3 powody, dlaczego developerzy tak dużo zarabiają

Ostatnio zastanawiałem się, skąd takie zarobki u developerów i od czego one zależą. Doszedłem do kilku ciekawych wniosków: moim zdaniem, linia pomiędzy językami programowania zaciera się. Teraz liczy się tylko to, czy ktoś jest frontendowcem, backendowcem, czy fullstackiem.


Mariusz Walczak. Tech lead w Softfin. Absolwent Warszawskiej Wyższej Szkoły Informatycznej. Pasjonat inżynierii oprogramowania, swoje aplikacje tworzy w PHP i językach opartych na ES6/7. Prywatnie miłośnik futrzanych czworonogów, oraz winiarstwa i nalewkarstwa.


Certyfikaty, nie mają już takiego znaczenia jak kiedyś. Olbrzymi niedobór specjalistów z dziedziny programowania sprawił, że firmy łapią każdego na rynku i kuszą coraz to większymi zarobkami. My programiści jesteśmy wyjątkowo rozpieszczani, co jest trochę nie fair dla innych branż. Przykład moja żona, jest weterynarzem, a zarabia 3 razy mniej niż ja. Jeśli popełni w pracy błąd — może on przynieść śmierć. Mój błąd jest tylko kolejnym taskiem, najczęściej zajmuje mi dwie godziny i po sprawie. U mojej żony duża odpowiedzialność nie idzie w parze z zarobkami. A przez to, że programistów jest za mało, ich pensje idą ostro w górę.

Zauważyłem, że moja pensja na początku rosła dwukrotnie. Zaczynałem swoją karierę, od 2 500 zł na rękę. Jako junior dużo się uczyłem, mój szef był doświadczonym programistą i przekazywał mi swój fach, opierdzielając mnie na każdym kroku i pokazując jak to powinno być zrobione. Dzięki temu następna moja praca przyniosła mi już 4 000 zł na rękę. Potem założyłem firmę i podpisałem kontrakt na 7 tys., potem na 11 tys., a w następnych latach wzrost był niższy, ale stabilny. Ogólnie nie mogę narzekać jeśli chodzi o zarobki. Na początku byłem pod skrzydłami starszych programistów, potem gdy już byłem bardziej doświadczony, sam zacząłem pomału podejmować decyzje w projekcie, a gdy przebiłem kwotę 10 tys. w zasadzie byłem seniorem w programowaniu i miałem prawie pełną dowolność. W obecnej chwili mam pełną dowolność i uczę młodszych programistów jak być lepszymi.

Aby zrozumieć skąd się takie pensje biorą i od czego zależą, musimy podzielić ją na trzy segmenty.

1. Brak specjalistów na rynku

Rynek potrzebuje programistów, aby się rozwijać, niestety specjalistów z tej dziedziny jest mało, choć programistów jest sporo. Firmy kuszą więc pensjami, aby specjaliści wybrali właśnie ich firmę. Dlaczego powiedziałem, że programistów jest dużo, a specjalistów jest mało? Przeprowadziłem kilkanaście rozmów kwalifikacyjnych. Odpytywałem ludzi z wiedzy technicznej i byłem w szoku poznając kondycję naszego rynku pracownika. Na ponad 20 kandydatów, tylko 4 się nadawało, aby ich zatrudnić na jakiekolwiek stanowisko. Reszta była niedouczona, a wymagania miała z kosmosu. Podzieliłem tych ludzi na kilka kategorii.

Bóg w małej firmie – czyli osoby, które kiedyś dostały się do małej firmy i samodzielnie lub w niewielkim zespole przepracowali z 8 lat. W małej firmie otrzymywali podwyżki na ile mogli, ale projekt nie wymagał od nich rozwijania się. W zasadzie ich umiejętności stanęły na te 8 lat. Skuszeni ofertami na wolnym rynku idą więc na rozmowę, a tam okazuje się, że to co potrafią jest mizerne.

Samouk geniusz – czyli osoby, które same się wszystkiego nauczyły, uważają że złapały Pana Boga za nogi i teraz wszystko mogą — tacy są najgorsi. Kiedyś jeden chłopak napisał na rozmowę kwalifikacyjną grę w PHP, a w jej kodzie była taka ciekawostka, że użyty był require i use linijka po linijce. Na moje pytanie czemu używa dwa razy deklaracji importowania pliku, jedno z namespace, drugie starą szkołą, walnął w stół i się wydarł, że inaczej mu nie działało. Dalsza część mojej rozmowy nie była już dla tego pana przyjemna, dostał serię pytań z namespaców i autloaderów i okazało się, że jego wiedza była słabiutka.

Młodzi gniewni – czyli osoby zaraz po studiach, którzy krzyczą: 10 tysięcy i możemy rozmawiać. Gdzie doświadczenie, gdzie jakiś choć jeden projekt komercyjny, gdzie umiejętności?

Przeszkolony młokos – czyli osoby, które uważają, że jak zrobią internetowy kursik, to już wszystko wiedzą. Tutaj przypomniała mi się rekrutacja dziewczyny, która miała napisane, że potrafi angulara, php, symfony, twiga, noda, oraz milion innych technologii. Zrobiła w ciągu 2 miesięcy kursiki on-line. Na rozmowie nie potrafiła napisać klasy, bo nie znała składni.

Ludzie uważają, że jak potrafią coś pokodować, to już są programistami. Moja żona nie potrafi kodować w żadnym języku, a jest o wiele lepszą programistką od nich. Czemu? Jej zawód wymaga znajomości algorytmiki. Otrzymuje dane wejściowe i musi wprowadzić taki algorytm, aby uzyskać odpowiednie dane wyjściowe. Po rozmowach ze mną zna paradygmat obiektowy, funkcyjny. Wie czym są prototypy, ogólnie zna całą teorię jeśli chodzi techniczną część programowania, natomiast jeśli chodzi o praktyczną, zna ją ze swojej pracy. Jeżeli nauczyłaby się dowolnego języka, to byłaby bardzo dobrą programistką.

Tutaj warto poruszyć jeden temat. Język kodowania i znajomość języka to tylko szczegół w pracy programisty, narzędzie. Programowanie, to rozwiązywanie problemów, umiejętność podejmowania szybkich decyzji. Wielowymiarowe analityczne myślenie. Na problem trzeba spojrzeć z wielu perspektyw. Ci co to potrafią i dodatkowo znają odpowiednie narzędzia do implementacji tych rozwiązań są specjalistami. Jeżeli nie mają tych dwóch dziedzin wiedzy opanowanych nie są specjalistami, tylko albo analitykami, albo koderami.

Specjaliści zarabiają naprawdę dużo. W zależności od doświadczenia i znajomości narzędzi mogą liczyć na wyższe pensje, co więcej, doświadczenie ma tutaj większą składową niż narzędzia. Sam po sobie zauważyłem, że w obecnej chwili nauka nowego frameworka, nie wymaga ode mnie olbrzymiego nakładu czasu, w zasadzie, 3-4 dni i już coś w nim piszę, a z czasem się wprawiam. Także opanowanie nowej technologi nie jest jakimś dużym problemem. Natomiast doświadczenia nie mogę ot tak opanować.

Czym jest doświadczenie? To nic innego jak wszystkie sytuacje z życia programisty w jakich znaleźliśmy się podczas naszego życia deweloperskiego. Każdy problem jaki rozwiązaliśmy, każdy projekt który utopiliśmy, wnioski i przemyślenia. To jest najcenniejsze im więcej różnych sytuacji i decyzji, tym mamy bogatsze doświadczenie, bo wiemy, że jeżeli zrobimy to, to wydarzy się coś takiego, albo może się posypać tu i tam.

Wracając do tematu. Im większe doświadczenie, tym większa pensja. Dodatkowo na rynku można zaobserwować, że brakuje specjalistów od warstwy prezentacyjnej aplikacji, czyli frontendowców oni w obecnej chwili mogą liczyć na najwyższe pensje. Jeżeli jeszcze znają jakiś z popularnych frameworków, to mogą nawet liczyć na 20-25 tys. zł netto na fakturze. Co ciekawe, jeżeli ktoś jest fullstackiem, czyli nie dość, że potrafi dobrze programować w warstwie prezentacyjnej, jak i tej na zapleczu, czyli bazy danych logika biznesowa i cała reszta, to nie dostanie dużo większej, jeżeli w ogóle coś więcej do pensji.

Dzisiaj znając backendowo PHP i Noda, otrzymuje się propozycje takie jak osoby znające Javę, czy C#. W zasadzie przekroczona została granica, która jeszcze kilka lat temu była mocno odczuwalna. Senior PHP zarabiał 13 tys. netto na fakturze, a Senior Java 13 tys. na f-vat netto na fakturze. W obecnej chwili mój rekord to 21 tys. za bycie tylko PHPowcem, więc zbytnio różnicy nie ma.

2. Deweloper to stan umysłu

Kolejnym aspektem, czemu deweloperzy tyle zarabiają, to rodzaj pracy. My po 8 godzin rozwiązujemy problemy, potrafimy błyskawicznie uczyć się nowych rzeczy i równie szybko zapominać o tej wiedzy. Moim ulubionym przykładem jest moment, w którym na czas projektu znałem prawie całą ustawę o ZUS na pamięć. 3 miesiące po projekcie, już szukałem w internecie jak to się składki liczyło.

Przede wszystkim deweloperka nie jest dla wszystkich, po 8h pracy, przychodzimy do domu i uczymy się jak być lepszymi. To trochę jak z artystami, ciągle szlifujemy swój warsztat, technologia idzie w galopującym tempie do przodu, nie zatrzymuje się, ona gna. Jak nie będziemy jej gonić, to odpadniemy.

Dodatkowo jest to zawód dla osób odpornych psychicznie. Nie dość, że wiemy, że nigdy nie nauczymy się doskonale pisać kod, że zawsze będziemy tworzyć aplikacje nie tak doskonałe jak chcemy, to jeszcze musimy wytrzymać olbrzymią presję podczas tworzenia tych aplikacji. Szefostwo z racji tego, że musi nam płacić tyle, co trzem innym pracownikom, daje krótkie i napięte terminy, aby ich projekty kosztowały jak najmniej.

Droga dewelopera jest drogą samotną. Każdy z nas musi też mierzyć się z tym, że nie poopowiadamy rodzinie, jak to napisaliśmy klasę generującą pół aplikacji, albo nie porozmawiamy o wyższości typów generycznych nad dziedziczeniem. Ludzie po prostu nas nie rozumieją, a my żyjemy pasją do tego co robimy i poświęcamy temu bardzo wiele czasu.

3. Aplikacje generują bardzo duży przychód dla firm

Ostatni aspekt, czemu pensje deweloperów są tak wysokie, to fakt, że dobra aplikacja, dobrze sprzedana generuje milionowe zyski, więc szefostwo widzi, że poświęci 20% z miesięcznego zysku na najlepszych specjalistów jakich może znaleźć i może zwiększyć ten dochód, a przynajmniej nie stracić. Ogólnie rzecz ujmując jest z czego dzielić.

Dlaczego one tyle mogą zarabiać? Globalizacja i Internet. Umówmy się, że jak założę salon fryzjerski w Warszawie, to zanim zaczną przyjeżdżać do mnie klienci z Krakowa, to musi sporo wody w Wiśle upłynąć. Natomiast jak stworzę narzędzie do liczenia pensji pracownikom i dam odpowiednią cenę — odległość nie ma znaczenia. Więc już na starcie mam ogólnoświatowy zasięg, a mając taki zasięg, wystarczy sprzedać milion kopii miesięcznie o złotówce, aby móc spokojnie wyżywić 100 programistów.

Mała rada dla młodocianych

Pamiętajcie im wyższa pensja tym więcej obowiązków, natomiast pieniądze nie są najważniejsze. Ja wprowadziłem sobie w życiu regułę „kwoty pazerności”, jest to kwota, powyżej której już nie ma znaczenia na ile opiewa nowa propozycja. Dla przykładu założę, że wynosi 10 tysięcy złotych miesięcznie. W tym momencie, czy ktoś mi da 11 czy 21 tys. miesięcznie, nie ma znaczenia. Zaczyna się analiza na zupełnie innym poziomie. Przede wszystkim za 21 tys. jak coś pójdzie nie tak, to jestem pierwszy do eliminacji, bo jestem poważnym obciążeniem finansowym dla firmy. Dodatkowo obowiązki są na pewno wyżyłowane, a szefostwo będzie mnie obserwować. Mniejsza kwota = mniejszy stres.

Dodatkowo patrzę na zespół, czy pracuje tam długo, jak wygląda sprawa urlopów, oraz czy biuro ma dogodną lokalizację. Ogólnie, powyżej tych 10 tys. złotych nie patrzę już na kwotę, to jest najmniej istotne, a nawet trochę przerażające.

Kilku moich kolegów poszło do innych firm, bo dawali 300 zł podwyżki. Oczywiście rozumiem gdy nasza pensja to 2500 i nagle mamy 2800 to jest olbrzymi skok, ale z mojego doświadczenia wynika, że powyżej 7 tys. te 300 zł nie ma znaczenia, a w skrajnym przypadku 13 tys. złotych kolega zamienił na 13 300 zł. W moich oczach to była ośmieszająca zamiana.

Pieniądze to nie wszystko, na pensje trzeba zapracować, trzeba przejść swoją drogę. Zawód dewelopera jest zawodem rzemieślniczym, uczymy się na własnych i cudzych błędach. Całe życie będziemy się uczyć, a i tak nigdy nie osiągniemy poziomu jaki byśmy chcieli. Jeżeli kiedykolwiek jednak to osiągniemy, to znaczy, że ponieśliśmy porażkę. Zawsze jest miejsce na lepszy kod, lepszą architekturę, lepsze rozwiązanie. Zawód programisty to zawód pokory. Także nie żądajcie Bóg wie jakiej kasy. Dostaniecie ją jak zasłużycie na to.

Zapraszamy do dyskusji

Patronujemy

 
 
More Stories
Oni czegoś nie rozumieją, czyli 5 praktycznych porad, jak powinna wyglądać komunikacja w zespole