Buduj pewność siebie w różnych obszarach. Historia Agaty Cieplik z Dropboxa – część 2

W pierwszej części wywiadu z Agatą Cieplik rozmawialiśmy o tym, jak wygląda proces rekrutacji w Dropboxie. Agata opowiedziała o swojej rekrutacji, ale też o pierwszych dniach w Nowym Jorku i w siedzibie firmy. W drugiej części pytamy ją o to, jak dalej przebiegała jej ścieżka kariery i co poleca zrobić osobom, które chciałyby pracować w takiej firmie jak Dropbox.

Z Agatą Cieplik rozmawiają Piotr Nowosielski (P) z Just Join IT oraz Marcin Kosedowski (M) z Kodilla. Chcielibyśmy podziękować dwóm fantastycznym partnerom, czyli Infoshare Academy, które prowadzi stacjonarny kurs programowania, a także Kodilli, która prowadzi internetowe bootcampy z gwarancją zatrudnienia. Na hasło “Just Join” macie u nich zniżkę od 5 do 10% na kursy. Zaczynamy!

P: Dużo jest kobiet w Dropboxie?

A: W ciągu ostatnich dwóch tygodni rozpoczęły pracę dwie nowe dziewczyny. Oprócz tego przychodzi do nas stażystka, której będę mentorem. W moim zespole są dwie programistki pracujące na full time — ja i koleżanka. W Paper mamy bardzo duży udział kobiet, natomiast w samym biurze w Nowym Jorku mamy około pięćdziesięciu programistów wśród tych stu osób i jest w tym 6 programistek plus stażystka.

P: Są jacyś Polacy u ciebie w biurze?

A: U mnie w biurze nie ma żadnego Polaka. Jest nawet specjalny kanał na “Slacku” dla Polaków, gdzie łącznie jest około sześciu osób. Wiem, że na H1B jestem jedyna Polką. Dwóch programistów miało się przenosić do San Francisco w marcu czy kwietniu na wizie L1. Reszta nie udziela się na “Slacku”, więc nie wiem gdzie dokładnie pracują.

M: Mam kilka pytań dotyczących samej pracy. Najpierw żeby uświadomić słuchaczy warto podkreślić, że Dropbox jest wielką firmą. Zatrudnia ponad tysiąc osób, którymi trzeba zarządzać. Możesz powiedz w jakiej metodologii pracujecie?

A: W zasadzie każdy zespół sam określa w jaki sposób chce pracować. Natomiast jest hierarchia i każdy ma swojego managera, któremu raportuje. Firma jest podzielona na cztery filary. W każdym są kolejne zespoły, kolejne poziomy. Poza tym, że każdy ma spotkanie 1:1 ze swoim managerem co jakiś czas, to nie ma żadnego narzuconego schematu. Korzystamy z różnych narzędzi np. Phabricator — to jest narzędzie od Facebooka, czy z Jira. Pracujemy w ten sposób, że na każdy kwartał mamy wyznaczone jakieś cele i każdy wybiera czego chciałby się podjąć.

M: Kto wyznacza te cele?

A: Jest to trochę mieszane. Najpierw managerowie w swoich zespołach organizują burzę mózgów pytając się nas o pomysły, co chcemy zmienić w produkcie. To było fajne, bo nawet kiedy byłam świeżą osobą w zespole i jeszcze tak dużo nie wiedziałam ani o tym co możemy zrobić, ani o tym co nie działa i warto poprawić, to też zostałam wciągnięta w tę burzę mózgów i moje pomysły zostały wzięte pod uwagę. Manager później to wszystko kompiluje w jeden dokument i prezentuje w gronie pozostałych managerów i oni ustalają co jest ważniejsze, co jest słabe, jak szybko jesteśmy w stanie wdrożyć daną rzecz.

M: Powiedzmy, że wymyśliłabyś jakąś nową funkcję, czy usprawnienie, które chciałabyś wprowadzić — takie, które zajęłoby ci dwa tygodnie programowania. Jak wygląda cała ścieżka?

A: Można próbować przejść tę burzę mózgów, czy przez jakiekolwiek cotygodniowe spotkanie zespołu. Są też krótsze ścieżki. Raz na pół roku w Dropboxie organizowany jest Hackweek. Polega to na tym, że każdy z nas, czy samodzielnie, czy w niewielkich zespołach wymyśla swój własny projekt, niekoniecznie związany z tym co robi firma. Po tygodniu takiego programowania wypuszcza prototyp, który jest oceniany. Każdy po takim hackweeku może zgłosić swój projekt do zrobienia. Wtedy zbiera się komisja, która te projekty ocenia, rozmawia z autorami projektu, szacuje, ile potrzeba czasu żeby coś takiego wdrożyć.

Niestety nie jest to tak, że mam pomysł i następnego dnia jest on już wdrażany. Nie wypuszczą produktu, czy jakiejś funkcjonalności, która nie ma potwierdzenia w tym, że użytkownicy będą z tego zadowoleni. Jest też nowość, która nazywa się Hacklab, czyli osobny zespół zajmujący się tylko tym, żeby zbierać pomysły od pracowników i wdrażać tę zmianę. To jest trzecia opcja, żeby zasugerować rozwój firmy.

M: Zgłaszałaś jakieś swoje pomysły na ten Hackweek?

A: Tak. Dodałam funkcjonalność do Paper, która tłumaczy to co się pisze, ponieważ mamy ludzi z różnych regionów, władających różnymi językami. Brakowało mi tej funkcjonalności na takiej belce tłumaczeń, ale na razie tego nie wdrożyliśmy. Był to fajny projekt, żebym mogła się zapoznać z naszą bazą, z całym naszym kodem. To był mój trzeci miesiąc w Dropboxie kiedy był Hackweek, więc nie czułam się na tyle komfortowo, żeby nie wiadomo z czym szaleć. To była fajna możliwość, żeby się zapoznać z tym, co się dzieje po stronie klienta.

M: Mogłabyś opowiedzieć jak wygląda proces code review? Możesz wspomnieć o kluczowych poprawkach z punktu widzenia bezpieczeństwa?

A: Po pierwsze jak wrzucamy swój kod do code review, to samodzielnie wybieramy kto będzie nasz kod sprawdzał. Najczęściej jest to osoba z zespołu, która specjalizuje się w tej części projektu. Do tego są automatyczne reguły, które sprawdzają czy wprowadzasz zmiany w jakimś konkretnym pliku, który jest kluczowy. Te reguły dopasowują jeszcze poszczególne grupy review-erów do danej rewizji.

Wewnątrz Paper jest osobna grupa osób przypisanych jako paper-infra reviewers, security reviewers. To bazuje na tym jak duże doświadczenie te osoby mają z samym produktem, kodem, z tą konkretna częścią kodu.

M: Uważasz, że to jest ważne, żeby ktoś ci zrobił code review?

A: Uważam, że to ważne. To jest fajna opcja, kiedy druga osoba rzuci okiem na twój kod, bo nawet kiedy masz unit testy, sprawdzałeś kilka razy swój kod lokalnie, czy na maszynie testowej i tak istnieją miejsca, w których może się pojawić błąd, którego nie przewidziałeś. Dana osoba rzuci na to okiem i powie ci: “hej stary, ale tutaj to nie zadziała”.

M: Korzystacie z Continuous Integration czy blokujecie sobie branche?

A: Używamy Phabricatora i do tego mamy podpiętego Arka, więc nie pushujemy za bardzo swoich branchy. Najważniejsze jest to, że kiedy zostanie zaakceptowana twoja zmiana, to ląduje w commit queue i tam są wykonywane wszystkie testy jednostkowe, testy UI. Dopiero po tym to wszystko zostaje wrzucone na mastera i zaakceptowane. Następnie taką zmianę możemy wypchnąć do pracowników Dropboxa i mniej-więcej po jednym dniu jeśli nie ma żadnych uwag taka zmiana zostaje wypchnięta już do użytkowników zewnętrznych.

M: Czyli bardzo bezpieczny proces. Jakie macie pokrycie unit testami?

A: Na pewno nie jest to 100%. Wydaje mi się, że cała infrastruktura jest pokryta testami w 60-70%. Przejście tych wszystkich testów zajmuje niekiedy nawet 20-30 minut. Czasami jest to uciążliwe, kiedy wiesz, że coś jest popsute i chcesz szybko wypchnąć jakąś zmianę.

P: W Dropboxie również odpowiadasz za promocję programowania wśród kobiet. Możesz coś więcej o tym opowiedzieć?

A: Całkiem niedawno powstał taki wewnętrzny 8-osobowy zespół w biurze w Nowym Jorku. Nazwaliśmy się “New York City Site Builders”. Moim zadaniem jest dotarcie do mniejszości, które nie są reprezentowane w IT, w tym przypadku kobiet, a także dbanie o to, żeby całe nasze biuro było przyjaznym miejscem.

M: Czy w USA trzeba promować programowanie wśród kobiet?

A: Wydaje mi się, że trzeba je promować. Na pewno jest trochę łatwiej jeśli chodzi o dostęp do różnych firm, czy konferencji. Są też różne organizacje tak jak w Polsce “Geek Girls Carrots”, które organizują kursy programistyczne, czy bootcampy. Uczą nie tylko programować, ale również tego jak zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej.

P: Przejdźmy do pytań od naszych widzów. Pierwsze dotyczy kosztów życia w San Francisco i Nowym Jorku.

A: Nowy Jork nie jest tani. Wynajem mieszkania jest dosyć drogi, ponieważ płacisz wysoki podatek stanowy i za fakt mieszkania w NYC. Jest sporo osób, które w ramach optymalizacji podatkowej mieszka w New Jersey i codziennie dojeżdża. Wtedy nie płacą podatku miejskiego.

Jeśli chodzi o same mieszkania, to wszystko zależy od tego, kto gdzie chce mieszkać. Można poszukać czegoś na Uptown, czyli bardziej na północ albo w Queens czy Brooklyn, gdzie jest trochę taniej. Trzeba się tylko liczyć z tym, że dojazd może zająć trochę dłużej.

P: Jakie są ceny mieszkań na Manhattanie, a jakie np. w Queens?

A: Wiem, że na Manhattanie moi znajomi płacą między 3 500$ a 5 000$ za średniej wielkości mieszkanie. W Queens można znaleźć podobne mieszkanie co na Manhattanie lub nawet trochę większe już nawet za 1 800$.

P: Bardzo duża różnica. Daleko jest z Queens do Manhattanu?

A: To zależy, z którego miejsca, ponieważ Queens jest ogromne. Mi dojazd metrem do pracy zajmuje pół godziny.

P: Słyszałem z kolei, że mieszkania w San Francisco są jeszcze droższe od Nowego Jorku.

A: Mieszkania tam są okropnie drogie. Moi znajomi mówią, że najlepiej mieszkać poza miastem i dojeżdżać kolejką do pracy.

P: Jak w kwestii cen innych rzeczy w USA?

A: Kiedy pracujesz w firmach technologicznych, to nie wydajesz za dużo pieniędzy na jedzenie. Lunche, obiady, śniadania czy picie — to przez cały tydzień masz zapewnione. Bilet miesięczny na metro to jest około 120$. Dużo też zależy od tego, jak się umówisz podpisując umowę na mieszkanie — czy musisz płacić dodatkowo za energię, za wodę. Za prąd wychodzi mniej więcej 30$ miesięcznie, internet około 50$. Niektóre firmy będą płacić ci za telefon, więc nie musisz samodzielnie płacić rachunków, często oferują też zwrot kosztów komunikacji miejskiej lub na przykład dają ci rower.

P: Ktoś zadał pytanie jak wygląda według ciebie sprawa związana z przyszłościowymi językami programowania. W co warto wejść i na czym się skupić w perspektywie najbliższych lat?

A: Po części odpowiedziałam już wcześniej na to pytanie. Wszystko zależy co cię bardziej interesuje. Zaczynałam od frontendu, bo to jest proste i jest bardzo niski próg wejścia, ale jednocześnie trzeba starać się być na bieżąco, bo technologie webowe zmieniają się bardzo dynamicznie. Sama nigdy nie przywiązywałam się do konkretnego języka czy technologii. Uważam, że dużo lepiej jest poznać wszystko od środka i wiedzieć jak coś działa, poznać różne paradygmaty, próbować programowania funkcyjnego, programowania obiektowego, aby nie tyle poznać ten konkretny język, ale żeby nauczyć się myślenia w dany sposób. Jeśli nauczysz się myśleć w dany sposób, to nauka nowego języka będzie bardzo łatwa.

P: Jak wygląda praca zdalna w Dropboxie? Czy często trzeba zostawać po godzinach?

A: Nikt nie wymaga od ciebie zostawania po godzinach. Wszystko zależy od ciebie jak organizujesz sobie pracę. Nikt nie pilnuje czy jesteś 6 czy 12 godzin. Najważniejsze jest to, żeby komunikować, kiedy masz z czymś problem i się na czymś zawieszasz. Zamiast siedzieć po godzinach i dłubać w czymś co ci nie wychodzi, po prostu pytasz kogoś czy może ci w tym pomóc, czy zgłaszasz ten problem, żeby twój manager wiedział jakie są postępy, jakie są braki i ewentualne zagrożenia w danym projekcie. Jeśli chodzi o pracę zdalną, to wystarczy dogadać się wcześniej, albo wysyłasz SMS rano, że tego dnia chcesz pracować z domu.

P: Ciekawe pytanie padło przed chwilą, szczególnie dla osób rozważających przeniesienie się do Nowego Jorku. Jaka jest według Ciebie minimalna płaca, przy której opłaca się w ogóle rozmawiać z pracodawcą oferującym pracę w Nowym Jorku?

A: Generalnie przyjmuje się, że 100 000$ rocznie brutto, to jest średnia klasa. Wtedy spokojnie przeżyjesz i jeszcze coś ci zostanie.

P: Odnośnie samej rekrutacji, czy możesz podać przykładowe zadanie, które musiałaś rozwiązać podczas jednej z rozmów kwalifikacyjnych? Jak bardzo zaawansowane są te zadania i jakich zagadnień dotyczą?

A: Z mojego punktu widzenia zadania rekrutacyjne w Dropboxie nie są szczególnie trudne i nie są nastawione na sprawdzenie twojej wiedzy z danego języka programowania, tylko mają sprawdzić twój tok myślenia. Jeśli chodzi o zagadnienia, na pewno pojawi się jakaś rekurencja, w kolejnych etapach może pojawić się programowanie wielowątkowe, czy jak coś zoptymalizować.

P:  Czy jak rekrutowałaś się do Dropboxa czy wcześniej do Google, to jakoś specjalnie się przygotowywałaś do tego wszystkiego?

A: Początkowo tak. Przed moimi pierwszymi rozmowami z Google, miałam na kartce rozpisane algorytmy sortujące, bo wiedziałam że jak się zestresuję, to powiem jakąś głupotę. Z każdą kolejną rozmową rekrutacyjną było coraz łatwiej.

P: Czy w Dropboxie patrzy się bardziej na doświadczenie, czy może na ukończoną uczelnię? Jeśli chodzi o język angielski, czy warto mieć jakieś certyfikaty potwierdzające umiejętności?

A: Tak naprawdę, żeby dostać ofertę od firmy nie potrzeba niczego, co potwierdza twoje umiejętności. Fakt, warto mieć ładne CV, które przyciągnie wzrok rekrutera. Nikt nie patrzy na to, co studiowałeś i z jakimi ocenami. Nikt nie oczekiwał ode mnie żadnych certyfikatów, bo sprawdzali to jak sobie radzę podczas rozmowy rekrutacyjnej. Natomiast studia same w sobie są bardzo istotne jeśli chce się pracować w USA, bo wiza H1B czy Zielona Karta, to wizy dla osób z wyższym wykształceniem.

P: Na ile twoje studia pomogły ci w tym, żeby dostać się do Dropboxa, a na ile to wynikało z tego, że doskonaliłaś się sama po godzinach? Dużo czasu na to poświęciłaś?

A: Na pewno początkowo poświęciłam na to dużo czasu. Później mniej gdy zaczęłam studiować i pracować, więc gdybym miała wrócić do domu i jeszcze klepać kod, mogłabym oszaleć. Co nie znaczy, że czasami tego nie robiłam. Studia na pewno dają taką podstawę teoretyczną, dzięki której jestem pewniejsza w tym co robię.

P: Wrócę do pewnego pytania, które się pojawiło. Ono dotyczy architektury w Paper. Czy są tam jakieś mikroserwisy, czy coś innego?

A: Tak, są mikroserwisy. Niedługo będziemy stawiać kolejny. Korzystamy też trochę z różnych zewnętrznych rozwiązań np. do samego wyszukiwania w plikach.

P: Na sam koniec chciałbym cię spytać o to, jaką radę byś dała osobie, która chciałaby się w przyszłości dostać do takiej firmy jak Dropbox. Co zrobić? Jaką ścieżką podążać?

A: Myślę, że trzeba podejść do tego strategicznie. Jeśli chcesz pracować w USA, musisz mieć studia. Bez wykształcenia wyższego nie zdobędziesz wizy. Trzeba mieć na uwadze to, że licencjat w Polsce trwa 3 lata, a w USA 4 lata, więc trzeba zrobić licencjat w Polsce 3 lata i 1 rok magisterki minimum, żeby zostało to zakwalifikowane jako równoważny poziom wykształcenia z licencjatem z USA. Do tego też warto zdobyć wykształcenie w innych miejscach, pracować, bo to sprawia, że masz praktyczny kontakt ze wszystkim czego się uczysz i do tego uczysz się też nowych rzeczy. Chodzi o to, żeby budować pewność siebie w różnych obszarach.

P: Dziękuję za rozmowę.

Patronujemy

 
 
Polecamy
Product Design to ciągły rozwój. Jak pracować dla największych marek i mieć realny wpływ na ich produkty