnie udaliby się na takie kursy, inni twierdzą, że z doświadczenia wiedzą, że to strata czasu.

J: Jeśli chodzi o szkoły programowania czy kursy dla początkujących, to tutaj nadal prym wiodą uniwersytety i to z nich wywodzi się zdecydowana większość programistów.

Na zdjęciu: Pierwsze wspólne oglądanie nowego biura – jeszcze w trakcie budowy

Jak wygląda ścieżka zawodowa programisty na Filipinach? Gdzie zdobywa pierwsze doświadczenie?

H: Nie widzimy tu większych różnic między Filipinami i Polską. Programiści najczęściej rozpoczynają karierę na niższych stanowiskach i z czasem zyskując doświadczenie, dostają lepsze propozycje i wyższe zarobki. Wiele osób zdobywa pierwsze doświadczenie, pracując zdalnie lub jako freelancerzy. Znamy natomiast przypadki, kiedy pracownicy przez długi czas tkwili na tym samym stanowisku bez możliwości awansu. W takich sytuacjach według wielu filipińskich programistów jedyną szansą na rozwój jest zmiana pracodawcy.

J: Filipińczycy niestety raczej szukają nowej pracy niż komunikują obecnemu przełożonemu, że coś im nie odpowiada. Dlatego staramy się utrzymywać w firmie atmosferę sprzyjającą obustronnej komunikacji, co nie jest tutaj standardem. Z relacji naszych programistów wiemy, że taki poziom otwartości w ogóle nie zdarza się w firmach IT z kapitałem japońskim, których jest na Filipinach bardzo dużo. Warto zaznaczyć, że większość firm IT na Filipinach to firmy zagraniczne (głównie amerykańskie, japońskie, europejskie) i większość kandydatów (szczególnie tych bardziej doświadczonych) ma za sobą pracę w firmach zagranicznych.

Gdzie zazwyczaj odbywa się studenckie staże, zdobywa pierwsze doświadczenia?

J: Zdecydowanie większość absolwentów zdobywa swoje pierwsze doświadczenia w korporacjach, dużych i średnich firmach na stanowiskach juniorskich. Co ciekawe nie zawsze są to firmy stricte programistyczne, wielu naszych pracowników zaczynało w agencjach marketingowych przy tworzeniu prostych funkcjonalności czy landing pages. Zdarza się także, że w większych firmach początkujący programiści zaczynają od stanowisk asystujących przy zespołach programistycznych, wykonując tylko mały wycinek większego projektu, oczywiście pod czujnym okiem bardziej doświadczonych członków zespołu.

Lokalni programiści chętnie biorą udział w hackathonach? Dużo jest takich wydarzeń skierowanych tylko dla programistów?

J: Tak, hackathony cieszą się tutaj sporą popularnością. Nasi programiści co kilka miesięcy zgłaszają się do nas z prośbą o możliwość wzięcia udziału w maratonie programowania czy po prostu specjalnej konferencji dedykowanej tylko dla programistów. W zasadzie każdy uniwersytet czy nawet wydział informatyki co najmniej raz w roku organizuje jakieś wydarzenie związane tematycznie ze swoją działalnością.

Na zdjęciu: impreza urodzinowa Julki – tort w ramach niespodzianki od zespołu

Wiemy, że w Polsce współpracy firm z uczelniami wygląda różnie. A jak wygląda to na Filipinach?

H: Prawdę mówiąc nie mieliśmy jeszcze okazji współpracować z filipińskimi uczelniami, bo zwykle poszukujemy kandydatów z większym doświadczeniem. Natomiast edukacja na uczelniach wyższych była do tej pory dostępna tylko dla wybranych i odsetek studentów na Filipinach jest zdecydowanie niższy niż w Polsce. Prawdopodobnie właśnie dlatego firmy poszukujące programistów jeszcze nie dostrzegają potencjału, jaki może nieść ze sobą taka współpraca.

Moglibyście porównać świeżo upieczonego absolwenta filipińskiej i polskiej uczelni? W kontekście ich przygotowania do zawodu programisty?

H: Wszystko, oczywiście, zależy od renomy i poziomu uczelni, a nawet profesorów, których spotykamy na swojej drodze, więc nie chcielibyśmy generalizować. Natomiast zarówno w przypadku polskich, jak i filipińskich absolwentów samo ukończenie studiów bardzo rzadko jest wystarczające, aby być przygotowanym do zawodu programisty.

Bardzo ważne jest, aby już podczas studiów próbować swoich sił w różnorodnych projektach i rozwijać swoje umiejętności w konkretnych dziedzinach. Dla potencjalnego pracodawcy, w tym także dla nas, portfolio i faktyczna wiedza mają większe znaczenie niż dyplom. W większości przypadków ukończenie studiów daje „jedynie” solidne podstawy teoretyczne, ale aby być przygotowanym do zawodu programisty trzeba także sprawdzać swoje umiejętności w praktyce.

Outsourcujecie programistów do innych firm. Jakie najczęściej prace wykonują?

J: Przekrój projektów, w których biorą udział nasi programiści jest bardzo szeroki. Zdarza się, że do wykonania jest prosta strona internetowa oparta o WordPress, gdzie wystarczy dopisać kilka nowych funkcjonalności i stworzyć część frontend. Mamy też 3 zespoły doświadczonych developerów, które uczestniczą w długofalowych projektach polegających na wspieraniu i rozwijaniu systemów legacy czy projektowaniu i tworzeniu zupełnie nowych systemów od podstaw.

Co zazwyczaj zawierają oferty pracy, które przyciągają pracowników? Muszą zawierać widełki płacowe?

H: Oczywiście zarobki są bardzo ważne. Szukając pracy, kandydaci najczęściej podają swoje aktualne zarobki oraz oczekiwania finansowe w nowej pracy (są one prawie zawsze wyższe). Nie ma w tym jednak nic dziwnego biorąc pod uwagę to, o czym już wspomnieliśmy, że zmiana pracy jest w wielu przypadkach postrzegana jako forma awansu. Niezwykle ważny dla Filipińczyków jest też dostęp do prywatnej opieki medycznej. Na Filipinach nie ma bezpłatnej służby zdrowia, a koszt wizyty w szpitalu czy u lekarza często przewyższa możliwości wielu rodzin. W związku z tym dużo osób oczekuje, że pracodawca, przynajmniej częściowo, pokryje koszty prywatnego ubezpieczenia medycznego.

J: Wydaje się też, że coraz częściej Filipińczycy przywiązują wagę do atmosfery pracy i sposobu zarządzania zespołem. Zdarza się, że powodem poszukiwania nowej pracy jest zmęczenie aktualną pracą, złe traktowanie przez pracodawcę, kiepska atmosfera w zespole – podobno szczególnie japońscy szefowie są dla Filipińczyków trudni, gdyż budują bardzo duży dystans pomiędzy managementem a developerami.

Na zdjęciu: wspólny obiad z filipińskim zespołem createIT

Czego filipińscy programiści wymagają od pracodawców?

J: Przede wszystkim uczciwości i płacenia pensji na czas. Standardem jest tutaj wypłacanie pensji co 2 tygodnie, a nie miesięcznie. Wielu Filipińczyków ma kiepskie doświadczenia w tym zakresie z zagranicznymi pracodawcami. Dodatkowo, jak wspomnieliśmy wcześniej, na Filipinach właściwie nie istnieje opieka społeczna czy bezpłatny dostęp do służby zdrowia, więc absolutną koniecznością jest zapewnienie odpowiedniej prywatnej opieki zdrowotnej (najlepiej, jeśli pakiet zdrowotny obejmuje nie tylko pracownika, ale również wybranych członków rodziny).

H: Choć nie jest to formalny wymóg, wiemy też, że niezwykle istotne jest, aby przynajmniej dwa razy do roku zorganizowana została wspólna impreza integracyjna z loteriami, nagrodami i oczywiście mnóstwem jedzenia. Filipińczycy uwielbiają wspólne świętowanie i każdy z niecierpliwością czeka na firmową imprezę przed Świętami Bożego Narodzenia oraz na wspólne celebrowanie nadejścia lata, na przełomie marca i kwietnia. Z drobnych rzeczy, wszyscy pracownicy podkreślają, że dostępność darmowych przekąsek, napojów czy owoców jest dla nich fajnym bonusem. Zdaje się, że nie jest to jeszcze standard na Filipinach.

Czego zazwyczaj brakuje kandydatom aplikującym do pracy dla Was?

H: Jeżeli chodzi o umiejętności czysto programistyczne, to już umiemy znaleźć osoby o konkretnych umiejętnościach i doświadczeniu – w tym zakresie nie mamy żadnych zastrzeżeń. Natomiast ciężko jest znaleźć pracowników przejawiających cechy leadera. Naszym założeniem było przyjechać tutaj na rok, może dwa, poukładać procesy, wyznaczyć leaderów wśród najbardziej zaufanych „lokalsów” i ze spokojnym sumieniem wrócić do Polski wiedząc, że zostawiamy filipiński oddział w dobrych rękach. Póki co nie znaleźliśmy takich osób.

Z czego wynika brak liderskich umiejętności? Programiści w ogóle myślą o własnych projektach?

J: Na pewno duże znaczenie mają tutaj kwestie kulturowe i wszechobecna potrzeba działania w grupie, która niekoniecznie sprzyja wyłanianiu liderów. W życiu codziennym Filipińczycy bardzo sprawnie podejmują decyzje gremialnie i zazwyczaj nie jest potrzebna jedna osoba, która narzuca reszcie swoje zdanie. Prawdopodobnie przyzwyczajenie do takiego sposobu działania przekłada się też na pracę zawodową. Jeżeli chodzi o własne projekty to nie słyszeliśmy do tej pory o żadnych pomysłach na startup. Etos pracy bywa przedmiotem dyskusji za każdym razem, gdy podnosi się kwestie developerów z Azji.

Julka, powiedz, jak to jest w przypadku filipińskich programistów?

J: Myślę, że nie można mówić o „azjatyckim” etosie pracy. Jest ogromny rozstrzał między etosem pracy np. Japończyków czy Koreańczyków, a złą sławą deweloperów z Indii czy Bangladeszu. Filipińczyków znajdziemy gdzieś pośrodku, a ich podejście do pracy często zostaje ukształtowane przez pierwszych pracodawców. Żeby odnaleźć tych najlepszych i najbardziej zaangażowanych, należy odpowiednio rozbudować proces rekrutacji. Na razie wszystko wskazuje na to, że nasz rekrutacyjny filtr działa i w większości przypadków podejmujemy słuszne wybory. Ciekawostką jest, że zdecydowanie bardziej odpowiedzialne i zaangażowane są kobiety. Z programistkami nie mieliśmy dotychczas najmniejszych problemów.

W Polsce jest mało programistek, a jak wygląda to na Filipinach?

H: Na Filipinach mamy zdecydowanie więcej kandydatek i zatrudnionych programistek niż w Polsce. Co prawda nadal liczebną przewagę w zespole mają mężczyźni, ale odnosimy wrażenie, że kobiety o wiele bardziej odpowiedzialnie podchodzą zarówno do studiów, jak i do samej pracy, więc można na nich polegać w każdej sytuacji. Jedyne problemy organizacyjne jakie mieliśmy do tej pory sprawiali mężczyźni. Natomiast faktem jest, że wśród wysoko wykwalifikowanych programistów prym nadal wiodą panowie.

Jakie dostrzegasz różnice kulturowe na linii Polska-Filipiny? Te branżowe, jak i biorąc pod uwagę po prostu codzienne życie.

H: Pierwszym, co rzuca się w oczy od razu po przyjeździe na Filipiny jest to, że tutaj niemalże żadnej czynności nie wykonuje się w pojedynkę. Niezależnie od tego czy łapiemy taksówkę na lotnisku, robimy zakupy w sklepie czy kupujemy kawę – w każdym miejscu tam, gdzie w Polsce znajdowałaby się jedna osoba, tutaj będzie ich 5. Dedykowana osoba do otwierania drzwi, kolejna do pakowania zakupów i co najmniej 2-3, które po prostu są w pobliżu.

J: Potrzeba robienia wszystkiego w grupie bierze się między innymi z bardzo dużej roli rodziny i potrzeby socjalizacji w życiu Filipińczyków. Ogromne znaczenie relacji międzyludzkich możemy zauważyć również w pracy. Filipińczycy bardzo szybko zaprzyjaźniają się ze współpracownikami i można odnieść wrażenie, że zgrany zespół jest dla nich ważniejszy niż np. awans. Jednocześnie widać pewien dystans w stosunku do nas – przyjezdnych i do nas – team leaderów.

Filipińczycy traktują nas w bardzo miły sposób, czasem ich postawa jest aż zbyt ugrzeczniona. Nasze zwyczaje przywiezione z Polski, czyli np. firmowa pizza, którą razem ze wszystkimi jedzą również szefowie, chyba wciąż spotykają się z dużym zaskoczeniem…

H: Filipiny są też krajem bardzo rozbudowanej biurokracji. Pod tym względem czujemy się jak w Polsce sprzed paru-parunastu lat. Komputeryzacja w urzędach praktycznie nie istnieje, a wszelkie ustalenia i rozporządzenia dotyczące pracy naszej firmy muszą zawsze znajdować potwierdzenie na piśmie. Rzeczy nieopisane dedykowanym dokumentem dla większości Filipińczyków po prostu nie istnieją. Ciekawym zwyczajem jest też zwracanie się do wszystkich i zawsze per „sir”, „ma’am”, co sprawia, że kontakty, przynajmniej w naszym odczuciu, tworzą się bardziej formalne. Jest to szczególnie dziwne w zestawieniu z bardzo dużą otwartością Filipińczyków, ich niezmiennym uśmiechem w każdej sytuacji i absolutnie zerowym poziomem stresu w każdej sytuacji.

Jak myślicie, dlaczego filipińskim pracownikom trudno przejść “na Ty” z team leaderami?

H: Na to pytanie sami chyba jeszcze nie znamy dobrej odpowiedzi. Filipińczycy z jednej strony narzekają na zbyt formalny i zdystansowany charakter pracy w firmach prowadzonych przez np. Japończyków, z drugiej zaś – sami szczelnie zamykają się we własnym gronie i przebicie się do grupy „lokalsów” wymaga nie lada wysiłków z naszej strony. Skupmy się jeszcze na realiach pracy.

Na zdjęciu: parada podczas festiwalu Sinulog – najważniejszego święta w roku w Cebu

Na jaki poziom życia może pozwolić sobie typowy programista na Filipinach? Zastanawiam się nad relacją płac do kosztów życia.

J: Zarobki programisty są tutaj dużo wyższe w porównaniu z większością zawodów. Natomiast przeciętny Filipińczyk czuje się w obowiązku pomagać finansowo całej rodzinie. Standardem jest tutaj posiadanie 4-5 dzieci więc rodziny są naprawdę duże. Darmowa opieka zdrowotna i emerytury nie istnieją, dlatego każdy Filipińczyk czuje się w obowiązku zaopiekowania się swoimi rodzicami, kiedy ci nie są już w stanie pracować.

H: Odnieść sukces zawodowy udaje się zazwyczaj nielicznym, dlatego po rozdysponowaniu pensji programisty na pomoc całej rodzinie, nie pozostaje wiele na prowadzenie zbyt wystawnego życia. Biorąc jednak pod uwagę średni poziom życia Filipińczyków, z których wielu mieszka wprost na ulicy lub w małych, rozpadających się chatkach, programiści mogą sobie pozwolić na naprawdę wygodne życie, które tutaj oznacza wynajęcie mieszkania czy pokoju w mieście, podróże od czasu do czasu i najnowszego smartfona.

Mówiliście wcześniej o tym, że Filipińczycy lubią dużo rzeczy robić w grupie. Jak bardzo jest popularna praca zdalna? Mam na myśli i pracę zdalną dla firm z siedzibą w Cebu, ale też zagranicą.

J: Wielu naszych programistów ma w swoich doświadczeniach pracę zdalną. Najczęściej jest to praca dla firm japońskich i amerykańskich. W przypadku filipińskich firm, widzimy że najczęściej praca zdalna ma miejsce, kiedy siedziba firmy znajduje się na innej wyspie.

H: Wszyscy nasi programiści pracują jednak na miejscu, w naszym biurze, w Cebu i zdecydowanie chwalimy sobie taką formę współpracy.

Trochę offtopic na koniec. Anegdoty. Z pewnością macie kilka ciekawych motywów, związanych z pracą z azjatyckimi devami -czas się nimi podzielić. 

H: Osoby, które miały okazję odwiedzić gęściej zaludnione, azjatyckie miasta, jako jeden z ciekawszych elementów podróży z pewnością wspominają transport… Filipińczycy są na końcu skali pod względem braku przestrzegania jakichkolwiek zasad prawa o ruchu drogowym (choć na Filipinach takie istnieje)… Zielone czy czerwone światło? Nie ma znaczenia, ani dla pieszych, ani dla samochodów. Nie istnieją pasy jazdy, kierunkowskazy, znaki drogowe, a nawet zdrowy rozsądek.

J: W świadomości Filipińczyków istnieją jedynie klaksony, służące do wymijania, ostrzegania, upominania, karania, pozdrawiania… Używane, a raczej nadużywane, właściwie w dowolnym celu. W efekcie na drogach panuje ciągły hałas. Jeśli dodać do tego filipińskich kierowców ciągle zmieniających pasy, bez konkretnego celu i logiki, mamy przepis na niekończące się korki i tłum na drogach. Wyzwaniem jest już przejście przez jezdnię, ale dużo większym – zachowanie cierpliwości, jadąc jeden kilometr przez 25 minut. To nie żart. Gdyby nie to, że na Filipinach często nie ma chodników, szybciej byłoby tutaj przemieszczać się pieszo.


Filipiny to ciekawe miejsce relokacji dla developerów, ale tych miejsc godnych polecenia jest jeszcze więcej. Dlatego jeśli zastanawiacie się nad połączeniem pasji podróżowania z poszukiwaniem ciekawych wyzwań, przeczytajcie m.in. ten wywiad o tym, jak wygląda norweski rynek pracy.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Branża IT wspiera NGO i szpitale w walce z COVID-19