czego uczy korporacja

Łukasz Rozbicki o tym, czego uczą: startup, software house i korporacja

Nasz dzisiejszy rozmówca pracował w korporacji, rozwijał swój startup, a teraz zarządza zespołem programistów i zajmuje się rekrutacją w software housie. Zapytaliśmy go o to, gdzie początkujący programista najwięcej nauczy się na temat programowania. 

Łukasz Rozbicki, Team Leader GogoApps, dzisiejszy rynek pracy przyrównałby do znanego dowcipu o programistach. Jeden mówi drugiemu, że odszedł z pracy. Drugi pyta, jak czuje się na bezrobociu. Ten pierwszy na to: “To najgorsze pół godziny mojego życia”. – To rynek pracownika. Bez dwóch zdań – komentuje Rozbicki. Jak wyglądała jego ścieżka kariery?

Zaczął pracę od zleceń, by później zatrudnić się w kilku dużych firmach: Redefine, Agorze i K2. Te miejsca pracy zostawił dla startupu Kekemeke, który rozwijał przez blisko 4,5 roku. Teraz pracuje w software housie GogoApps i zajmuje się m.in. zarządzaniem zespołem programistów, ale też rekrutacją. Z rozmowy dowiecie się m.in., jak kiedyś wyglądała ścieżka rozwoju programisty.

Spis treści

Zacznijmy od studiów. Skończyłeś studia na kierunku “inżynieria systemów”. Czego się na nich nauczyłeś w kontekście programowania?

Jeśli chodzi o program nauczania to trochę teorii oraz pobieżnych informacji na temat prowadzenia projektów. Więcej, niż w ciągu 5 lat studiów, nauczyłem się w ciągu pół roku pracy.

czego uczy korporacja

Dlaczego studia tylko w niewielkim stopniu przydały Ci się w pracy zawodowej?

Nie wiem, jak teraz wygląda program nauczania, ale za moich czasów bardzo mało było praktycznych rozwiązań, a dużo akademickich dywagacji i rzeczy przestarzałych, nieużywanych nigdzie nawet w 2006 roku.

Gdyby było więcej praktyki niż teorii – studia byłyby bardziej wartościowe?

Jasne! Ale na studiach musi być więcej praktyki użytecznej w życiu, czyli więcej projektów/przykładów opartych na faktycznych projektach komercyjnych. Raczej symulator skrzyżowania ulicznego to nie jest coś, co jest popularnym zleceniem, ale już np. zintegrowany system zarządzania kopalnią – jak najbardziej (a też wyzwań trochę jest). Do tego duży nacisk na metodyki wytwarzania oprogramowania. I to nie w formie trzech slajdów o waterfallu. Oczywiście może dziś już to tak wygląda. 

A jak podzieliłbyś program nauczania na starsze języki programowania i nowe?

To proste: jeden, dość prosty język, by poznać w ogóle podstawy programowania (ale nie Turbo Pascal, jak w moim przypadku, tylko np. coś w stylu C/C++), a potem to po prostu używanie lub omawianie języków przydatnych komercyjnie. Ja na studiach przerabiałem Turbo Pascala, trochę C++, Adę 95 i Javę. O ile jeszcze ta ostatnia ma wciąż duży sens komercyjny, to reszta? Albo rynek pracy nie istnieje, albo próg wejścia jest dużo wyższy niż w rynek pracy dla PHPowca, Railsowca czy JavaScriptowca.

Już w trakcie studiów szukałeś pierwszych doświadczeń jako webdesigner/programista. Jak w 2007 roku wyglądał rynek pracy w branży IT?

Raczej te doświadczenia same mnie znalazły. Samym webdevelopmentem zainteresowałem się od starszego kolegi, który miał własną firmę, programował w PHP, w JS, tworzył designy.

W czasie studiów, jak już złapałem bakcyla “klepania stronek”, co się dało, to robiłem w formie stron internetowych. Inny kolega wiedząc to, zapoznał mnie z właścicielem małej, lokalnej “agencji”. Dla tejże agencji robiłem pierwsze zlecenia, dziś powiedziano by, że fullstackowe (PHP, HTML, JS).

Potem z jeszcze innym kolegą zaczęliśmy działać jako freelancerzy i kompleksowo tworzyliśmy rozwiązania dla klientów. Brzmi pięknie, a tak naprawdę sprowadzało się do używania naszego autorskiego CMSa wszędzie, gdzie się da i podmiance szablonów HTMLowych. Nie było wtedy jeszcze całego hype’u na JavaScript, jQuery dopiero co raczkowało, poważne firmy zajmowały się raczej Javą niż JavaScriptem. Oczywiście pojawiały się już takie jasne punkty jak K2 Internet, która to agencja uchodziła swego czasu za wzór dla webdevelopmentu.

Pracodawców było dużo? Były to raczej korporacje czy małe firmy?

Nie tak dużo, jakby się wydawało. Umowy/kontrakty miałem podpisane z pięcioma firmami, nie licząc obecnej. W tym było jedno korpo i jedna duża agencja interaktywna (jeszcze przed transformacjami w kierunku korpo).

Czego wtedy wymagano od juniora?

Pracy. Przede wszystkim nie przypominam sobie, by w ogóle operowano terminem “junior” w moim przypadku. Po prostu – web developer lub frontend developer. Nikt raczej nie zastanawiał się, czy umiem to czy tamto. Zakładano, że jak nie umiem, to się nauczę sam lub zapytam.

Na jaki zarobek mógł liczyć junior? Co należało do jego obowiązków?

W porównaniu do dzisiejszych stawek – kosmicznie niski. 2500-3500 “na rękę” przy umowie o pracę. Szału nie było, ale była zajawka, że się rozwija i robi fajne rzeczy.

Opowiedz proszę o swoim pierwszy miejscu pracy. Jakie wyzwania czekały na młodego programistę?

Pierwsze zlecenia: rób wszystko, co klient/szef sobie zażyczy. Czy to pisanie instrukcji, jak pobrać maila, czy to napisanie CMSa, czy to administracja jakimś serwerem linuksowym.

Pierwsza praca na etat: “tu masz opis projektu, tu projektu graficzne, tutaj dokumentacja do CMSa, wdróż”. I trzeba było kombinować. Najlepsza forma nauki według mnie.

Pierwsze zlecenia realizowałeś jako freelancer, ale później zatrudniłeś się w korporacji. Mówi się, że korporacja zmienia człowieka – jak zmieniła Ciebie?

Hmm, Redefine czy K2 ciężko było wtedy nazwać korporacjami. Agora dopiero pasowała do tego określenia. Jak mnie zmieniła? Zapomniałem, jak się efektywnie pracuje i wiem, że już nie chcę pracować w korpo. Chyba, że jako dyrektor.

Na pewno jakiś element z korporacji warto przenieść do mniejszych firm. Jaki element byś wybrał?

Procesy pomagające w uporządkowaniu pracy. Oczywiście bez przesady, by nie zrobić korpo-klimaty w firmie składającej się z 10 osób.

Dla juniora korporacja to dobre miejsce na pierwsze komercyjne doświadczenia? Poszedłbyś tą drogą jeszcze raz?

Tak, brak presji czasowej a jednocześnie możliwość nauki konkretnych technologii to duży zysk. A do tego wiedza na temat tego, czego nie robić i jak nie robić, jest bardzo cenna.

czego uczy korporacja

Gdzie programista może szybciej awansować? Gdzie więcej się nauczy?

W startupie raczej się nie awansuje. A na pewno nie w początkowych etapach rozwoju. Struktura jest bardziej płaska i po prostu każdy ciężko pracuje na sukces firmy. Firmy o pewnej stabilizacji rynkowej mają już określoną ścieżkę rozwoju (procesy…). Teoretycznie można powiedzieć, że w małej firmie prościej awansować, bo i procesy nie są takie surowe, i kadra zarządzająca jest bardziej zbliżona do pracowników, więc łatwiej można przepchnąć pewne decyzje kadrowe.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Startupowa prasówka: 19-23.03.2018