Od pewnego czasu świat żyje głośnym wywiadem z Markiem Zuckerbergem dotyczącym “szans, wyzwań, nadziei i niepokojów” związanych z nowymi technologiami. Sporo uwagi poświęcono oczywiście kwestiom cyberbezpieczeństwa. Osoby wyrażające wątpliwości wobec praktyk Facebooka związanych ze sposobem pozyskiwania i przechowywania danych mają nowe powody do niepokoju.

Metafora rynku miasta

Wywiad przeprowadzony przez profesora prawa z Uniwersytetu Harvarda Jonathana Zittraina w ramach cyklu skupionego na dyskusji wokół roli technologii w społeczeństwie trwał prawie dwie godziny. Rozmawiano głównie o bezprecedensowej roli Facebooka, który stał się swoistym internetowym “rynkiem miejskim” dla dwóch miliardów ludzi (trzymając się tej metafory, aplikacje stanowiące część facebookowego ekosystemu, takie jak Messenger i WhatsApp miałyby stanowić sieciowe odpowiedniki pokojów gościnnych).

Zuckerberg przyznał się do interesującej rzeczy. Stwierdził, że nigdy nie dążył on do posiadania tak ogromnej odpowiedzialności, jaka obecnie wiąże się z kierowaniem Facebookiem. Co więcej, nikt nie powinien do tego dążyć. – Gdybym był inną osobą, to co uważałbym na temat zakresu uprawnień, jakie powinien posiadać CEO firmy? – zapytał sam siebie Zuckerberg. – Nie chciałbym, aby tak wiele decyzji dotyczących contentu było skoncentrowanych wokół jakiejkolwiek osoby – brzmi odpowiedź.

Sąd Najwyższy Facebooka

Jak powiedział Zittrainowi CEO Facebooka, rozwiązaniem tego problemu ma być wprowadzenie zewnętrznego “Sądu Najwyższego”, który miałby stanowić panel wyznaczony do rozstrzygania problematycznych pytań dotyczących kwestii związanych z zawartością serwisu. – Nie będę mógł podjąć decyzji odrzucającej to, co oni ustalą – obiecuje Zuckerberg – co uważam za dobre rozwiązanie.

Po tym pokornym wyznaniu przyszła część na prawdziwy gwóźdź programu. Zuckerberg wyznał, że Facebook pracuje nad urządzeniem, które miałoby zostać podłączone bezpośrednio do mózgu. Projekt miałby stanowić praktyczną realizację idei, która od pewnego czasu pojawia się tu i ówdzie: nawigacji sprzętu wykorzystującego rozszerzoną rzeczywistość za pomocą myśli. Żadnego pisania, żadnego mówienia – takie rozwiązanie stanowiłoby niewątpliwie ogromny krok w rozwoju technologicznym. Technologia przypominająca jedynie co odważniejsze wizje twórców powieści i filmów science fiction stałaby się rzeczywistością. Długo możnaby rozważać nad korzyściami płynącymi z takiego rozwiązania, np. w zakresie medycyny (by wspomnieć tylko o osobach dotkniętych paraliżem, które dzięki technologii mogłyby stać się praktycznie niezależne).

News o maszynie sterowanej myślami to jednak również woda na młyn krytyków modelu biznesowego prezentowanego przez Facebooka. “Oczywiście Facebook już teraz śledzi cię, gdy przemierzasz świat za pomocą GPS-a umieszczonego w smartfonie, który masz w kieszeni, a oprócz tego śledzi cię w internecie poprzez kod umieszczony w twojej przeglądarce – pisze Noam Cohen na łamach “The Wired”. “Czy naprawdę chcemy wpuścić Facebooka do naszych głów tylko po to, abyśmy mogli zamówić pizzę szybciej i z większą ilością dodatków? Zuckerberg najwyraźniej na to liczy.

Nieinwazyjne badanie mózgu

Jednak rozwiązanie proponowane przez szefa Facebooka nie polega na dosłownym “wejściu do naszego mózgu”. Jak powiedział Zittrainowi, chirurgiczny implant nie byłby skalowalny. – Jeśli naprawdę chcesz stworzyć rzeczy, które mają używać wszyscy, to musisz skupić się na nieinwazyjnych metodach. Technologia opisywana przez Zuckerberga miałaby przypominać czepek prysznicowy, który okala mózg i wykrywa połączenia pomiędzy konkretnymi myślami, a konkretnymi miejscami przepływu krwi lub aktywności mózgu. Owemu czepkowi być może towarzyszyłyby specjalne okulary lub headsety opracowane przez Oculus VR, firmę dostarczającą rozwiązania z zakresu wirtualnej rzeczywistości wykupioną przez Facebook w marcu 2014 r. Według Zuckerberga już w tej chwili na podstawie neurologicznej aktywności badacze są w stanie określić, czy badana osoba myśli o żyrafie, czy o słoniu. Na podobnej zasadzie miałoby działać pisanie za pomocą myśli.

Jak zwykle, plany gigantów technologicznych w jednych wywołują ekscytację, a w drugich niepokój. A każdy z potencjalnych użytkowników proponowanych nowinek sam będzie musiał rozważyć, na ile rzeczywiście ich potrzebuje, a na ile uważa za zbyteczną ingerencję w prywatność.

Podejście wielkich firm do kwestii zbierania i przechowywania danych wywołuje wiele emocji. Niedawno pisaliśmy o kontrowersyjnym sposobie Facebooka na pozyskiwanie danych od nastolatków , a także o całkowitym zdelegalizowaniu Facebook Ads na terenie Niemiec.


Źródło: wired.com

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend