Facebook płaci nastolatkom za ich dane. Udostępnił dla nich specjalną aplikację

TechCrunch donosi, że Facebook płaci nastolatkom po 20 dolarów za dostęp do niemal wszystkich informacji na ich temat. Kontrowersyjna aplikacja o nazwie Project Atlas, dostępna w ramach usług testowania wersji beta oprogramowania, od 2016 roku zbierała potrzebne serwisowi dane. Jej reklamy wyświetlały się na Snapchacie i Instagramie.

Podgląd aktywności

Pobranie aplikacji skutkuje skonfigurowaniem przez nią sieci prywatnej, czyli tzw. VPN, dzięki czemu Facebook otrzymuje dostęp do niemal wszystkich działań wykonywanych na połączonym urządzeniu. Will Strafach, specjalista do spraw bezpieczeństwa, powiedział serwisowi TechCrunch, że obejmuje to prywatne wiadomości w aplikacjach mediów społecznościowych, czaty w aplikacjach do wysyłania błyskawicznych wiadomości, w tym zdjęcia i materiały wideo wysyłane do innych użytkowników, wiadomości e-mail, frazy wyszukiwane w internecie, aktywność podejmowaną w przeglądarkach, a nawet bieżące informacje o lokalizacji.

Program jest dostępny dla użytkowników w wieku od 13 do 35 lat, ale reklamy wyświetlane na Instagramie i Snapchacie kierowane były do osób w wieku od 13. do 17. roku życia. Nie pozostawia to wątpliwości, że głównym celem twórców było trafienie do młodych ludzi, których trudno podejrzewać o szczegółową wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa i zdolność do w pełni świadomego przewidywania konsekwencji swoich czynów. Na dodatek aplikacja w żadnym dobrze widocznym miejscu nie eksponowała powiązań z gigantem technologicznym. Nazwa “Facebook” po raz pierwszy pojawia się w formularzu dotyczącym zgody rodziców na używanie oprogramowania przez niepełnoletnich.

Nastolatkowie otrzymywali 20 dolarów za każdy miesiąc działania aplikacji oraz za każde polecenie znajomego, który zacznie z niej aktywnie korzystać (w tym wypadku w formie karty podarunkowej, a nie pieniędzy).

“Łowienie” nastolatków

To kolejny skandal związany z pozyskiwaniem i udostępnianiem danych, w jaki uwikłany jest Facebook w ostatnim czasie. Czy serwis Marka Zuckerberga może pozwolić sobie na dalsze straty wizerunkowe? Nie brakuje głosów, że włodarze tej platformy social media podjęli w tym wypadku świadomą decyzję, uznając że ryzyko ponoszone w tej sytuacji może być znacznie mniejsze niż otrzymany zysk. Z perspektywy wielkich spółek technologicznych szczegółowa wiedza na temat zachowań użytkowników może stanowić najcenniejszy towar, jaki można sobie wyobrazić.

Pozwala to przypuszczać, że społeczne oburzenie wliczone jest w koszta wielkich operacji, w wyniku których podejmuje się decyzje o wprowadzaniu zmian w popularnych serwisach i aplikacjach. Informacje na temat tego, z jakich usług, w jaki sposób i przez jak długi czas ludzie korzystają są bezcenne. Tego typu wiedza mogła zadecydować na przykład o zakupie w 2014 r. WhatsAppa (za 19 miliardów dolarów) czy niedawnym podjęciu decyzji o połączeniu systemu wysyłania wiadomości w Messengerze, Instagramie i WhatsAppie.

Od dawna jest jasne, że Facebookowi bardzo zależy na poznaniu gustów i przyzwyczajeń nastolatków, są oni bowiem obecnie najmniej przywiązaną do niego grupą użytkowników. W 2017 roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych główny produkt dostarczany przez firmę Marka Zuckerberga stracił niemal 3 miliony użytkowników poniżej 25. roku życia. Nastolatkowie, jako najbardziej obeznana w świecie social media i nowych technologii grupa demograficzna, doskonale zdają sobie sprawę, że obecnie ich wybór absolutnie nie ogranicza się do Facebooka.

Okazuje się, że znaczna ich część na co dzień woli komunikować się za pomocą Instagrama oraz licznych konkurencyjnych aplikacji, wśród których można wymienić choćby Tik Tok, Musica.ly czy Snapchat. Informacje zebrane za pomocą kontrowersyjnej aplikacji przesyłającej dane o zachowaniach użytkowników mogły zadecydować na przykład o podjęciu decyzji o wprowadzeniu do Messengera Stories – popularnej funkcjonalności kojarzonej wcześniej ze Snapchatem.

Wiemy o was wszystko, ale się na to godzicie

Media nie dotarły jeszcze do tego, jakiego typu informacje zbierał Facebook. Wysoce niepokojący jest jednak fakt, że ponownie okazuje się, że mogło to być praktycznie wszystko. W wypowiedzi dla TechCrunch Will Strafach zwraca uwagę, że użytkownicy byli proszeni nawet o przekazanie uprawnień administratorskich do swoich smartfonów, co dało firmie możliwość modyfikacji lub instalacji dowolnego oprogramowania oraz śledzenia ruchu, w tym zaszyfrowanego, na ich urządzeniach.

– To daje Facebookowi stały dostęp do najbardziej wrażliwych danych o tobie – tłumaczy Strafach. A większość użytkowników nie będzie w stanie w pełni świadomie podjąć takiej decyzji, i to niezależnie od podpisanej umowy, ponieważ nie istnieje odpowiedni sposób na wyrażenie tego, jak dużą moc przekazujesz Facebookowi godząc się na takie rzeczy.

W reakcji na medialną burzę Facebook wystosował następujące oświadczenie: Pomimo wcześniejszych doniesień nie było w tym nic „tajnego”; było to dosłownie nazywane Facebook Research App. Nie było to „szpiegowanie”, ponieważ wszystkie osoby, które zgłosiły chęć udziału, przeszły proces wstępnego zgłoszenia, w którym były proszone o zgodę, oraz otrzymały wynagrodzenie za udział. Oprócz tego mniej niż 5 procent osób, które zdecydowały się uczestniczyć w tym programie badań rynku, były nastolatkami. A wszystkie nastolatki miały podpisane formularze ze zgodą rodziców.


Zdjęcie główne artykułu pochodzi z pexels.com. Źródło: techcrunch.com, vox.com.

Patronujemy

 
 
Polecamy
Wyszukiwanie binarne w Javie bez rekursji. Prasówka Technologiczna: 18-22.02.2019